Ta sama marka, to samo opakowanie, ale po dokładnym zbadaniu składu może okazać się, iż to dwa różne produkty. Problem tzw. podwójnych standardów jakości żywności i towarów znany jest Kowalskiemu od dłuższego czasu, ale dzięki naszym sąsiadom z południa pojawił się on w main-streamie i raczej nie zostanie zapomniany.
Sprawa gorszej jakość produktów na Zachodzie i w Europie Wschodniej nabrała charakteru unijnego i stała tematem dyskusji w Komisji Europejskiej. Stało się tak gdyż testy porównawcze wykazały, że międzynarodowe koncerny spożywcze wysyłają do krajów Europy Środkowo-Wschodniej gorszą jakość towarów. Są one podobno bezpieczne, gdyż spełniają wszystkie wymagane prawem standardy, ale jednocześnie są"nieco" gorszej jakości, niż te sprzedawana na zachodzie Europy.
Zarzuty wysuwane są głównie pod adresem dużych międzynarodowych korporacji działających na terenie całej Europy. Firmy te nawet nie ukrywają, iż stosują podwójne standardy produkcji, tłumaczą się za to ... różną specyfiką rynków i przyzwyczajeń konsumentów, znaczy się różne gusta wynikające z geografii, pogody itp. Koncerny tłumaczą się też tym, iż chciały zaproponować konsumentom z Europy Wschodniej marki sprzedawane na Zachodzie, ale po niższej cenie. Cóż, skoro mamy Europę dwóch prędkości to i rzeczą naturalną jest, iż istnieją też dwa rodzaje ludzików oraz dwa rodzaje kubków smakowych. Czym się różnią nasze kubki smakowe od zachodnich? Biologicznie raczej niczym, ale smakowy materiał porównawczy w tym zakresie praktycznie nie istnieje, tak więc żaden sąd nic nie zasądzi.
Dlaczego tak się dzieje, że szajs nam handlują? Dlaczego istnieją dwie jakości towarów? Otóż gdyby oferowali nam to samo w środku to zapewne przegraliby z lokalną konkurencją. W końcu byznes jest po to aby zarabiać, a nie generować straty. A tak dzięki super-marketingowi i inżynierii żywnościowej, gdzie towar jest wyprodukowany dla 1Sigma ludzików, Kowalski chce kupować nie koniecznie orientując się, iż w środku mogą być wióry i chemikalia zamiast wartości odżywczych. Taki jest więc ten nowoczesny model europejski w czystym wydaniu, a nam pozostaje nic innego jak nasza POLA i atak partyzancki.
Temat wschodniego śmietnika to tylko lokalna strona medalu. Problem słabej jakości towarów stał się globalny, gdyż firmy w pogoni za zyskiem zafundowały spadek jakości towarów wszędzie. Zastanawiałeś się kiedyś drogi Watsonie dlaczego twój TV i laptop psuje się zaraz po dwu-letniej gwarancji? Albo dlaczego przedłużenie gwarancji o dodatkowy rok jest już bardzo droga usługa? Otóż ryzyko zepsucia się towaru po gwarancji poważnie wzrasta, gdyż obecny "design" wkalkulowany jest w zysk. Zysk ma rosnąć, gdyż tego wymagają od zarządu akcjonariusze, tak więc zarządy (sowicie opłacane) mają za zadanie maksymalizacje sprzedaży i minimalizacje kosztów. Rzeczą oczywistą jest, iż czym tańszy towar tym więcej się tego sprzeda, a taniość rzadko idzie w parze z jakością. Jakoś staje się więc funkcją optymalizacji wydatków, czyli minimalizacji kosztów, co w globalnym łańcuchu dostaw staje się jeszcze łatwiejsze. Słupki mają się zgadzać, gdyż król zysk jest najważniejszy.
