Jednym ze sposobów rozwiązania problemu zarządzania rezerwami walutowymi jest rozpoczęcie od systemu gospodarczego, w którym nie są wymagane żadne rezerwy . Są dwa. Pierwszy to oczywisty przypadek jednej światowej waluty. Drugi to bardziej użyteczny punkt wyjścia: w pełni funkcjonujący, w pełni przestrzegany, świat o zmiennym kursie . Wszystkie wymagania dotyczące wymiany walut w tym wyidealizowanym, powinienem powiedzieć, hipotetycznym systemie mogłyby zostać spełnione w czasie rzeczywistym na rynku przy dowolnym obowiązującym kursie wymiany. „ Nie byłyby potrzebne żadne rezerwy walutowe .” – Alan Greenspan (1999)
[…]
Rezerwy są podzbiorem aktywów w bilansie banku centralnego. Po jednej stronie znajdują się zobowiązania (waluta), a po drugiej aktywa, które obejmują aktywa i rezerwy walut krajowych. Rezerwy są częścią aktywów we wszystkich rodzajach bilansów bankowych. Banki sztabkowe mają fizyczne rezerwy złota. Są one potrzebne do rozliczeń i żądań dostawy/alokacji. Banki komercyjne mają rezerwy w postaci gotówki i roszczeń do swojego banku centralnego. Są one potrzebne do rozliczeń, wypłat i spełniania wymogów regulacyjnych. Rezerwy banku centralnego nie są już potrzebne do rozliczeń, dostaw, alokacji ani wypłat, teraz gdy Bretton Woods się zakończył, a waluty nie są już wymienialne na złoto z banku centralnego. Jedyne, co robią rezerwy banku centralnego w czystym obrocie, to tam siedzą. Jeśli się poruszają, jeśli się zmieniają, to nie jest to czysty wolumen.
Kiedy mówię, że w czystym obrocie rezerwy nie są potrzebne, oznacza to brak zmiany wolumenu, w żadnym wypadku, w górę lub w dół. Nie oznacza to, że jakikolwiek bank centralny powinien pozbyć się swoich rezerw. To nie byłby czysty float. Każda zmiana rezerw, w górę lub w dół (wolumenu, nie wartości), dokonana przez władzę monetarną lub bank centralny, jest manipulacją kursem walutowym. Rezerwy mogą się nieznacznie wahać w krótkim okresie ze względu na płynność, ale każda trwała zmiana oznacza interwencję kursową.
W rzeczywistości w prawdziwym czystym float bank centralny nie powinien być zaangażowany nawet ze względu na płynność, czyli tymczasowo dostarczać rezerw walutowych swoim bankom zaangażowanym w wymianę walut. Banki te powinny uzyskiwać wszystkie potrzebne im rezerwy walutowe z rynku międzybankowego.
[…]
Wielką ironią i najbardziej zaskakującym wnioskiem wyciągniętym z tego toku myślenia, przynajmniej dla mnie, jest to, że traktowanie rezerw złota przez Stany Zjednoczone po 1971 r. jest w rzeczywistości modelem dla wszystkich innych, począwszy od Wolne Złoto (WZ). WZ w końcu, to tak naprawdę świat, który w końcu kończy to, co zaczął w 1971 r. i co zostało zbiorowo i oficjalnie uzgodnione w 1976 r. w Porozumieniu Jamajskim.
Wszyscy „dorośliśmy” w kwestii edukacji na temat złota, ucząc się, że szok Nixona był zły, że odebranie przez Skarb Państwa złota publicznego Fed i zastąpienie go certyfikatami było złe, że ignorowanie przez USA publicznego złota, a nawet umieszczanie go w „głębokim magazynie”, było złe i że pozostawienie jego wartości w księgach, a nawet w bilansie banku centralnego, ustalonej na arbitralnej i bezsensownej cenie 42,22 USD za uncję było złe. Ale mówię wam teraz, że to wszystko będzie miało największy sens w traktowaniu publicznych rezerw złota przez wszystkie banki centralne, gdy WZ będzie w toku .
Ale nie zrozumcie mnie źle. To w żaden sposób nie neguje ani nie delegitymizuje geniuszu złota MTM w wierszu 1 bilansu Eurosystemu. To był majstersztyk w promowaniu złota w ramach obecnego systemu ($IMFS) i „sygnalizując”, że jest to składnik aktywów, a nie waluta, która może wzrosnąć bez konkurowania z walutą euro. Był to również mistrzowski ruch w kwestii przetrwania przejścia od systemu rezerw dolarowych.
Pomyśl o tym w ten sposób. Kiedy dolar umrze, większość rezerw w bilansach większości banków centralnych pójdzie *POOF*. Jednocześnie część złota zostanie przewartościowana i wypełni tę lukę, a nawet więcej. Dlatego dobrze jest mieć rezerwy złota na czas przejścia i dobrze jest promować złoto dla ludzi. Ale w WZ to publiczne złoto po prostu tam będzie siedzieć, z wyjątkiem przypadku ekstremalnego stanu wyjątkowego lub wojny.
Teraz pomyśl o skali przewartościowania w kategoriach bilansu banku centralnego. Na przykład użyję najnowszego kwartalnego raportu Eurosystemu . Obecnie aktywa i zobowiązania w bilansie Eurosystemu wynoszą 4,1 biliona euro każde. Po stronie aktywów około 18% aktywów stanowią rezerwy, 8% dolary (i inne waluty obce, ale głównie dolary) i 10% złoto.
Zatem hiperinflujemy dolary do zera i wyceniamy złoto na 55 tys. dolarów w dzisiejszych dolarach. Przeliczone na euro po dzisiejszym kursie wymiany, to 49 118 euro za uncję. To 42,28-krotna rewaluacja w kontekście tego bilansu. Jednak to, co robi to z bilansem, to sprawia, że wygląda on absurdalnie. Rewaluacja zwiększyłaby łączną wartość aktywów do 20,5 bln euro, z czego rezerwy (teraz tylko złoto, ponieważ wyzerowaliśmy walutę obcą) stanowiłyby aż 83,5% bilansu.
Aby utrzymać stronę pasywów w równowadze ze stroną aktywów bilansu, „nieoczekiwany zysk” z rewaluacji zostanie dodany do wiersza 11 po stronie pasywów. Wiersz 11 pokazuje, jak bilansują co kwartał aktywa zagraniczne, ale co ważniejsze, stanowi zobowiązanie Eurosystemu wobec krajowych banków centralnych. Zasadniczo stanowi część rezerw przekraczającą to, co jest potrzebne. Wzrasta i spada wraz ze zmianami kursów walutowych, ale od wprowadzenia euro w 1999 r. utrzymuje się w przedziale 9% – 18% całkowitych zobowiązań.
Potencjalnie może spaść poniżej tego przedziału, a nie chcesz, aby stał się ujemny, więc ~10% to rozsądny próg. Ale w przypadku WZ wiersz 11 nagle stanie się 82% zobowiązań w bilansie. Będzie to wyglądać absurdalnie i odwróci uwagę od reszty strony, zwłaszcza że rezerwy nie mają w tym momencie znaczenia, a reszta strony jest znaczącą częścią.
W tym momencie najbardziej sensowne będzie zrobienie tego, co zrobiły Stany Zjednoczone ze swoim złotem. Gdybym był w tym momencie EBC, to „zwróciłbym” większość złota członkom (oczywiście, że zawsze był to tylko techniczny aspekt przystąpienia do euro, złoto nigdy się nie przemieszczało ani nie zmieniało właściciela, więc ten „zwrot” jest tylko na papierze), pozostawiając tylko tyle, aby przy nowej wartości MTM bilans się zbilansował. Byłoby to około 460 ton, mniej niż 504 tony, które EBC rości sobie dla siebie, co oznacza, że 100% krajowych rezerw złota mogłoby zostać „zwrócone” ich właścicielom, aby umieścić je w „głębokim magazynie”, gdzie leżałoby bardzo nieruchomo przez następne tysiąc lat, a całe krajowe złoto zostałoby w końcu uwolnione od swojej waluty, tak jak powinno być w WZ.
Miałoby to również sens, aby przestali wyceniać je po wartości rynkowej w bilansie, ponieważ nie jest już potrzebne, poza zrównoważeniem zobowiązań raz, na początku. Po co oznaczać rezerwy według wartości rynkowej, skoro już ich nie potrzebujesz? W tym momencie tylko niepotrzebnie skomplikowałoby to proces bilansu. Więc to, co bym zrobił, to zamroziłbym cenę w księgach i zapomniał o niej, nie na poziomie 42,22 USD, ale na poziomie 49 118 EUR. Cena i tak będzie wtedy bardzo stabilna, ale nie mogę wymyślić dobrego powodu, aby zmieniać ją w bilansie co trzy miesiące. A jeśli tego nie zrobisz, to nie ma już potrzeby wiersza 11, a bez wiersza 11 i jego 10% podkładki EBC musiałby trzymać tylko 201 ton w swoim bilansie. To kolejne 300+ ton, które można by „zwrócić” do głównych krajów strefy euro.
Gdy wszystko zostanie powiedziane i zrobione, będzie to wyglądać bardzo podobnie do traktowania złota przez Fed i Skarb Państwa USA przez ostatnie 38 lat, kiedy złoto sektora publicznego jest nietknięte i zapomniane w „głębokim magazynie”, jego „cena” jest zablokowana na papierze, a bank centralny nie potrzebuje żadnych rezerw. Czy to nie ironiczne? Trochę jak przyszły system monetarny
Cyklicznosc Krachu
Indie
2016/2017
Indie: Inna potęga gospodarcza Azji
Indie - z populacją ponad 1,4 miliarda ludzi - prawie na pewno dołączą do bloku azjatyckiego, który według przepowiedni zastaną w czasach ostatecznych.
W maju 2014 roku, po pięciu tygodniach głosowania i ponad 800 milionach oddanych głosów, indyjska partia Bharatiya Janata odniosła zdecydowane zwycięstwo. To były największe wybory w historii ludzkości. Nowy rząd kierowany przez Narendra Modi osiągnął pierwszą bezwzględną większość w niższej izbie indyjskiego parlamentu od ponad 30 lat. To dało Modiemu moce, o których jego poprzednicy mogli tylko pomarzyć.
Podczas swojego zwycięskiego przemówienia Modi powiedział: „Nadchodzą dobre dni. Podróż się rozpoczęła." Ta "podróż" ma wielkie znaczenie geopolityczne, ponieważ jest to taka, która kieruje Indie coraz dalej od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii - i coraz bliżej Rosji, Chin i innych państw azjatyckich.
Z dala od Zachodu, w kierunku wschodu
W 2005 roku Stany Zjednoczone cofnęły wizę Modiego na tej podstawie, że odegrał on rolę w jednym z najbardziej krwawych epizodów przemocy religijnej w Indiach. Przemoc miała miejsce w stanie Gujarat, gdzie Modi był w tym czasie głównym ministrem. Hinduscy buntownicy zabili tam ponad 1200 muzułmanów i zmusili kolejne 150 000 do ucieczki ze swoich domów. Modi został oskarżony zarówno o to, że nie powstrzymał przemocy, jak i nie zachęcał do niej. Jego zaangażowanie nigdy nie zostało udowodnione, ale USA nałożyły na niego sankcje, a UE szybko poszła w jego ślady.
Modi odpowiedział na zachodnią pogardę patrząc na wschód. Od tego czasu zaprzyjaźnia się i nawiązywa sojusze z Chinami, Rosją, Japonią i innymi krajami azjatyckimi. South China Morning Post wyjaśnił, że jego wstąpienie na stanowisko premiera Indii stanowiło zmorę dla USA i dobrodziejstwo dla mocarstw wschodnich: „Modi jest również znany z tego, że ma wschodnie uprzedzenia, a azjatycki nacjonalizm stanowi rdzeń jego światopoglądu. Oprócz Chin, to również zbliża go do Japonii i Singapuru, z których przywódcami nawiązał podobne relacje. ... Nienagazicielne konserwatywne pochodzenie Modiego i otwarty podziw dla Chin w przeszłości wzbudziły nadzieje, że stanie się on rodzajem Indianina Richarda Nixona” (16 maja 2014).
Nixon nie jest jedynym światowym liderem, z którym porównano Modi. Dyplomata nazwał go "Indyjskim Shinzō Abe", ponieważ niektóre z jego nacjonalistycznych skłonności odzwierciedlają skłonności byłego premiera Japonii. Indyjski Economic Times doniósł: "Wielu chińskich urzędników, którzy mieli do czynienia z Modim, porównuje go do swojego obecnego szefa Xi Jinpinga" (14 maja 2014). Oneindia przeskoczyła do pościgu, porównując Modiego do samego wielkiego człowieka Azji: "[On jest] Putinem Indii", podano na stronie internetowej. Jego twarde przywództwo "może ożywić Indie, tak jak zrobił to Putin w Rosji [ponieważ] Modi ma podobną do Putina zdolność do metamorfozy Indii w potęgę gospodarczą i wojskową poprzez serię twardych środków i kroków, które pomogłyby Indiom wykorzystać i uwolnić ich prawdziwy potencjał" (6 maja 2014).
Odporna przyjaźń
Modi szczególnie wyraźnie ujął swoją sympatię do Rosji. Podczas szczytu brics w 2014 roku powiedział: „Nawet dziecko w Indiach, jeśli zostanie poproszone o powiedzenie, kto jest najlepszym przyjacielem Indii, odpowie, że to Rosja, ponieważ Rosja była z Indiami w czasach kryzysu”.
Spojrzenie na długą historię między Indiami a Rosją ujawnia, dlaczego złożyłby takie oświadczenie.
Począwszy od XVII wieku, indyjscy kupcy - głównie z Sindh i Multan - regularnie przekraczali granicę Rosji i zaczęli budować fundamenty stosunków rosyjsko-indyjskich. Na początku XVIII wieku indyjscy kupcy żyli nie tylko w południowym rosyjskim mieście Astrachań, ale także tak daleko na północ, jak Moskwa. W 1900 roku Indianie zostali rozproszeni po całym Kazaniu i St. Petersburg, a wielu zostało zasymilowanych do rosyjskiego społeczeństwa. Wyglądało na to, że narody Indii i Rosji są na dobrej drodze do zbudowania trwałej więzi.
Ale potem przyszli Brytyjczycy.
Wielka Brytania skolonizowała Indie w 1858 roku i wprowadziła rządy prawa i rządy na subkontynent. Brytyjskie rządy były dalekie od doskonałości, ale podniosły miliony z nędzy i ucisku. Jego wpływy zastąpiły również wpływy rosyjskie, dostosowując subkontynent do Londynu, a nie do St. Petersburg.
Rosyjscy przywódcy nigdy nie byli obojętni na kolonizację Indii przez Wielką Brytanię. Byli szczerzy w swoim pragnieniu, aby Brytyjczycy zostali wypchnięci z Indii.
Władimir Lenin, który później został władcą Związku Radzieckiego, powiedział w 1918 roku: „Nie ma ogólnego pokoju bez wolnych niezależnych Indii. ... My, rosyjscy rewolucjoniści i międzynarodowi socjaliści, czujemy się naszym obowiązkiem cieszyć się z ogłoszenia rewolucji w Indiach, ale także wspierać tę rewolucję bezpośrednimi lub pośrednimi środkami i wszystkimi naszymi siłami."
Częściowo dzięki sowieckiemu wsparciu, antybrytyjskie nastroje mocno zakorzeniły się w całych Indiach.
Indyjski przywódca Mahatma Gandhi, główny architekt indyjskiego ruchu niepodległościowego, uznał Rosję i jej rewolucję za źródło inspiracji dla siebie: „My też możemy uciekać się do rosyjskiego lekarstwa na tyranię. ... Nasze kajdany pękną tego dnia, jeśli mieszkańcy Indii staną się zjednoczeni i cierpliwi, pokochają swój kraj i pomyślą o dobrocie swojej ojczyzny, lekceważąc swój własny interes. ... Możemy również pokazać tę samą siłę, którą zrobili Rosjanie."
Krótko po rewolucji w Rosji w lutym 1917 roku, Gandhi powiedział: „Bolszewickie ideały uświęcone przez poświęcenie takich duchów nadrzędnych jak Lenin, nie mogą pójść na marne”.
Walka Indii nadal się nasilała, a w 1947 roku Brytyjczycy przyznali im niepodległość. Sowieci nie tracili czasu na wkrocanie w pustkę i pielęgnowanie bliskich relacji z nowo niepodległymi Indianami. W rzeczywistości Rosjanie podjęli kilka kluczowych kroków w kierunku odbudowy więzi rosyjsko-indyjskiej jeszcze zanim niepodległość Indii była oficjalna.
W kwietniu 1947 roku, dwa miesiące przed uzyskaniem niepodległości, Indie i Związek Radziecki ogłosiły nawiązanie formalnych stosunków dyplomatycznych. Do 1951 roku Indie przyjęły model ekonomiczny Planu Pięcioletniego Związku Radzieckiego, wraz z ciężką centralizacją o smaku komunistycznym. W tych ramach wzrost i postęp Indii były niezwykle powolne.
Oficjalnie Indie były niezaangażowane podczas zimnej wojny. Nieoficjalnie jednak obie strony postrzegały to jako sojusznika Sowietów. Kiedy USA przechyliły się w stronę Pakistanu, rywala Indii, stosunki między Indiami a Zachodem stały się jeszcze bardziej napięte. Koleżeństwo między Rosją a Indiami zrobiło wielki krok naprzód w 1974 roku po tym, jak Indie przeprowadziły testy nuklearne, a Związek Radziecki stał się jedynym dużym narodem, który poparł prawo Indii do "samoobrony".
Przez całą tę epokę Indie pozostawały słabe. Radziecki model ekonomiczny stłumił jego wzrost i postęp. Naród cierpiał z powodu wysokiego bezrobocia, szalejącej korupcji i przedłużających się okresów stagnacji. Ale słabość nie przetrwa!
Słoń wschodzi - i pochyla się w kierunku Moskwy
Po upadku Związku Radzieckiego Indie odeszły od modelu gospodarczego inspirowanego Sowietą. Podjął kroki w celu liberalizacji, prywatyzacji i zreformowania swojej gospodarki. Szybko zaczął przechodzić oszałamiający wzrost.
Z perspektywy czasu było jasne, że wcześniejsze przyjęcie przez Indie gospodarki wzorowanej na sowiecku utrudniło rozwój narodu. Ale Indie wydawały się nie żywić złej woli wobec Rosjan. Po upadku Związku Radzieckiego stosunki rosyjsko-indyjskie pozostały ciepłe i wkrótce potem zostały przekształcone w coś, co zostało nazwane „partnerstwem indo-rosyjskim”.
W 2000 roku Indie i Rosja podpisały Deklarację o Strategicznym Partnerstwie Indie-Rosja, a oba narody weszły na nowy poziom współpracy w takich dziedzinach, jak obrona, gospodarka, technologia i bezpieczeństwo. Mniej więcej w tym czasie Indie stały się największym nabywcą rosyjskiego sprzętu wojskowego.
Niezachwiane poparcie Indii dla Rosji zostało ujawnione w 2008 roku po tym, jak Rosja zaatakowała Gruzję. Świat zachodni potępił ekspansjonizm Moskwy, ale Indie powstrzymały się od wszelkiej krytyki. Pod koniec roku Indie podpisały wspólną deklarację z Rosją, pokazując, że obaj zgadzają się w sprawie statusu Osetii Południowej i Abchazji.
W 2010 roku Putin podniósł partnerstwo indyjsko-rosyjskie do rangi "specjalnego i uprzywilejowanego" partnerstwa strategicznego. I zaczął wydawać wezwania do nadania Indiom stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W 2014 roku, kiedy Rosja zaanektowała Krym, Indie otwarcie poparły Moskwę, podczas gdy mocarstwa zachodnie potępiły działania Rosji.
Tymczasem wzrost gospodarczy Indii nadal gwałtownie wzrastał. Pod koniec zimnej wojny produkt krajowy brutto Indii wynosił 274,8 miliarda dolarów. Do 2014 roku było to ponad 2 biliony dolarów - siódme co do wielkości na świecie. Do 2015 roku Indie stały się najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką na świecie.
I jest ustawiony na to, aby nadal rosnąć grzyby. "Indie są najbardziej obiecującą historią w Azji z punktu widzenia od pięciu do 10 lat" - powiedział strateg Christopher Wood w 2015 roku. "Pan Modi jest najbardziej probiznesowym, proinwestycyjnym przywódcą politycznym na świecie."
Podczas wykładu w marcu 2015 roku w New Delhi, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde powiedziała: „Rzeczywiście, świetlana przyszłość jest kutowana na twoich oczach. Do 2019 roku gospodarka będzie ponad dwukrotnie większa w porównaniu z 2009 rokiem. Dostosowując różnice w cenach zakupu między gospodarkami, Pkb Indii przekroczy PP Japonii i Niemiec razem wziętych."
Czy Indie i Chiny mogą się dogadać?
Stosunki między Indiami a Chinami były historycznie mroźne i obarczone konkurencją i sporami granicznymi. Ale ponieważ oba narody serdecznie popierają Rosję Putina, a ponieważ oba są napędzane przez coraz bardziej antyzachodnie ideologie, nie jest nierozsądne przewidywanie wielkiej odwilży w przyszłości stosunków indo-chińskich. Już wiele znaków wskazuje na taką zmianę.
Podczas kampanii nato w Kosowie Rosja chciała rzucić wyzwanie dominacji Ameryki, sugerując oś Rosja-Chiny-Indie. Ani Indie, ani Chiny nie wykluczyły tego pojęcia. Był to potężny sygnał, że pragnienie Chin i Indii, aby era dominacji Zachodu dobiegła końca, przeważa nad pretensjami, które mają wobec siebie nawzajem.
Następnie od 2000 do 2014 roku dwustronny handel między Chinami a Indiami wzrósł z poniżej 3 miliardów dolarów do 71 miliardów dolarów.
A wszystko to było zanim Modi został premierem. Ponieważ Chińczycy wiedzieli, że Modi podziela ich antyzachodnie ideologie, byli zachwyceni, gdy został wybrany. "To spowodowało obawy Zachodu" - napisał chiński państwowy Global Times. „Kraje zachodnie, takie jak USA, mają nadzieję wykorzystać Indie do zrównoważenia Chin, ale nie wspierają Indii w kwestiach podstawowych interesów kraju” (5 maja 2014 r.).
W ciągu kilku dni od wyboru Modi zaprosił Xi do odwiedzenia Indii. We wrześniu 2014 roku Xi pojechał tam i obiecał inwestycje o wartości 20 miliardów dolarów w Indiach w ciągu najbliższych pięciu lat. W kolejnych latach miało miejsce więcej wizyt.
12 października 2015 r. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza i Armia Indyjska rozpoczęły wspólne ćwiczenia antyterrorystyczne o kryptonimie Hand-in-Hand 2015. Było to piąte z takich ćwiczeń antyterrorystycznych, które obie strony przeprowadziły od 2007 roku. Celem ćwiczeń, według indyjskiego Ministerstwa Obrony, było "rozwijanie wspólnych zdolności operacyjnych, dzielenie się użytecznymi doświadczeniami w operacjach antyterrorystycznych i promowanie przyjaznej wymiany między armiami Indii i Chin".
Global Times powiedział: „Nie ma potrzeby dziwić się wspólnym ćwiczeniem, ponieważ idea pokojowego współistnienia jest już głęboko zakorzeniona wśród ludzi zarówno z Chin, jak i Indii” (październik. 11, 2015).
Artykuł Timesa powiedział, że "wspólne ćwiczenia wojskowe są barometrem stosunków dwustronnych". Artykuł uznał historyczne napięcia między Chinami a Indiami, ale powiedział, że nowa fala ćwiczeń wojskowych oznacza, że są one w większości powierzchowne. "Konfrontacje w ostatnich latach nie zostały stworzone celowo, ale wydarzyły się przypadkowo. Przywódcy zarówno z Chin, jak i Indii mają konsensus i wystarczająco dużo środków, aby przejąć kontrolę nad rozbieżnościami” (tamże).
Kolejna godna uwagi oznaka współpracy indyjsko-chińskiej pojawiła się w lipcu 2015 roku, kiedy Chiny zezwoliły Indiom Modiego na przystąpienie do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Rosnąca potęga wojskowa
Wielu postrzega Indie jako kulturę pacyfistyczną związaną wyznaniem Gandhiego niestosowania przemocy, ale naród ma zdumiewający potencjał militarny. A w ostatnich latach Indie pracowały nad rozszerzeniem tego potencjału.
Od 2004 do 2009 roku wydatki wojskowe Indii wzrosły o 45 procent. Według ihs Jane's 360, Indie sprowadziły 200 milionów dolarów sprzętu wojskowego w 2009 roku tylko z USA. Do 2013 roku liczba ta wzrosła do 2 miliardów dolarów.
W maju 2014 roku, kiedy Modi został wybrany, Indie rozpoczęły szybką modernizację i rozbudowę wojskową. Do listopada nowy premier zatwierdził 19 miliardów dolarów propozycji zamówień na broń. W ciągu sześciu miesięcy zatwierdził 41 umów od ciężkich dział po okręty podwodne na budowę indyjskiej armii. Indie nigdy wcześniej nie doświadczyły narastania na taką skalę.
W 2015 roku Indie stały się największym na świecie importerem broni, a większość tego importu pochodziła z Rosji. Od 2009 do 2013 roku Rosja dostarczała około 75 procent importu wojskowego Indii. "Rosja była najważniejszym partnerem obronnym Indii przez dziesięciolecia" - powiedział Modi 11 grudnia 2014 roku. "Nawet jeśli opcje Indii wzrosły dzisiaj, Rosja pozostanie naszym najważniejszym partnerem obronnym." Oba kraje uzgodniły również wspólny rozwój i produkcję przyszłych, najnowocześniejszych systemów uzbrojenia.
