QUO VADIS... ŚWIECIE
Ostatnie wybory w Hiszpanii skłoniły mnie do refleksji na temat tego co dzieje się obecnie w świecie. Postanowiłem zadać sobie pytanie w jakim kierunku zmierza obecny ład i porządek społeczny. Tytularny Vox Populi, Vox Dei to zwrot zawarty w liście anglosaskiego mnicha Alkuina, do Karola Wielkiego, który zdaje się wyczerpywać odpowiedź. Wszak gdy Bóg nie wyraża bądź też cofa swoje poparcie dla pomazańca, to pomazańcem przestaje on być. Czasami następuje to w sposób gwałtowny, a niejednokrotnie przy wydatniej pomocy ludu, którym niewątpliwe miłosierny i dobry Bóg się posługuje. Zapominają o tym dość często włodarze, którzy przez właśnie ten skromny, schylający na co dzień w pokorze plecy lud boży zostali na owy piedestał wybrani. Skoro zostali wybrani, to równie dobrze z tego piedestału mogą zostać przez ten sam lud zrzuceni. Przeto tworzą oni organa i aparat systemu, aby takowy obrót wydarzeń uniemożliwić.
Brak poparcia Boga, gdy samemu uważa się za Boga, jest sprawą błahą, gdy nieprzytomny z wściekłości plebs złapie się za drągi i zacznie tą boskość sprawdzać, jak to Aztekowie zrobili z hiszpańskimi konkwistadorami. Gdy nimb nieomylności i boskości poddany właściwej próbie tegoż nie przejdzie, może się to skończyć źle dla grzeszników, którzy chcieli się stawiać na równi ze Stworzycielem. W taki właśnie sposób położono kres starożytnemu królestwu Faronów z okresu Starego Państwa. Gdy ponad 4 tysiące lat temu plony były marne, do fellahów zupełnie jak do dzisiejszych chłopów nie docierało, że to nie tylko codzienne zajęcia i ich styl życia, tudzież środki transportu, których używają, są odpowiedzialne za klimatyczne zmiany (w ich przypadku pustynnienie Sahary). Docierało do nich natomiast to, że coś jest nie tak z tymi zarządzającymi, że ta boskość i przychylność niebios może być mocno naciągana. I w ten oto sposób rozpadały się nimby nadzwyczajnej mocy i nieomylności. Ot chamy się zbiesiły i problemy po swojemu załatwiły. Nie inaczej jest w dzisiejszej Europie, gdzie coraz to większa jej część ma w głębokim poważaniu wydumany postęp prowadzący donikąd.
Obserwując obecne światowe wydarzenia widać ewidentnie, że do rządzących, przypisujących sobie role wybrańców losu, pomazańców bożych czy też nowej rewolucyjnej awangardy niosącej kaganek oświaty przed ciemnym ludem nie dociera, iż cierpliwość ludu jest na wyczerpaniu. Nie dociera do nich także świadomość, że zgodnie z wolą Adonaia dotknie ich gniew Jego, wyrażony buntem owieczek bożych. Czy będzie to gniew, jak bywało onegdaj, dosyć szybki i brutalny tego nie wie nikt. Jest za to więcej niż pewne, iż zawsze pojawiają się jakieś znaki ostrzegawcze. Przecież dobry i miłosierny Pan Bóg nie karał od razu bezlitośnie grzeszników, ale w pierwszej kolejności wysyłał do nich swoich posłańców, w postaci proroków. Czy zostali oni wysłuchani czy też wystawieni na drwiny było sprawą drugorzędną. Ważniejsze było to, iż owi posłańcy byli ostrzeżeniem, którego niewątpliwe nie należy bagatelizować. A tak właśnie postępują, mające się za lepszych obecne tzw elity świata.
Zatem wracają do meritum, rządzący i dzielący obecnie władzą na swoich lokalnych podwórkach, powinni zacząć sobie zdawać sprawę z tego, że właśnie objawiane są im takowe znaki ostrzegawcze. Ogromny wzrost poparcia dla partii takich jak VOX w Hiszpanii, AFD w Niemczech, Ruch Pięciu Gwiazdek we Włoszech, Zielonych na Starym i Nowym Kontynencie, czy też rosnąca liczba obywateli głosujących na skrajną lewicę są tego dobitnym przykładem.
Rosnący elektorat głosujących na partie skrajne (lewicowe i prawicowe) powinien wybudzać z letargu władców tych ziem, otwierając ich oczy na fakt, że nie jest dobrze, a właściwie to jest już bardzo źle. Cierpliwość ludu jest już na granicy, a czara goryczy została już w niektórych miejscach przelana i obserwujemy tam wzburzone i gwałtowne głosy gniewu ludu pracującego miasta i wsi. Rzeczą oczywistą jest, iż niektóre ruchy są inspirowane i sponsorowane z zewnątrz, ale na Boga Pana Naszego, czy gdyby ziarno złości padało na niepodatny grunt, to czy coś by z niego wyrosło. Śmiem wątpić.
Należałoby się więc zastanowić, co jest przyczyną tak gwałtownych rozruchów i protestów na świecie. Nie będziemy zagłębiać się w wielką globalną grę wielkich o wpływy, ale skupmy się na sprawach nam bliższych. Na życiu, naszym życiu powszechnym. Czy nasze życie się poprawia, czy też zaczynamy powoli odczuwać, że wbrew szumnym zapowiedziom biurokratów standard naszego życia ewidentnie się obniża. Być może w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie widać jeszcze tego, ale zapewniam was, że w tym tak zwanym cywilizowanym świecie, jest już gorzej, na tyle gorzej, że już nawet średnia długość życia zaczyna spadać.