KING PROFIT
Biznes musi przynosić dochody, inaczej byłby organizacją non-profit. Obecnie celem nadrzędnym i motorem działania każdej organizacji gospodarczej jest tworzenie zysku i nic innego (pomijamy tu międzynarodowe holdingi, który chcą wyprowadzić zyski do krain o niższych podatkach). Dzieje się tak ponieważ interesy właścicieli kapitału stają się priorytetem. Wynika to faktu, iż wycena firmy czy też kurs na giełdzie to barometr obrazujący wartość, nikt nie chce iść na dno, gdyż za takie wyniki traci się posady, dlatego też nadrzędnym celem zarządu jest maksymalizacja zysku co przekłada się na maksymalizację wartości przedsiębiorstwa. Jak to się ma do starego sprawdzonego modelu, gdzie długowieczność firmy i realizowanie przez nią użytecznych społecznie celów jest bardzo ważnym elementem budującym wizerunek przedsiębiorstwa w oczach nie tylko klientów, ale też pracowników i akcjonariuszy? Na to pytanie, jak również dokąd to prowadzi musisz już sobie dam odpowiedzieć drogi Watsonie.
Maksymalizowanie dobrobytu/bogactwa akcjonariuszy następuje w wyniku właściwego zarządzania strategicznego. Zarządzanie przez wartość w istocie jest odmianą zarządzania strategicznego, w którym za cel nadrzędny uznaje się maksymalizację wartości dla akcjonariuszy = dostarczycieli kapitału. Kapitał, będąc zasobem deficytowym podlega procesom migracji zarówno pomiędzy firmami, sektorami, rynkami, jak i państwami, i jest to tym łatwiejsze im wyższy jest poziom rozwoju technologii komunikacyjnych, umożliwiających wymianę informacji. Migracja kapitału oznacza nic innego jak jego odpływ z jednostek, które nie są w stanie zapewnić inwestorom oczekiwanej stopy zwrotu.
Kreowanie wartości opiera się na umiejętności wygenerowania stopy zwrotu (z kapitału) przewyższającej stopy oferowane przez inne przedsiębiorstwa, działające w sektorach/segmentach rynku o podobnym ryzyku. Inwestorzy dostarczając kapitału danej firmie nie pozostają bierni wobec podejmowanych przez zarząd działań. Dlatego też dążą do zwiększenia kontroli nad powierzonymi środkami oraz chronią zainwestowany przez siebie kapitał przed konsumowaniem jego wartości. Słupki mają się zgadzać, tak więc i ciśnienie jest nie małe. Zarządy firm prowadzących działalność z wykorzystaniem kapitału inwestorów (pod czujnym ich nadzorem) stoją w obliczu konieczności poszukiwania takich modeli biznesowych, które umożliwią im osiąganie celów stawianych przez akcjonariuszy.
Warto pamiętać też, iż to właśnie od zysków zależą nagrody dla zarządów, zatem realizacja strategii maksymalizacji zysku bilansowego stanowi dla zarządu nie tylko najbezpieczniejszą opcję, ale w dodatku jeszcze najbardziej dochodową. Zarząd premiowany jest za efekty i działania, dość często poprzez bonusy za efektywność, które dość często denominowane w papierach wartościowych danej firmy. W ten oto sposób konflikt interesów pomiędzy pomnażaniem bogactwa akcjonariuszy i wzrostem wynagrodzeń menedżerów jest w jakimś stopniu eliminowany. Najlepsze efekty dla oby stron przynoszą działania bogacące obie grupy. Dlatego zysk jest kamieniem węgielnym tego co robią i stanowi miarę ich wkładu.
Wzrost zysku może zostać osiągnięty kosztem rabunkowej gospodarki wewnątrz firmy, brakiem inwestycji w odnowę bazy materialnej i nowych produktów, pogorszeniem jakości, obniżaniem wynagrodzeń i pogarszaniem warunków pracy pracowników, a także poprzez tzw. kreatywną księgowość. Pod tym względem organizm gospodarczy można porównać do organizmu biologicznego, który aby żyć musi prowadzić zrównoważony styl życia, czyli sposób jeść, pić, oddychać i ruszać się w adekwatnych proporcjach. Zaburzenie proporcji pomiędzy tymi czynnościami przekłada się na skrócony czas życia organizmu.