Przyszłość Indii
W artykule zatytułowanym „Nowy koszmar Ameryki: Indie, Chiny i Rosja”, rosyjska Swobodnaya Pressa napisała o zamarzającym się więzi między tymi trzema narodami: „Dla Rosji zbliżenie między Indiami a Chinami jest kwestią o nadrzędnym znaczeniu. Przez długi czas istniała koncepcja strategicznego trójkąta między Rosją, Chinami i Indiami, ale do niedawna nie wydawała się szczególnie opłacalna. RIC [Rosja, Indie, Chiny], jak grupa jest znana, była w dużej mierze forum gospodarczym, bez wiele do pokazania w kategoriach strategicznych” (14 maja 2015).
Ale nieco nagle sprawy są inne. Ci trzej są najlepszymi udziałowcami w chińskim aiib, wszyscy są częścią banku brics i wszyscy są członkami sco. Wszystkie te ogromne instytucje mają na celu zmniejszenie i zakończenie ery zachodniej dominacji. W lutym 2015 roku RIC odbył swoje 13. spotkanie, podczas którego członkowie wezwali do nowego porządku światowego i zobowiązali się "zbudować bardziej sprawiedliwy, sprawiedliwy i stabilny międzynarodowy porządek polityczny i gospodarczy".
Wiele oznak pokazuje dzisiaj, że globalna władza przesuwa się z Zachodu na Wschód. Indie były kluczową częścią tej zmiany i jeśli nadal będą współpracować z Rosją i Chinami, prawdopodobnie przyjmą jeszcze większą rolę.
Indie: Inna potęga gospodarcza Azji
Indie - z populacją ponad 1,4 miliarda ludzi - prawie na pewno dołączą do bloku azjatyckiego, który według przepowiedni zastaną w czasach ostatecznych.
W maju 2014 roku, po pięciu tygodniach głosowania i ponad 800 milionach oddanych głosów, indyjska partia Bharatiya Janata odniosła zdecydowane zwycięstwo. To były największe wybory w historii ludzkości. Nowy rząd kierowany przez Narendra Modi osiągnął pierwszą bezwzględną większość w niższej izbie indyjskiego parlamentu od ponad 30 lat. To dało Modiemu moce, o których jego poprzednicy mogli tylko pomarzyć.
Podczas swojego zwycięskiego przemówienia Modi powiedział: „Nadchodzą dobre dni. Podróż się rozpoczęła." Ta "podróż" ma wielkie znaczenie geopolityczne, ponieważ jest to taka, która kieruje Indie coraz dalej od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii - i coraz bliżej Rosji, Chin i innych państw azjatyckich.
Z dala od Zachodu, w kierunku wschodu
W 2005 roku Stany Zjednoczone cofnęły wizę Modiego na tej podstawie, że odegrał on rolę w jednym z najbardziej krwawych epizodów przemocy religijnej w Indiach. Przemoc miała miejsce w stanie Gujarat, gdzie Modi był w tym czasie głównym ministrem. Hinduscy buntownicy zabili tam ponad 1200 muzułmanów i zmusili kolejne 150 000 do ucieczki ze swoich domów. Modi został oskarżony zarówno o to, że nie powstrzymał przemocy, jak i nie zachęcał do niej. Jego zaangażowanie nigdy nie zostało udowodnione, ale USA nałożyły na niego sankcje, a UE szybko poszła w jego ślady.
Modi odpowiedział na zachodnią pogardę patrząc na wschód. Od tego czasu zaprzyjaźnia się i nawiązywa sojusze z Chinami, Rosją, Japonią i innymi krajami azjatyckimi. South China Morning Post wyjaśnił, że jego wstąpienie na stanowisko premiera Indii stanowiło zmorę dla USA i dobrodziejstwo dla mocarstw wschodnich: „Modi jest również znany z tego, że ma wschodnie uprzedzenia, a azjatycki nacjonalizm stanowi rdzeń jego światopoglądu. Oprócz Chin, to również zbliża go do Japonii i Singapuru, z których przywódcami nawiązał podobne relacje. ... Nienagazicielne konserwatywne pochodzenie Modiego i otwarty podziw dla Chin w przeszłości wzbudziły nadzieje, że stanie się on rodzajem Indianina Richarda Nixona” (16 maja 2014).
Nixon nie jest jedynym światowym liderem, z którym porównano Modi. Dyplomata nazwał go "Indyjskim Shinzō Abe", ponieważ niektóre z jego nacjonalistycznych skłonności odzwierciedlają skłonności byłego premiera Japonii. Indyjski Economic Times doniósł: "Wielu chińskich urzędników, którzy mieli do czynienia z Modim, porównuje go do swojego obecnego szefa Xi Jinpinga" (14 maja 2014). Oneindia przeskoczyła do pościgu, porównując Modiego do samego wielkiego człowieka Azji: "[On jest] Putinem Indii", podano na stronie internetowej. Jego twarde przywództwo "może ożywić Indie, tak jak zrobił to Putin w Rosji [ponieważ] Modi ma podobną do Putina zdolność do metamorfozy Indii w potęgę gospodarczą i wojskową poprzez serię twardych środków i kroków, które pomogłyby Indiom wykorzystać i uwolnić ich prawdziwy potencjał" (6 maja 2014).
Odporna przyjaźń
Modi szczególnie wyraźnie ujął swoją sympatię do Rosji. Podczas szczytu brics w 2014 roku powiedział: „Nawet dziecko w Indiach, jeśli zostanie poproszone o powiedzenie, kto jest najlepszym przyjacielem Indii, odpowie, że to Rosja, ponieważ Rosja była z Indiami w czasach kryzysu”.
Spojrzenie na długą historię między Indiami a Rosją ujawnia, dlaczego złożyłby takie oświadczenie.
Począwszy od XVII wieku, indyjscy kupcy - głównie z Sindh i Multan - regularnie przekraczali granicę Rosji i zaczęli budować fundamenty stosunków rosyjsko-indyjskich. Na początku XVIII wieku indyjscy kupcy żyli nie tylko w południowym rosyjskim mieście Astrachań, ale także tak daleko na północ, jak Moskwa. W 1900 roku Indianie zostali rozproszeni po całym Kazaniu i St. Petersburg, a wielu zostało zasymilowanych do rosyjskiego społeczeństwa. Wyglądało na to, że narody Indii i Rosji są na dobrej drodze do zbudowania trwałej więzi.
Ale potem przyszli Brytyjczycy.
Wielka Brytania skolonizowała Indie w 1858 roku i wprowadziła rządy prawa i rządy na subkontynent. Brytyjskie rządy były dalekie od doskonałości, ale podniosły miliony z nędzy i ucisku. Jego wpływy zastąpiły również wpływy rosyjskie, dostosowując subkontynent do Londynu, a nie do St. Petersburg.
Rosyjscy przywódcy nigdy nie byli obojętni na kolonizację Indii przez Wielką Brytanię. Byli szczerzy w swoim pragnieniu, aby Brytyjczycy zostali wypchnięci z Indii.
Władimir Lenin, który później został władcą Związku Radzieckiego, powiedział w 1918 roku: „Nie ma ogólnego pokoju bez wolnych niezależnych Indii. ... My, rosyjscy rewolucjoniści i międzynarodowi socjaliści, czujemy się naszym obowiązkiem cieszyć się z ogłoszenia rewolucji w Indiach, ale także wspierać tę rewolucję bezpośrednimi lub pośrednimi środkami i wszystkimi naszymi siłami."
Częściowo dzięki sowieckiemu wsparciu, antybrytyjskie nastroje mocno zakorzeniły się w całych Indiach.
Indyjski przywódca Mahatma Gandhi, główny architekt indyjskiego ruchu niepodległościowego, uznał Rosję i jej rewolucję za źródło inspiracji dla siebie: „My też możemy uciekać się do rosyjskiego lekarstwa na tyranię. ... Nasze kajdany pękną tego dnia, jeśli mieszkańcy Indii staną się zjednoczeni i cierpliwi, pokochają swój kraj i pomyślą o dobrocie swojej ojczyzny, lekceważąc swój własny interes. ... Możemy również pokazać tę samą siłę, którą zrobili Rosjanie."
Krótko po rewolucji w Rosji w lutym 1917 roku, Gandhi powiedział: „Bolszewickie ideały uświęcone przez poświęcenie takich duchów nadrzędnych jak Lenin, nie mogą pójść na marne”.
Walka Indii nadal się nasilała, a w 1947 roku Brytyjczycy przyznali im niepodległość. Sowieci nie tracili czasu na wkrocanie w pustkę i pielęgnowanie bliskich relacji z nowo niepodległymi Indianami. W rzeczywistości Rosjanie podjęli kilka kluczowych kroków w kierunku odbudowy więzi rosyjsko-indyjskiej jeszcze zanim niepodległość Indii była oficjalna.
W kwietniu 1947 roku, dwa miesiące przed uzyskaniem niepodległości, Indie i Związek Radziecki ogłosiły nawiązanie formalnych stosunków dyplomatycznych. Do 1951 roku Indie przyjęły model ekonomiczny Planu Pięcioletniego Związku Radzieckiego, wraz z ciężką centralizacją o smaku komunistycznym. W tych ramach wzrost i postęp Indii były niezwykle powolne.
Oficjalnie Indie były niezaangażowane podczas zimnej wojny. Nieoficjalnie jednak obie strony postrzegały to jako sojusznika Sowietów. Kiedy USA przechyliły się w stronę Pakistanu, rywala Indii, stosunki między Indiami a Zachodem stały się jeszcze bardziej napięte. Koleżeństwo między Rosją a Indiami zrobiło wielki krok naprzód w 1974 roku po tym, jak Indie przeprowadziły testy nuklearne, a Związek Radziecki stał się jedynym dużym narodem, który poparł prawo Indii do "samoobrony".
Przez całą tę epokę Indie pozostawały słabe. Radziecki model ekonomiczny stłumił jego wzrost i postęp. Naród cierpiał z powodu wysokiego bezrobocia, szalejącej korupcji i przedłużających się okresów stagnacji. Ale słabość nie przetrwa!
Słoń wschodzi - i pochyla się w kierunku Moskwy
Po upadku Związku Radzieckiego Indie odeszły od modelu gospodarczego inspirowanego Sowietą. Podjął kroki w celu liberalizacji, prywatyzacji i zreformowania swojej gospodarki. Szybko zaczął przechodzić oszałamiający wzrost.
Z perspektywy czasu było jasne, że wcześniejsze przyjęcie przez Indie gospodarki wzorowanej na sowiecku utrudniło rozwój narodu. Ale Indie wydawały się nie żywić złej woli wobec Rosjan. Po upadku Związku Radzieckiego stosunki rosyjsko-indyjskie pozostały ciepłe i wkrótce potem zostały przekształcone w coś, co zostało nazwane „partnerstwem indo-rosyjskim”.
W 2000 roku Indie i Rosja podpisały Deklarację o Strategicznym Partnerstwie Indie-Rosja, a oba narody weszły na nowy poziom współpracy w takich dziedzinach, jak obrona, gospodarka, technologia i bezpieczeństwo. Mniej więcej w tym czasie Indie stały się największym nabywcą rosyjskiego sprzętu wojskowego.
Niezachwiane poparcie Indii dla Rosji zostało ujawnione w 2008 roku po tym, jak Rosja zaatakowała Gruzję. Świat zachodni potępił ekspansjonizm Moskwy, ale Indie powstrzymały się od wszelkiej krytyki. Pod koniec roku Indie podpisały wspólną deklarację z Rosją, pokazując, że obaj zgadzają się w sprawie statusu Osetii Południowej i Abchazji.
W 2010 roku Putin podniósł partnerstwo indyjsko-rosyjskie do rangi "specjalnego i uprzywilejowanego" partnerstwa strategicznego. I zaczął wydawać wezwania do nadania Indiom stałego członkostwa w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W 2014 roku, kiedy Rosja zaanektowała Krym, Indie otwarcie poparły Moskwę, podczas gdy mocarstwa zachodnie potępiły działania Rosji.
Tymczasem wzrost gospodarczy Indii nadal gwałtownie wzrastał. Pod koniec zimnej wojny produkt krajowy brutto Indii wynosił 274,8 miliarda dolarów. Do 2014 roku było to ponad 2 biliony dolarów - siódme co do wielkości na świecie. Do 2015 roku Indie stały się najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką na świecie.
I jest ustawiony na to, aby nadal rosnąć grzyby. "Indie są najbardziej obiecującą historią w Azji z punktu widzenia od pięciu do 10 lat" - powiedział strateg Christopher Wood w 2015 roku. "Pan Modi jest najbardziej probiznesowym, proinwestycyjnym przywódcą politycznym na świecie."
Podczas wykładu w marcu 2015 roku w New Delhi, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde powiedziała: „Rzeczywiście, świetlana przyszłość jest kutowana na twoich oczach. Do 2019 roku gospodarka będzie ponad dwukrotnie większa w porównaniu z 2009 rokiem. Dostosowując różnice w cenach zakupu między gospodarkami, Pkb Indii przekroczy PP Japonii i Niemiec razem wziętych."
Czy Indie i Chiny mogą się dogadać?
Stosunki między Indiami a Chinami były historycznie mroźne i obarczone konkurencją i sporami granicznymi. Ale ponieważ oba narody serdecznie popierają Rosję Putina, a ponieważ oba są napędzane przez coraz bardziej antyzachodnie ideologie, nie jest nierozsądne przewidywanie wielkiej odwilży w przyszłości stosunków indo-chińskich. Już wiele znaków wskazuje na taką zmianę.
Podczas kampanii nato w Kosowie Rosja chciała rzucić wyzwanie dominacji Ameryki, sugerując oś Rosja-Chiny-Indie. Ani Indie, ani Chiny nie wykluczyły tego pojęcia. Był to potężny sygnał, że pragnienie Chin i Indii, aby era dominacji Zachodu dobiegła końca, przeważa nad pretensjami, które mają wobec siebie nawzajem.
Następnie od 2000 do 2014 roku dwustronny handel między Chinami a Indiami wzrósł z poniżej 3 miliardów dolarów do 71 miliardów dolarów.
A wszystko to było zanim Modi został premierem. Ponieważ Chińczycy wiedzieli, że Modi podziela ich antyzachodnie ideologie, byli zachwyceni, gdy został wybrany. "To spowodowało obawy Zachodu" - napisał chiński państwowy Global Times. „Kraje zachodnie, takie jak USA, mają nadzieję wykorzystać Indie do zrównoważenia Chin, ale nie wspierają Indii w kwestiach podstawowych interesów kraju” (5 maja 2014 r.).
W ciągu kilku dni od wyboru Modi zaprosił Xi do odwiedzenia Indii. We wrześniu 2014 roku Xi pojechał tam i obiecał inwestycje o wartości 20 miliardów dolarów w Indiach w ciągu najbliższych pięciu lat. W kolejnych latach miało miejsce więcej wizyt.
12 października 2015 r. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza i Armia Indyjska rozpoczęły wspólne ćwiczenia antyterrorystyczne o kryptonimie Hand-in-Hand 2015. Było to piąte z takich ćwiczeń antyterrorystycznych, które obie strony przeprowadziły od 2007 roku. Celem ćwiczeń, według indyjskiego Ministerstwa Obrony, było "rozwijanie wspólnych zdolności operacyjnych, dzielenie się użytecznymi doświadczeniami w operacjach antyterrorystycznych i promowanie przyjaznej wymiany między armiami Indii i Chin".
Global Times powiedział: „Nie ma potrzeby dziwić się wspólnym ćwiczeniem, ponieważ idea pokojowego współistnienia jest już głęboko zakorzeniona wśród ludzi zarówno z Chin, jak i Indii” (październik. 11, 2015).
Artykuł Timesa powiedział, że "wspólne ćwiczenia wojskowe są barometrem stosunków dwustronnych". Artykuł uznał historyczne napięcia między Chinami a Indiami, ale powiedział, że nowa fala ćwiczeń wojskowych oznacza, że są one w większości powierzchowne. "Konfrontacje w ostatnich latach nie zostały stworzone celowo, ale wydarzyły się przypadkowo. Przywódcy zarówno z Chin, jak i Indii mają konsensus i wystarczająco dużo środków, aby przejąć kontrolę nad rozbieżnościami” (tamże).
Kolejna godna uwagi oznaka współpracy indyjsko-chińskiej pojawiła się w lipcu 2015 roku, kiedy Chiny zezwoliły Indiom Modiego na przystąpienie do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Rosnąca potęga wojskowa
Wielu postrzega Indie jako kulturę pacyfistyczną związaną wyznaniem Gandhiego niestosowania przemocy, ale naród ma zdumiewający potencjał militarny. A w ostatnich latach Indie pracowały nad rozszerzeniem tego potencjału.
Od 2004 do 2009 roku wydatki wojskowe Indii wzrosły o 45 procent. Według ihs Jane's 360, Indie sprowadziły 200 milionów dolarów sprzętu wojskowego w 2009 roku tylko z USA. Do 2013 roku liczba ta wzrosła do 2 miliardów dolarów.
W maju 2014 roku, kiedy Modi został wybrany, Indie rozpoczęły szybką modernizację i rozbudowę wojskową. Do listopada nowy premier zatwierdził 19 miliardów dolarów propozycji zamówień na broń. W ciągu sześciu miesięcy zatwierdził 41 umów od ciężkich dział po okręty podwodne na budowę indyjskiej armii. Indie nigdy wcześniej nie doświadczyły narastania na taką skalę.
W 2015 roku Indie stały się największym na świecie importerem broni, a większość tego importu pochodziła z Rosji. Od 2009 do 2013 roku Rosja dostarczała około 75 procent importu wojskowego Indii. "Rosja była najważniejszym partnerem obronnym Indii przez dziesięciolecia" - powiedział Modi 11 grudnia 2014 roku. "Nawet jeśli opcje Indii wzrosły dzisiaj, Rosja pozostanie naszym najważniejszym partnerem obronnym." Oba kraje uzgodniły również wspólny rozwój i produkcję przyszłych, najnowocześniejszych systemów uzbrojenia.
Przyszłość Indii
W artykule zatytułowanym „Nowy koszmar Ameryki: Indie, Chiny i Rosja”, rosyjska Swobodnaya Pressa napisała o zamarzającym się więzi między tymi trzema narodami: „Dla Rosji zbliżenie między Indiami a Chinami jest kwestią o nadrzędnym znaczeniu. Przez długi czas istniała koncepcja strategicznego trójkąta między Rosją, Chinami i Indiami, ale do niedawna nie wydawała się szczególnie opłacalna. RIC [Rosja, Indie, Chiny], jak grupa jest znana, była w dużej mierze forum gospodarczym, bez wiele do pokazania w kategoriach strategicznych” (14 maja 2015).
Ale nieco nagle sprawy są inne. Ci trzej są najlepszymi udziałowcami w chińskim aiib, wszyscy są częścią banku brics i wszyscy są członkami sco. Wszystkie te ogromne instytucje mają na celu zmniejszenie i zakończenie ery zachodniej dominacji. W lutym 2015 roku RIC odbył swoje 13. spotkanie, podczas którego członkowie wezwali do nowego porządku światowego i zobowiązali się "zbudować bardziej sprawiedliwy, sprawiedliwy i stabilny międzynarodowy porządek polityczny i gospodarczy".
Wiele oznak pokazuje dzisiaj, że globalna władza przesuwa się z Zachodu na Wschód. Indie były kluczową częścią tej zmiany i jeśli nadal będą współpracować z Rosją i Chinami, prawdopodobnie przyjmą jeszcze większą rolę.
Historia potwora
Historia potwora
Jak garstka uciekinierów ukrywających się na bagnach stała się panami królów? Dlaczego imperia, które wygrywały wojny z Wenecją, po kilku latach budziły się w jej dłużnej niewoli?
To nie jest historia o bohaterach i wielkich bitwach. To opowieść o narodzinach systemu, który nauczył się czerpać zyski z chaosu, kontrolować przyszłość poprzez dług i zamieniać ludzkie namiętności w liczby w księgach rachunkowych.
Opowieść o świecie, w którym prawdziwa władza nie nosi korony, lecz prowadzi rejestr. I zaczyna się ona w miejscu, gdzie nie powinno powstać nic trwałego, w słonej wodzie i mgle. Tam, gdzie Europa umierała, narodził się potwór o nienasyconym apetycie.
Potwór, który nauczył się, że złoto wydobyte z błota jest cenniejsze niż to pochodzące z kopalni, ponieważ jest zaprawione strachem i desperacją tych, którzy przeżyli. Fundamentem ich potęgi nie stał się marmur pałaców, lecz sól. Ten biały, niepozorny kryształ był ropą naftową średniowiecza. Kontrola nad produkcją i dystrybucją soli oznaczała kontrolę nad konserwacją żywności, a więc nad życiem i śmiercią armii oraz miast.
Wenecjanie nie wydobywali jej z ziemi. Oni ją zbierali z morza, z własnego przekleństwa, słonej wody, która uniemożliwiała uprawę roli. Zmienili swoją słabość w monopol. Ich statki, początkowo prymitywne łodzie, zaczęły wozić sól w górę rzek do serca Europy, a wracały obładowane zbożem, drewnem i żelazem — wszystkim tym, czego na ich bagnistych wyspach brakowało.
To była pierwsza lekcja, którą opanowała do perfekcji. Prawdziwe bogactwo nie leży w posiadaniu zasobów, ale w kontrolowaniu ich przepływu.
Handel solą był jednak zbyt powolny dla ludzi, którzy uciekli przed hordami Atylii. Potrzebowali czegoś więcej, czegoś, co przynosiło zyski szybciej i znaleźli to w handlu ludźmi. Przez stulecia weneckie statki były największymi dostawcami niewolników na rynki Morza Śródziemnego.
Słowiańscy jeńcy z wybrzeży Dalmacji schwytani w pirackich rajdach byli sprzedawani muzułmańskim kalifatom w zamian za srebro i złoto. To był biznes pozbawiony sentymentów. Czysta matematyka zysków i strat.
Wenecjanie jako pierwsi zrozumieli, że człowiek jest towarem o zmiennej wartości, zależnej od popytu i podaży. Ta dehumanizacja stała się kamieniem węgielnym ich modelu ekonomicznego. Każda dusza miała swoją cenę w monetach, a moralność była luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić.
Piractwo i handel niewolnikami wymagały czegoś więcej niż tylko silnych ramion i ostrych mieczy. Wymagały informacji, kiedy statek z cennym ładunkiem opuszcza port, jakie są jego słabe punkty, gdzie znajdują się ukryte bogactwa klasztorów na odległych wyspach. Wenecja stworzyła pierwszą na świecie profesjonalną sieć wywiadowczą. Ich kupcy byli jednocześnie szpiegami. Ich ambasadorowie byli mistrzami dezinformacji. Każdy raport handlowy zawierał ukryte dane o siłach militarnych, nastrojach politycznych i słabościach władców.
Informacja stała się ich głównym towarem, droższym niż jedwab, cenniejszym niż przyprawy.
Wiedzieć, zanim dowiedzą się inni, oznaczało móc uderzyć, zanim wróg zdąży się przygotować. Oznaczało kupić tanio, zanim rynek dowie się o nadchodzącej głodzie i sprzedać drogo tuż przed ogłoszeniem pokoju.
Królowie walczyli o ziemię, które można zobaczyć na mapie. Wenecja walczyła o szlaki handlowe i księgi długów. To, czego na mapach nie ma, ale co rządzi światem.
Ich państwo nie było monarchią ani republiką w rzymskim rozumieniu. Było korporacją, radą dyrektorów, w której zasiadały głowy najbogatszych rodzin. Doża, oficjalny władca, był jedynie prezesem zarządu, którego można było w każdej chwili usunąć.
Prawdziwa władza należała do oligarchii kupieckiej. Tytuły nie pochodziły od ziemi, której nie mieli, ale od udziałów w handlowych przedsięwzięciach. Rodziny takie jak Contarini, Dandolo, Mocenigo czy Loredan nie myślały w kategoriach pokoleń, ale kwartałów finansowych.
Ich celem nie była chwała na polu bitwy, ale dominacja na rynku. Wojna była dla nich jedynie kontynuacją handlu innymi środkami. Dlaczego toczyć kosztowną bitwę, skoro można sfinansować zamach stanu u konkurencji? Dlaczego zdobywać miasto, skoro można doprowadzić je do bankructwa i przejąć jego aktywa za bezcen?
Pierwszym wielkim poligonem doświadczalnym dla tej strategii była walka z Genuą, ich głównym rywalem w handlu morskim.
Przez ponad 100 lat te dwie republiki prowadziły ze sobą bezlitosne wojny, ale Wenecja nie próbowała zniszczyć Genui militarnie.
Zamiast tego metodycznie niszczyła jej sieci handlowe, przekupywała jej sojuszników, siała niezgodę wewnątrz elit.
W decydującym momencie, gdy obie floty miały się zmierzyć, weneccy agenci doprowadzili do kryzysu finansowego w Genui, paraliżując jej zdolność do prowadzenia wojny.
Genua miała wspaniałych admirałów, ale Wenecja miała lepszych bankierów. To była lekcja, którą Europa musiała odrobić w bardzo bolesny sposób.
Armia maszeruje na żołądkach, ale żołądki napełniają się złotem, a złoto płynie tam, gdzie jest informacja i brak skrupułów.