OPOWIEŚCI.... z ŻYCIA WZIĘTE
Czy gdyby było tak dobrze, to bylibyśmy świadkami dantejskich scen w Katalonii? Separatyści czy też niepodległościowcy (jak kto woli) uzyskali większe poparcie społecznie nie dla tego, że przeciętnemu Katalończykowi bliska jest idea niepodległości. To tak jakby mówić, że przeciętnemu mieszkańcowi Śląska bliska jest idea głoszona przez pana Gorzelika. Większość ludzi ma ją w głębokim poważaniu. Coś więc musiało jednak zajść, że doszło do takich silnych protestów. Wbrew temu co opowiada się w telewizorni powodem jest, nie mniej nie więcej, matka mamona. Lokalny lud wykalkulował sobie tam, cytując Tuwima: Że coś im w bankach nie sztymuje. A jak się nie zgadza to po co się dokładać na innych "gołodupców"? No i wymyślono sobie niepodległość. Nie chodzi tam dokładnie o banki, ale jest to po prostu trwający permanentnie kryzys na Półwyspie Iberyjskim, który od roku 2008 daje o sobie znać wszędzie, a samym Katalończykom zaczęło się wydawać, że bez łojenia na innych i wysysania pieniędzy z ich regionu byliby bogatsi.
W niedalekiej Francji-Elegancji jest nie lepiej. Co się tam dzieje od ponad roku? Czy ruch żółtych kamizelek i powszechne walki na ulicach maja też ma coś wspólnego z ruchami separatystycznymi? Otóż nie, ale podstawy ma takie same. Kończy się eldorado i rząd zaczyna przyciskać obywateli. Obywatele francuscy jak to obywatele francuscy, przyzwyczajeni do socjalnego dobrobytu postanowili pokazać włodarzą co tak naprawdę myślą i wychodzą na ulice. Zamieszki trwają już bez mała rok i nie wygląda na to, aby szybko się zakończyły.
Przenieśmy się na drugą stronę globusa. Tego co się obecnie dzieje w Ameryce Południowej nie trzeba chyba nikomu opisywać. Latające koktajle Mołotowa, strzelająca policja, brutalne interwencje i jeszcze brutalniejsze odwet protestujących. Cóż Latynosi, gorące panie, gorąca krew, gorący temperament. Cały ten obraz nie powinien nam jednak przysłaniać głównych powodów dlaczego się tak dzieje. A dzieje się tak gdyż (zgodnie z tezą zawartą w świetnym artykule podesłanym mi przez redaktora naczelnego na temat sytuacji w Chile) ktoś zgarnia prawię całą szarlotkę z mistycznego wzrostu PKB. Reszta robi za osiołków, tyrając od rana do wieczora w pocie czoła, i niejednokrotnie łez. Gdy jednak na chwilę wyprostują swój zmęczony od ciągłego harowania krzyż, spada na nich tęga laga opresyjnego systemu Kapitana Państwo. Rodzi się więc w ich głowie zapytanie - Za jakie grzechy dobry Boże?
Ten prosty pracujący lud miasta i wsi, godził się na to jeszcze do momentu, kiedy i jemu kapało z pańskiego stołu, ale gdy musi się już do pańskiego stołu dokładać odmawiając sobie samu, to jego cierpliwość się kończy. Jak słusznie zauważył Nicanor Parra, ktoś zjadł mój i swój chleb, ale licząc po wskaźnikach to wyszło po bochenku na głowę. Od tego już niedaleko do przelania czary goryczy, kiedy to ci bardziej krewcy w stanie desperacji zaczynają odbierać władzę włodarzom, przy okazji przetrzepując im skóry tymi samymi narzędziami, który do tej pory służyły do dyscyplinowania niepokornych.
Bardziej dosadnie powiedzieć się już tego chyba nie da. W sumie te słowa powinny zakończyć jakąkolwiek dyskusję, ale tak się nie stanie, gdyż zawsze się znajdzie jakiś ekonomista, który będzie próbował podważyć prawdziwość tych słów. Bo dla niego gdyby nie PKB to przecież tego chleba by się nie wyprodukowało? Nieprawdaż? Cóż życie pokazuje że nawet przy ujemny chleb będzie zawsze, tyle że dla kogoś może zabraknąć. Zabrakło go feralnego roku 1917. Pomijać już kwestię, kto i czy stał za tym przewrotem, kto sponsorował Lenina czy też wcześniej Kiereńskiego, ale zwrócicie uwagę na to w jakiem oderwaniu od rzeczywistości żył samodzierżawca Rusi, wraz z całą pałacową świtą, że wybuch rewolucji był dla nich zaskoczeniem. Całkowitym.
Przez świat przetacza się fala niepokoju, nie dlatego, że hegemon z pretendentem biorą się za łby. Znaczny się też, ale przy okazji z całą mocą wybuchają dawno zdałoby się zapominanie spory. Ale spory owe są tylko dodatkiem, do podstawowego problemu. Obecny system gospodarczy promujący przepływ bogactwa w kierunku wąskiej grupy ludzi nie zdaje egzaminu. Prosty człowiek zadaje sobie zasadnicze pytania:
- Jakie korzyści otrzymuje on osobiście z szumnie ogłaszanych w mediach wszelkiego nurtu rozwoju: Z rosnącego PKB?
- Czemu to on ma płacić gdy ten przepływ zaczyna się kurczyć?
- Czemu to jego zaczynają dotykać, cięcia w wydatkach, rosnąca inflacja, zjadająca jego podwyżki pensji?