Kto je aby żyć, może żyć długo i szczęśliwie. Kto żyje aby jeść, żyje krócej.
Peak Profit to strategia wymagana przez właścicieli na zarządach firm. Presja ta dość często jest tak silna, iż prowadzi do gorszej jakości towarów, a nawet do oszust zarządu aby tylko nie stracić posad. Dlatego też firmy wykorzystują wszelakie możliwe sposoby (np. globalne łańcuchy dostaw), które pozwalają im obniżać koszty. Wszystko to ma oczywiście wpływ na jakość końcową produktu. Firmy korzystają też z niższych kosztów produkcji w innych częściach globu, zlecają zadania na zewnątrz (outsourcing), uwalniając w ten sposób kapitał z działań niezwiązanych z podstawową działalnością, co z kolei generuje zwiększoną wydajność rozwiązań na dużą skalę i powiększa rentowność. Dodatkowo padające z biegiem czasu koszty transportu, komunikacji i opłat taryfowych jeszcze bardziej wpłynęły na rozwój globalnego handlu, jak i na rozwój globalnych łańcuchów dostaw.
GLOBAL SUPPLY CHAIN
Globalny łańcuch dostaw to dynamiczna ogólnoświatowa sieć powiązań biznesowych, wykorzystywana do dostarczania produktów i usług od dostawców surowców do klientów końcowych, a wszystko to za pośrednictwem inżynierii przepływu informacji, dystrybucji fizycznej i środków pieniężnych. Sieć ta obejmuje ludzi, informacje, procesy i zasoby zaangażowane w produkcję, obsługi i dystrybucję materiałów oraz gotowych produktów, jak również świadczenie usług na rzecz klienta.
Łańcuch dostaw obejmuje nie tylko producentów i dostawców, ale także transportowców, hurtowników, detalistów i samych klientów. Klient jest elementem końcowym, jak i najważniejszym ogniwem, gdyż to on płaci za towar i usługę. Bez klienta całość produkcji i inwestycji jest nieopłacalna. Nie bez powodu jednym z zasadniczych przykazań dekalogu byznesu jest: Klient nasz Pan. Poniższa grafika przedstawia podstawowy łańcuch dostaw z trzema podmiotami oraz z jednym dostawcą i jednym klientem.

Rzeczywista konkurencja to nie tylko współzawodnictwo poszczególnych firm, ale także konkurowanie łańcuchów dostaw. Dlatego też zarządzanie łańcuchem dostaw staje się kluczowe dla firm w globalnym świecie. Globalne zarządzanie łańcuchem dostaw to filozofia integracji zarządzania całym przepływem w całym kanale dystrybucji, od dostawcy do ostatecznego klienta. Obejmuje ona planowanie, w jaki sposób cały łańcuch dostaw będzie funkcjonował jako zintegrowana całość, a wszystko to w celu generowania optymalnego poziomu obsługi klienta, przy jednoczesnym zachowaniu możliwie największej efektywności względem kosztów i elastyczności w obsłudze transakcji klientów, oraz w celu zwiększenie szybkości z jaką produkt dociera do klientów.
Są to więc procesy zarządzania integrujące sieć dostawców, producentów, magazynów i punktów sprzedaży detalicznej, tak aby odpowiedni rodzaj towarów był pozyskiwany, dostarczany, produkowany i wysyłany we właściwych ilościach, we właściwych lokalizacjach, we właściwym czasie i odbierany w odpowiednich ilościach i we właściwej formie. Aby osiągnąć pomyślną integrację przepływy informacji (takie jak zamówienia zakupu, powiadomienia o wysyłce, listy przewozowe i faktury), materiały (w tym surowce i gotowe produkty) oraz finanse (płatności i zwroty) za pośrednictwem łańcucha dostaw muszą być skutecznie koordynowane. Konkurencja nie śpi, rynek nie znosi próżni, tak więc najszybsi, najtańsi i najlepsi na poszczególnych etapach łańcucha spijają śmietanę a pozostali działają w drugiej lidze, bądź też w poza-bramkowej ekstraklasie.