Prawdziwym celem nie była jednak Genua. Był nim Konstantynopol, stolica Bizancjum, najbogatsze miasto chrześcijańskiego świata, brama do Azji.
Przez wieki Wenecja była jego pokornym wasalem, handlowym parweniuszem, ale z każdym dziesięcioleciem jej apetyt rósł.
Bizancjum było stare, potężne, ale powolne. Uwikłane w dworskie intrygi i teologiczne spory.
Wenecja była młoda, dynamiczna i myślała wyłącznie o zysku.
Widziała w Konstantynopolu nie matkę cywilizacji, ale przeładowany skarbami statek, który dryfuje bez kapitana i czeka na odpowiedni moment, by dokonać wrogiego przejęcia.
Moment ten nadszedł na początku XI wieku, kiedy na horyzoncie pojawiły się sztandary czwartej krucjaty.
Wielkie rody, które zgromadziły fortuny na soli i niewolnikach, zrozumiały, że osiągnęły limit wzrostu w istniejącym systemie.
Aby wejść na kolejny poziom, potrzebowały skoku kwantowego.
Potrzebowały przejąć kontrolę nie tylko nad szlakami handlowymi, ale nad samym źródłem globalnego handlu.
Potrzebowały Konstantynopola.
Nie po to, by go zająć i nim rządzić. To byłoby zbyt kosztowne i nieefektywne.
Chcieli go złupić, dokonać największej grabieży w historii ludzkości, która sfinansowałaby ich dominację na kolejne 500 lat.
Wiedzieli, że siła militarna krzyżowców była kluczem, ale kluczem, który sam nie wiedział, które drzwi ma otworzyć.
To oni, weneccy kupcy, mieli w ręku mapę i plan.
Gdy tysiące francuskich i niemieckich rycerzy przybyło do Wenecji, gotowych wyruszyć do Ziemi Świętej, aby walczyć z niewiernymi, zastali perfekcyjnie przygotowaną pułapkę.
Wenecjanie zbudowali dla nich największą flotę, jaką widział świat, ale jej cena była astronomiczna, znacznie przekraczająca możliwości finansowe krzyżowców.
Armia Chrystusa utknęła na bagnistej wyspie Lido, bez pieniędzy, bez jedzenia, stając się zakładnikiem swoich wierzycieli.
Wtedy na scenę wkroczył stary, ślepy doża Enrico Dandolo.
Postawił im propozycję, której nie mogli odrzucić.
Dług zostanie odroczony, jeśli krzyżowcy pomogą Wenecji w małej wewnętrznej sprawie — zdobyciu chrześcijańskiego miasta Zara, które ośmieliło się konkurować z republiką na Adriatyku.
Rycerze, oburzeni, ale zdesperowani, zgodzili się.
To był pierwszy krok w planie. Pierwsze złamanie świętych przysiąg.
Kiedy świat patrzył na Ziemię Świętą, wenecka machina dezinformacji pracowała pełną parą.
Ich agenci szeptali na europejskich dworach o niewyobrażalnych bogactwach Konstantynopola, o stosach złota, które można zdobyć, aby sfinansować prawdziwą krucjatę.
Jednocześnie karmili krzyżowców opowieściami o zdradzie bizantyjskich cesarzy, którzy rzekomo sprzymierzyli się z muzułmanami.
To była mistrzowska operacja psychologiczna, która zamieniła armię pielgrzymów w bandę najemników, gotowych zaatakować największe miasto chrześcijaństwa.
Co jest skuteczniejszą bronią w walce o przetrwanie? Miecz, który odbiera życie czy dług, który odbiera wolę?
Plan Dandola był genialny w swojej prostocie i cynizmie.
Wykorzystał wygnanego bizantyjskiego księcia Aleksego Angelosa, obiecując mu przywrócenie na tron w zamian za astronomiczną sumę pieniędzy i podporządkowanie Kościoła prawosławnego Rzymowi.
Krzyżowcy zwabieni obietnicą łatwego złota zgodzili się eskortować go do Konstantynopola.
Kiedy flota dotarła pod mury miasta, jego mieszkańcy byli w szoku.
Zamiast obrońców wiary zobaczyli armię windykatorów.
Oblężenie, które nastąpiło, było jednym z najbardziej absurdalnych i tragicznych wydarzeń w historii.
Chrześcijanie walczyli z chrześcijanami o pieniądze, których pretendent do tronu i tak nie posiadał.
Gdy stało się jasne, że Aleksy nie jest w stanie zapłacić obiecanej sumy, wściekłość krzyżowców, podsycana przez Wenecjan, osiągnęła apogeum.
Cel przestał być polityczny — stał się czysto rabunkowy.
W kwietniu roku 1204 mury Konstantynopola upadły.
To, co nastąpiło, nie było bitwą. Było trzydniowym systematycznym demontażem cywilizacji.
Podczas gdy francuscy rycerze gwałcili, palili i zabijali bez opamiętania, Wenecjanie działali z chirurgiczną precyzją.
Nie interesowały ich przypadkowe łupy. Mieli listy najcenniejszych relikwii, manuskryptów, dzieł sztuki i technologii.
Specjalne oddziały złożone z ekspertów systematycznie plądrowały pałace, kościoły i biblioteki.
Dla nich posąg Apolla nie był dziełem sztuki, ale tonami brązu, które można przetopić na monety.
Ikona Matki Boskiej nie była świętością, ale towarem, który można sprzedać za najwyższą cenę na zachodnim rynku.
To nie był akt wandalizmu. To była największa wroga przejęcie w historii korporacji.
Wywóz skradzionych dóbr trwał miesiącami.
Statki, które przywiozły krzyżowców, teraz wracały do Wenecji obładowane złotem, srebrem, kością słoniową i purpurą.
Ale najważniejszym łupem nie były materialne bogactwa.
Wenecjanie ukradli coś znacznie cenniejszego — kod kulturowy i finansowy tysiącletniego imperium.
Przejęli bizantyjskie techniki produkcji jedwabiu, szkła i emalii.
Zdobyli mapy nieznanych szlaków handlowych.
Skopiowali systemy administracyjne i podatkowe.
Konstantynopol został ogołocony nie tylko z bogactw, ale i z samej swojej duszy.
A Wenecja, miasto zbudowane na błocie, stała się nowym skarbcem świata.
Cztery brązowe konie, które dziś zdobią fasadę bazyliki św. Marka, są niemym świadkiem tej grabieży.
Zabrane z hipodromu w Konstantynopolu symbolizują triumf kupieckiej chciwości nad imperialną chwałą.
Dla Europy upadek Konstantynopola był katastrofą.
Osłabił chrześcijaństwo w obliczu nadchodzącej potęgi tureckiej i otworzył drogę do upadku Bizancjum.
Ale dla Wenecji był to początek złotego wieku.
Z dnia na dzień stała się nie tylko potęgą handlową, ale także kulturalną i finansową stolicą Europy.
Złoto Bizancjum zalało weneckie banki, dając im kapitał na operacje o niewyobrażalnej dotąd skali.
Relikwie takie jak fragmenty prawdziwego krzyża czy korona cierniowa przyciągały pielgrzymów z całego kontynentu, tworząc nowy dochodowy rynek turystyki religijnej.
Kontynuuję poprawioną częścią tekstu:
Republika Świętego Marka stała się centrum luksusu, mody i sztuki.
Wszystko zbudowane na skradzionym dziedzictwie.
Enrico Dandolo, ślepy 90-latek, nie doczekał powrotu do Wenecji. Zmarł w Konstantynopolu i został pochowany w Hagia Sophia — kościele, który pomógł zbezcześcić.
Ale jego dziedzictwo było nieśmiertelne.
Pokazał, że można zniszczyć potężniejsze od siebie imperium nie siłą armii, lecz siłą długu i dezinformacji.
Udowodnił, że religia i ideologia są jedynie narzędziami w rękach tych, którzy rozumieją prawdziwą naturę władzy.
A prawdziwa władza, jak zrozumiała szlachta, nie polega na posiadaniu terytorium, ale na kontrolowaniu przepływów kapitału.
Po czwartej krucjacie Wenecja nie była już tylko jednym z graczy na arenie międzynarodowej. Stała się systemem.
Ta operacja na zawsze zmieniła DNA republiki z drapieżnika polującego na pojedyncze statki w pasożyta, który potrafi przejąć kontrolę nad całym organizmem państwowym.
Jej elity, dotąd skłócone i rywalizujące, zjednoczyły się wokół wspólnego celu — zarządzania zdobytym kapitałem i niedopuszczenia, by ktokolwiek z zewnątrz lub od wewnątrz zagrażał ich nowej pozycji.
Wenecki lew, symbol miasta, przestał być tylko symbolem siły. Stał się symbolem bezlitosnej, zimnej kalkulacji.
W jego oczach nie było już ognia bitewnego, tylko chłodny blask złota odbijający się w księgach rachunkowych. Konsekwencje tego czynu odbiły się echem w całej historii.
Osłabione Bizancjum nie było w stanie powstrzymać ekspansji Imperium Osmańskiego.
Wielki pożar doprowadził do ostatecznego upadku Konstantynopola i odcięcia Europy od lądowych szlaków handlowych do Azji.
To z kolei zmusiło Europejczyków do szukania nowych dróg morskich, co zapoczątkowało epokę wielkich odkryć geograficznych.
Bcynizmu Dandola Kolumb nigdy by nie wypłynął na zachód.
Historia rzadko bywa sprawiedliwa.
Czasem największe zmiany w dziejach ludzkości są skutkiem ubocznym operacji finansowej przeprowadzonej przez grupę ludzi, dla których jedyną ojczyzną jest zysk.
Ogromne bogactwa, które napłynęły do Wenecji, stworzyły jednak nowy, śmiertelny problem.
Jak kontrolować tak wielki kapitał? Jak zapobiec temu, by jedna rodzina, jeden ambitny doża, nie przejął całej władzy dla siebie, stając się nowym tyranem?
Strach przed wewnętrznym wrogiem stał się dla czarnej szlachty większy niż strach przed jakimkolwiek zewnętrznym imperium.
Potrzebowali systemu, który chroniłby ich nie tylko przed obcymi armiami, ale przede wszystkim przed nimi samymi.
Potrzebowali republiki masek i sztyletów.
Stworzyli machinę wewnętrznego terroru tak doskonałą, że jej echo słychać w najmroczniejszych systemach totalitarnych XX wieku.
A wszystko zaczęło się od skrzynek ze złupionym złotem i relikwiami, które wymagały nowego, doskonalszego systemu przechowywania i kontroli.
Ten nowy system nie opierał się na zaufaniu, lecz na totalnej paranoi.
Wenecja przekształciła się w labirynt, w którym każdy obserwował każdego.
Fasada miasta z jego karnawałem, gondolami i serenadami była jedynie sceniczną dekoracją.
Za nią krył się świat cichych egzekucji, tajnych więzień i anonimowych donosów.
Centralnym elementem tej machiny była Rada 10.
Utworzona oficjalnie w celu zapobiegania spiskom, a w rzeczywistości będąca tajną policją polityczną o niemal nieograniczonej władzy.
Jej członkowie wybierani na krótkie kadencje spośród najpotężniejszych rodów działali w całkowitej tajemnicy.
Mogli skazać każdego obywatela, włącznie z dożą, na śmierć bez publicznego procesu. Ich wyroki były ostateczne i nieodwołalne.
Symbolem tego systemu stały się lwie paszcze — specjalne skrzynki na donosy rozmieszczone w całym mieście.
Każdy mógł wrzucić do nich anonimową wiadomość oskarżającą sąsiada, konkurenta biznesowego czy nawet członka własnej rodziny o zdradę stanu, herezję lub niemoralne prowadzenie się.
Te oskarżenia, często fałszywe i motywowane osobistą zemstą, były skrupulatnie badane przez inkwizytorów rady.
Sama pogłoska o tym, że czyjeś nazwisko trafiło do lwiej paszczy, wystarczała, by zniszczyć reputację i karierę. Strach stał się głównym narzędziem zarządzania.
Uśmiech na karnawale mógł kryć śmiertelny wyrok. Przyjacielski uścisk dłoni mógł być pocałunkiem śmierci.
Wenecji największą zbrodnią nie była zdrada stanu, lecz próba stania się państwem.
Doża, oficjalny władca republiki, był w rzeczywistości jej pierwszym więźniem. Od momentu wyboru aż do śmierci nie mógł opuszczać miasta bez zgody rady. Jego korespondencja była cenzurowana, rozmowy podsłuchiwane.
Nie mógł prowadzić prywatnych interesów ani przyjmować prezentów.
Był symbolem pozbawionym realnej władzy, wysoko opłacanym zakładnikiem systemu, który miał gwarantować, że żadna jednostka nie przerośnie potęgi oligarchii jako całości.
Kontynuuję kolejną częścią tekstu:
Historia Wenecji pełna jest przykładów doży, którzy próbowali zdobyć zbyt dużą władzę, jak Marino Faliero i kończyli ścięci na schodach pałacu Dożów.
Ich portrety w sali wielkiej rady zasłaniano czarną tkaniną jako wieczne przypomnienie dla następców. System ten był niezwykle skuteczny.
Przez prawie 1000 lat Wenecja unikała wojen domowych i przewrotów, które nękały inne włoskie miasta-państwa. Ale cena za tę stabilność była ogromna.
Społeczeństwo żyło w stanie permanentnej inwigilacji.
Zaufanie zostało zastąpione przez ostrożność, a szczerość przez dwulicowość.
Maska, symbol weneckiego karnawału, stała się metaforą życia w Republice.
Pozwalała na chwilową ucieczkę od wszechobecnego oka państwa, na anonimowość w tłumie.
Ale pod maską każdy wiedział, że jest obserwowany.
To była pierwsza w historii próba stworzenia państwa totalnego, w którym kontrola przenikała do najgłębszych zakamarków życia prywatnego.
Rada 10 dysponowała własnym budżetem, własnymi agentami i katami.
W jej arsenale były nie tylko tortury i egzekucje, ale także bardziej subtelne metody.
Profesjonalni truciciele byli wysyłani na obce dwory, aby eliminować niewygodnych polityków lub konkurentów handlowych.
Technika otrucia została doprowadzona do perfekcji.
Istniały trucizny działające natychmiast po kilku dniach, a nawet po kilku miesiącach, nie pozostawiające żadnych śladów.
Tajne więzienia, takie jak słynne piombi pod ołowianym dachem pałacu Dożów, były miejscami, z których rzadko kto wracał.
Wygnanie było często stosowaną karą dla członków arystokracji, którzy popadli w niełaskę.
System chronił oligarchię przed ambicjami jej własnych członków, tworząc bezosobowy mechanizm terroru.
Ta wewnętrzna machina kontroli była lustrzanym odbiciem metod, które Wenecja stosowała na zewnątrz.
Tak jak jej szpiedzy infiltrowali obce rządy, tak jej tajna policja infiltrowała weneckie społeczeństwo.
Tak jak jej bankierzy uzależniali od długu obcych królów, tak jej system prawny uzależniał od strachu własnych obywateli.
Szlachta stworzyła idealną matrycę kontroli, w której władza była rozproszona, anonimowa i absolutna. Nie było jednego tyrana, którego można by obalić. Był to system, sieć, która oplatała wszystkich i wszystko.
Próba walki z nim była jak walka z mgłą — bezcielesnym, wszechobecnym przeciwnikiem, który dusił powoli i nieuchronnie.
Paradoksalnie ten system wewnętrznego ucisku był kluczem do zewnętrznego sukcesu Wenecji.
Zapewniał stabilność i ciągłość polityki, której brakowało jej rywalom.
Podczas gdy inne państwa były rozrywane przez dynastyczne spory i bunty arystokracji, Wenecja działała jak jeden zdyscyplinowany organizm.
Decyzje podejmowane przez Radę 10 były realizowane natychmiast i bez sprzeciwu.
Pozwoliło to republice na prowadzenie długofalowej strategii, planowanie na dziesięciolecia, a nawet stulecia naprzód.
Była to zimna, bezduszna, ale niezwykle efektywna maszyna państwowa.
Ten model — oligarchia ukryta za fasadą republiki, kontrolująca społeczeństwo poprzez strach, dług i informacje — stał się archetypem, który będzie powielany w przyszłości.
Wenecja była laboratorium, w którym testowano najmroczniejsze techniki zarządzania.
Jej dziedzictwem nie są tylko piękne pałace i kanały, ale także idea, że dla zachowania władzy i porządku można poświęcić wolność i godność jednostki.
Czy bylibyście w stanie poświęcić ojczyznę, aby zachować władzę i bogactwo waszej rodziny? To pytanie, które członkowie szlachty zadawali sobie każdego dnia i na które odpowiadali bez wahania.
Ta bezwzględna jedność i doskonałość mechanizmu kontroli sprawiły, że zewnętrzni wrogowie, nawet ci najpotężniejsi, długo nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie republiki.
Ale nienawiść, którą Wenecja zasiała przez wieki grabieży i intryg, w końcu musiała przynieść krwawe żniwo.
Nadszedł moment, gdy cała Europa postanowiła zjednoczyć się w jednym celu: zetrzeć to miasto, korporację, z powierzchni ziemi.
Na początku XV wieku potęga Wenecji osiągnęła swój szczyt.
Jej monopole handlowe dusiły gospodarki innych państw.
Jej agenci siali niezgodę na każdym europejskim dworze.
Jej arogancja i chciwość stały się legendarne.
Republika Świętego Marka była postrzegana nie jako państwo, ale jako nowotwór na ciele chrześcijańskiej Europy.
Papież Juliusz II, wojowniczy i ambitny, postanowił położyć kres tej potędze.
Z żelazną determinacją stworzył koalicję, jakiej świat jeszcze nie widział.
W roku 1508 powstała Liga z Cambrai.
W jej skład weszli niemal wszyscy: Państwo Kościelne, Francja, Święte Cesarstwo Rzymskie, Hiszpania, Węgry, a nawet mniejsze włoskie państwa.
Cel był jeden i jasno określony w traktacie: całkowite zniszczenie i rozbiór Republiki Weneckiej.
Po raz pierwszy i ostatni w historii niemal cała Europa zjednoczyła się przeciwko jednemu wrogowi.
Dla Wenecji był to zapowiedź apokalipsy.
Koalicja dysponowała przytłaczającą przewagą militarną.
Na lądzie armie francuskie i cesarskie były nie do powstrzymania.
Republika, która zawsze polegała na swojej flocie i najemnikach, nie miała szans w otwartej bitwie.
W roku 1509 w bitwie pod Agnadello wenecka armia lądowa została doszczętnie rozbita.
W ciągu kilku tygodni niemal wszystkie posiadłości Wenecji na stałym lądzie zostały utracone.
Wojska Ligi dotarły do brzegów Laguny.
Wydawało się, że koniec jest bliski.
Posłowie z całej Europy zjechali do obozów zwycięzców, aby negocjować podział łupów.
Wenecja była na kolanach, upokorzona, na skraju całkowitej anihilacji.
Ale wtedy, właśnie w momencie ostatecznej klęski, zademonstrowała swoją prawdziwą siłę.
Siłę, która nie leżała w mieczach, lecz w złocie i informacji.
Podczas gdy generałowie Ligi świętowali zwycięstwo, weneccy dyplomaci i szpiedzy rozpoczęli desperacką kontrofensywę.
Ich bronią nie była stal, lecz ludzka chciwość i niezgoda.
Zaczęli od papieża.
W tajnych negocjacjach zaoferowali mu zwrot spornych miast i ogromną łapówkę, grając na jego strachu przed rosnącą potęgą Francji we Włoszech.
Juliusz II, który był inicjatorem Ligi, jako pierwszy go zdradził.
W roku 1510 zawarł pokój z Wenecją i zwrócił się przeciwko swoim byłym sojusznikom - Francuzom.
Koalicja zaczęła pękać.
To był pierwszy wyłom w murze wrogów.
Następnie Wenecjanie zwrócili się ku cesarzowi Maksymilianowi.
Wiedzieli, że jego skarbiec jest pusty, a najemnicy od dawna nie otrzymywali żołdu.
Zaoferowali mu sumę, której nie mógł odrzucić, w zamian za zawieszenie broni.
Jednocześnie ich agenci działali na tyłach wroga.
Podburzali ludność w miastach zajętych przez wojska cesarskie.
Finansowali lokalne bunty i powstania, sprawiając, że okupacja stała się dla Maksymiliana koszmarem logistycznym i finansowym.
Zwycięstwo militarne zaczęło przynosić mu straty.
Wkrótce i on wycofał się z aktywnej walki, skuszony weneckim złotem i zmęczony nieustanną partyzantką.
Wojna trwała jeszcze kilka lat, ale jej charakter całkowicie się zmienił.
Z totalnej napaści na Wenecję przekształciła się w chaotyczną serię zmieniających się sojuszy i zdrad.
Wenecja, mistrzyni intrygi, grała na ambicjach każdego z członków Ligi, podsycając ich wzajemne animozje.
Finansowała Hiszpanów przeciwko Francuzom, a potem Szwajcarów przeciwko obu.
Przekupywała wrogich generałów, przechwytywała kurierów, siała dezinformację.
Przegrała niemal wszystkie wielkie bitwy, ale wygrała wojnę.
W roku 1516, kiedy ostatecznie podpisano pokój, Wenecja odzyskała większość swoich terytoriów na lądzie.
Jej imperium morskie pozostało nietknięte.
Liga Cambrai, największa militarna koalicja swoich czasów, rozpadła się w niesławie, a jej członkowie byli bardziej skłóceni niż kiedykolwiek wcześniej.
Lekcja, jaką świat otrzymał, była przerażająca.
Okazało się, że potęgi opartej na pieniądzu i informacji nie da się zniszczyć za pomocą tradycyjnej armii.
Feudalni królowie, myślący w kategoriach honoru i chwały, nie potrafili zrozumieć przeciwnika, dla którego traktaty były tymczasowymi kontraktami, a sojusze zmiennymi w bilansie zysków i strat.
Wenecja pokazała, że w nowym świecie, który się rodził, wojny wygrywa się nie na polu bitwy, ale w gabinetach bankierów i na tajnych spotkaniach szpiegów.
Przetrwała, ponieważ jej system był bardziej elastyczny i odporny.
W obliczu pewnej klęski, co byście wybrali? Heroiczną śmierć na polu bitwy, czy zdradę wszystkich zasad, by ocalić swój rząd i jego przyszłość? Postawilibyście na honor czy na przetrwanie?
Wojna z ligą Cambrajską była jednak pyrrusowym zwycięstwem.
Choć Wenecja ocaliła swoją niepodległość, została potwornie osłabiona finansowo i demograficznie.
Co gorsza, świat wokół niej zaczął się gwałtownie zmieniać.
Kilkanaście lat wcześniej, w roku 1492, Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę.
Sześć lat później Vasco da Gama opłynął Afrykę i dotarł do Indii.
Te dwa wydarzenia, początkowo ignorowane przez weneckich oligarchów, okazały się dla nich wyrokiem śmierci.
Centrum światowego handlu zaczęło przesuwać się z Morza Śródziemnego na Ocean Atlantycki.
Monopol Wenecji na handel z Lewantem, źródło jej bogactwa, z dnia na dzień stał się przestarzały.
Szlachta stanęła przed wyborem, którego nie dało się uniknąć.
Mogli kurczowo trzymać się swojej gasnącej potęgi, walcząc o resztki śródziemnomorskiego handlu i powoli znikać z areny dziejów, albo mogli dokonać czegoś, co wydawało się niemożliwe.
Przenieść swój kapitał, swoją wiedzę i swój model zarządzania gdzie indziej.
Dokonać strategicznego eksodusu z umierającego miasta-raju do nowych, dynamicznie rozwijających się centrów siły na północy Europy.
To nie miała być ucieczka, to miała być zaplanowana na pokolenia migracja, transformacja z imperium terytorialnego w bezcielesną sieć finansową.
Duch Wenecji miał opuścić swoje materialne ciało, aby znaleźć nowego, silniejszego nosiciela.
Ten proces był powolny, dyskretny i trwał ponad 100 lat.
Weneckie rodziny zaczęły inwestować swoje ogromne fortuny w nowych obiecujących ośrodkach.
Najpierw w protestanckiej Genewie, która stała się centrum bankowości, a potem przede wszystkim w Niderlandach.
Mały, bagnisty kraj, który właśnie wywalczył sobie niepodległość spod panowania Hiszpanii.
Był idealnym kandydatem.
Holendrzy, podobnie jak niegdyś Wenecjanie, byli narodem kupców i żeglarzy, pozbawionym bogactw naturalnych, ale obdarzonym determinacją i innowacyjnością.
Wenecki kapitał i know-how znalazły tam podatny grunt.
Pierwszym krokiem było stworzenie instytucji, które replikowały wenecki model finansowy.
W roku 1609 powstał Bank Amsterdamski. Nie był to zwykły bank.
Był to pierwszy w nowożytnej Europie bank centralny działający na zasadach depozytu i transferu, kopiujący system weneckiego Banco di Rialto.
Gwarantował stabilność waluty i umożliwiał błyskawiczne bezgotówkowe rozliczenia, co dało holenderskim kupcom ogromną przewagę nad konkurencją.
Pieniądze z weneckich skarbców zaczęły płynąć do Amsterdamu, napędzając jego gwałtowny rozwój.
Drugim, jeszcze ważniejszym krokiem było utworzenie Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej w roku 1602.
To było arcydzieło — wenecki model korporacji państwa doprowadzony do absolutnej perfekcji.
Kompania była prywatnym przedsiębiorstwem, ale posiadała uprawnienia państwowe.
Mogła prowadzić wojny, zawierać traktaty, bić własną monetę i zakładać kolonie.