- Czemu to on ma płacić za fanaberię rozwydrzonej gówniarzerii, która to chcą na złość zrobić rodzicom i zmuszają siłą do ponoszenia kosztów ich fantazji o OZE, czy jakichś pakietach klimatycznych?
- Czemu, gdy gospodarka się zawija, to on musi ponosić tego konsekwencje?

Pora sobie zdać sprawę, że cierpliwość się wyczerpała. Tam gdzie jeszcze nie ma walk z aparatem przemocy, tam ludzie wysyłają sygnały ostrzegawcze poprzez głosowania na partię skrajne (prawicowe i lewicowe) czy też partię anty-systemowe. Dzieje się tak gdyż sytuacja przybiera zły obrót, a że przybiera to nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Przecież w dobrych czasach, gdy szaleje dobrobyt, nawet na kredyt, nikt nie będzie dawał posłuchu oszołomom (według mediów). Dopiero gdy nadciągnęły czarne chmury, lub jak to mawiają Anglicy raining days, posłuch dostaje ten kto obieca przegonić deszcz lub ewentualnie wskazuje gdzie się można przed burzą schować. Na takiej samej zasadzie działają organizacje terrorystyczne czy też sekty. Skupiają się oni na rekrutacji ludzi mający pewne problemy, i też szukające rozwiązań takowych. Do włodarzy jednak nie dociera, że idą zmiany, że ludzie są zdenerwowani tym, że z tego dobrobytu tak szumnie ogłaszanego nic nie mają.
To wszystko co napisałem do tej pory nie wyjaśnia jednak dlaczego tak się stało, dlaczego na spokojnym do tej pory Starym Kontynencie, dochodzi do scen znanych bardziej z przeszłości lub z innych niebezpiecznych czy też egzotycznych krajów.
PRZYCZYNY....
Zacznijmy od tego, że głównym winowajcą jest nasz stary dobry znajomy: Zysk, zwany również z Biblii jako Pożądanie. Wśród liberałów nazywany motywacją do..., a wśród socjalistów zepsuciem z... Wśród bogatej elity właścicieli korporacji jest to najzwyczajniejsza w świecie chciwość. Coś co przysłoniło im resztki szarych komórek, o ile w ogóle jakieś posiadali. Nic bez powodu, wszak ojciec Rewolucji Październikowej ględził miedzy swoimi o tym jakie interesy robić z przebrzydłymi imperialistami. Wszystko to w myśl starożytnej maksymy divide et impera, to oni rozdają karty w tej rozgrywce zwanej dla niepoznaki potocznie gospodarką wolnorynkową, i dlatego też należałoby wziąć pod lupę ich postępowanie. A ono jest proste jak budowa chłopskiego cepa do młócenia głów jaśnie panów, pardon me, do młócenia zboża. Maksymalizujemy zyski, minimalizujemy koszta, jednym słowem budzimy smoka, przed którym ostrzegał już przesławny cesarz Francuzów. Wywodzący się jednak w przeważającej większości z angielskiego kręgu kulturowego, owi współcześni właściciele niewolników konsumpcji ostrzeżenie owe zbyli wzruszeniem ramion. Wszak koniec końców Bonaparte skończył marnie na jakieś wyspie. To po co się słuchać przegranych? Dawaj dura-pany, przenosimy biznesy do krajów trzeciego świata. Oni tam za miskę ryż zrobią produkcję. Tylko, że teraz to już nie ma krain trzeciego świata, teraz to są panowie Chińczycy, dumni synowie Państwa Środka o historii liczącej ponad 2,5 tysiąca lat, i to im teraz trzeba się kłaniać w pas, żeby coś dostać. Do co bardziej wrażliwych na pewne określenia czytelników szybko biegnę z wyjaśnieniami, nie chodzi o białych, chodzi o wysokorozwinięte kraje, które w pogoni za zyskiem tną koszty. Japonia, Korea Południowa są tego też dobitnym przykładem. Teraz gdy do pewnych grup dotarło, że to wcale nie był to najlepszy pomysł, próbują ten proces odwrócić, ale najspokojniej w świecie zrobić się tego nie da, ani łatwo ani bez bólu. Nie dlatego, że oni by tego nie chcieli, ale dlatego że zajęci głupotami, nie zauważyli, że już jest delikatnie za późno, i że są bardziej uzależnieni od małych sprawnych rączek Azjatów, niż im się wydawało. Nie to, żeby szeroko rozumiany Zachód nie produkował nic, ależ oczywistym jest, że produkują masowo jak swego czasu nasza ukochana ojczyzna magistrów, których wiedza i umiejętności z roku na rok samoczynnie się degradują. O ile w ogóle zagłębiają tajniki jakieś pożytecznej nauki, a nie uczą się bzdur z zakresu ekonomi, finansów i innych pedagogik pospolitych. Może i to nie byłoby takie złe wszak, trzeba być naprawdę sztukmistrzem ażeby zwykły papier zamienić w coś na tyle wartościowego, że część ludzkości jest w stanie zostać niewolnikami byle takowy papierek otrzymać. Mało tego, pod przyszłe zyski ze swoje pracy jest w stanie sprzedać swoją dusze i ciało niejednokrotnie na długie lata.