Zarządzanie łańcuchem dostaw dotyka wszystkich funkcji organizacji i wymaga skoncentrowanego wysiłku w całej firmie, jak również współpracy ze wszystkimi zewnętrznymi dostawcami. Oznacza to, iż zarządzanie łańcuchem dostaw musi mieć wielowymiarowe podejście obejmujące ludzi (kapitał ludzki jako klucz do zarządzania łańcuchem dostaw), procesy (działania związane z łańcuchem dostaw) oraz technologię (narzędzia aby łączyć ludzi i procesy).
Na współczesnym globalnym rynku postępy w dziedzinie technologii komunikacyjnych i transportowych sprawiły, iż klienci oczekują stałego i regularnego dostarczania produktów o najlepszej jakości i w najniższej możliwej cenie. Firmy zmuszone są więc do ciągłego konkurowania i poszukiwania sposobów na poprawę funkcjonowania swoich łańcuchów dostaw, tak aby zapewnić, iż ich produkcja jest opłacalna. Jeśli nie wyprodukują wystarczającej ilości produktu, aby zaspokoić popyt to stracą klientów. Jeśli produkują zbyt dużo produktów (których nie mogą szybko sprzedać) muszą płacić za magazynowanie nadmiaru zapasów. Jeśli dostawy nie są realizowane z zachowaniem ostrożności, a produkcja nie jest monitorowana, firmy mogą być narażone na zwroty towarów i dodatkowe koszty napraw naprawy i serwisu. Może to generować finansowe straty dla firmy, jak i doprowadzić do plajty.
Oszczędności wynikające z optymalnego zarządzania łańcuchem dostaw zwiększają dodatkowo cięcia kosztów metod produkcji i strategii, dzięki czemu firmy mogą wybierać najbardziej opłacalne rozwiązania na każdym etapie łańcucha i jak również obniżać koszty biznesowe, co zapewnia firmom realną przewagę konkurencyjną.
KOŁO TANDETY
Żyjemy w erze super taniego płacidła odsetkowego. W konsekwencji kredyt musi rosnąć gdyż inaczej zawita recesja i poważna kontrakcja gospodarki. ZIRP, NIRP, QE to nic innego jak bardzo tanie pieniądze, drukowane w potężnych ilościach jako złoty środek na dostarczanie płynności rynkom finansowym, taka pompa monetarna dla na rynków finansowych. Proces ten jest widoczny na całym świcie. W końcu świat ma rozwijać się synchronicznie tak więc i luzowanie monetarne musi podążać w tym samym kierunku. Głównym celem polityki taniego pieniądza jest zwiększenie popytu, w świecie z potężną ilością zadłużenia. Kapitał ma generować rozwój i zarabiać, a popyt ma rosnąć. Oto ci oficjalne przesłanki międzynarodowej pompy monetarnej. Czy strategia działa? Trudno jednoznacznie ocenić, na-pewno miała jakieś efekty pozytywne, a przynajmniej przesunęła odpisy poważnej sterty długów w bliżej nieokreśloną przyszłość.
Tanie kredyty mieszkaniowe czy też konsumpcyjne na pobudzenie gospodarki to tylko jedna strona kredytowego medalu. W erze QE nastąpiła także instytucjonalna koncentracja własności, poprzez buy-backi czy też mergers &acquisitions. Koncentracja własności zwiększyła się zarówno co do akcjonariatu, jak również samych branż, a wszystko to dzięki możliwościom pozyskania kapitału w postaci prawie darmowego kredytu.
Wszystko ma jednak swoje konsekwencje. Jeśli na rynku jest zbyt bardzo duża ilość bardzo taniego kredytu i występuje ona przez zbyt długi czas to tanie płacidło zaczyna mieć niebagatelny wpływ na rynek dostaw i podaży, powodując jego poważne zniekształcenie. W rezultacie generowane jest zjawisko pod tytułem: Błędne koło Rosnącej Tandety.