Jej flota była większa niż marynarki wojenne wielu europejskich mocarstw.
Jej celem był całkowity monopol na handel przyprawami z Azją.
Działała z bezwzględnością, której nie powstydziliby się dożowie z czasów czwartej krucjaty.
Masakrowała rdzenną ludność na wyspach korzennych, aby przejąć kontrolę nad produkcją goździków i gałki muszkatołowej.
Prowadziła wojny z Portugalczykami i Anglikami, by wyeliminować konkurencję.
Była Wenecją na sterydach, operującą na skalę globalną.
Wiele kluczowych rodzin z weneckiej czarnej szlachty, widząc zmierzch swojej ojczyzny, przeniosło swoje fortuny i swoje operacje do Amsterdamu.
Nazwiska się zmieniły, ale metody pozostały te same.
Kultura tajemnicy, sieć wywiadowcza, manipulacja rynkami, wykorzystywanie długu jako narzędzia kontroli — wszystko to zostało przeniesione z laguny na wybrzeże Morza Północnego.
Wenecja fizycznie gasła, zamieniając się w piękne muzeum, miasto-widmo żyjące wspomnieniami o dawnej chwale.
Ale jej kod programowy, bezlitosny model zarządzania, rozpoczął nowy, jeszcze potężniejszy cykl życia w bardziej dynamicznym regionie.
Był to strategiczny odwrót na północ.
Cicha i niewidzialna inwazja.
Holenderskie złote stulecie było w dużej mierze napędzane weneckim kapitałem i wenecką myślą strategiczną.
Amsterdam stał się nowym centrum światowych finansów, a Holandia na krótki czas przejęła rolę hegemona w handlu światowym. Ale i ona okazała się tylko przystankiem.
Prawdziwym celem i ostatecznym celem strategicznego eksodusu była Anglia — wyspa chroniona przez kanał La Manche, z rosnącą potęgą morską i ambicjami imperialnymi, idealny kandydat na nowego gospodarza weneckiego systemu.
Potrzebny był tylko odpowiedni moment i odpowiedni pretekst, by dokonać kolejnego wrogiego przejęcia — tym razem nie miasta, ale całego imperium.
Ten moment nadszedł pod koniec XVII wieku.
Anglia była rozdarta wewnętrznymi konfliktami religijnymi i politycznymi.
Walka między katolickim królem Jakubem II a protestanckim parlamentem groziła wybuchem nowej wojny domowej.
To stworzyło idealną okazję dla oligarchii finansowej z Amsterdamu.
Zorganizowali i sfinansowali inwazję na Anglię prowadzoną przez holenderskiego księcia Wilhelma Orańskiego, który był żonaty z córką Jakuba.
Wydarzenie to przeszło do historii jako Chwalebna Rewolucja roku 1688.
Oficjalnie była to bezkrwawa interwencja w obronie protestantyzmu i wolności parlamentarnych.
W rzeczywistości był to precyzyjnie zaplanowany przewrót finansowy.
Wilhelm Orański przybył do Anglii z armią i flotą, których sfinansowanie znacznie przekraczało możliwości Holandii.
Prawdziwymi sponsorami byli amsterdamscy bankierzy, którzy postawili jeden kluczowy warunek.
Po objęciu tronu nowy król miał zgodzić się na utworzenie w Anglii banku centralnego na wzór Banku Amsterdamskiego.
W roku 1694, sześć lat po rewolucji, powstał Bank Anglii.
Nie była to instytucja państwowa.
Była to prywatna korporacja, której udziałowcami byli ci sami finansści, którzy finansowali inwazję.
Otrzymała od państwa bezprecedensowy przywilej — prawo do drukowania pieniędzy i pożyczania ich rządowi na procent.
Narodził się nowoczesny system długu publicznego.
Od tego momentu Wielka Brytania, a wkrótce globalne Imperium Brytyjskie stało się wehikułem ambicji finansowej oligarchii, której korzenie sięgały weneckich bagien i nie musiała już posiadać własnego państwa.
Nauczyła się kontrolować państwa innych, znacznie potężniejsze, poprzez kontrolę ich długu.
Każda wojna prowadzona przez Wielką Brytanię od wojen z Ludwikiem XIV po wojny napoleońskie przynosiła gigantyczne zyski nie skarbowi państwa, ale prywatnym właścicielom Banku Anglii.
Państwo zadłużało się, aby prowadzić wojny, a obywatele płacili podatki, by spłacać odsetki od tego długu.
Był to system doskonały w swojej prostocie i bezwzględności.
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, zreorganizowana i dokapitalizowana po Chwalebnej Rewolucji, stała się narzędziem tej nowej potęgi.
Była to wenecka idea doprowadzona do ostateczności.
Prywatna korporacja z własną armią, flotą i administracją, rządząca w imieniu korony brytyjskiej, ale w interesie swoich udziałowców całym subkontynentem indyjskim.
Podbój Indii nie był w pierwszej kolejności aktem imperializmu państwowego, ale gigantyczną operacją komercyjną, mającą na celu przejęcie kontroli nad zasobami i rynkami.
Brytyjska armia i flota opłacane z brytyjskich podatków stały się prywatną armią ochroniarzy dla międzynarodowej elity finansowej.
Przeniesienie centrum operacyjnego z Amsterdamu do Londynu było strategicznym majstersztykiem.
Anglia oferowała znacznie większy potencjał demograficzny, militarny i przemysłowy niż Holandia.
Stała się idealnym gospodarzem, który pozwolił weneckiemu „wirusowi finansowemu” osiągnąć globalny zasięg.
Stare weneckie i holenderskie rodziny arystokracji finansowej zlały się z brytyjską arystokracją ziemską, tworząc nową ponadnarodową elitę.
Ich nazwiska zdobiły Izbę Lordów i zarządy największych korporacji.
Mówili po angielsku, mieszkali w Londynie, ale myśleli w kategoriach globalnych przepływów kapitału, tak jak ich przodkowie na weneckim Rialto.
Publiczna historia Imperium Brytyjskiego, historia odkrywców, generałów i misjonarzy, była jedynie fasadą.
Za nią kryła się mroczna finansowa rzeczywistość.
Bitwa pod Waterloo w roku 1815 jest tego najlepszym przykładem.
Oficjalnie było to wielkie zwycięstwo militarne Wellingtona nad Napoleonem.
Ale było to również jedno z największych oszustw finansowych w historii.
Rodzina Rothschildów, która była kluczowym elementem tej nowej ponadnarodowej siatki finansowej, wykorzystała swoją sieć kurierów, aby dowiedzieć się o wyniku bitwy na wiele godzin przed oficjalnym komunikatem.
Ich agent na londyńskiej giełdzie zaczął demonstracyjnie wyprzedawać brytyjskie obligacje, co wywołało panikę i krach.
Wszyscy myśleli, że Wellington przegrał, gdy ceny spadły do absolutnego minimum.
Inni agenci Rothschildów potajemnie skupili ogromne ilości obligacji za bezcen.
Gdy nadeszła oficjalna wiadomość o zwycięstwie, ceny poszybowały w górę, a Rothschildowie zarobili astronomiczną fortunę, przejmując kontrolę nad znaczną częścią brytyjskiego długu publicznego.
Wojna była tylko teatrem.
Prawdziwa bitwa toczyła się na giełdzie.
Imperium brytyjskie, zbudowane na fundamencie Banku Anglii i długu publicznego, stało się najpotężniejszą siłą na świecie.
Jego flota kontrolowała wszystkie oceany.
Jego armia podbijała kontynenty, ale prawdziwymi władcami nie byli królowie i premierzy w Westminsterze.
Byli nimi niewidzialni bankierzy z londyńskiego City.
Stworzyli system, w którym narody mogły prowadzić wojny, rewolucje i budować imperia, pod warunkiem, że na końcu dnia wszyscy byli zadłużeni u tych samych wierzycieli.
Co jest straszniejsze? Tyran z mieczem, którego wszyscy widzą, czy wierzyciel z księgą długów, którego nie widzi nikt?
Ten system, doprowadzony do perfekcji w Londynie, był gotowy na kolejny etap ewolucji.
Nauczył się nie tylko kontrolować imperia, ale także czerpać zyski z ich upadku i z chaosu rewolucji, które miały wstrząsnąć światem.
Gdy system okrzepł w Wielkiej Brytanii, jego operatorzy dokonali kolejnego genialnego odkrycia.
Zrozumieli, że rewolucje i wojny o niepodległość, które z perspektywy królów i narodów były katastrofami, z ich perspektywy stanowiły niezwykłą okazję biznesową.
Każdy chaos, każda zmiana reżimu tworzyła potrzebę finansowania. A kto kontroluje dług, ten kontroluje wynik.
Nauczyli się finansować obie strony konfliktu, aby niezależnie od tego, kto wygra, zwycięzcą zawsze był wierzyciel.
Epoka rewolucji, która rozpoczęła się pod koniec XV wieku, stała się dla nich złotym żniwem.
Rewolucja amerykańska była pierwszym wielkim eksperymentem na tym polu.
Oficjalna narracja opowiada o walce o wolność, o ojcach założycielach i szlachetnych ideałach.
Ale za kulisami toczyła się inna walka — o kontrolę nad systemem finansowym nowego państwa.
Międzynarodowi bankierzy z centrum w Londynie i Amsterdamie chętnie finansowali amerykańską wojnę o niepodległość.
Pożyczali pieniądze Kongresowi Kontynentalnemu, umożliwiając mu zakup broni i zaopatrzenia.
Jednocześnie poprzez swoje sieci zarabiali na dostawach dla armii brytyjskiej.
Dla nich wojna była inwestycją o podwójnej stopie zwrotu.
Kiedy Stany Zjednoczone ostatecznie uzyskały niepodległość, system finansowy państwa był już głęboko powiązany z europejskimi elitami finansowymi.
Międzynarodowi bankierzy z Londynu i Amsterdamu szybko weszli w rolę kluczowych graczy w gospodarce młodego państwa.
Narodziny nowoczesnego systemu długu publicznego, fundowanego przez prywatnych kredytodawców, stały się fundamentem amerykańskiej potęgi ekonomicznej.
To system, który pozwalał rządom zadłużać się ponad ich realne możliwości, obligując przyszłe pokolenia do spłaty tych zobowiązań.
Przez kolejne wieki modele finansowe i strategie dominacji rozwijane przez wenecką oligarchię ewoluowały i były adaptowane przez różne imperia i państwa.
System długów, kontrola nad przepływem informacji oraz manipulacje polityczne stały się kluczowymi narzędziami utrzymania i rozszerzania władzy.
Wiele współczesnych mechanizmów ekonomicznych i politycznych ma swoje korzenie w tej starożytnej i średniowiecznej sztuce zarządzania.
Wenecja, choć fizycznie zniknęła z map jako niezależne mocarstwo, pozostawiła po sobie trwały ślad w historii zachodniej cywilizacji.
Jej modele finansowe, strategie handlowe i struktury władzy przeniknęły do serc światowych imperiów.
Dziś możemy obserwować ich echo w strukturach finansowych, globalnych korporacjach i systemach politycznych.
Analiza tej historii pokazuje, że gospodarcza i finansowa kontrola imperiów często przebiegała równolegle lub nawet ponad tradycyjną władzę militarną i polityczną.
Prawdziwa władza rzadko jest widoczna na powierzchni; często ukrywa się w mechanizmach ekonomicznych, przepływach kapitału i informacjach.
Jak garstka uciekinierów ukrywających się na bagnach stała się panami królów? Dlaczego imperia, które wygrywały wojny z Wenecją, po kilku latach budziły się w jej dłużnej niewoli?
To nie jest historia o bohaterach i wielkich bitwach. To opowieść o narodzinach systemu, który nauczył się czerpać zyski z chaosu, kontrolować przyszłość poprzez dług i zamieniać ludzkie namiętności w liczby w księgach rachunkowych.
Opowieść o świecie, w którym prawdziwa władza nie nosi korony, lecz prowadzi rejestr. I zaczyna się ona w miejscu, gdzie nie powinno powstać nic trwałego, w słonej wodzie i mgle. Tam, gdzie Europa umierała, narodził się potwór o nienasyconym apetycie.
Potwór, który nauczył się, że złoto wydobyte z błota jest cenniejsze niż to pochodzące z kopalni, ponieważ jest zaprawione strachem i desperacją tych, którzy przeżyli. Fundamentem ich potęgi nie stał się marmur pałaców, lecz sól. Ten biały, niepozorny kryształ był ropą naftową średniowiecza. Kontrola nad produkcją i dystrybucją soli oznaczała kontrolę nad konserwacją żywności, a więc nad życiem i śmiercią armii oraz miast.
Wenecjanie nie wydobywali jej z ziemi. Oni ją zbierali z morza, z własnego przekleństwa, słonej wody, która uniemożliwiała uprawę roli. Zmienili swoją słabość w monopol. Ich statki, początkowo prymitywne łodzie, zaczęły wozić sól w górę rzek do serca Europy, a wracały obładowane zbożem, drewnem i żelazem — wszystkim tym, czego na ich bagnistych wyspach brakowało.
To była pierwsza lekcja, którą opanowała do perfekcji. Prawdziwe bogactwo nie leży w posiadaniu zasobów, ale w kontrolowaniu ich przepływu.
Handel solą był jednak zbyt powolny dla ludzi, którzy uciekli przed hordami Atylii. Potrzebowali czegoś więcej, czegoś, co przynosiło zyski szybciej i znaleźli to w handlu ludźmi. Przez stulecia weneckie statki były największymi dostawcami niewolników na rynki Morza Śródziemnego.
Słowiańscy jeńcy z wybrzeży Dalmacji schwytani w pirackich rajdach byli sprzedawani muzułmańskim kalifatom w zamian za srebro i złoto. To był biznes pozbawiony sentymentów. Czysta matematyka zysków i strat.
Wenecjanie jako pierwsi zrozumieli, że człowiek jest towarem o zmiennej wartości, zależnej od popytu i podaży. Ta dehumanizacja stała się kamieniem węgielnym ich modelu ekonomicznego. Każda dusza miała swoją cenę w monetach, a moralność była luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić.
Piractwo i handel niewolnikami wymagały czegoś więcej niż tylko silnych ramion i ostrych mieczy. Wymagały informacji, kiedy statek z cennym ładunkiem opuszcza port, jakie są jego słabe punkty, gdzie znajdują się ukryte bogactwa klasztorów na odległych wyspach. Wenecja stworzyła pierwszą na świecie profesjonalną sieć wywiadowczą. Ich kupcy byli jednocześnie szpiegami. Ich ambasadorowie byli mistrzami dezinformacji. Każdy raport handlowy zawierał ukryte dane o siłach militarnych, nastrojach politycznych i słabościach władców.
Informacja stała się ich głównym towarem, droższym niż jedwab, cenniejszym niż przyprawy.
Wiedzieć, zanim dowiedzą się inni, oznaczało móc uderzyć, zanim wróg zdąży się przygotować. Oznaczało kupić tanio, zanim rynek dowie się o nadchodzącej głodzie i sprzedać drogo tuż przed ogłoszeniem pokoju.
Królowie walczyli o ziemię, które można zobaczyć na mapie. Wenecja walczyła o szlaki handlowe i księgi długów. To, czego na mapach nie ma, ale co rządzi światem.
Ich państwo nie było monarchią ani republiką w rzymskim rozumieniu. Było korporacją, radą dyrektorów, w której zasiadały głowy najbogatszych rodzin. Doża, oficjalny władca, był jedynie prezesem zarządu, którego można było w każdej chwili usunąć.
Prawdziwa władza należała do oligarchii kupieckiej. Tytuły nie pochodziły od ziemi, której nie mieli, ale od udziałów w handlowych przedsięwzięciach. Rodziny takie jak Contarini, Dandolo, Mocenigo czy Loredan nie myślały w kategoriach pokoleń, ale kwartałów finansowych.
Ich celem nie była chwała na polu bitwy, ale dominacja na rynku. Wojna była dla nich jedynie kontynuacją handlu innymi środkami. Dlaczego toczyć kosztowną bitwę, skoro można sfinansować zamach stanu u konkurencji? Dlaczego zdobywać miasto, skoro można doprowadzić je do bankructwa i przejąć jego aktywa za bezcen?
Pierwszym wielkim poligonem doświadczalnym dla tej strategii była walka z Genuą, ich głównym rywalem w handlu morskim.
Przez ponad 100 lat te dwie republiki prowadziły ze sobą bezlitosne wojny, ale Wenecja nie próbowała zniszczyć Genui militarnie.
Zamiast tego metodycznie niszczyła jej sieci handlowe, przekupywała jej sojuszników, siała niezgodę wewnątrz elit.
W decydującym momencie, gdy obie floty miały się zmierzyć, weneccy agenci doprowadzili do kryzysu finansowego w Genui, paraliżując jej zdolność do prowadzenia wojny.
Genua miała wspaniałych admirałów, ale Wenecja miała lepszych bankierów. To była lekcja, którą Europa musiała odrobić w bardzo bolesny sposób.
Armia maszeruje na żołądkach, ale żołądki napełniają się złotem, a złoto płynie tam, gdzie jest informacja i brak skrupułów.
Prawdziwym celem nie była jednak Genua. Był nim Konstantynopol, stolica Bizancjum, najbogatsze miasto chrześcijańskiego świata, brama do Azji.
Przez wieki Wenecja była jego pokornym wasalem, handlowym parweniuszem, ale z każdym dziesięcioleciem jej apetyt rósł.
Bizancjum było stare, potężne, ale powolne. Uwikłane w dworskie intrygi i teologiczne spory.
Wenecja była młoda, dynamiczna i myślała wyłącznie o zysku.
Widziała w Konstantynopolu nie matkę cywilizacji, ale przeładowany skarbami statek, który dryfuje bez kapitana i czeka na odpowiedni moment, by dokonać wrogiego przejęcia.
Moment ten nadszedł na początku XI wieku, kiedy na horyzoncie pojawiły się sztandary czwartej krucjaty.
Wielkie rody, które zgromadziły fortuny na soli i niewolnikach, zrozumiały, że osiągnęły limit wzrostu w istniejącym systemie.
Aby wejść na kolejny poziom, potrzebowały skoku kwantowego.
Potrzebowały przejąć kontrolę nie tylko nad szlakami handlowymi, ale nad samym źródłem globalnego handlu.
Potrzebowały Konstantynopola.
Nie po to, by go zająć i nim rządzić. To byłoby zbyt kosztowne i nieefektywne.
Chcieli go złupić, dokonać największej grabieży w historii ludzkości, która sfinansowałaby ich dominację na kolejne 500 lat.
Wiedzieli, że siła militarna krzyżowców była kluczem, ale kluczem, który sam nie wiedział, które drzwi ma otworzyć.
To oni, weneccy kupcy, mieli w ręku mapę i plan.
Gdy tysiące francuskich i niemieckich rycerzy przybyło do Wenecji, gotowych wyruszyć do Ziemi Świętej, aby walczyć z niewiernymi, zastali perfekcyjnie przygotowaną pułapkę.
Wenecjanie zbudowali dla nich największą flotę, jaką widział świat, ale jej cena była astronomiczna, znacznie przekraczająca możliwości finansowe krzyżowców.
Armia Chrystusa utknęła na bagnistej wyspie Lido, bez pieniędzy, bez jedzenia, stając się zakładnikiem swoich wierzycieli.
Wtedy na scenę wkroczył stary, ślepy doża Enrico Dandolo.
Postawił im propozycję, której nie mogli odrzucić.
Dług zostanie odroczony, jeśli krzyżowcy pomogą Wenecji w małej wewnętrznej sprawie — zdobyciu chrześcijańskiego miasta Zara, które ośmieliło się konkurować z republiką na Adriatyku.
Rycerze, oburzeni, ale zdesperowani, zgodzili się.
To był pierwszy krok w planie. Pierwsze złamanie świętych przysiąg.
Kiedy świat patrzył na Ziemię Świętą, wenecka machina dezinformacji pracowała pełną parą.
Ich agenci szeptali na europejskich dworach o niewyobrażalnych bogactwach Konstantynopola, o stosach złota, które można zdobyć, aby sfinansować prawdziwą krucjatę.
Jednocześnie karmili krzyżowców opowieściami o zdradzie bizantyjskich cesarzy, którzy rzekomo sprzymierzyli się z muzułmanami.
To była mistrzowska operacja psychologiczna, która zamieniła armię pielgrzymów w bandę najemników, gotowych zaatakować największe miasto chrześcijaństwa.
Co jest skuteczniejszą bronią w walce o przetrwanie? Miecz, który odbiera życie czy dług, który odbiera wolę?
Plan Dandola był genialny w swojej prostocie i cynizmie.
Wykorzystał wygnanego bizantyjskiego księcia Aleksego Angelosa, obiecując mu przywrócenie na tron w zamian za astronomiczną sumę pieniędzy i podporządkowanie Kościoła prawosławnego Rzymowi.
Krzyżowcy zwabieni obietnicą łatwego złota zgodzili się eskortować go do Konstantynopola.
Kiedy flota dotarła pod mury miasta, jego mieszkańcy byli w szoku.
Zamiast obrońców wiary zobaczyli armię windykatorów.
Oblężenie, które nastąpiło, było jednym z najbardziej absurdalnych i tragicznych wydarzeń w historii.
Chrześcijanie walczyli z chrześcijanami o pieniądze, których pretendent do tronu i tak nie posiadał.
Gdy stało się jasne, że Aleksy nie jest w stanie zapłacić obiecanej sumy, wściekłość krzyżowców, podsycana przez Wenecjan, osiągnęła apogeum.
Cel przestał być polityczny — stał się czysto rabunkowy.
W kwietniu roku 1204 mury Konstantynopola upadły.
To, co nastąpiło, nie było bitwą. Było trzydniowym systematycznym demontażem cywilizacji.
Podczas gdy francuscy rycerze gwałcili, palili i zabijali bez opamiętania, Wenecjanie działali z chirurgiczną precyzją.
Nie interesowały ich przypadkowe łupy. Mieli listy najcenniejszych relikwii, manuskryptów, dzieł sztuki i technologii.
Specjalne oddziały złożone z ekspertów systematycznie plądrowały pałace, kościoły i biblioteki.
Dla nich posąg Apolla nie był dziełem sztuki, ale tonami brązu, które można przetopić na monety.
Ikona Matki Boskiej nie była świętością, ale towarem, który można sprzedać za najwyższą cenę na zachodnim rynku.
To nie był akt wandalizmu. To była największa wroga przejęcie w historii korporacji.
Wywóz skradzionych dóbr trwał miesiącami.
Statki, które przywiozły krzyżowców, teraz wracały do Wenecji obładowane złotem, srebrem, kością słoniową i purpurą.
Ale najważniejszym łupem nie były materialne bogactwa.
Wenecjanie ukradli coś znacznie cenniejszego — kod kulturowy i finansowy tysiącletniego imperium.
Przejęli bizantyjskie techniki produkcji jedwabiu, szkła i emalii.
Zdobyli mapy nieznanych szlaków handlowych.
Skopiowali systemy administracyjne i podatkowe.
Konstantynopol został ogołocony nie tylko z bogactw, ale i z samej swojej duszy.
A Wenecja, miasto zbudowane na błocie, stała się nowym skarbcem świata.
Cztery brązowe konie, które dziś zdobią fasadę bazyliki św. Marka, są niemym świadkiem tej grabieży.
Zabrane z hipodromu w Konstantynopolu symbolizują triumf kupieckiej chciwości nad imperialną chwałą.
Dla Europy upadek Konstantynopola był katastrofą.
Osłabił chrześcijaństwo w obliczu nadchodzącej potęgi tureckiej i otworzył drogę do upadku Bizancjum.
Ale dla Wenecji był to początek złotego wieku.
Z dnia na dzień stała się nie tylko potęgą handlową, ale także kulturalną i finansową stolicą Europy.
Złoto Bizancjum zalało weneckie banki, dając im kapitał na operacje o niewyobrażalnej dotąd skali.
Relikwie takie jak fragmenty prawdziwego krzyża czy korona cierniowa przyciągały pielgrzymów z całego kontynentu, tworząc nowy dochodowy rynek turystyki religijnej.
Kontynuuję poprawioną częścią tekstu:
Republika Świętego Marka stała się centrum luksusu, mody i sztuki.
Wszystko zbudowane na skradzionym dziedzictwie.
Enrico Dandolo, ślepy 90-latek, nie doczekał powrotu do Wenecji. Zmarł w Konstantynopolu i został pochowany w Hagia Sophia — kościele, który pomógł zbezcześcić.
Ale jego dziedzictwo było nieśmiertelne.
Pokazał, że można zniszczyć potężniejsze od siebie imperium nie siłą armii, lecz siłą długu i dezinformacji.
Udowodnił, że religia i ideologia są jedynie narzędziami w rękach tych, którzy rozumieją prawdziwą naturę władzy.
A prawdziwa władza, jak zrozumiała szlachta, nie polega na posiadaniu terytorium, ale na kontrolowaniu przepływów kapitału.
Po czwartej krucjacie Wenecja nie była już tylko jednym z graczy na arenie międzynarodowej. Stała się systemem.
Ta operacja na zawsze zmieniła DNA republiki z drapieżnika polującego na pojedyncze statki w pasożyta, który potrafi przejąć kontrolę nad całym organizmem państwowym.
Jej elity, dotąd skłócone i rywalizujące, zjednoczyły się wokół wspólnego celu — zarządzania zdobytym kapitałem i niedopuszczenia, by ktokolwiek z zewnątrz lub od wewnątrz zagrażał ich nowej pozycji.