Azjaci to jednak nacje delikatnie mądrzejsze, bo mając za sobą eksperyment z papierem, uparcie zaczynają odmawiać owego papieru przyjmowania, ględząc coś o złocie, produkcji, przemyśle i ogólnie pozbywaniu się papieru. Oni barbarzyńcy nie wiedzą wszak że już w świecie zachodnim nie ma królów, dlatego ich metal jest przeżytkiem? Nie to, żeby podobno najstarsza ciągle trwająca cywilizacja, garściami nie czerpała z dorobku Zachodu. Owszem zdarza się, wszak państwo dobrobytu mas pracujących miasta i wsi oraz kult jednostki nie są tak odległą dla nas cywilizowanych ludzi historią. Inwigilacja, cenzura protekcjonizm, uzależnianie od siebie słabszych to czyje to wymysły? Wsadzanie ludzi za poglądy stojące w opozycji do tych forsowanych oficjalnie, bo przecież dla dobra ludzkości pono jest. No tak bo ględzenie, że ktoś może być niewiasta gdy co dopiero był facetem wbrew ludzkości nie jest. Kiedyś wsadzało się delikwenta do szpitala i za pomocą środków farmaceutycznych wybijano z głowy "inności", ale to zbrodnio-myśl, wszak teraz mamy mamy demokrację, i to bardzo liberalną. Przy czym ludzie całkowicie zapomnieli czym demokracja jest, a jest ona podporządkowaniem się tych co zebrali mniej głosów tym co owych głosów zebrali więcej. I to w każdej indywidualnej sprawie. Pomijając już jednak rozważania na tematu sytemu prawnego, w tym miejscu wypadłoby postawić pytanie, czy ze względy na ciągle spadający iloraz inteligencji a co za tym idzie kompetencji oraz permanentne niedofinansowywanej służby zdrowia w każdym kraju UE, spada też wiedza specjalistyczna potrzebna do zdiagnozowania zaburzeń, tudzież choroby. Czy też ze względu na tłumy co bardziej zdolnych ludzi oblegające tak przyszłościowe kierunki jak gender, które w sposób oczywisty pchają ludzkość na nowe tory historii, brakuje ludzi którzy są w stanie ogarnąć rzeczy powszechnie znane i praktykowane w medycynie od czasów budowy piramid? Podobno wśród przedstawicieli Zachodniej medycyny w szczególności tej od psychologi jednostki i tłumu panuje opinia, że skoro specjaliści z krajów wysoko rozwiniętych leczyć tego nie umieją, to należy uznać to za stan naturalny. Podobnie jak szamani w lasach Amazonii uznają za naturalne to, że ktoś widział demona i się go wystraszył. Delikwenta leczy się nie przez wmawianie, że czegoś nie widział, ale poprzez że to coś widział i istnieje jak najbardziej, ale za pomocą przywołanej przez czarownika MOCY będzie się trzymać to coś na odległość. Ja przyznam szczerze nie znam się, ale jeśli takie metody mają pomóc to czemu nie, tylko najpierw panowie psychologowie od gender musieliby uznać, że podawanie się za kogoś innego częściej niż raz w roku w okresie Halloween jest poważnym zaburzeniem. Wszak to oni wyznaczali przez ostanie stulecia kierunek w jakim powinien pójść rozwój jakże nam potrzebnej medycyny. W szczególności tej od obcinania męskich przyrodzeń :) Od starożytności powszechnie wiadomo, że przyczyną niektórych chorób o tym podłożu psychicznym, są dwa dyndające miedzy nogami wory. Tylko "durni" Azjaci jeszcze protestują, że im CIA z facetów chodzące łajzy i niedorajdy robi.
Wrócimy jednak do meritum zagadnienia. Zysk zysk, czysty zysk. Niech z każdym naszym tchnieniem rosną tabelki, niech każdy nasz dotyk zamienia się się w profit, niczym u mitycznego król Midasa, otaczającego się złotem. Tyle, że on w porę zrozumiał swoją głupotę i wybłagał kapryśnego bożka o cofniecie swego daru. Ciekawi mnie w jakiej rzece obecni władcy dusz obmyją swoje ręce? A może wzorem Izraelitów wbrew ostrzeżeniom Mojżesza wybudują złotego cielca? A nie, przepraszam, takiego już mają przed budynkiem każdej giełdy. A prosty lud patrzy, jak bardzo tamto życie jest poza ich zasięgiem. Patrzy i popada w frustrację. Ale czy i on jest bez winy? Czyż to nie on sam zamienił przybytki boże w świątynie rozpusty. Czyż to nie oni, prości kmiotkowie, sami pozbawili się duszy na korzyść życia doczesnego? W myśl zasady lepiej posiadać i mieć, niż się cieszyć tym co mam. Czy nie oni, ludzie prości idąc w ślady elit, chcą więcej i więcej. Oni biedni, nie rozumieją, że nie po to urodzili się na tym świecie, żeby cieszyć się szczęściem i wolnością. Oni urodzili się po to aby tyrać i nabijać kabzę tym bardziej uprzywilejowanym. Po to aby być ich niewolnikami poprzez rządzę posiadania. Oddając się hedonizmowi, zabijając Boga, równocześnie muszą czymś tą pustkę wypełnić. Znaleźli sobie nowe wzory do naśladownictwa, nowych Bogów, którzy samozwańczo sami się nimi mianowali. Nietschze niczym prorok pisał o tym setkę bez mała lat temu, widząc do czego to wszystko prowadzi:
"Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili! Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami? Najświętsze i najmożniejsze, co świat dotąd posiadał, krwią spłynęło pod naszymi nożami – kto zetrze z nas tę krew? Jakaż woda obmyć by nas mogła? Jakież uroczystości pokutne, jakież igrzyska święte będziem musieli wynaleźć? Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się bogami, by tylko zdawać się jego godnymi?"