Vicious Cycle of Poor Quality = Global Chain Supply + Cheap Money => Over-Supply => Competition => Loss of Pricing Power => Management Pressures => Poor Quality + Higher Prices = LESS for MORE
Prowadzi to do obniżonej jakości towarów i usług a w konsekwencjach do Less for More, jako że płacimy coraz więcej za coś co jest słabsze i gorszej jakości niż w przeszłości. Przestawione to jest na poniższym grafie.

Stymulacja popytu to tylko jedyna odsłona medalu QE, w dodatku nie pracuje ona tak jakby życzyli sobie tego centralni bankierzy. Strategia pompowania grubej darmowej kasy wygenerowała nowy nieznany kiedyś problem: Sztucznie zwiększana podaż. W konsekwencji światowe łańcuch dostaw zaczynają doświadczać problemów z jakością, oraz napotykają coraz to większe koszta z tym związane. A wszystko w wyniku bardzo luźnej polityki pieniężnej. Dlaczego tak się dzieje?
Jeśli firmy mogą pożyczyć pieniądze za prawie darmo, to naturalną konsekwencją jest, iż zaczynają inwestować i zwiększać swoja bazę produkcyjną, a wszystko to w celu zdobycia większego udział w rynku, za pomocą wszelkich niezbędnych środków. Strategia ta ma sens i jest realizowana tak długo jak firmy mogą wciąż generować marże. Na rynku pojawia się coraz więcej producentów oferujących większa liczba towarów, co z kolei powoduje rozbudowę bazy produkcyjnej (overcapacity), a w konsekwencji prowadzi do nadprodukcji (overproduction). Większa produkcja oznacza, iż przedsiębiorstwa musisz więcej sprzedawać. Doprowadza to do poważnego rozrostu konkurencji.
Zwiększona produkcja ma jednak swoje konsekwencje. Popyt na rynku jest relatywnie stały, tak więc producenci muszą znaleźć sposób aby zdobyć potencjalnych klientów na zwiększoną ilość swoich towarów. Większa podaż śliga prawie ten sam popyt. Cena jest jednym z zasadniczych bodźców na które reaguje klientela, tak więc ceny towarów zaczynają spadać, a to z kolei rozpoczyna wojny cenowe z konkurencją. Spadające ceny to też zmniejszające się marże producentów. W konsekwencji bardzo duża konkurencja powoduje utratę mocy centowych (loss of pricing power), co oznacza mniej/więcej, iż firmy tracą możliwości dyktowania cen. A wszystko to w celu zdobycia większego udziału w rynku :)
Malejące marże powodują, iż firmy muszą ciąć koszta. W takim środowisku rodzą się silne presji na łańcuchy dostaw, a to z kolei prowadzi do presji na jakość końcową produktów (Quality Pressures). Duzi gracze rynkowi zaczynają generować presje na wszystkich swoich poddostawców z globalnego łańcucha dostaw. Presje cenowe zaczynają być transferowane na cały łańcuch dostaw, od klienta końcowego do dostawcy surowców. Wybór dostawców jest raczej binarny: obniżasz koszta dostaw czyli redukcja cen albo wypadasz z gry i szukasz sobie nowego miejsca zbytu na rynku, w którym konkurencja nie śpi. Dostawcy zaczynają być więc popychani pod ścianę wyboru: Redukcja bądź Kapitulacja. Tajemnicą Poliszynela jest, iż spora część azjatyckich poddostawców operuje na marżach netto do 2%.
Firmy częściej zmieniają pod-dostawców w celu redukcji cen pod-komponentów, ale za to o gorszej jakości. Sytuacja ta może prowadzić do problemów z jakością produktu, transferowanych ze swojego łańcucha dostaw (swoich poddostawców), i generować dodatkowe problemy związane z zwrotami, naprawami itp. Minimalizowanie kosztów dostaw pod-zespołów i presja na efektywność czasową generuje też sytuację kiedy firmy zaczynają mieć mniejsze ilości czasu na testowanie jakości swoich produktów. Wszystko to może w konsekwencji prowadzić do straty czasu operacyjnego i generuje dodatkowe koszta.