Wenecki lew, symbol miasta, przestał być tylko symbolem siły. Stał się symbolem bezlitosnej, zimnej kalkulacji.
W jego oczach nie było już ognia bitewnego, tylko chłodny blask złota odbijający się w księgach rachunkowych. Konsekwencje tego czynu odbiły się echem w całej historii.
Osłabione Bizancjum nie było w stanie powstrzymać ekspansji Imperium Osmańskiego.
Wielki pożar doprowadził do ostatecznego upadku Konstantynopola i odcięcia Europy od lądowych szlaków handlowych do Azji.
To z kolei zmusiło Europejczyków do szukania nowych dróg morskich, co zapoczątkowało epokę wielkich odkryć geograficznych.
Bcynizmu Dandola Kolumb nigdy by nie wypłynął na zachód.
Historia rzadko bywa sprawiedliwa.
Czasem największe zmiany w dziejach ludzkości są skutkiem ubocznym operacji finansowej przeprowadzonej przez grupę ludzi, dla których jedyną ojczyzną jest zysk.
Ogromne bogactwa, które napłynęły do Wenecji, stworzyły jednak nowy, śmiertelny problem.
Jak kontrolować tak wielki kapitał? Jak zapobiec temu, by jedna rodzina, jeden ambitny doża, nie przejął całej władzy dla siebie, stając się nowym tyranem?
Strach przed wewnętrznym wrogiem stał się dla czarnej szlachty większy niż strach przed jakimkolwiek zewnętrznym imperium.
Potrzebowali systemu, który chroniłby ich nie tylko przed obcymi armiami, ale przede wszystkim przed nimi samymi.
Potrzebowali republiki masek i sztyletów.
Stworzyli machinę wewnętrznego terroru tak doskonałą, że jej echo słychać w najmroczniejszych systemach totalitarnych XX wieku.
A wszystko zaczęło się od skrzynek ze złupionym złotem i relikwiami, które wymagały nowego, doskonalszego systemu przechowywania i kontroli.
Ten nowy system nie opierał się na zaufaniu, lecz na totalnej paranoi.
Wenecja przekształciła się w labirynt, w którym każdy obserwował każdego.
Fasada miasta z jego karnawałem, gondolami i serenadami była jedynie sceniczną dekoracją.
Za nią krył się świat cichych egzekucji, tajnych więzień i anonimowych donosów.
Centralnym elementem tej machiny była Rada 10.
Utworzona oficjalnie w celu zapobiegania spiskom, a w rzeczywistości będąca tajną policją polityczną o niemal nieograniczonej władzy.
Jej członkowie wybierani na krótkie kadencje spośród najpotężniejszych rodów działali w całkowitej tajemnicy.
Mogli skazać każdego obywatela, włącznie z dożą, na śmierć bez publicznego procesu. Ich wyroki były ostateczne i nieodwołalne.
Symbolem tego systemu stały się lwie paszcze — specjalne skrzynki na donosy rozmieszczone w całym mieście.
Każdy mógł wrzucić do nich anonimową wiadomość oskarżającą sąsiada, konkurenta biznesowego czy nawet członka własnej rodziny o zdradę stanu, herezję lub niemoralne prowadzenie się.
Te oskarżenia, często fałszywe i motywowane osobistą zemstą, były skrupulatnie badane przez inkwizytorów rady.
Sama pogłoska o tym, że czyjeś nazwisko trafiło do lwiej paszczy, wystarczała, by zniszczyć reputację i karierę. Strach stał się głównym narzędziem zarządzania.
Uśmiech na karnawale mógł kryć śmiertelny wyrok. Przyjacielski uścisk dłoni mógł być pocałunkiem śmierci.
Wenecji największą zbrodnią nie była zdrada stanu, lecz próba stania się państwem.
Doża, oficjalny władca republiki, był w rzeczywistości jej pierwszym więźniem. Od momentu wyboru aż do śmierci nie mógł opuszczać miasta bez zgody rady. Jego korespondencja była cenzurowana, rozmowy podsłuchiwane.
Nie mógł prowadzić prywatnych interesów ani przyjmować prezentów.
Był symbolem pozbawionym realnej władzy, wysoko opłacanym zakładnikiem systemu, który miał gwarantować, że żadna jednostka nie przerośnie potęgi oligarchii jako całości.
Kontynuuję kolejną częścią tekstu:
Historia Wenecji pełna jest przykładów doży, którzy próbowali zdobyć zbyt dużą władzę, jak Marino Faliero i kończyli ścięci na schodach pałacu Dożów.
Ich portrety w sali wielkiej rady zasłaniano czarną tkaniną jako wieczne przypomnienie dla następców. System ten był niezwykle skuteczny.
Przez prawie 1000 lat Wenecja unikała wojen domowych i przewrotów, które nękały inne włoskie miasta-państwa. Ale cena za tę stabilność była ogromna.
Społeczeństwo żyło w stanie permanentnej inwigilacji.
Zaufanie zostało zastąpione przez ostrożność, a szczerość przez dwulicowość.
Maska, symbol weneckiego karnawału, stała się metaforą życia w Republice.
Pozwalała na chwilową ucieczkę od wszechobecnego oka państwa, na anonimowość w tłumie.
Ale pod maską każdy wiedział, że jest obserwowany.
To była pierwsza w historii próba stworzenia państwa totalnego, w którym kontrola przenikała do najgłębszych zakamarków życia prywatnego.
Rada 10 dysponowała własnym budżetem, własnymi agentami i katami.
W jej arsenale były nie tylko tortury i egzekucje, ale także bardziej subtelne metody.
Profesjonalni truciciele byli wysyłani na obce dwory, aby eliminować niewygodnych polityków lub konkurentów handlowych.
Technika otrucia została doprowadzona do perfekcji.
Istniały trucizny działające natychmiast po kilku dniach, a nawet po kilku miesiącach, nie pozostawiające żadnych śladów.
Tajne więzienia, takie jak słynne piombi pod ołowianym dachem pałacu Dożów, były miejscami, z których rzadko kto wracał.
Wygnanie było często stosowaną karą dla członków arystokracji, którzy popadli w niełaskę.
System chronił oligarchię przed ambicjami jej własnych członków, tworząc bezosobowy mechanizm terroru.
Ta wewnętrzna machina kontroli była lustrzanym odbiciem metod, które Wenecja stosowała na zewnątrz.
Tak jak jej szpiedzy infiltrowali obce rządy, tak jej tajna policja infiltrowała weneckie społeczeństwo.
Tak jak jej bankierzy uzależniali od długu obcych królów, tak jej system prawny uzależniał od strachu własnych obywateli.
Szlachta stworzyła idealną matrycę kontroli, w której władza była rozproszona, anonimowa i absolutna. Nie było jednego tyrana, którego można by obalić. Był to system, sieć, która oplatała wszystkich i wszystko.
Próba walki z nim była jak walka z mgłą — bezcielesnym, wszechobecnym przeciwnikiem, który dusił powoli i nieuchronnie.
Paradoksalnie ten system wewnętrznego ucisku był kluczem do zewnętrznego sukcesu Wenecji.
Zapewniał stabilność i ciągłość polityki, której brakowało jej rywalom.
Podczas gdy inne państwa były rozrywane przez dynastyczne spory i bunty arystokracji, Wenecja działała jak jeden zdyscyplinowany organizm.
Decyzje podejmowane przez Radę 10 były realizowane natychmiast i bez sprzeciwu.
Pozwoliło to republice na prowadzenie długofalowej strategii, planowanie na dziesięciolecia, a nawet stulecia naprzód.
Była to zimna, bezduszna, ale niezwykle efektywna maszyna państwowa.
Ten model — oligarchia ukryta za fasadą republiki, kontrolująca społeczeństwo poprzez strach, dług i informacje — stał się archetypem, który będzie powielany w przyszłości.
Wenecja była laboratorium, w którym testowano najmroczniejsze techniki zarządzania.
Jej dziedzictwem nie są tylko piękne pałace i kanały, ale także idea, że dla zachowania władzy i porządku można poświęcić wolność i godność jednostki.
Czy bylibyście w stanie poświęcić ojczyznę, aby zachować władzę i bogactwo waszej rodziny? To pytanie, które członkowie szlachty zadawali sobie każdego dnia i na które odpowiadali bez wahania.
Ta bezwzględna jedność i doskonałość mechanizmu kontroli sprawiły, że zewnętrzni wrogowie, nawet ci najpotężniejsi, długo nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie republiki.
Ale nienawiść, którą Wenecja zasiała przez wieki grabieży i intryg, w końcu musiała przynieść krwawe żniwo.
Nadszedł moment, gdy cała Europa postanowiła zjednoczyć się w jednym celu: zetrzeć to miasto, korporację, z powierzchni ziemi.
Na początku XV wieku potęga Wenecji osiągnęła swój szczyt.
Jej monopole handlowe dusiły gospodarki innych państw.
Jej agenci siali niezgodę na każdym europejskim dworze.
Jej arogancja i chciwość stały się legendarne.
Republika Świętego Marka była postrzegana nie jako państwo, ale jako nowotwór na ciele chrześcijańskiej Europy.
Papież Juliusz II, wojowniczy i ambitny, postanowił położyć kres tej potędze.
Z żelazną determinacją stworzył koalicję, jakiej świat jeszcze nie widział.
W roku 1508 powstała Liga z Cambrai.
W jej skład weszli niemal wszyscy: Państwo Kościelne, Francja, Święte Cesarstwo Rzymskie, Hiszpania, Węgry, a nawet mniejsze włoskie państwa.
Cel był jeden i jasno określony w traktacie: całkowite zniszczenie i rozbiór Republiki Weneckiej.
Po raz pierwszy i ostatni w historii niemal cała Europa zjednoczyła się przeciwko jednemu wrogowi.
Dla Wenecji był to zapowiedź apokalipsy.
Koalicja dysponowała przytłaczającą przewagą militarną.
Na lądzie armie francuskie i cesarskie były nie do powstrzymania.
Republika, która zawsze polegała na swojej flocie i najemnikach, nie miała szans w otwartej bitwie.
W roku 1509 w bitwie pod Agnadello wenecka armia lądowa została doszczętnie rozbita.
W ciągu kilku tygodni niemal wszystkie posiadłości Wenecji na stałym lądzie zostały utracone.
Wojska Ligi dotarły do brzegów Laguny.
Wydawało się, że koniec jest bliski.
Posłowie z całej Europy zjechali do obozów zwycięzców, aby negocjować podział łupów.
Wenecja była na kolanach, upokorzona, na skraju całkowitej anihilacji.
Ale wtedy, właśnie w momencie ostatecznej klęski, zademonstrowała swoją prawdziwą siłę.
Siłę, która nie leżała w mieczach, lecz w złocie i informacji.
Podczas gdy generałowie Ligi świętowali zwycięstwo, weneccy dyplomaci i szpiedzy rozpoczęli desperacką kontrofensywę.
Ich bronią nie była stal, lecz ludzka chciwość i niezgoda.
Zaczęli od papieża.
W tajnych negocjacjach zaoferowali mu zwrot spornych miast i ogromną łapówkę, grając na jego strachu przed rosnącą potęgą Francji we Włoszech.
Juliusz II, który był inicjatorem Ligi, jako pierwszy go zdradził.
W roku 1510 zawarł pokój z Wenecją i zwrócił się przeciwko swoim byłym sojusznikom - Francuzom.
Koalicja zaczęła pękać.
To był pierwszy wyłom w murze wrogów.
Następnie Wenecjanie zwrócili się ku cesarzowi Maksymilianowi.
Wiedzieli, że jego skarbiec jest pusty, a najemnicy od dawna nie otrzymywali żołdu.
Zaoferowali mu sumę, której nie mógł odrzucić, w zamian za zawieszenie broni.
Jednocześnie ich agenci działali na tyłach wroga.
Podburzali ludność w miastach zajętych przez wojska cesarskie.
Finansowali lokalne bunty i powstania, sprawiając, że okupacja stała się dla Maksymiliana koszmarem logistycznym i finansowym.
Zwycięstwo militarne zaczęło przynosić mu straty.
Wkrótce i on wycofał się z aktywnej walki, skuszony weneckim złotem i zmęczony nieustanną partyzantką.
Wojna trwała jeszcze kilka lat, ale jej charakter całkowicie się zmienił.
Z totalnej napaści na Wenecję przekształciła się w chaotyczną serię zmieniających się sojuszy i zdrad.
Wenecja, mistrzyni intrygi, grała na ambicjach każdego z członków Ligi, podsycając ich wzajemne animozje.
Finansowała Hiszpanów przeciwko Francuzom, a potem Szwajcarów przeciwko obu.
Przekupywała wrogich generałów, przechwytywała kurierów, siała dezinformację.
Przegrała niemal wszystkie wielkie bitwy, ale wygrała wojnę.
W roku 1516, kiedy ostatecznie podpisano pokój, Wenecja odzyskała większość swoich terytoriów na lądzie.
Jej imperium morskie pozostało nietknięte.
Liga Cambrai, największa militarna koalicja swoich czasów, rozpadła się w niesławie, a jej członkowie byli bardziej skłóceni niż kiedykolwiek wcześniej.
Lekcja, jaką świat otrzymał, była przerażająca.
Okazało się, że potęgi opartej na pieniądzu i informacji nie da się zniszczyć za pomocą tradycyjnej armii.
Feudalni królowie, myślący w kategoriach honoru i chwały, nie potrafili zrozumieć przeciwnika, dla którego traktaty były tymczasowymi kontraktami, a sojusze zmiennymi w bilansie zysków i strat.
Wenecja pokazała, że w nowym świecie, który się rodził, wojny wygrywa się nie na polu bitwy, ale w gabinetach bankierów i na tajnych spotkaniach szpiegów.
Przetrwała, ponieważ jej system był bardziej elastyczny i odporny.
W obliczu pewnej klęski, co byście wybrali? Heroiczną śmierć na polu bitwy, czy zdradę wszystkich zasad, by ocalić swój rząd i jego przyszłość? Postawilibyście na honor czy na przetrwanie?
Wojna z ligą Cambrajską była jednak pyrrusowym zwycięstwem.
Choć Wenecja ocaliła swoją niepodległość, została potwornie osłabiona finansowo i demograficznie.
Co gorsza, świat wokół niej zaczął się gwałtownie zmieniać.
Kilkanaście lat wcześniej, w roku 1492, Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę.
Sześć lat później Vasco da Gama opłynął Afrykę i dotarł do Indii.
Te dwa wydarzenia, początkowo ignorowane przez weneckich oligarchów, okazały się dla nich wyrokiem śmierci.
Centrum światowego handlu zaczęło przesuwać się z Morza Śródziemnego na Ocean Atlantycki.
Monopol Wenecji na handel z Lewantem, źródło jej bogactwa, z dnia na dzień stał się przestarzały.
Szlachta stanęła przed wyborem, którego nie dało się uniknąć.
Mogli kurczowo trzymać się swojej gasnącej potęgi, walcząc o resztki śródziemnomorskiego handlu i powoli znikać z areny dziejów, albo mogli dokonać czegoś, co wydawało się niemożliwe.
Przenieść swój kapitał, swoją wiedzę i swój model zarządzania gdzie indziej.
Dokonać strategicznego eksodusu z umierającego miasta-raju do nowych, dynamicznie rozwijających się centrów siły na północy Europy.
To nie miała być ucieczka, to miała być zaplanowana na pokolenia migracja, transformacja z imperium terytorialnego w bezcielesną sieć finansową.
Duch Wenecji miał opuścić swoje materialne ciało, aby znaleźć nowego, silniejszego nosiciela.
Ten proces był powolny, dyskretny i trwał ponad 100 lat.
Weneckie rodziny zaczęły inwestować swoje ogromne fortuny w nowych obiecujących ośrodkach.
Najpierw w protestanckiej Genewie, która stała się centrum bankowości, a potem przede wszystkim w Niderlandach.
Mały, bagnisty kraj, który właśnie wywalczył sobie niepodległość spod panowania Hiszpanii.
Był idealnym kandydatem.
Holendrzy, podobnie jak niegdyś Wenecjanie, byli narodem kupców i żeglarzy, pozbawionym bogactw naturalnych, ale obdarzonym determinacją i innowacyjnością.
Wenecki kapitał i know-how znalazły tam podatny grunt.
Pierwszym krokiem było stworzenie instytucji, które replikowały wenecki model finansowy.
W roku 1609 powstał Bank Amsterdamski. Nie był to zwykły bank.
Był to pierwszy w nowożytnej Europie bank centralny działający na zasadach depozytu i transferu, kopiujący system weneckiego Banco di Rialto.
Gwarantował stabilność waluty i umożliwiał błyskawiczne bezgotówkowe rozliczenia, co dało holenderskim kupcom ogromną przewagę nad konkurencją.
Pieniądze z weneckich skarbców zaczęły płynąć do Amsterdamu, napędzając jego gwałtowny rozwój.
Drugim, jeszcze ważniejszym krokiem było utworzenie Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej w roku 1602.
To było arcydzieło — wenecki model korporacji państwa doprowadzony do absolutnej perfekcji.
Kompania była prywatnym przedsiębiorstwem, ale posiadała uprawnienia państwowe.
Mogła prowadzić wojny, zawierać traktaty, bić własną monetę i zakładać kolonie.
Jej flota była większa niż marynarki wojenne wielu europejskich mocarstw.
Jej celem był całkowity monopol na handel przyprawami z Azją.
Działała z bezwzględnością, której nie powstydziliby się dożowie z czasów czwartej krucjaty.
Masakrowała rdzenną ludność na wyspach korzennych, aby przejąć kontrolę nad produkcją goździków i gałki muszkatołowej.
Prowadziła wojny z Portugalczykami i Anglikami, by wyeliminować konkurencję.
Była Wenecją na sterydach, operującą na skalę globalną.
Wiele kluczowych rodzin z weneckiej czarnej szlachty, widząc zmierzch swojej ojczyzny, przeniosło swoje fortuny i swoje operacje do Amsterdamu.
Nazwiska się zmieniły, ale metody pozostały te same.
Kultura tajemnicy, sieć wywiadowcza, manipulacja rynkami, wykorzystywanie długu jako narzędzia kontroli — wszystko to zostało przeniesione z laguny na wybrzeże Morza Północnego.
Wenecja fizycznie gasła, zamieniając się w piękne muzeum, miasto-widmo żyjące wspomnieniami o dawnej chwale.
Ale jej kod programowy, bezlitosny model zarządzania, rozpoczął nowy, jeszcze potężniejszy cykl życia w bardziej dynamicznym regionie.
Był to strategiczny odwrót na północ.
Cicha i niewidzialna inwazja.
Holenderskie złote stulecie było w dużej mierze napędzane weneckim kapitałem i wenecką myślą strategiczną.
Amsterdam stał się nowym centrum światowych finansów, a Holandia na krótki czas przejęła rolę hegemona w handlu światowym. Ale i ona okazała się tylko przystankiem.
Prawdziwym celem i ostatecznym celem strategicznego eksodusu była Anglia — wyspa chroniona przez kanał La Manche, z rosnącą potęgą morską i ambicjami imperialnymi, idealny kandydat na nowego gospodarza weneckiego systemu.
Potrzebny był tylko odpowiedni moment i odpowiedni pretekst, by dokonać kolejnego wrogiego przejęcia — tym razem nie miasta, ale całego imperium.
Ten moment nadszedł pod koniec XVII wieku.
Anglia była rozdarta wewnętrznymi konfliktami religijnymi i politycznymi.
Walka między katolickim królem Jakubem II a protestanckim parlamentem groziła wybuchem nowej wojny domowej.
To stworzyło idealną okazję dla oligarchii finansowej z Amsterdamu.
Zorganizowali i sfinansowali inwazję na Anglię prowadzoną przez holenderskiego księcia Wilhelma Orańskiego, który był żonaty z córką Jakuba.
Wydarzenie to przeszło do historii jako Chwalebna Rewolucja roku 1688.
Oficjalnie była to bezkrwawa interwencja w obronie protestantyzmu i wolności parlamentarnych.
W rzeczywistości był to precyzyjnie zaplanowany przewrót finansowy.
Wilhelm Orański przybył do Anglii z armią i flotą, których sfinansowanie znacznie przekraczało możliwości Holandii.
Prawdziwymi sponsorami byli amsterdamscy bankierzy, którzy postawili jeden kluczowy warunek.
Po objęciu tronu nowy król miał zgodzić się na utworzenie w Anglii banku centralnego na wzór Banku Amsterdamskiego.
W roku 1694, sześć lat po rewolucji, powstał Bank Anglii.
Nie była to instytucja państwowa.
Była to prywatna korporacja, której udziałowcami byli ci sami finansści, którzy finansowali inwazję.
Otrzymała od państwa bezprecedensowy przywilej — prawo do drukowania pieniędzy i pożyczania ich rządowi na procent.
Narodził się nowoczesny system długu publicznego.
Od tego momentu Wielka Brytania, a wkrótce globalne Imperium Brytyjskie stało się wehikułem ambicji finansowej oligarchii, której korzenie sięgały weneckich bagien i nie musiała już posiadać własnego państwa.
Nauczyła się kontrolować państwa innych, znacznie potężniejsze, poprzez kontrolę ich długu.
Każda wojna prowadzona przez Wielką Brytanię od wojen z Ludwikiem XIV po wojny napoleońskie przynosiła gigantyczne zyski nie skarbowi państwa, ale prywatnym właścicielom Banku Anglii.
Państwo zadłużało się, aby prowadzić wojny, a obywatele płacili podatki, by spłacać odsetki od tego długu.
Był to system doskonały w swojej prostocie i bezwzględności.
Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, zreorganizowana i dokapitalizowana po Chwalebnej Rewolucji, stała się narzędziem tej nowej potęgi.
Była to wenecka idea doprowadzona do ostateczności.
Prywatna korporacja z własną armią, flotą i administracją, rządząca w imieniu korony brytyjskiej, ale w interesie swoich udziałowców całym subkontynentem indyjskim.
Podbój Indii nie był w pierwszej kolejności aktem imperializmu państwowego, ale gigantyczną operacją komercyjną, mającą na celu przejęcie kontroli nad zasobami i rynkami.
Brytyjska armia i flota opłacane z brytyjskich podatków stały się prywatną armią ochroniarzy dla międzynarodowej elity finansowej.
Przeniesienie centrum operacyjnego z Amsterdamu do Londynu było strategicznym majstersztykiem.
Anglia oferowała znacznie większy potencjał demograficzny, militarny i przemysłowy niż Holandia.
Stała się idealnym gospodarzem, który pozwolił weneckiemu „wirusowi finansowemu” osiągnąć globalny zasięg.
Stare weneckie i holenderskie rodziny arystokracji finansowej zlały się z brytyjską arystokracją ziemską, tworząc nową ponadnarodową elitę.
Ich nazwiska zdobiły Izbę Lordów i zarządy największych korporacji.
Mówili po angielsku, mieszkali w Londynie, ale myśleli w kategoriach globalnych przepływów kapitału, tak jak ich przodkowie na weneckim Rialto.
Publiczna historia Imperium Brytyjskiego, historia odkrywców, generałów i misjonarzy, była jedynie fasadą.
Za nią kryła się mroczna finansowa rzeczywistość.
Bitwa pod Waterloo w roku 1815 jest tego najlepszym przykładem.
Oficjalnie było to wielkie zwycięstwo militarne Wellingtona nad Napoleonem.
Ale było to również jedno z największych oszustw finansowych w historii.
Rodzina Rothschildów, która była kluczowym elementem tej nowej ponadnarodowej siatki finansowej, wykorzystała swoją sieć kurierów, aby dowiedzieć się o wyniku bitwy na wiele godzin przed oficjalnym komunikatem.
Ich agent na londyńskiej giełdzie zaczął demonstracyjnie wyprzedawać brytyjskie obligacje, co wywołało panikę i krach.
Wszyscy myśleli, że Wellington przegrał, gdy ceny spadły do absolutnego minimum.
Inni agenci Rothschildów potajemnie skupili ogromne ilości obligacji za bezcen.
Gdy nadeszła oficjalna wiadomość o zwycięstwie, ceny poszybowały w górę, a Rothschildowie zarobili astronomiczną fortunę, przejmując kontrolę nad znaczną częścią brytyjskiego długu publicznego.
Wojna była tylko teatrem.
Prawdziwa bitwa toczyła się na giełdzie.
Imperium brytyjskie, zbudowane na fundamencie Banku Anglii i długu publicznego, stało się najpotężniejszą siłą na świecie.
Jego flota kontrolowała wszystkie oceany.
Jego armia podbijała kontynenty, ale prawdziwymi władcami nie byli królowie i premierzy w Westminsterze.
Byli nimi niewidzialni bankierzy z londyńskiego City.
Stworzyli system, w którym narody mogły prowadzić wojny, rewolucje i budować imperia, pod warunkiem, że na końcu dnia wszyscy byli zadłużeni u tych samych wierzycieli.
Co jest straszniejsze? Tyran z mieczem, którego wszyscy widzą, czy wierzyciel z księgą długów, którego nie widzi nikt?
Ten system, doprowadzony do perfekcji w Londynie, był gotowy na kolejny etap ewolucji.
Nauczył się nie tylko kontrolować imperia, ale także czerpać zyski z ich upadku i z chaosu rewolucji, które miały wstrząsnąć światem.
Gdy system okrzepł w Wielkiej Brytanii, jego operatorzy dokonali kolejnego genialnego odkrycia.
Zrozumieli, że rewolucje i wojny o niepodległość, które z perspektywy królów i narodów były katastrofami, z ich perspektywy stanowiły niezwykłą okazję biznesową.
Każdy chaos, każda zmiana reżimu tworzyła potrzebę finansowania. A kto kontroluje dług, ten kontroluje wynik.