Zatem nie tylko elitom się wydaje, że są Bogami. Tak ich traktuje lud prosty niepiśmienny, który się na nich wzoruje, do czasu aż się obudzi. Kiedy to do niego dotrze, że nie ma szans nie tylko zasiąść na Olimpie, ale nawet zbliżyć się do owej góry. Bardziej przypomina on Syzyfa, który będąc już prawie u szczytu (swoich możliwości) traci grunt pod nogami i musi zaczynać od nowa. Schodząc z owego przeklętego pagórka słyszy boski rechot, taki sam dokładnie jak dzisiejszych panów i władców obiegu pieniądza. Bogowie wymyślili system perfekcyjny, Pieniądz Dłużny. Aby coś osiągnąć musisz iść na studia, zaciągnąć kredyt studencki. Później trzeba go spłacać, wpadasz w machinę systemu. Po kilku latach idziesz po kredyt hipoteczny. W ramach walki z wzrostem gospodarczym możesz dostać więcej niż powinieneś. Jaszcze tylko nowe meble ze skandynawskiej firmy, sprzęt AGD wyprodukowany w Chinach, ale firmowany przez kraje tzw. pierwszego świata, sprzedawane z dziesięciokrotną przebitką i już należysz do jednej wielkie rodziny, jesteś ich. Oczywiście wszystko wg perfekcyjnie opracowanego schematu: Na krechę, a krechą kolejną krechę pogania. Twoja dusza należy od nich.....
SKUTKI....
Pogłębiająca się przepaść miedzy jednym a drugimi, doprowadza do sytuacji wrzenia. Jak to dawniej bywało w historii, gdy rozwarstwienie społeczne zaczyna przybierać kosmiczne rozmiary, lud prosty, aczkolwiek swój rozum mający, nie czeka na gniew Elohima, ale sam bierze sprawiedliwość w swoje ręce. Często przybiera ona wymiar dosyć brutalny i gwałtowny. I nawet jeśli elitom uda się owy bunt poskromić, to szkody zostały już wyrządzone a pamięć zachowana. Jedną z nich jest odkrycie, że w żyłach Faraona płynie ta sama krew i popełnia on te same ludzkie błędy.
"Co z niego za Bóg zatem?" krzyczy pijany krwią motłoch. Co z niego za władca, skoro poległ z naszych rąk?"
Zanim jednak do tego dojdzie, lud prosty, niepiśmienny aczkolwiek dość często uczciwy próbuje rożnych sposobów. Ci bardziej wykształceni z większych miast, co głośną krzyczą, że nie ma istot nadprzyrodzonych przestają się rozmnażać. I umierają po cichu w samotności, w swoich niedawno co spłaconych pod koniec życia studio-apartamentach, mających mniej metrów kwadratowych niż za człowieka sowieckiego. Zupełnie jak senatorowie pod koniec świetności Imperium Rzymskiego. Niewątpliwym pocieszeniem dla nich będzie, że coś w tym swoim życiu posiadają i mogą przekazać to na rzecz państwa, ewentualnie tych nierobów którzy nimi gardzą, bo sami dzieci mieć nie będą. Przecież to obowiązek jest, a i szkodliwość dla planety, a emeryturę ma zapewnić państwo. Obiecali. Natomiast uboga materialnie bo przecież nie duchowo, prowincja z miast mniejszych i wsi, widzi, że to do niczego nie prowadzi. Zatem podążając za rzeczywistością, czy też kierowana boską ręką, populacja chamów i łyków miejskich wybiera sposób walki zgoła odmienny. Jeśli istnieje taka możliwość, to upust swojej frustracji dają w sposób bezpośredni podczas wyborów. Czyż niedawne wybory na Starym Kontynencie, a nawet w naszej ukochanej ojczyźnie nie są tego odzwierciedleniem? Czyż wysokie pozycje partii radykalnych (nie mówię o PiS) nie przekazuje jasnej informacji, że już dość, wyście się "nachapali" teraz czas na nas. Czyż prawa ustanawiane w ostatnim czasie choćby w Polsce (o lokatorach, 500+, Mieszkanie+) nie jest próbą odwrócenia (nawet jeśli politycy nie zdają sobie z tego sprawy) strumienia gotówki płynącej do najbogatszych? Otwartym pozostaje pytanie, co się stanie gdy tych chwilowo jeszcze cichych pomruków przed nadchodzącą burzą nie posłuchamy. Dużo ważniejszym jest czy nie jest już za późno na uniknięcie nadchodzącego sztormu, z którego wszyscy wyjdą poturbowani, ale jak zawsze ci co mają najwięcej poturbowani wyjdą najbardziej. Bo nikt nie powie mi, że po rewolucji lutowej a później październikowej, ówczesna szlachta zachowała swój stan posiadania. Po Rewolucji Francuskiej było podobnie. Być może gdzieś daleko, ktoś będzie czerpał korzyści z tego, że tu jest źle, że tu się biją, ale ci co się komuś innemu wysługują, czy też gnębią sami z siebie bez litości, niech pamiętają, nawet "bity pies" może w końcu ugryźć.