Podobna sytuacja występuje na rynku dystrybutorów towarów i usług. Ci mając na rynku bardzo duże ilości dostawców do wyboru nakładają na nich presję na obniżki cen, gdyż niższe ceny przyczyniają się do zwiększonych obrotów. Sytuacja ta jest widoczna dość wyraźnie w supermarketach, gdzie nieodpowiedni dostawcy (z dużą ceną) są proszeni o redukcję cen albo szukanie sobie sklepowych półek gdzie indziej.
Duża konkurencja rynku ma też inną niechcianą konsekwencję. Mniejsze zyski jednostkowe prowadzą też do mniejszych wydatków na R&D i krótszych okresów tworzenia produktów, co przekłada się oczywiście na jakość końcową. Dlaczego tak? Otóż konsument wymaga coraz to nowszych produktów, a te muszą być przejść proces projektowania i produkcji. Firm nie stać na opóźnienia, gdyż mogą przegrać z bardziej innowacyjną i szybszą konkurencją, a to może doprowadzić do poważnych strat, jak i plajty. Pojawia się więc inna presja: short design cycle, sytuacje gdzie w skróconym czasie designu nie marnuje się zbyt dużo czasu na testowanie w celu oceny jakości produktu. To z kolei powoduje więcej usterek, zwrotów, napraw itp. Koszta się zwiększają, zyski zmniejszają i koło problemów się zapętla. Jak w takim środowisku firmy są w stanie utrzymać swoje marże i swój zysk?
Malejące marże to też zwiększona presja na koszta kapitału ludzkiego. Marże, zysk i problemy wizerunkowe wywierają także presję na całą organizacje, co widoczne jest w globalnych korporacjach. W celu utrzymywania właściwych słupków marż i zysku kadra kierownicza wywiera duży nacisk na ludzi w całej hierarchii zarządzania. Ci nie mając za wielkiego wyboru (zwolnienie i zostanie z kredytem hipotecznym to żaden wybór) zaczynają fałszować rzeczywistość, obniżać koszty zatrudnienia (np. poprzez rotację kadr), zmieszać ilość szkoleń oraz generują większą presję na wydajność jednostkową. Naciski te nie mogą prowadzić do niczego innego jak gorszej jakości produkty, co przekłada się z czasem na mniejszą sprzedaż, mniejszy cash-flow i może prowadzić do problemów w przyszłości firmy. A wszystko to po to aby generować cyfry zysku.
Dodatkowym czynnikiem przekładającym się na redukcję kosztów pracowniczych jest coraz to częsta automatyzację procesów. Wynikowo ludzie zaczynają pracować więcej za mniej, co z kolei zmusza co niektórych do prac na kilku fuchach. Prowadzi to oczywiście do dużej rotacji w zatrudnieniu oraz obniża presje płacowe, co ma niebagatelny wpływ na presje cenową CPI i może mieć wpływ na globalny cykl biznesowy.
COST OF POOR QUALITY - COPQ
Zła jakość powoduje, iż firmy coraz częściej przywołują swoje towary do serwisu w celu naprawy, wymiany błędnych komponentów, bądź też przeprojektowania. Wszystko to wymaga czasu i pieniędzy. Kompromis jakości i niższych cen prowadzi do większych kosztów ukrytych COPQ, bardzo trudnych do oceny. Są to koszta niskiej jakości i odnoszą się do kosztów poniesionych w przypadku wyprodukowania wadliwego materiału. Dotyczą one także koszta związanych z luką pomiędzy rzeczywistą a pożądaną jakością produktu, czyli kosztów usuwania wad i defektów, kosztów oceny wad jeżeli wymagany był punkt kontroli oraz kosztów rekompensat dla klientów.