Nauczyli się finansować obie strony konfliktu, aby niezależnie od tego, kto wygra, zwycięzcą zawsze był wierzyciel.
Epoka rewolucji, która rozpoczęła się pod koniec XV wieku, stała się dla nich złotym żniwem.
Rewolucja amerykańska była pierwszym wielkim eksperymentem na tym polu.
Oficjalna narracja opowiada o walce o wolność, o ojcach założycielach i szlachetnych ideałach.
Ale za kulisami toczyła się inna walka — o kontrolę nad systemem finansowym nowego państwa.
Międzynarodowi bankierzy z centrum w Londynie i Amsterdamie chętnie finansowali amerykańską wojnę o niepodległość.
Pożyczali pieniądze Kongresowi Kontynentalnemu, umożliwiając mu zakup broni i zaopatrzenia.
Jednocześnie poprzez swoje sieci zarabiali na dostawach dla armii brytyjskiej.
Dla nich wojna była inwestycją o podwójnej stopie zwrotu.
Kiedy Stany Zjednoczone ostatecznie uzyskały niepodległość, system finansowy państwa był już głęboko powiązany z europejskimi elitami finansowymi.
Międzynarodowi bankierzy z Londynu i Amsterdamu szybko weszli w rolę kluczowych graczy w gospodarce młodego państwa.
Narodziny nowoczesnego systemu długu publicznego, fundowanego przez prywatnych kredytodawców, stały się fundamentem amerykańskiej potęgi ekonomicznej.
To system, który pozwalał rządom zadłużać się ponad ich realne możliwości, obligując przyszłe pokolenia do spłaty tych zobowiązań.
Przez kolejne wieki modele finansowe i strategie dominacji rozwijane przez wenecką oligarchię ewoluowały i były adaptowane przez różne imperia i państwa.
System długów, kontrola nad przepływem informacji oraz manipulacje polityczne stały się kluczowymi narzędziami utrzymania i rozszerzania władzy.
Wiele współczesnych mechanizmów ekonomicznych i politycznych ma swoje korzenie w tej starożytnej i średniowiecznej sztuce zarządzania.
Wenecja, choć fizycznie zniknęła z map jako niezależne mocarstwo, pozostawiła po sobie trwały ślad w historii zachodniej cywilizacji.
Jej modele finansowe, strategie handlowe i struktury władzy przeniknęły do serc światowych imperiów.
Dziś możemy obserwować ich echo w strukturach finansowych, globalnych korporacjach i systemach politycznych.
Analiza tej historii pokazuje, że gospodarcza i finansowa kontrola imperiów często przebiegała równolegle lub nawet ponad tradycyjną władzę militarną i polityczną.
Prawdziwa władza rzadko jest widoczna na powierzchni; często ukrywa się w mechanizmach ekonomicznych, przepływach kapitału i informacjach.
W czasie ogłoszonego stanu wyjątkowego zawieszane są normalne zasady
Jest rok 1913
W Londynie do 1913 roku istniała dobrze rozwinięta płynność na rynku kredytowym, lecz wraz z globalnym kryzysem finansowym oraz sytuacją polityczną i gospodarczą, płynność zaczęła gwałtownie spadać. Rynek kredytowy był wtedy ściśle powiązany z rynkiem londyńskim (London Money Market), a wzrost spreadów między stopami procentowymi wskazywał na ograniczenie dostępu do kredytów. W okresie do 1913 r. pojawiły się symptomy zbliżającego się światowego kryzysu, który obniżył zdolność banków do finansowania operacji kredytowych.
W Paryżu i Berlinie podobne procesy ograniczenia płynności kredytowej następowały, choć miały swoje specyficzne uwarunkowania regionalne, m.in. zmiany stóp procentowych, kursy walutowe i politykę banków centralnych (np. Reichsbank w Niemczech). Płynność na rynkach tych metropolii zaczęła się kurczyć ze względu na rosnącą niepewność gospodarczą i polityczną w Europie, co wpływało na ograniczenie udzielanych kredytów i większą ostrożność banków. Również wzrost spreadów między stopami procentowymi oraz różnice między stopami banków centralnych a rynkowymi zmniejszały skłonność banków do udzielania kredytów.
Podręczniki przedstawiają prostą historię I wojny światowej. Zamachy, sojusze, armie maszerujące ku zagładzie. Jednak dokumenty ujawniają coś, co podręczniki historii całkowicie pomijają.
W lipcu 1914 r. europejski system bankowy upadał pod własnym ciężarem, a nie z powodu wojny. Londyn był światowym centrum finansowym, a pod koniec lipca jego rynki zamarły. Akcje spadły z dnia na dzień, a depozytariusze nie mieli dostępu do swoich środków przez kilka dni. Londyńska giełda papierów wartościowych została całkowicie zamknięta i pozostawała nieczynna przez 5 miesięcy. Nie tylko Wielka Brytania borykała się z problemami. Około 50 krajów na całym świecie stanęło w obliczu jednoczesnego kryzysu finansowego. Panika bankowa rozprzestrzeniła się błyskawicznie. Giełdy załamały się na wszystkich kontynentach, a globalny system budowany przez dziesięciolecia ulegał rozpadowi. Kryzys nie rozpoczął się w sierpniu, kiedy padły pierwsze strzały. Dusił on banki przez cały 1913 rok, na długo przed zamachem na arcyksięcia. Za marmurowymi fasadami i polerowanymi mosiężnymi elementami wyposażenia bankierzy usiłowali ukryć to, co ujawniały ich bilanse. Rynki kredytowe w Londynie, Paryżu i Berlinie były „zablokowane” od miesięcy.
Wskaźniki rezerw spadły do niebezpiecznie niskiego poziomu w całym systemie. Wiele dużych instytucji działało na najniższych możliwych wskaźnikach, a jeden zły dzień mógł doprowadzić do całkowitego załamania. Złoto, fundament utrzymujący cały system, było gromadzone przez banki centralne w desperackiej walce. Spowodowało to niedobór płynności, który groził upadkiem nawet najsilniejszych instytucji. Banki nie mogły po prostu drukować pieniędzy, aby uchronić się przed zbliżającą się katastrofą. Standard złota stał się kaftanem bezpieczeństwa, a panika jednego z głównych deponentów wywołałaby łańcuchową zapaść, której nikt nie byłby w stanie powstrzymać. W sierpniu, kiedy ogłoszono wojnę, wydarzyło się coś niezwykłego. Nagle system bankowy, który powinien był upaść, został uratowany. Normalne zasady zostały zawieszone z dnia na dzień, bez żadnej debaty. Wymogi dotyczące złota zniknęły, jakby nigdy nie istniały. Rząd udzielił bankom gwarancji w bezprecedensowej wysokości. Kryzys, który narastał od lat, został natychmiast przypisany sytuacji wojennej, a nie dziesięcioleciom lekkomyślnej ekspansji. A co, jeśli największy konflikt w historii ludzkości nie był zakłóceniem finansów, ale ich zbawieniem? Aby zrozumieć, dlaczego wojna stała się operacją ratunkową, trzeba przyjrzeć się, jak banki zbudowały własną pułapkę w ciągu czterech dekad lekkomyślnej ekspansji.
W latach 1870–1913 europejskie banki zwiększyły swoją bazę depozytową o około 400%. Tymczasem rezerwy złota wzrosły zaledwie o 80%. Matematyka tej nierównowagi stworzyła tykającą bombę zegarową, którą rozumieli wszyscy dyrektorzy banków, ale nikt nie odważył się tego publicznie przyznać. Bankowość oparta na rezerwie cząstkowej zawsze wiązała się z ryzykiem. Jednak w 1913 r. system został doprowadzony do absolutnego punktu krytycznego. Przetrwanie każdego banku zależało teraz całkowicie od wypłacalności wszystkich pozostałych banków, tworząc wzajemnie powiązaną piramidę, w której upadek jednego z nich wywoływał kaskadę. Bankierzy stworzyli system, w którym indywidualna ostrożność nie miała żadnego znaczenia.
Gdy zaufanie zostało nadwyrężone, jedynym możliwym wynikiem była zbiorowa porażka. Kolonialna gorączka kredytowa zamieniła się w koszmar, który nie pozwalał kierownictwu banków zasnąć w nocy. Ogromne pożyczki udzielone rządom Ameryki Południowej przyniosły ogromne straty, a niewypłacalność Argentyny w 1890 roku była tylko najbardziej widoczną raną. Kryzys zadłużenia Imperium Osmańskiego rozprzestrzenił się na wszystkie instytucje, które wierzyły w niekończącą się ekspansję imperialną. Afrykańskie przedsięwzięcia kolonialne, które miały generować zyski, przynosiły jedynie rosnące straty w bilansach. W kraju słabości były równie poważne i znacznie bardziej bezpośrednie. Bańki spekulacyjne na rynku nieruchomości w Londynie i Paryżu spowodowały wzrost wartości nieruchomości ponad wszelkie racjonalne wyliczenia. Kredyty przemysłowe udzielane producentom stali, przedsiębiorstwom kolejowym i fabrykom z nadmierną zdolnością produkcyjną stanowiły ekspozycję na sektory charakteryzujące się ogromną nadwyżką mocy produkcyjnych. Kredyty konsumenckie rozrosły się bez odpowiedniego zabezpieczenia, a pierwsza fala niewypłacalności ujawniła, jak bardzo kredyty te były w rzeczywistości pozbawione wartości. Jednak standard złota stworzył ostateczną blokadę, która sprawiła, że wszystkie inne problemy stały się nierozwiązywalne. Banki nie mogły po prostu wydrukować pieniędzy, aby wyjść z kłopotów, ponieważ wymienialność złota uniemożliwiała jakąkolwiek ekspansję monetarną. Oznaczało to, że panika deponentów stała się zagrożeniem egzystencjalnym. Każda utrata zaufania powodowała upadek banku w ciągu kilku dni. Banki centralne konkurowały ze sobą o ograniczone zasoby złota, co doprowadziło do gromadzenia zapasów, które wyczerpały płynność całego systemu. Banki przykuły się do systemu, który gwarantował ich upadek w momencie, gdy społeczeństwo przestało wierzyć w ich wypłacalność. W 1913 r. panika przestała być teoretyczna. Rozgrywała się za zamkniętymi drzwiami sal konferencyjnych w finansowych stolicach świata.
Bank Anglii przez cały rok prowadził nadzwyczajne konsultacje z urzędnikami skarbowymi w miarę narastania presji płynnościowej. Rodzina Rothschildów, posiadająca oddziały w Londynie, Paryżu i Wiedniu, koordynowała swoje działania w odpowiedzi na pogarszającą się sytuację, którą obserwowała na całym kontynencie. Partnerzy JP Morgana wysyłali prywatne ostrzeżenia do twórców nowo proponowanego systemu Rezerwy Federalnej w Ameryce. Bracia Warberg utrzymywali stały kontakt między swoimi europejskimi operacjami bankowymi a amerykańskimi interesami, obserwując narastanie kryzysu po obu stronach Atlantyku. Ostrzegawcze sygnały były widoczne dla każdego, kto miał dostęp do rzeczywistych danych, a osoby z wewnątrz zwracały na nie szczególną uwagę. W pierwszej połowie 1914 r. zaczęły gwałtownie rosnąć międzybankowe stopy procentowe. Ponieważ instytucje coraz bardziej niechętnie udzielały sobie nawzajem pożyczek, duże banki po cichu likwidowały wątpliwe aktywa, zanim rynki zdążyły zdać sobie sprawę, jak bezwartościowe stało się wiele z tych aktywów. Firmy ubezpieczeniowe zaczęły odmawiać gwarantowania niektórych obligacji bankowych. Był to wyraźny sygnał, że aktuariusze dostrzegali ryzyko, którego nie uwzględniano w publicznych oświadczeniach. Zamożni klienci, którzy utrzymywali bliskie relacje z wysokimi rangą bankierami, otrzymali prywatne porady dotyczące dywersyfikacji swoich aktywów poza depozytami bankowymi. Mechanizm ukrywania wymagał koordynacji między wieloma instytucjami, a nawet samymi mediami.
Banki były właścicielami lub miały duży wpływ na główne gazety i czasopisma finansowe, a złe wiadomości były systematycznie tłumione, aby zapobiec panice, której wszyscy się obawiali. Urzędnicy państwowi starannie koordynowali swoje publiczne komunikaty, aby utrzymać zaufanie, jednocześnie prywatnie przygotowując się na najgorsze. Kreatywne praktyki księgowe maskowały braki rezerw, które wywołałyby natychmiastowy run na banki, gdyby deponenci poznali prawdę. Banki zawarły nawet nieformalne porozumienia, aby wspierać się nawzajem w utrzymaniu cen akcji, tworząc iluzję stabilności, której w rzeczywistości nie było. Bankierzy wiedzieli i przerażało ich to, że jedna poważna panika deponentów lub niewypłacalność państwa wywołałaby łańcuchową zapaść, której nie powstrzymałaby żadna koordynacja. Potrzebowali albo ogromnego odwrócenia uwagi, albo całkowitego zresetowania systemu. Otrzymali jedno i drugie, gdy w sierpniu 1914 r. wybuchła wojna.
Wybuch wojny w sierpniu 1914 r. zapewnił bankom dokładnie takie mechanizmy, jakich potrzebowały, aby przetrwać wydarzenie, które powinno było oznaczać ich koniec. W ciągu kilku dni normalne zasady, które regulowały działalność bankową od pokoleń, zostały zawieszone w całej Europie i Ameryce. Standard złota, który ograniczał każdą decyzję bankową, został porzucony niemal z dnia na dzień, co oznaczało, że banki nie musiały już wykupywać swoich papierowych zobowiązań za rzeczywiste złoto.
Giełdy papierów wartościowych były zamknięte przez wiele miesięcy. W Nowym Jorku pozostawały zamknięte do grudnia, w Londynie przez pięć miesięcy, co zapobiegło panicznej wyprzedaży akcji bankowych, która ujawniłaby ich prawdziwą bezwartościowość. Na całym kontynencie ogłoszono moratorium na spłatę długów, co oznaczało, że wszystkie niespłacalne kredyty, które przynosiły ogromne straty, zostały nagle zamrożone, zamiast stać się wymagalne. Gwarancje rządowe rozszerzone na sektor bankowy dopełniły operację ratunkową. Rząd brytyjski zgodził się udzielić podatnikom gwarancji na pokrycie wszelkich strat poniesionych przez Bank Anglii w związku z wykupem aktywów finansowych, których wartość gwałtownie spadła. Ustawa o walucie i banknotach z 1914 r. została wprowadzona w życie 5 sierpnia, zaledwie dzień po wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię wojny Niemcom. Wydrukowano ogromne ilości nowej waluty, a baza monetarna wzrosła z 288 mln w 1914 r. do 531 mln w 1918 r. Wojna stanowiła doskonałą wymówkę dla wszystkich dotychczasowych problemów w bilansach banków. Nieudane pożyczki kolonialne można było teraz przekształcić w patriotyczne inwestycje w obronę imperium, a nie lekkomyślną spekulację. Zła płynność, która groziła upadkiem banków, została nagle zdefiniowana jako wsparcie dla krajowych wysiłków mobilizacyjnych. Wszystkie niegospodarność i lekkomyślne udzielanie kredytów w ciągu ostatnich czterech dekad zostały natychmiast przypisane sytuacji wojennej, a nie bankierom, którzy spowodowali kryzys.
Prawdziwa transformacja nastąpiła jednak, gdy rządy stały się uzależnionymi klientami systemu bankowego. Państwa potrzebowały natychmiastowych, ogromnych pożyczek na mobilizację, a banki nagle stały się jedynym źródłem finansowania wojny. Odwróciło to tradycyjne relacje władzy. Rządy nie mogły pozwolić bankom upaść, ponieważ utrata kredytodawców oznaczała przegraną wojnę. Banki po raz pierwszy w historii współczesnej uzyskały bezprecedensową przewagę nad długiem państwowym. Brytyjskie banki pożyczyły rządowi ogromne sumy już w pierwszym roku, udzielając kredytów zabezpieczonych przyszłymi podatkami, a nie rezerwami złota. Niemieckie banki przejęły rządowe obligacje wojenne po preferencyjnych stawkach, które gwarantowały zyski niezależnie od wyniku wojny. Francuskie banki zrestrukturyzowały całe swoje portfele w ramach nadzwyczajnych uprawnień rządowych, przekształcając prywatne straty w zobowiązania publiczne.
Amerykańskie banki, choć oficjalnie neutralne do 1917 r., finansowały wszystkie strony konfliktu i zlikwidowały wszelkie rozróżnienie między dobrymi a złymi kredytami. Podczas gdy generałowie planowali ruchy wojsk, bankierzy organizowali coś znacznie trwalszego. Największą operację prania bilansów w historii współczesnej. Banki posiadały miliardy wątpliwych prywatnych długów, które od lat ulegały pogorszeniu. Nieudane przedsięwzięcia kolejowe, spekulacyjne kredyty na nieruchomości i projekty kolonialne, które nigdy nie przyniosłyby zwrotu. Rządy potrzebowały natychmiastowej płynności finansowej do mobilizacji i nie mogły czekać na tradycyjne procesy poboru podatków w celu wygenerowania funduszy. Banki zaproponowały rozwiązanie, które idealnie służyło ich interesom. Zamieniłyby swoje ryzykowne prywatne kredyty na nowo wyemitowane rządowe obligacje wojenne. Transformacja była elegancka w swojej prostocie i niszczycielska w swoich konsekwencjach. Ryzyko, które koncentrowało się w bilansach banków, gdzie straty ponosili akcjonariusze, zostało przeniesione do ksiąg rządowych, gdzie ciężar ponosili podatnicy przez pokolenia. Niewypłacalne kredyty Deutsche Banku na budowę kolei osmańskiej, które przed wojną zostały skutecznie umorzone, zostały zamienione na niemieckie obligacje wojenne zabezpieczone przyszłymi reparacjami, które nigdy nie zostały zrealizowane. Banki brytyjskie przekształciły swoje ogromne zaangażowanie w Ameryce Południowej, ponosząc przez lata straty, w coś, co zostało przepakowane jako finansowanie obrony imperium. Banki francuskie posiadały ogromne ilości rosyjskich kredytów, które po rewolucji stały się bezwartościowe. Jednak w czasie wojny zostały one przekształcone w zobowiązania wzajemnego wsparcia aliantów. Skala tej operacji była oszałamiająca w porównaniu z wielkością ówczesnych gospodarek narodowych. Sam rząd brytyjski przekazał bankom około 200 milionów funtów w ramach różnych programów ożywienia gospodarczego, co stanowiło około 9% całego PKB kraju.
Była to interwencja państwa w system finansowy na skalę, którą współcześni opisywali jako dotąd niewyobrażalną. W latach 1914 i 1915 banki wyszły z kryzysu z bilansami czystszymi niż te, które utrzymywały przez dwie dekady, dzięki nowym standardom rachunkowości wprowadzonym na mocy przepisów nadzwyczajnych, pozwalających na kreatywną kategoryzację aktywów. Koszty ponieśli ci, którzy nie mieli głosu w tej transakcji. Przyszli podatnicy zostali obciążeni długami, których nigdy nie zgodzili się przejąć i w których powstaniu nie mieli żadnego udziału. Inflacja systematycznie przenosiła bogactwo od oszczędzających do instytucji bankowych, ponieważ waluta uległa ekspansji, aby sfinansować wojnę. Dewaluacja waluty w bogatych krajach zadłużonych, bankach posiadających obligacje rządowe, odbywała się bezpośrednim kosztem wierzycieli, którzy zaufali systemowi, powierzając mu swoje depozyty. Jednak jedna instytucja przewidziała nadejście wojny i odpowiednio się do niej przygotowała. Ustawa o Rezerwie Federalnej została uchwalona 23 grudnia 1913 r. podczas przerwy świątecznej, kiedy opozycja w Kongresie była minimalna. W sierpniu 1914 r., dokładnie w momencie, gdy mobilizacja wojenna wymagała ogromnych możliwości kredytowych, Rezerwa Federalna była już gotowa do działania. Główni architekci tego nowego systemu bankowości centralnej, Paul Warberg, partnerzy z House of Morgan oraz członkowie Lobe, wszyscy utrzymywali głębokie powiązania z europejskimi operacjami bankowymi, które doświadczały kryzysu na własnej skórze.
To, co umożliwiła Rezerwa Federalna, zmieniło amerykańską bankowość w sposób, który wydawał się niemal zaprojektowany z myślą o nadchodzącym kryzysie. Elastyczne zasoby walutowe oznaczały, że banki mogły teraz zwiększać podaż pieniądza bez pokrycia w złocie, eliminując ograniczenia, które zagrażały europejskim instytucjom. Funkcja pożyczkodawcy ostatniej instancji dała bankom możliwość zwrócenia się o pomoc, zamiast stawiać czoła śmierci płynnościowej, gdy deponenci zażądali swoich środków. Okno dyskontowe pozwoliło na tymczasowe przechowywanie aktywów zagrożonych w Fed, zamiast zmuszania banków do natychmiastowego uznania strat. Rola Fed w finansowaniu wojny rozpoczęła się niemal natychmiast, pomimo oficjalnej neutralności Ameryki. Urzędnicy Rezerwy Federalnej koordynowali amerykańskie pożyczki bankowe dla Wielkiej Brytanii i Francji, zapewniając płynność, która pozwoliła tym rządom kontynuować walkę. Fed ostrożnie zarządzał przepływami złota, aby zapobiec napięciom w bankowości krajowej, jednocześnie umożliwiając udzielanie ogromnych pożyczek za granicą. Do czasu przystąpienia Ameryki do wojny w 1917 r. banki członkowskie Fed posiadały około 2,5 mld dolarów w obligacjach alianckich, kwoty tak duże, że przegrana aliantów oznaczałaby katastrofalne upadłości banków w całej Ameryce. Dogodność tego momentu była niezwykła. Twórcy Fed twierdzili, że zapobiegnie on panice takiej jak ta z 1907 r. Wojna natychmiast potwierdziła jego wartość, umożliwiając nieograniczoną zdolność ratowania banków. To, co sprzedano jako tymczasowy środek nadzwyczajny, nigdy się nie skończyło. Stało się to stałą strukturą amerykańskich finansów.
Kiedy w listopadzie 1918 r. podpisano rozejm, powstały system bankowy nie przypominał w niczym tego, który upadał w 1914 r. Instytucje, które powinny były upaść podczas przedwojennego kryzysu, teraz dominowały nad rządami, zamiast im służyć. Banki, które przetrwały, nie tylko się odbudowały. Stały się monopolistami po tym, jak mniejsi konkurenci upadli lub zostali przejęci w latach wojny. Zależność rządów od długu publicznego zasadniczo odwróciła tradycyjne relacje władzy, sprawiając, że po raz pierwszy w epoce nowożytnej państwa stały się podporządkowane swoim wierzycielom.
Transformacja władzy była całkowita i trwała. Przed wojną rządy regulowały działalność banków i dyktowały warunki operacji finansowych. Po wojnie to banki dyktowały warunki rządom, żądając wprowadzenia środków oszczędnościowych, kontrolując struktury reparacji wojennych i ustalając warunki kredytów na odbudowę. Bank Anglii zmusił Wielką Brytanię do powrotu do standardu złota w 1925 r., w szczególności w celu ochrony interesów wierzycieli bankowych. Mimo że polityka ta zrujnowała zatrudnienie i produkcję przemysłową, to co sprzedano jako tymczasowe uprawnienia nadzwyczajne, stało się znormalizowaną strukturą współczesnych finansów. Zawieszenie standardu złota nigdy nie zostało w pełni przywrócone do stanu sprzed wojny.
Poziom zadłużenia rządowego pozostawał na poziomie wielokrotnie wyższym niż w czasie wojny przez całe lata 20. XX wieku i później. Niezależność banku centralnego, która w rzeczywistości oznaczała kontrolę bankierów nad polityką pieniężną bez nadzoru rządowego, stała się przyjętą doktryną. Koncepcja „zbyt duży, by upaść” została mocno ugruntowana, sprawiając, że duże banki stały się praktycznie nietykalne, niezależnie od ich zachowania.
Zwycięzców tej transformacji można było zmierzyć w konkretnych liczbach. JP Morgan i spółka odnotowali wzrost aktywów z około 550 milionów w 1913 roku do 1,2 miliarda dolarów w 1919 roku. Brytyjski sektor bankowy uległ dramatycznej konsolidacji z 38 dużych instytucji w 1913 r. do zaledwie pięciu dominujących banków w 1920 r. Wielka piątka, która miała kontrolować brytyjskie finanse przez pokolenia. Banki członkowskie Rezerwy Federalnej w Ameryce potroiły swoją bazę depozytową w latach wojny. Przegrani ponieśli koszty, które będą się kumulować przez dziesięciolecia. Obywatele posiadający przedwojenne oszczędności walutowe obserwowali, jak inflacja niszczy od 50 do 90% ich siły nabywczej w całej Europie. Tysiące małych banków regionalnych upadło lub zostało przejętych przez gigantów. Całe narody znalazły się w stanie ciągłego zadłużenia wobec systemu bankowego, który zaledwie kilka lat wcześniej był na skraju upadłości.