Samozwańczy Bogowie widząc co w trawie piszczy postanowili za wszelką cenę uniknąć rozwoju wydarzeń niezbyt dla nich korzystnych. Są na tyle zdesperowani, że postanowili nawet łańcuch produkcji a wraz z nim miejsca pracy zawrócić z powrotem do krainy, gdzie demokracja ma się podobno świetnie. Czy jednak jest to główny powód czy też powodem jest coś innego, pozostaje pytaniem retorycznym. W kuluarach wróbelki ćwierkają, że Azjaci postępujący tak jakby nie obca była im litera prawa mojżeszowego (Nie będziesz miał Bogów cudzych przed mną). Zatem dzielić się uwielbieniem i chwałą nie chcą, nie po to poświęcili wielu przodków aby teraz wpuszczać na swój panteon odchodzących w zapomnienie Bogów z Zachodu. Żadnego profitu nie będzie, gdyż tam gdzie są siedziby macierzyste korpo-bogów zostały w zdecydowanej większości prace w usługach, przeważnie handlu. A, że handel owy odbywa się obecnie przeważnie w Walmartach i innych Lidlach, bo to takie stanowiska pracy zostały. Pod kopułami czerepów owych istot nadprzyrodzonych a co najmniej nadludzkich telepie się zatem ponaglająca myśli jak być władcą dusz konsumpcyjnych niewolników, skoro tych niewolników robiących na party-time w niepełnym wymiarze godzin nie stać nawet na opłacenia bieżących wydatków, a co dopiero zwiększaniu zysków. Po odliczeniu wszelakich rat kredytowych, ile % im zostaje na cała resztę? Dopóki tam gdzieś daleko, robiący za miskę ryżu godzili się tyrać za "zachodnią makulaturę" to jeszcze jakoś się kręciło, ale obecnie coś się im w głowach poprzestawiało i bezczelnie się pytają: Po co ona nam? 30tys ton złota pono nawet uzbierali, i z innymi "niepokornymi" z BRICS jakieś swoje obrzędy planują.
Wpadli więc dobrodzieje ludzkości na genialny pomysł odrdzewiania tego pasa co znajduje się pomiędzy Atlantykiem, Wielkimi Jeziorami i Appalachami. No ale część tych pomniejszych Bogów już nie Olimpijskich tylko z drugiego, innego panteonu zwanego globalizmem oburzyła się. Jak to, Nie będzie zysków, cięcia kosztów, tabelki w Exelu nie urosną? No i dochodzi do zgrzytów. Bo w myśl starej dobrej sprawdzonej techniki, "jankes" postanowił pójść w protekcjonizm. Gospodarz to dawno temu nakreślił do czego to może prowadzić:
Tu cła tam taryfy, co ewidentnie nie pasuje pewnej grupie osób. Wypisz wymaluj napięcia jak z połowy XIX wieku miedzy Północą a Południem. Jedni chcą ograniczeń, inni nie. Zarówno jednym i drugim chodzi o szmal, ale z tak prozaicznego powodu tysiące młodych jurnych byków nie pójdzie na rzeź. No to się wymyśliło starcie jakiejś ideologii. Wypisz wymaluj powtórka sprzed okresu wojny secesyjnej. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko wojny domowej. Jeszcze, ale już przez małe "j".
Władcy poszczególnych krain stoją na rozdrożu, niezależnie od tego czy reprezentują neoliberalny amerykański model wzrostu ekonomicznego, europejską wersję socjalizmu, czy też wymieszany wolnorynkowy model gospodarczy pod przewodnią rolą partii reprezentowany przez Chiny. Podstawowym problem jest to, że bez młodej dobrze rokującej polucji nie będzie wzrostów i zysków. Młodzi ludzie napędzają PKB swoimi wydatkami i pracą. Starsi więcej oszczędzają. Z jednej strony kusi zysk, z drugiej jak to tyrani mają w zwyczaju chciałoby się kontrolować każdy aspekt życia człowieka od urodzenia aż po śmierć. Z czystej dobroduszności oczywiście, dla dobra ludzkości. Przy większej ilości ludzi, rozrzucanych po rożnych miejscach jest to problem. Wymyślono zatem model chiński, skoncentrowanie w szybkim czasie dużej masy ludzkiej w kilku miejscach, tworząc mega aglomerację. Oczywiste jest, że zabawa w Boga i centralne planowanie nie zdaje egzaminu. Majstrując i próbując przebudować społeczeństwo najpierw na model sowiecki a później mieszając azjatycką mentalność z najgorszymi cechami europejskimi, osiągnęli dokładnie to samo co w dwóch wcześniej wymieniowych modelach, neoliberalizmie amerykańskim i socjalizmie europejskim. Demografia zaczęła się zwijać. Nie wiem na ile wpływ na to ma model gospodarczy a na ile system rządzenia krajem, wiem natomiast na pewno, że to co ludźmi kieruje to chciwość. Chcą więcej, zanurzając się w szaleństwie konsumpcji, odkładając decyzje o macierzyństwa na święte nigdy. Weźmy pod lupę Chiny, gdzie przewodnia siła narodu zmieniał model rodziny i kompletnie przemeblowała społeczeństwo. Jak sami Chińczycy mówią związane to było nie tylko z polityka jednego dziecka, która już się zmieniał, ale z rosnącymi kosztami życia (kosztami zakupu nieruchomości, bądź jej wynajmu, edukacji, żywności, transportu). W konsekwencji wyjątkowy jakby się wydawało model chińskiej ekonomi się wyczerpał. Położy go demografia, tak samo jak w Europie. Z tych samych powodów. Przełożeni przywiązania materialnego nad wartości duchowe. Nad model być a nie mieć.
END of THE GAME....