Firmy uzyskują doraźne oszczędności w wytwarzaniu produktów słabej jakości. Oszczędza się na liczbie pracowników i obsługujących proces produkcji, na szybszym wprowadzaniu na rynek towarów bez właściwej kontroli (quality check). W wyniku pojawiają się problemy z jakością. Klienci reklamują, oczekują naprawy bądź rekompensat. Wymaga to dodatkowej obsługi klienta jak i zwiększonego serwisu gwarancyjnego. Ma to pośredni wpływ na sytuację finansową firmy i zyskowność.
Dodatkowo, towary są projektowane tak aby można było wymieniać całe moduły, więc stają się trudniejsze do naprawy. Naprawy stają się więc już nieopłacalne, dlatego wymienia się całe blok-komponenty lub też kupuje się kompletnie nowy towar. Brak napraw oznacza oczywiście wyższe koszta końcowe dla klienta.W konsekwencji coraz więcej uszkodzonych towarów trafia na śmietniki i wysypiska. Tylko gdzie to utylizować? Europa Wschodnia jako śmietnik dla Europy Zachodniej? Chiny jako miejsce przetwarzania odpadów z US?
Koszta ukryte są bardzo trudne do oceny oraz w-kalkulowania w design oraz w całkowitą efektowność finansową. Wynikowo coraz więcej firm zaczyna się mierzyć z ukrytą górą lodową kosztów (Quality iceberg problem), przykład jak poniżej.

LESS for MORE
Słabsza jakość towarów i usług stała się konsekwencją taniego pieniądza. Obniżka cen wynikająca z nadprodukcji idzie w parze z kompromisem jakości. Wszystko to jest oczywiście bardzo dobrze zareklamowane, a firmy żyją na renomie i modlą się aby klient nie zorientował się o niższej jakości produktu. Efektem ubocznym produkcji tandety, nie widzialnym doraźnie dla Kowalskiego, jest krótszy cykl żywotności produktu. Skutkuje to tym, iż Kowalski ma coraz więcej problemów z wadami/usterkami, co prowadzi to marnowania jego czasu na serwis/naprawy itp. W wyniku cięcia kosztów przez firmy gwarancje na produkty stają się krótsze, a dodatkowe wydłużenie staję się już produktem dodatkowo płatnym, coś co kiedyś było darmowe. Zmienia się więc struktura kosztów dla Kowalskiego i w efekcie otrzymuje on LESS i płaci MORE.
Kiedyś dbanie o dobre imię marki było zasadniczym celem działalności, teraz tylko Peak Profit ma znacznie, a końcowy klient płaci jak zwykle więcej za mniej w świecie manipulacji monetarnej. Kowalski nie rozumie tych skutków taniego pieniądza. Jego pozorne zyski są kasowane przez ukryte koszta. Jak to się ma do świata z sound money i rynkiem zdrowej konkurencji? Tak więc globalizm połączony z tanim manipulowanym pieniądzem to droga donikąd. To nic innego jak KARTONYZACJA świata, w globalnej gospodarce naczyń połączonych, gdzie w szybkim tempie rośnie liczba firm ZOMBI nie mogących żyć bez taniego kredytu, co będzie tematem kolejnego wpisu.
FIN - The END
ps. Nie zapomnij zareagować lubisz/nie-lubisz, gwiazdki dodać, i miło byłoby gdybyś jakieś dobre słowo na necie o NAS powiedział. W końcu "Sharing is Caring" :) Ważne to dla NAS, a o tobie nam też wiele mówi. Wielkie Oko spogląda, kto-to-co i jak działa. Tymczasem miłych rozważań nad nadchodzącą przyszłością.
LITERATURA
https://www.agrofakt.pl/gorsza-jakosc-produktow-w-polsce-tematem-dyskusji-w-europie/
http://www.aims.education/study-online/what-is-supply-chain-management-definition/
http://www.tradeready.ca/2017/topics/supply-chain-management/global-supply-chain-management/
https://www.cxo.pl/news/Kreowanie-wartosci-dla-akcjonariuszy,316589,2.html