Wzorzec ustanowiony w 1914 r. nie zniknął po zakończeniu wojny. Stał się on wzorem dla każdego poważnego kryzysu finansowego, który nastąpił później. Cykl konsolidacji w odpowiedzi na kryzys powtarza się z niezwykłą regularnością w różnych epokach. W 1914 r. stan wyjątkowy spowodowany wojną doprowadził do zawieszenia płynności złota, ratowania banków i trwałej ekspansji systemu. W 2008 r. kryzys finansowy spowodował ratowanie banków w ramach programu TARP, programy luzowania ilościowego, a nawet powstanie większych banków, które stały się silniejsze niż przedtem. W 2020 r. reakcja na pandemię przyniosła nieograniczone pożyczki Rezerwy Federalnej, tryliony dolarów wsparcia dla banków i inflację cen aktywów, która spowodowała transfer bogactwa w górę. Mechanizmy zastosowane we wszystkich trzech przypadkach są funkcjonalnie identyczne.
W czasie ogłoszonego stanu wyjątkowego zawieszane są normalne zasady. Niezależnie od tego, czy chodzi o wymienialność złota w 1914 r., czy tradycyjne limity kredytowe Fed w 2020 r., prywatne straty są przenoszone do bilansów publicznych poprzez ratowanie banków pod pozorem działań na rzecz stabilności systemowej. Uprawnienia banku centralnego rozszerzają się na stałe w ramach tymczasowych uprawnień nadzwyczajnych, które w jakiś sposób nigdy nie wygasają. Konsolidacja branży następuje poprzez selektywne operacje ratunkowe, w ramach których ratowane są duże banki, podczas gdy mniejsi konkurenci są przejmowani lub upadają. Konkretne współczesne podobieństwa pokazują, jak niewiele faktycznie zmieniło się w ciągu ponad wieku. W 2008 r. Rezerwa Federalna przejęła 4,5 bln dolarów toksycznych aktywów do swojego bilansu, działając dokładnie tak samo, jak w przypadku swapów obligacji wojennych z czasów I wojny światowej. W 2020 r. Rezerwa Federalna po raz pierwszy bezpośrednio zakupiła obligacje korporacyjne, łamiąc tradycyjne ograniczenia, które teoretycznie ograniczały interwencje banku centralnego. Upadłości banków, takich jak Silicon Valley Bank i First Republic, doprowadziły do dalszej konsolidacji największych instytucji, a nie do jakichkolwiek znaczących reform.
To, czego bankierzy nauczyli się w 1914 roku, ukształtowało zarządzanie kryzysami finansowymi na pokolenia. Kryzysy na dużą skalę stwarzają możliwość podjęcia działań, które w normalnych warunkach byłyby nie do pomyślenia. Opinia publiczna akceptuje tymczasowe środki, które po cichu stają się stałym elementem systemu. Ratowanie banków można przedstawiać jako patriotyczny obowiązek lub systemową konieczność, a nie jako to, czym faktycznie jest. Transfery od podatników do akcjonariuszy banków. Co najważniejsze, ci, którzy spowodowali kryzys, po jego zakończeniu są jeszcze potężniejsi niż przed załamaniem. Dzisiejszy globalny system bankowy boryka się z tymi samymi strukturalnymi słabościami, które zagrażały mu w 1913 roku, tyle że w znacznie większej skali. Banki ponownie są nadmiernie zadłużone, a ich ekspozycja na instrumenty pochodne sięga setek bilionów. Banki centralne wykorzystały tradycyjne narzędzia do granic możliwości, stosując operacje stóp procentowych i bilansowe. Ta sama wzajemnie powiązana kruchość istnieje tam, gdzie jedna poważna awaria może wywołać załamanie systemowe.
Ostrzegawcze sygnały są widoczne dla tych, którzy uważnie obserwują sytuację, tak jak ponad sto lat temu. Kierownictwo banków po cichu sprzedaje swoje akcje, a organy regulacyjne udzielają zwolnień, które nie trafiają na pierwsze strony gazet. Osoby posiadające informacje poufne zajmują odpowiednie pozycje, zanim opinia publiczna zrozumie, co się dzieje. Historia ujawnia wzorzec, który większość ludzi całkowicie pomija. Kryzysy bankowe nie są porażkami systemu. Są one okazją do konsolidacji i transformacji. Każdy poważny konflikt lub kryzys gospodarczy zbiega się z fundamentalnymi zmianami w architekturze finansowej. Instytucje, które przetrwały I wojnę światową, to te, które były przygotowane do skorzystania z resetowania, a nie te, które zostały zaskoczone. Obecne napięcia geopolityczne mogą pełnić tę samą funkcję, co napięcia z 1914 r., zapewniając przykrywkę dla restrukturyzacji systemu finansowego, która jest już konieczna. Kiedy mówi się o stabilności finansowej, pojawia się pytanie : stabilność dla kogo? System ma na celu ochronę instytucji, a nie oszczędności zwykłych ludzi. Depozyty stanowią zobowiązania banków, a każdy kryzys przenosi ten ciężar z powrotem na deponentów poprzez inflację, pakiety ratunkowe lub dewaluację waluty. Zrozumienie tego schematu daje coś, czego większości ludzi brakuje, czyli zdolność dostrzegania tego, co naprawdę się dzieje, zamiast akceptowania oficjalnych narracji. Prawdziwe bezpieczeństwo nie wynika z zaufania do obietnic banków, ale z rozpoznania, kiedy cykl się powtarza. Ci, którzy rozumieją wzorce kryzysowe, zajmują inne stanowisko niż ci, którzy ufają zapewnieniom instytucji. Pokolenie, które przeżyło I wojnę światową, nauczyło się tych lekcji zbyt późno. To pokolenie nie musi powtarzać tego błędu. Banki stanęły w obliczu zagłady przed wybuchem I wojny światowej. Dzisiaj stoją przed tymi samymi problemami strukturalnymi, a system jest jeszcze bardziej niestabilny niż wcześniej. Pytanie nie brzmi, czy nastąpi kolejny reset. Chodzi o to, jaka sytuacja kryzysowa zostanie wykorzystana, aby go uzasadnić tym razem. Wojna nie zakłóciła funkcjonowania systemu bankowego w 1914 roku. Uratowała banki przed ich własną porażką. Kolejny kryzys jeszcze bardziej skonsoliduje potęgę banków, chyba że wystarczająca liczba osób dostrzeże powtarzający się schemat.
Sygnały już są wysyłane, jeśli wie się, gdzie ich szukać. Zmiany kursów akcji banków, zmiany polityki regulacyjnej i decyzje Rezerwy Federalnej mówią więcej niż oficjalne wyjaśnienia. Zrozumienie rzeczywistego funkcjonowania systemu jest jedyną realną ochroną. Kolejny rozdział tego schematu jest właśnie pisany.
W Londynie do 1913 roku istniała dobrze rozwinięta płynność na rynku kredytowym, lecz wraz z globalnym kryzysem finansowym oraz sytuacją polityczną i gospodarczą, płynność zaczęła gwałtownie spadać. Rynek kredytowy był wtedy ściśle powiązany z rynkiem londyńskim (London Money Market), a wzrost spreadów między stopami procentowymi wskazywał na ograniczenie dostępu do kredytów. W okresie do 1913 r. pojawiły się symptomy zbliżającego się światowego kryzysu, który obniżył zdolność banków do finansowania operacji kredytowych.
W Paryżu i Berlinie podobne procesy ograniczenia płynności kredytowej następowały, choć miały swoje specyficzne uwarunkowania regionalne, m.in. zmiany stóp procentowych, kursy walutowe i politykę banków centralnych (np. Reichsbank w Niemczech). Płynność na rynkach tych metropolii zaczęła się kurczyć ze względu na rosnącą niepewność gospodarczą i polityczną w Europie, co wpływało na ograniczenie udzielanych kredytów i większą ostrożność banków. Również wzrost spreadów między stopami procentowymi oraz różnice między stopami banków centralnych a rynkowymi zmniejszały skłonność banków do udzielania kredytów.
Podręczniki przedstawiają prostą historię I wojny światowej. Zamachy, sojusze, armie maszerujące ku zagładzie. Jednak dokumenty ujawniają coś, co podręczniki historii całkowicie pomijają.
W lipcu 1914 r. europejski system bankowy upadał pod własnym ciężarem, a nie z powodu wojny. Londyn był światowym centrum finansowym, a pod koniec lipca jego rynki zamarły. Akcje spadły z dnia na dzień, a depozytariusze nie mieli dostępu do swoich środków przez kilka dni. Londyńska giełda papierów wartościowych została całkowicie zamknięta i pozostawała nieczynna przez 5 miesięcy. Nie tylko Wielka Brytania borykała się z problemami. Około 50 krajów na całym świecie stanęło w obliczu jednoczesnego kryzysu finansowego. Panika bankowa rozprzestrzeniła się błyskawicznie. Giełdy załamały się na wszystkich kontynentach, a globalny system budowany przez dziesięciolecia ulegał rozpadowi. Kryzys nie rozpoczął się w sierpniu, kiedy padły pierwsze strzały. Dusił on banki przez cały 1913 rok, na długo przed zamachem na arcyksięcia. Za marmurowymi fasadami i polerowanymi mosiężnymi elementami wyposażenia bankierzy usiłowali ukryć to, co ujawniały ich bilanse. Rynki kredytowe w Londynie, Paryżu i Berlinie były „zablokowane” od miesięcy.
Wskaźniki rezerw spadły do niebezpiecznie niskiego poziomu w całym systemie. Wiele dużych instytucji działało na najniższych możliwych wskaźnikach, a jeden zły dzień mógł doprowadzić do całkowitego załamania. Złoto, fundament utrzymujący cały system, było gromadzone przez banki centralne w desperackiej walce. Spowodowało to niedobór płynności, który groził upadkiem nawet najsilniejszych instytucji. Banki nie mogły po prostu drukować pieniędzy, aby uchronić się przed zbliżającą się katastrofą. Standard złota stał się kaftanem bezpieczeństwa, a panika jednego z głównych deponentów wywołałaby łańcuchową zapaść, której nikt nie byłby w stanie powstrzymać. W sierpniu, kiedy ogłoszono wojnę, wydarzyło się coś niezwykłego. Nagle system bankowy, który powinien był upaść, został uratowany. Normalne zasady zostały zawieszone z dnia na dzień, bez żadnej debaty. Wymogi dotyczące złota zniknęły, jakby nigdy nie istniały. Rząd udzielił bankom gwarancji w bezprecedensowej wysokości. Kryzys, który narastał od lat, został natychmiast przypisany sytuacji wojennej, a nie dziesięcioleciom lekkomyślnej ekspansji. A co, jeśli największy konflikt w historii ludzkości nie był zakłóceniem finansów, ale ich zbawieniem? Aby zrozumieć, dlaczego wojna stała się operacją ratunkową, trzeba przyjrzeć się, jak banki zbudowały własną pułapkę w ciągu czterech dekad lekkomyślnej ekspansji.
W latach 1870–1913 europejskie banki zwiększyły swoją bazę depozytową o około 400%. Tymczasem rezerwy złota wzrosły zaledwie o 80%. Matematyka tej nierównowagi stworzyła tykającą bombę zegarową, którą rozumieli wszyscy dyrektorzy banków, ale nikt nie odważył się tego publicznie przyznać. Bankowość oparta na rezerwie cząstkowej zawsze wiązała się z ryzykiem. Jednak w 1913 r. system został doprowadzony do absolutnego punktu krytycznego. Przetrwanie każdego banku zależało teraz całkowicie od wypłacalności wszystkich pozostałych banków, tworząc wzajemnie powiązaną piramidę, w której upadek jednego z nich wywoływał kaskadę. Bankierzy stworzyli system, w którym indywidualna ostrożność nie miała żadnego znaczenia.
Gdy zaufanie zostało nadwyrężone, jedynym możliwym wynikiem była zbiorowa porażka. Kolonialna gorączka kredytowa zamieniła się w koszmar, który nie pozwalał kierownictwu banków zasnąć w nocy. Ogromne pożyczki udzielone rządom Ameryki Południowej przyniosły ogromne straty, a niewypłacalność Argentyny w 1890 roku była tylko najbardziej widoczną raną. Kryzys zadłużenia Imperium Osmańskiego rozprzestrzenił się na wszystkie instytucje, które wierzyły w niekończącą się ekspansję imperialną. Afrykańskie przedsięwzięcia kolonialne, które miały generować zyski, przynosiły jedynie rosnące straty w bilansach. W kraju słabości były równie poważne i znacznie bardziej bezpośrednie. Bańki spekulacyjne na rynku nieruchomości w Londynie i Paryżu spowodowały wzrost wartości nieruchomości ponad wszelkie racjonalne wyliczenia. Kredyty przemysłowe udzielane producentom stali, przedsiębiorstwom kolejowym i fabrykom z nadmierną zdolnością produkcyjną stanowiły ekspozycję na sektory charakteryzujące się ogromną nadwyżką mocy produkcyjnych. Kredyty konsumenckie rozrosły się bez odpowiedniego zabezpieczenia, a pierwsza fala niewypłacalności ujawniła, jak bardzo kredyty te były w rzeczywistości pozbawione wartości. Jednak standard złota stworzył ostateczną blokadę, która sprawiła, że wszystkie inne problemy stały się nierozwiązywalne. Banki nie mogły po prostu wydrukować pieniędzy, aby wyjść z kłopotów, ponieważ wymienialność złota uniemożliwiała jakąkolwiek ekspansję monetarną. Oznaczało to, że panika deponentów stała się zagrożeniem egzystencjalnym. Każda utrata zaufania powodowała upadek banku w ciągu kilku dni. Banki centralne konkurowały ze sobą o ograniczone zasoby złota, co doprowadziło do gromadzenia zapasów, które wyczerpały płynność całego systemu. Banki przykuły się do systemu, który gwarantował ich upadek w momencie, gdy społeczeństwo przestało wierzyć w ich wypłacalność. W 1913 r. panika przestała być teoretyczna. Rozgrywała się za zamkniętymi drzwiami sal konferencyjnych w finansowych stolicach świata.
Bank Anglii przez cały rok prowadził nadzwyczajne konsultacje z urzędnikami skarbowymi w miarę narastania presji płynnościowej. Rodzina Rothschildów, posiadająca oddziały w Londynie, Paryżu i Wiedniu, koordynowała swoje działania w odpowiedzi na pogarszającą się sytuację, którą obserwowała na całym kontynencie. Partnerzy JP Morgana wysyłali prywatne ostrzeżenia do twórców nowo proponowanego systemu Rezerwy Federalnej w Ameryce. Bracia Warberg utrzymywali stały kontakt między swoimi europejskimi operacjami bankowymi a amerykańskimi interesami, obserwując narastanie kryzysu po obu stronach Atlantyku. Ostrzegawcze sygnały były widoczne dla każdego, kto miał dostęp do rzeczywistych danych, a osoby z wewnątrz zwracały na nie szczególną uwagę. W pierwszej połowie 1914 r. zaczęły gwałtownie rosnąć międzybankowe stopy procentowe. Ponieważ instytucje coraz bardziej niechętnie udzielały sobie nawzajem pożyczek, duże banki po cichu likwidowały wątpliwe aktywa, zanim rynki zdążyły zdać sobie sprawę, jak bezwartościowe stało się wiele z tych aktywów. Firmy ubezpieczeniowe zaczęły odmawiać gwarantowania niektórych obligacji bankowych. Był to wyraźny sygnał, że aktuariusze dostrzegali ryzyko, którego nie uwzględniano w publicznych oświadczeniach. Zamożni klienci, którzy utrzymywali bliskie relacje z wysokimi rangą bankierami, otrzymali prywatne porady dotyczące dywersyfikacji swoich aktywów poza depozytami bankowymi. Mechanizm ukrywania wymagał koordynacji między wieloma instytucjami, a nawet samymi mediami.
Banki były właścicielami lub miały duży wpływ na główne gazety i czasopisma finansowe, a złe wiadomości były systematycznie tłumione, aby zapobiec panice, której wszyscy się obawiali. Urzędnicy państwowi starannie koordynowali swoje publiczne komunikaty, aby utrzymać zaufanie, jednocześnie prywatnie przygotowując się na najgorsze. Kreatywne praktyki księgowe maskowały braki rezerw, które wywołałyby natychmiastowy run na banki, gdyby deponenci poznali prawdę. Banki zawarły nawet nieformalne porozumienia, aby wspierać się nawzajem w utrzymaniu cen akcji, tworząc iluzję stabilności, której w rzeczywistości nie było. Bankierzy wiedzieli i przerażało ich to, że jedna poważna panika deponentów lub niewypłacalność państwa wywołałaby łańcuchową zapaść, której nie powstrzymałaby żadna koordynacja. Potrzebowali albo ogromnego odwrócenia uwagi, albo całkowitego zresetowania systemu. Otrzymali jedno i drugie, gdy w sierpniu 1914 r. wybuchła wojna.
Wybuch wojny w sierpniu 1914 r. zapewnił bankom dokładnie takie mechanizmy, jakich potrzebowały, aby przetrwać wydarzenie, które powinno było oznaczać ich koniec. W ciągu kilku dni normalne zasady, które regulowały działalność bankową od pokoleń, zostały zawieszone w całej Europie i Ameryce. Standard złota, który ograniczał każdą decyzję bankową, został porzucony niemal z dnia na dzień, co oznaczało, że banki nie musiały już wykupywać swoich papierowych zobowiązań za rzeczywiste złoto.
Giełdy papierów wartościowych były zamknięte przez wiele miesięcy. W Nowym Jorku pozostawały zamknięte do grudnia, w Londynie przez pięć miesięcy, co zapobiegło panicznej wyprzedaży akcji bankowych, która ujawniłaby ich prawdziwą bezwartościowość. Na całym kontynencie ogłoszono moratorium na spłatę długów, co oznaczało, że wszystkie niespłacalne kredyty, które przynosiły ogromne straty, zostały nagle zamrożone, zamiast stać się wymagalne. Gwarancje rządowe rozszerzone na sektor bankowy dopełniły operację ratunkową. Rząd brytyjski zgodził się udzielić podatnikom gwarancji na pokrycie wszelkich strat poniesionych przez Bank Anglii w związku z wykupem aktywów finansowych, których wartość gwałtownie spadła. Ustawa o walucie i banknotach z 1914 r. została wprowadzona w życie 5 sierpnia, zaledwie dzień po wypowiedzeniu przez Wielką Brytanię wojny Niemcom. Wydrukowano ogromne ilości nowej waluty, a baza monetarna wzrosła z 288 mln w 1914 r. do 531 mln w 1918 r. Wojna stanowiła doskonałą wymówkę dla wszystkich dotychczasowych problemów w bilansach banków. Nieudane pożyczki kolonialne można było teraz przekształcić w patriotyczne inwestycje w obronę imperium, a nie lekkomyślną spekulację. Zła płynność, która groziła upadkiem banków, została nagle zdefiniowana jako wsparcie dla krajowych wysiłków mobilizacyjnych. Wszystkie niegospodarność i lekkomyślne udzielanie kredytów w ciągu ostatnich czterech dekad zostały natychmiast przypisane sytuacji wojennej, a nie bankierom, którzy spowodowali kryzys.
Prawdziwa transformacja nastąpiła jednak, gdy rządy stały się uzależnionymi klientami systemu bankowego. Państwa potrzebowały natychmiastowych, ogromnych pożyczek na mobilizację, a banki nagle stały się jedynym źródłem finansowania wojny. Odwróciło to tradycyjne relacje władzy. Rządy nie mogły pozwolić bankom upaść, ponieważ utrata kredytodawców oznaczała przegraną wojnę. Banki po raz pierwszy w historii współczesnej uzyskały bezprecedensową przewagę nad długiem państwowym. Brytyjskie banki pożyczyły rządowi ogromne sumy już w pierwszym roku, udzielając kredytów zabezpieczonych przyszłymi podatkami, a nie rezerwami złota. Niemieckie banki przejęły rządowe obligacje wojenne po preferencyjnych stawkach, które gwarantowały zyski niezależnie od wyniku wojny. Francuskie banki zrestrukturyzowały całe swoje portfele w ramach nadzwyczajnych uprawnień rządowych, przekształcając prywatne straty w zobowiązania publiczne.
Amerykańskie banki, choć oficjalnie neutralne do 1917 r., finansowały wszystkie strony konfliktu i zlikwidowały wszelkie rozróżnienie między dobrymi a złymi kredytami. Podczas gdy generałowie planowali ruchy wojsk, bankierzy organizowali coś znacznie trwalszego. Największą operację prania bilansów w historii współczesnej. Banki posiadały miliardy wątpliwych prywatnych długów, które od lat ulegały pogorszeniu. Nieudane przedsięwzięcia kolejowe, spekulacyjne kredyty na nieruchomości i projekty kolonialne, które nigdy nie przyniosłyby zwrotu. Rządy potrzebowały natychmiastowej płynności finansowej do mobilizacji i nie mogły czekać na tradycyjne procesy poboru podatków w celu wygenerowania funduszy. Banki zaproponowały rozwiązanie, które idealnie służyło ich interesom. Zamieniłyby swoje ryzykowne prywatne kredyty na nowo wyemitowane rządowe obligacje wojenne. Transformacja była elegancka w swojej prostocie i niszczycielska w swoich konsekwencjach. Ryzyko, które koncentrowało się w bilansach banków, gdzie straty ponosili akcjonariusze, zostało przeniesione do ksiąg rządowych, gdzie ciężar ponosili podatnicy przez pokolenia. Niewypłacalne kredyty Deutsche Banku na budowę kolei osmańskiej, które przed wojną zostały skutecznie umorzone, zostały zamienione na niemieckie obligacje wojenne zabezpieczone przyszłymi reparacjami, które nigdy nie zostały zrealizowane. Banki brytyjskie przekształciły swoje ogromne zaangażowanie w Ameryce Południowej, ponosząc przez lata straty, w coś, co zostało przepakowane jako finansowanie obrony imperium. Banki francuskie posiadały ogromne ilości rosyjskich kredytów, które po rewolucji stały się bezwartościowe. Jednak w czasie wojny zostały one przekształcone w zobowiązania wzajemnego wsparcia aliantów. Skala tej operacji była oszałamiająca w porównaniu z wielkością ówczesnych gospodarek narodowych. Sam rząd brytyjski przekazał bankom około 200 milionów funtów w ramach różnych programów ożywienia gospodarczego, co stanowiło około 9% całego PKB kraju.
Była to interwencja państwa w system finansowy na skalę, którą współcześni opisywali jako dotąd niewyobrażalną. W latach 1914 i 1915 banki wyszły z kryzysu z bilansami czystszymi niż te, które utrzymywały przez dwie dekady, dzięki nowym standardom rachunkowości wprowadzonym na mocy przepisów nadzwyczajnych, pozwalających na kreatywną kategoryzację aktywów. Koszty ponieśli ci, którzy nie mieli głosu w tej transakcji. Przyszli podatnicy zostali obciążeni długami, których nigdy nie zgodzili się przejąć i w których powstaniu nie mieli żadnego udziału. Inflacja systematycznie przenosiła bogactwo od oszczędzających do instytucji bankowych, ponieważ waluta uległa ekspansji, aby sfinansować wojnę. Dewaluacja waluty w bogatych krajach zadłużonych, bankach posiadających obligacje rządowe, odbywała się bezpośrednim kosztem wierzycieli, którzy zaufali systemowi, powierzając mu swoje depozyty. Jednak jedna instytucja przewidziała nadejście wojny i odpowiednio się do niej przygotowała. Ustawa o Rezerwie Federalnej została uchwalona 23 grudnia 1913 r. podczas przerwy świątecznej, kiedy opozycja w Kongresie była minimalna. W sierpniu 1914 r., dokładnie w momencie, gdy mobilizacja wojenna wymagała ogromnych możliwości kredytowych, Rezerwa Federalna była już gotowa do działania. Główni architekci tego nowego systemu bankowości centralnej, Paul Warberg, partnerzy z House of Morgan oraz członkowie Lobe, wszyscy utrzymywali głębokie powiązania z europejskimi operacjami bankowymi, które doświadczały kryzysu na własnej skórze.
To, co umożliwiła Rezerwa Federalna, zmieniło amerykańską bankowość w sposób, który wydawał się niemal zaprojektowany z myślą o nadchodzącym kryzysie. Elastyczne zasoby walutowe oznaczały, że banki mogły teraz zwiększać podaż pieniądza bez pokrycia w złocie, eliminując ograniczenia, które zagrażały europejskim instytucjom. Funkcja pożyczkodawcy ostatniej instancji dała bankom możliwość zwrócenia się o pomoc, zamiast stawiać czoła śmierci płynnościowej, gdy deponenci zażądali swoich środków. Okno dyskontowe pozwoliło na tymczasowe przechowywanie aktywów zagrożonych w Fed, zamiast zmuszania banków do natychmiastowego uznania strat. Rola Fed w finansowaniu wojny rozpoczęła się niemal natychmiast, pomimo oficjalnej neutralności Ameryki. Urzędnicy Rezerwy Federalnej koordynowali amerykańskie pożyczki bankowe dla Wielkiej Brytanii i Francji, zapewniając płynność, która pozwoliła tym rządom kontynuować walkę. Fed ostrożnie zarządzał przepływami złota, aby zapobiec napięciom w bankowości krajowej, jednocześnie umożliwiając udzielanie ogromnych pożyczek za granicą. Do czasu przystąpienia Ameryki do wojny w 1917 r. banki członkowskie Fed posiadały około 2,5 mld dolarów w obligacjach alianckich, kwoty tak duże, że przegrana aliantów oznaczałaby katastrofalne upadłości banków w całej Ameryce. Dogodność tego momentu była niezwykła. Twórcy Fed twierdzili, że zapobiegnie on panice takiej jak ta z 1907 r. Wojna natychmiast potwierdziła jego wartość, umożliwiając nieograniczoną zdolność ratowania banków. To, co sprzedano jako tymczasowy środek nadzwyczajny, nigdy się nie skończyło. Stało się to stałą strukturą amerykańskich finansów.