Czy wy wyznawcy Boga materialnego, czciciele zysku i mamony nie widzicie, że jesteście tylko pyłem na wietrze historii? Słaby podmuch dziejowej zawieruchy zdmuchnie te wasze postawione na słabiutkich fundamentach pałace. Ci, na których się opieracie są tylko najemnikami, sprzedajnymi kondotierami, żołnierzami fortuny. Że w momencie próby jak wielokrotnie bywało opuszczą was i zostawią na pastwę tłumu? Gdy zawiał wiatr zmian niejednokrotnie sami przechodzili na stronę twórców nowego porządku. Aby coś zbudować na solidnych fundamentach, trzeba zburzyć spróchniałe gmachy, aby nie spotkał je podobny los. Sami dobitnie się do tego przyczyniliście, swoją krótkowzrocznością. Kto skorumpował polityków, komu oczy przysłoniła chciwość, kto dał przyzwolenie na przemoc w szeregach policji, kto w końcu dławił każdy głos sprzeciwu? Kto zdegradował sztukę sprowadzając ją do wulgarnego i prostackiego gustu? Kto zepchną kulturę z czynnika mającego rozwijać sferę duchową do zwykłej plebejskiej rozrywki? Czy to własnie kultura i sztuka nie miały w założeniu pokazywać ludziom prostego celu do którego powinna dążyć, a zamiast tego stałą się tandetną rozrywką dla mas, goniona tanią sensacją w której ohydna pornografia gra główna rolę. Tak się dzieje gdyż, te wyższe uczucia są kompletnie nie potrzebne. Kultura i sztuka został sprowadzona do tego samego mianownika co nasza rzeczywistość - zysku. Dlatego wypaczono pojęcie indywidualizmu, która najpierw w założeniu miał oznaczać realizację samego siebie. Z tego poważnego kierunku, który pchał ludzkość na co raz to nowsze tory rozwoju, zrobiono "jarmarczną dziwkę". Obecny Indywidualizm to realizacja się przez posiadanie, przez gromadzenie większej ilości niepotrzebnych rzeczy, aby zaimponować ludziom których nawet nie lubimy. Czy nie o tym pisał Chuck Palahniuk? I czy nie miał racji?

Jaka jest różnica pytacie? Tak jak między Kosakiem a ta niewiastą co umieściła prącie na krzyżu.
Jesteśmy pyłem w dziejach historii, nasze ciała gniją w ziemi, nasze prochy targa wiatr dziejowej zawieruchy, pamięć o nas nie sięga dalej jak trzy pokolenia wstecz, ale wmawiają nam, że musimy postawić sobie pomniki z rzeczy zamiast z czynów. Kto o was ma pamiętać gdy nie będziecie mieli dzieci? W Meksyku mówi się, że człowieka w zaświatach umiera gdy umiera ostatnia osoba, która go pamiętała. Kto będzie pamiętał o was, kolekcjonerach złomu? Mężowie zdradzają swoje żony, matki nie dbają o dzieci, wszędzie wykreowany obraz wirtualnej rzeczywistości. Chcemy być inni, a wszyscy jesteśmy tacy sami. Nowoczesność i Postęp. Nasze dzieci widząc tą dwojakość gardzą nami. Nie okazują nam szacunku, bo niby za co mieli by go okazywać?
Egoizm i źle pojęty indywidualizm, brak współpracy, rozbicie i zrzucenia z piedestału najważniejszej a zarazem najmilejszym komórki społecznej jaką jest rodzina prowadzi nieuchronnie do destrukcji. Ludzi nie mający normalnych rodzin, lub nie chcący mieć jakiekolwiek, nie umieją współpracować ze sobą, co w konsekwencji przekłada się na braku umiejętności kooperacji w społeczeństwie. Co nasza stara, polska mądrość ludowa mówi? Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Jak chcecie coś osiągnąć samotnie, bez wsparcia społeczeństwa? Nie dacie rady, zostaniecie zgnieceni przez tych którzy to zrozumieli i nauczyli się na powrót działać razem. Pamiętajcie, imperia i cywilizację zawsze upadają od problemów wewnętrzny nigdy zewnętrznych. Dopiero później przychodzą barbarzyńcy i biorą to co zastało. Silne więzi społeczne, współpraca pozwalają przejść przez okres próby, ci którzy tego nie zrozumieli są już na śmietniku historii i pamięć o nich nikt nie kultywuje.
Dlaczego o tym piszę? Dlatego że idą zmiany. Ostatnimi czasy bieg zdarzeń zaczął gwałtownie przyspieszać. Dzieje się tak dlatego, że polityka banków centralnych, ułatwiając dostęp do taniego pieniądza dla już posiadających wiele, dla tego ułamka procenta światowych oligarchów pozwala im na dalsze bogacenia przy jednoczesny ubożeniu całej reszty. Mówiąc wprost: bogaci stają się bogatsi a biedni biedniejsi. Istnieje statu quo który bogactwo dzieli 10% najbogatszych kosztem 90% pozostałej populacji Ziemi.

Ci drudzy aby przetrwać muszą się poddać oszukańczemu systemowi bankowemu kreującymi pieniądze z powietrza. Ponieważ ci wszyscy oligarchowie, współcześni właściciele niewolników, posiadają bogactwo w postaci akcji giełdowych, obligacji, nieruchomości, zakładów produkcyjnych wymyślili sposób na przepływ strumienia gotówki w ich kierunku. Kiedy wartość pieniądza spada, stopy procentowe idą w kierunku negatywnych to co oni posiadają zyskuje na wartości. Wszystkie te programy naprawcze mają tylko jeden cel - uczynić ich jeszcze bardziej bogatymi. Nie widzą jednak głupcy, że umrzeć w cierpieniach można równie dobrze tak samo z głodu jak z przejedzenia. I tego własnie jesteśmy obecnie świadkami. Fala przemocy i protestów która obecnie przetacza się przez glob jest wyrazem chęci podważenia status quo. Paradoksalnie własnie do tego co się obecnie dzieje przyczynili się własnie ci bogaci, którzy stworzyli obecny system finansowy. Jeszcze więcej taniego i łatwo dostępnego pieniądza, pchnie zarówno ludzi jak i całe państwa jeszcze głębiej w dług, który z kolej spowoduje, że ich majątek będzie rósł. Zaklęte koło, dopóki status quo nie zostanie podważony. Zazwyczaj dzieje się tak gdy rozwarstwienie społeczne jest największe, a tego jesteśmy obecnie świadkami.
A co na to POLSKA???
Omawiając ten problem nie sposób pominąć naszego ukochanego kraju. Koło się kreci, PKB rośnie, ludziska się bogacą. Dobrobyt panie dobrobyt. Ale ja nie o tym. Dzisiejsze elity polityczne powinny się zastanowić co się będzie działo, gdy nagle, całymi tabunami zaczną wracać emigranci. Bo, że zaczną to jest więcej niż pewne. Już widać pewne tego oznaki. Należy sobie jasno i otwarcie sobie powiedzieć, że znaczna większość emigrantów nie wróci z własnej woli. Zostaną do tego zmuszeni, przez sytuacja ekonomiczną (któż teraz emigruje do Włoch czy Hiszpanii, a przecież kiedyś to był jeden z głównych kierunków naszej emigracji zarobkowej), niepokoje społeczne (czy nie zdarzają się powroty z tzw. szerokiego Zachodu ze względu na brak bezpieczeństwa) czy też ostracyzmu (który emigrant nie spotkała się z mniejszymi lub większymi szykanami, a czy u nas nie traktuje się z góry braci ze wschodu? Czyż w kampanii Brexitowej z roku 2016 Polacy nie odegrali roli negatywnego bohatera).
Nieważne jaki będzie powód powrotu, ważne co zrobi rząd miłościwe nam panujący, żeby ci ludzie się odnaleźli w naszym obecnym społeczeństwie. Należny przy tym powiedzieć, że długa emigracja zmieniała tych ludzie nieodwracalnie. Na lepsze, gorsze, różnie. W każdym bądź razie, mając jakiś określony standard życia, sposób podejścia władzy i urzędników do nich, ciężko będzie im zaakceptować panujące u nas standardy. I to jest poważny problem, gdyż grupa ta, w szczególności, ta część która zostanie zmuszona do powrotu wbrew swoje woli, podatna będzie na głosy różnych radykałów. Czy będą to radykałowie z lewej czy prawej strony, czerpiący z zasobów własnych czy obcych, jest już mniej ważne. Ważne, że może to doprowadzić do pewnych niesasek i głębszego i tak już dużego podziału społeczeństwa. Co w oczywisty sposób mogą zechcieć wykorzystać jakiś siły zewnętrzne (o ile tego już nie robią). Otwarte pozostaje zatem pytanie w jaki sposób rządzący i opozycja, chociaż nie o opozycji to szkoda gadać, maja zamiar wykorzystać ten niewątpliwe ogromne pokłady energii i doświadczenia drzemiącego w powrotach emigrantów. I dużo ważniejsze pytanie czy te powroty władzy są na rękę? Gdyż mogą oni całkowicie odmienić obraz polskiego społeczeństwa, oraz Państwa Polskiego. Jaki to będą zmiany, zależy od tego jak te pokłady energii się spożytkuje, bo mogą być one zarówno nowym budulcem, który pchnie Polskę na zupełnie nowe tory rozwoju albo przynajmniej popchnie go po tych torach których podąża do tej pory do przodu. Może też być siła destrukcyjna, która tę naszą polską lokomotywę wykolej. Wszystko zależy od tego jak ona zostanie wykorzystana.
Gdy na Zachodzie Europy będzie coraz śmielej panoszył się chaos, czy my nie powinniśmy tego wykorzystać. Do tej pory to my zawsze piersi byliśmy składani w ofierze, teraz może być inaczej. Ale do tego trzeba mieć siłę i środki. Czemu mamy nie sprzedawać podobnie jak Chińczycy, zachodniemu światu ich własnych towarów stworzonych w ich fabrykach na terenie naszego kraju. Kasując przy tym marże i ucząc się technologii. To, że tam od Odry aż po Atlantyk, Morze Śródziemne i Północne będzie ciekawie widać już teraz. Napięcia społeczne wciąż rosną i buzują. Nie wierzycie. Zobaczcie na wyniki wyborów. Tak to jest dla nas szansa ale do tego, trzeba mieć politykę dalekowzroczną a nie obarczoną czteroletnim okresem wyborczym. Musimy tylko w końcu wyciągnąć lekcję z błędów innych i ich nie popełniać. W szczególności tych z różnorodnością (która rodzi konflikty), oderwaniem od duchowego (nie koniecznie religijnego) życia na korzyść materializmu i przede wszystkim wspierać najmniejszą jednostką społeczną jakim jest rodzina, zamiast skupiać się tylko na zysku. ON przyjdzie z czasem, trzeba tyko cierpliwe poczekać, aż świat Zachodni spłynie krwią wojen domowych..... bo rdzenna demografia już nie daje rady, a ta przybyła woli żyć na koszt tej pierwszej. Tak się budzą europejskie demony.
Pytanie z jakim was pozostawię drodzy czytacze brzmi: Jak długo będą jeszcze spały te europejskie demony ? I czy nie jest tak przypadkiem że Ginny raz wypuszczony z butelki sam do nie nie wróci, chyba że ktoś tą butelkę w końcu rozbije?
BenyRBH