Kiedy w listopadzie 1918 r. podpisano rozejm, powstały system bankowy nie przypominał w niczym tego, który upadał w 1914 r. Instytucje, które powinny były upaść podczas przedwojennego kryzysu, teraz dominowały nad rządami, zamiast im służyć. Banki, które przetrwały, nie tylko się odbudowały. Stały się monopolistami po tym, jak mniejsi konkurenci upadli lub zostali przejęci w latach wojny. Zależność rządów od długu publicznego zasadniczo odwróciła tradycyjne relacje władzy, sprawiając, że po raz pierwszy w epoce nowożytnej państwa stały się podporządkowane swoim wierzycielom.
Transformacja władzy była całkowita i trwała. Przed wojną rządy regulowały działalność banków i dyktowały warunki operacji finansowych. Po wojnie to banki dyktowały warunki rządom, żądając wprowadzenia środków oszczędnościowych, kontrolując struktury reparacji wojennych i ustalając warunki kredytów na odbudowę. Bank Anglii zmusił Wielką Brytanię do powrotu do standardu złota w 1925 r., w szczególności w celu ochrony interesów wierzycieli bankowych. Mimo że polityka ta zrujnowała zatrudnienie i produkcję przemysłową, to co sprzedano jako tymczasowe uprawnienia nadzwyczajne, stało się znormalizowaną strukturą współczesnych finansów. Zawieszenie standardu złota nigdy nie zostało w pełni przywrócone do stanu sprzed wojny.
Poziom zadłużenia rządowego pozostawał na poziomie wielokrotnie wyższym niż w czasie wojny przez całe lata 20. XX wieku i później. Niezależność banku centralnego, która w rzeczywistości oznaczała kontrolę bankierów nad polityką pieniężną bez nadzoru rządowego, stała się przyjętą doktryną. Koncepcja „zbyt duży, by upaść” została mocno ugruntowana, sprawiając, że duże banki stały się praktycznie nietykalne, niezależnie od ich zachowania.
Zwycięzców tej transformacji można było zmierzyć w konkretnych liczbach. JP Morgan i spółka odnotowali wzrost aktywów z około 550 milionów w 1913 roku do 1,2 miliarda dolarów w 1919 roku. Brytyjski sektor bankowy uległ dramatycznej konsolidacji z 38 dużych instytucji w 1913 r. do zaledwie pięciu dominujących banków w 1920 r. Wielka piątka, która miała kontrolować brytyjskie finanse przez pokolenia. Banki członkowskie Rezerwy Federalnej w Ameryce potroiły swoją bazę depozytową w latach wojny. Przegrani ponieśli koszty, które będą się kumulować przez dziesięciolecia. Obywatele posiadający przedwojenne oszczędności walutowe obserwowali, jak inflacja niszczy od 50 do 90% ich siły nabywczej w całej Europie. Tysiące małych banków regionalnych upadło lub zostało przejętych przez gigantów. Całe narody znalazły się w stanie ciągłego zadłużenia wobec systemu bankowego, który zaledwie kilka lat wcześniej był na skraju upadłości.
Wzorzec ustanowiony w 1914 r. nie zniknął po zakończeniu wojny. Stał się on wzorem dla każdego poważnego kryzysu finansowego, który nastąpił później. Cykl konsolidacji w odpowiedzi na kryzys powtarza się z niezwykłą regularnością w różnych epokach. W 1914 r. stan wyjątkowy spowodowany wojną doprowadził do zawieszenia płynności złota, ratowania banków i trwałej ekspansji systemu. W 2008 r. kryzys finansowy spowodował ratowanie banków w ramach programu TARP, programy luzowania ilościowego, a nawet powstanie większych banków, które stały się silniejsze niż przedtem. W 2020 r. reakcja na pandemię przyniosła nieograniczone pożyczki Rezerwy Federalnej, tryliony dolarów wsparcia dla banków i inflację cen aktywów, która spowodowała transfer bogactwa w górę. Mechanizmy zastosowane we wszystkich trzech przypadkach są funkcjonalnie identyczne.
W czasie ogłoszonego stanu wyjątkowego zawieszane są normalne zasady. Niezależnie od tego, czy chodzi o wymienialność złota w 1914 r., czy tradycyjne limity kredytowe Fed w 2020 r., prywatne straty są przenoszone do bilansów publicznych poprzez ratowanie banków pod pozorem działań na rzecz stabilności systemowej. Uprawnienia banku centralnego rozszerzają się na stałe w ramach tymczasowych uprawnień nadzwyczajnych, które w jakiś sposób nigdy nie wygasają. Konsolidacja branży następuje poprzez selektywne operacje ratunkowe, w ramach których ratowane są duże banki, podczas gdy mniejsi konkurenci są przejmowani lub upadają. Konkretne współczesne podobieństwa pokazują, jak niewiele faktycznie zmieniło się w ciągu ponad wieku. W 2008 r. Rezerwa Federalna przejęła 4,5 bln dolarów toksycznych aktywów do swojego bilansu, działając dokładnie tak samo, jak w przypadku swapów obligacji wojennych z czasów I wojny światowej. W 2020 r. Rezerwa Federalna po raz pierwszy bezpośrednio zakupiła obligacje korporacyjne, łamiąc tradycyjne ograniczenia, które teoretycznie ograniczały interwencje banku centralnego. Upadłości banków, takich jak Silicon Valley Bank i First Republic, doprowadziły do dalszej konsolidacji największych instytucji, a nie do jakichkolwiek znaczących reform.
To, czego bankierzy nauczyli się w 1914 roku, ukształtowało zarządzanie kryzysami finansowymi na pokolenia. Kryzysy na dużą skalę stwarzają możliwość podjęcia działań, które w normalnych warunkach byłyby nie do pomyślenia. Opinia publiczna akceptuje tymczasowe środki, które po cichu stają się stałym elementem systemu. Ratowanie banków można przedstawiać jako patriotyczny obowiązek lub systemową konieczność, a nie jako to, czym faktycznie jest. Transfery od podatników do akcjonariuszy banków. Co najważniejsze, ci, którzy spowodowali kryzys, po jego zakończeniu są jeszcze potężniejsi niż przed załamaniem. Dzisiejszy globalny system bankowy boryka się z tymi samymi strukturalnymi słabościami, które zagrażały mu w 1913 roku, tyle że w znacznie większej skali. Banki ponownie są nadmiernie zadłużone, a ich ekspozycja na instrumenty pochodne sięga setek bilionów. Banki centralne wykorzystały tradycyjne narzędzia do granic możliwości, stosując operacje stóp procentowych i bilansowe. Ta sama wzajemnie powiązana kruchość istnieje tam, gdzie jedna poważna awaria może wywołać załamanie systemowe.
Ostrzegawcze sygnały są widoczne dla tych, którzy uważnie obserwują sytuację, tak jak ponad sto lat temu. Kierownictwo banków po cichu sprzedaje swoje akcje, a organy regulacyjne udzielają zwolnień, które nie trafiają na pierwsze strony gazet. Osoby posiadające informacje poufne zajmują odpowiednie pozycje, zanim opinia publiczna zrozumie, co się dzieje. Historia ujawnia wzorzec, który większość ludzi całkowicie pomija. Kryzysy bankowe nie są porażkami systemu. Są one okazją do konsolidacji i transformacji. Każdy poważny konflikt lub kryzys gospodarczy zbiega się z fundamentalnymi zmianami w architekturze finansowej. Instytucje, które przetrwały I wojnę światową, to te, które były przygotowane do skorzystania z resetowania, a nie te, które zostały zaskoczone. Obecne napięcia geopolityczne mogą pełnić tę samą funkcję, co napięcia z 1914 r., zapewniając przykrywkę dla restrukturyzacji systemu finansowego, która jest już konieczna. Kiedy mówi się o stabilności finansowej, pojawia się pytanie : stabilność dla kogo? System ma na celu ochronę instytucji, a nie oszczędności zwykłych ludzi. Depozyty stanowią zobowiązania banków, a każdy kryzys przenosi ten ciężar z powrotem na deponentów poprzez inflację, pakiety ratunkowe lub dewaluację waluty. Zrozumienie tego schematu daje coś, czego większości ludzi brakuje, czyli zdolność dostrzegania tego, co naprawdę się dzieje, zamiast akceptowania oficjalnych narracji. Prawdziwe bezpieczeństwo nie wynika z zaufania do obietnic banków, ale z rozpoznania, kiedy cykl się powtarza. Ci, którzy rozumieją wzorce kryzysowe, zajmują inne stanowisko niż ci, którzy ufają zapewnieniom instytucji. Pokolenie, które przeżyło I wojnę światową, nauczyło się tych lekcji zbyt późno. To pokolenie nie musi powtarzać tego błędu. Banki stanęły w obliczu zagłady przed wybuchem I wojny światowej. Dzisiaj stoją przed tymi samymi problemami strukturalnymi, a system jest jeszcze bardziej niestabilny niż wcześniej. Pytanie nie brzmi, czy nastąpi kolejny reset. Chodzi o to, jaka sytuacja kryzysowa zostanie wykorzystana, aby go uzasadnić tym razem. Wojna nie zakłóciła funkcjonowania systemu bankowego w 1914 roku. Uratowała banki przed ich własną porażką. Kolejny kryzys jeszcze bardziej skonsoliduje potęgę banków, chyba że wystarczająca liczba osób dostrzeże powtarzający się schemat.
Sygnały już są wysyłane, jeśli wie się, gdzie ich szukać. Zmiany kursów akcji banków, zmiany polityki regulacyjnej i decyzje Rezerwy Federalnej mówią więcej niż oficjalne wyjaśnienia. Zrozumienie rzeczywistego funkcjonowania systemu jest jedyną realną ochroną. Kolejny rozdział tego schematu jest właśnie pisany.
1999 - 2018/2019
„Kiedyś powiedziano, że „złoto i ropa naftowa nigdy nie będą płynąć w tym samym kierunku”. Jeśli obecna cena ropy naftowej wkrótce się nie zmieni, bez wątpienia zabraknie nam złota”.
Nie mówił o zmianie ceny ropy w dolarach amerykańskich, ale o cenie ropy w złocie. I nie o cenie ropy w dolarach amerykańskich przeliczonej na złoto według znanej ceny rynkowej złota, która w tamtym czasie wynosiła 332 USD za uncję, ale o niewidzianej cenie „złota za ropę”. Właściwie był to sprytny sposób na powiedzenie: „jeśli cena złota wkrótce się nie zmieni, zabraknie nam złota”.
Wyjaśnienie tego zajmie trochę czasu, ale „umowa” wyglądała mniej więcej tak: Wyobraź sobie, że jesteś krajem naftowym (Arabią Saudyjską) z ogromnymi, ale ograniczonymi złożami ropy naftowej pod swoim krajem. Ta ropa ma ogromną wartość dla świata, więc wydobywasz ją z ziemi i sprzedajesz Zachodowi, gdzie zostaje spalona i znika na zawsze. To czyni cię bajecznie bogatym, ale jednocześnie chcesz zastąpić ograniczone zasoby czymś o trwałej wartości dla przyszłych pokoleń. Tym czymś jest złoto.
Problem polega na tym, że przy cenie ropy w dolarach amerykańskich przeliczonej na złoto według ceny rynkowej złota, czyli wskaźnika złota do ropy, próba zakupu prawdziwego, fizycznego złota za nadwyżkę dolarów amerykańskich doprowadziłaby do załamania rynku. Nauczyłeś się tego w latach 70. Byłoby to działanie sprzeczne z celem, ponieważ można by uzyskać tę samą wagę fizyczną, wydając jedynie ułamek nadwyżki na złoto, a resztę przeznaczając na coś bardziej praktycznego, jak np. jazdę na nartach w hali pustynnej. Ponadto BIS najwyraźniej sądził, że w ten sposób zniszczyłoby to międzynarodowy system monetarny i finansowy oparty na dolarze amerykańskim ($IMFS).
Stosunek złota do ropy naftowej pozostawał zasadniczo taki sam przez 70 lat, od 1946 r., czyli początku systemu z Bretton Woods po II wojnie światowej, aż do 2016 r. Utrzymywał się w przedziale od około 9 do 29, a średnio wynosił około 15. Taka jest cena ropy w złocie i złota w ropie. Uncja złota to 15 baryłek ropy naftowej, a baryłka ropy naftowej to 1/15 uncji złota.
Ale to nie jest cena równowagi. To cena $IMFS.
W latach 1978 i 1979, $IMFS upadał, a niektórzy bankierzy centralni w Europie martwili się, co się stanie, jeśli nagle stracimy tak ważny międzynarodowy system walutowy, będący punktem odniesienia. Postanowili więc podwoić wysiłki, aby zbudować alternatywę o podobnej skali – euro. Obawiali się jednak, że wszystko pójdzie na marne, jeśli $IMFS upadnie przed wprowadzeniem euro. Dlatego spotkali się w Belgradzie w październiku 1979 roku i zgodzili się wspierać upadający system dolara amerykańskiego do czasu wprowadzenia euro (co zajęło 20 lat, choć wówczas nie wiedzieli, ile to potrwa).
Wsparcie to polegało na kupowaniu dolarów amerykańskich i sprzedaży złota w razie potrzeby, gdy system był zagrożony. Następnie, w połowie lat 80., stworzono nowy rodzaj papierowego rynku złota, oparty na Barrick, spółce wydobywającej złoto, i bankach kruszcowych nowo powstałej LBMA. Zamiast sprzedawać złoto bezpośrednio na rynku, banki centralne pozwoliły bankom kruszcowym sprzedawać „własność” faktury” lub certyfikaty własności złota banku centralnego, podczas gdy samo złoto pozostawało w skarbcach banku centralnego.
W międzyczasie Barrick pokrył certyfikaty złota CB kontraktami terminowymi na złoto, które wciąż znajdowało się w ziemi. Kupujący płacili gotówką za złoto, które wciąż znajdowało się w ziemi, ale kontrakty te były gwarantowane złotem CB, które pozostawało w skarbcu CB. Gotówka znajdowała się na koncie i przynosiła odsetki. To był początek hedgingu Barrick. Banki CB w istocie pożyczały Barrickowi swoje złoto, aby je sprzedać na rynku. Barrick zatrzymywał różnicę w odsetkach, a tym samym zarabiał na odsetkach od złota, które wciąż znajdowało się w ziemi.
Wkrótce banki kruszcowe zaczęły pożyczać więcej złota, niż zagwarantowały im banki centralne, niczym w bankowości opartej na rezerwach cząstkowych. I tak narodził się papierowy rynek złota. Kopalnie były wykorzystywane do rozszerzania rynku obrotu złotem, co obniżało jego cenę poprzez dodawanie pozornej podaży szybciej niż popyt, a one nic nie rozumiały. A po dekadzie spadku ceny złota, wszystkie kopalnie musiały grać w tę grę i zabezpieczać swoją produkcję, czyli zarabiać odsetki od swoich rezerw, żeby przetrwać. To było błędne koło.
Początkowy pomysł zakładał, że dodatkowe fundusze przeznaczone dla przemysłu wydobywczego złota pozwolą mu zwiększyć wydobycie około pięciokrotnie, rozwiązując problem niedoborów bez konieczności rozstawania się banków centralnych ze swoim złotem. Niestety, nie do końca tak się stało.
Istniały zasadniczo trzy powiązane ze sobą czynniki, które mogły zagrozić MFW: kursowi dolara amerykańskiego, rynkowi złota i rynkowi ropy naftowej. Aby zrozumieć tę złożoną dynamikę, cofnijmy się do okresu Bretton Woods, kiedy to narodził się stosunek złota do ropy naftowej.
Arabia Saudyjska zasadniczo kontrolowała cenę ropy naftowej za pośrednictwem OPEC, a Londyn zasadniczo kontrolował cenę złota za pośrednictwem LBMA, wcześniej za pośrednictwem banków kruszców, które przekształciły się w LBMA, a jeszcze wcześniej za pośrednictwem London Gold Pool w latach 60. Jednak za każdym razem, gdy wybuchała wojna, cena ropy gwałtownie rosła. Na początku lat 70. Arabia Saudyjska podniosła cenę z 3 do 15 dolarów za baryłkę. Następnie, gdy wybuchła wojna między Irakiem a Iranem, cena gwałtownie wzrosła do 40 dolarów za baryłkę.
W połowie lat 80. cena spadła z powrotem do 15 dolarów za baryłkę. Mniej więcej w tym samym czasie powstała LBMA. Następnie, w 1990 roku, Irak najechał Kuwejt, a cena ropy ponownie gwałtownie wzrosła, znacznie przekraczając 30 dolarów za baryłkę. Dla porównania, te dwa skoki były podobne pod względem skali do skoku z 2008 roku, kiedy cena ropy wzrosła do 149 dolarów za baryłkę.
Wojna w Zatoce Perskiej, która toczyła się w latach 1990-1991, była momentem zmiany umowy „ropa za złoto”. Stosunek ceny złota do ceny ropy był „starą umową”, a „po wojnie w Zatoce Perskiej wyleciało w powietrze”. Zatem „umowa „ropa za złoto”, spowodowała spadek cen ropy po wojnie w Zatoce Perskiej, do poziomu 15-20 USD przez większość lat 90.
Transakcja ta została zawarta w ramach obrotu pozagiełdowego (OTC) za pośrednictwem LBMA, a nie na giełdzie. W zasadzie chodziło o wymianę złota w ziemi za ropę w ziemi na papierze,gwarantowaną przez fizyczne złoto banków centralnych przechowywane w Londynie w Banku Anglii.
Saudyjczycy zaczęli kupować 20 milionów uncji złota rocznie, czyli 622 tony rocznie (papier gwarantowany przez CB), począwszy od 1991 roku. Mogli również co roku kupować niewielką ilość złota fizycznego. Była to korzystna transakcja dla Saudyjczyków, ponieważ mogli nabyć znacznie więcej złota po cenach rynkowych niż w innym przypadku. Złoto było na papierze, ale gwarantowane przez banki centralne, a Saudyjczycy zapłacili za nie gwarancją przyszłej produkcji ropy naftowej jako zabezpieczeniem, więc wzajemne gwarancje były solidne. Gdyby Saudyjczycy nie otrzymali złota, mogliby ograniczyć produkcję ropy, a gdyby nie wywiązali się ze swojej części umowy, nie otrzymaliby złota. To było coś w rodzaju MAD (wzajemnie gwarantowanego zniszczenia).
Ponownie, motywacją stojącą za tym było utrzymanie $IMFS do czasu wprowadzenia euro, co było jeszcze kwestią kilku lat. Jednak w 1996 roku pewne duże pieniądze w Azji dowiedziały się, co się dzieje. Sugerowało to oczywiście, że cena złota była sztucznie zaniżana przez tę umowę, a istotą tej umowy była możliwość zakupu dużych ilości złota po cenach rynkowych bez wpływu na cenę. Owszem, było to złoto papierowe, ale gwarantowane złotem banku centralnego, aczkolwiek w tamtym momencie w ułamkowej części.
Tak czy inaczej, to Azjaci byli tymi, którzy pod koniec 1996 i 1997 roku gwałtownie zwiększyli wolumen obrotu na giełdzie LBMA, co w dużej mierze było związane z przekazaniem Hongkongu Chinom , a kulminacja nastąpiła 1 lipca 1997 roku. Ten gwałtowny wzrost wolumenu obrotu doprowadził do niespodziewanego ujawnienia przez LBMA wolumenu rozliczeniowego 30 stycznia 1997 roku. Ale nie chodziło tylko o skup papierów wartościowych. To właśnie fizyczny odpływ był tym, co naprawdę napięło rynek, niczym panika na rezerwy w banku rezerw cząstkowych. Na tych danych eksportu złota netto z Wielkiej Brytanii w latach 90. widać wyraźnie, jaki odpływ z 1997 roku można zaobserwować:
Oto dane:
Import złota monetarnego (Eksport) z Wielkiej Brytanii
rok/tony
1991/-65,5
1992/ -477,5
1993/ -214,3
1994/. -255,8
1995/ -543,8
1996/ /-160,8
1997/-2,472.90
1998/+93,6
1999/-48,6
2000/208,6
2001/-78,5
2002 /-5,7
To gwałtowny odpływ złota „groził zachwianiem delikatnej równowagi” w ramach $IMFS., europejskie banki centralne musiałyby pokryć około 14 000 ton niezabezpieczonego złota papierowego, gwarantującego ten papier. „CB będą musieli sprzedać od 1/3 do 1/2 swojego złota, żeby pokryć to, co jest na rynku. Jak to mówią w Queens English: „to się nie uda, stary!”
W 1997 r odbyło się spotkanie BIS, a Bundesbank wyraził sprzeciw.
„Ktoś, kto rozważa zakup fizycznego złota, powinien traktować oświadczenie Bundesbanku jako fakt. Otwarcie przyznają się do udzielania pożyczek w przeszłości i nie mają szans na sprzedaż prawdziwego złota w przyszłości. To wyraźny sygnał, że na posiedzeniu BIS zapadła słuszna decyzja! Wszystkie banki centralne będą teraz stopniowo wstrzymywać wszelkie operacje leasingowe i pozwolą rynkowi na wzrost. Ważni gracze, czyli państwa naftowe, będą mieli swoje papiery wartościowe bez żadnych wątpliwości! Ale dla wszystkich innych wkrótce rozpocznie się wielka walka!
[...]
Odbyło się spotkanie BIS i od tamtej pory świat się zmienił. Bundesbank jasno dał wszystkim do zrozumienia, jaka będzie teraz polityka banków centralnych. Kryzys jest bliski! Sprzedaż złota fizycznego zostanie wstrzymana. Udzielanie pożyczek pod zastaw złota zostanie ograniczone. Zobaczymy tego skutki, gdy powoli zacznie się rozwijać masowa walka o pokrycie otwartych pozycji. Wszyscy będziemy świadkami upadku rynku złota, jaki znamy, LBMA przestanie istnieć!
Było to prekursorem Porozumienia Waszyngtońskiego w sprawie Złota (WGA), znanego również jako Porozumienie Banku Centralnego w sprawie Złota (CBGA), które podpisano dwa lata później w 1999 r.
Kryzys był bliski! Azjaci zerwali „umowę”, banki centralne ją wycofały, a MFW był zagrożony upadkiem ponad rok przed planowanym wprowadzeniem euro, w czasie, gdy UGW ( United States Government ) wciąż zmagała się z poskładaniem wszystkiego w całość.
Rok później, w październiku 1998 r., zamian BIS zmiażdżył gospodarkę Azji i uwolnił znaczną część tego złota. Mało kto to rozumie, że skoro BIS zdołał pokonać Rosję, światowe supermocarstwo nuklearne, Azja nie stanowiła problemu.
Nawet insiderzy nie potrafią przewidzieć przyszłości. Mogą nam powiedzieć, co naprawdę dzieje się za kulisami i jak to może wpłynąć na przyszłość, ale nie mają szklanej kuli, tak samo jak nikt inny.
„Czas? My, jako zwolennicy fizycznego złota, nie potrzebujemy czasu na to stanowisko! Czas jest dla biednych, papierowych traderów. Nie jesteśmy ani jednym, ani drugim, a nasza solidna, długoterminowa, jednorazowa decyzja o posiadaniu fizycznego złota rozłożona na kilka lat potwierdzi nasze racje. Nie odczuwam stresu związanego z posiadaniem tego starożytnego aktywa, ponieważ stanowi ono odpowiednik całego mojego majątku. Nie ma handlu w systemie gospodarczym, którego waluta kończy swój okres. Mądrzy, szybko mówiący gracze będą żartować naszym kosztem, dopóki szybkie rynki i zamknięte pozycje papierowego złota nie zablokują ich wejścia w fizyczne złoto”.
Kiedy w końcu naprawdę zrozumiesz koncepcje, zobaczysz czas o zniszczeniu rynku złota, jaki znamy, jest nadal aktualne. To wciąż nadchodzi. W tamtym czasie historie o ropie naftowej i Azji były aktualnymi wydarzeniami i stanowiły zagrożenie. Ale ten konkretny kryzys został zażegnany, a euro zostało z powodzeniem.
Od tamtej pory wiele się zmieniło. Pojawił się GLD. Saudyjczycy nie kupują dużo złota.
Chiny przystąpiły do WTO i kupowały dolary amerykańskie garściami przez 12 lat z rzędu, od 2002 do 2013 roku. Nastąpił rok 2008. Ale chociaż zagrożenia, które skłoniły je do rozpoczęcia pisania, nie są już problemem, wszystko inne związane z końcem $IMFS jest dziś gorsze i bardziej oczywiste niż w 1997 roku. I to właśnie koniec $IMFS jest prawdziwym sednem.
Główną różnicą, która teraz jest gorsza i bardziej oczywista, jest to, że zagraniczny sektor publiczny nie ma już powodu, by wspierać $IMFS ani rynek złota, jaki znamy, gdy jest on zagrożony. Powód, dla którego europejskie banki centralne wspierały ten rynek w latach 80. i 90., zakończył się wraz z wprowadzeniem euro. Chiny z kolei wstrzymały zakupy netto dolarów amerykańskich w 2013 roku, próbując upłynnić kurs swojej waluty i wprowadzić ją do SDR. Właściwie wszyscy próbują dziś upłynnić kurs swoich walut, co jest niekorzystne dla $IMFS. Nadal działa, ponieważ zagraniczny sektor prywatny nadal uważa amerykańskie aktywa finansowe za dochodowe, ale kiedy to się skończy, będzie to jak gra w krzesełka. I tak, twoje fizyczne złoto to twoje krzesło.
Jednym z pierwszych olśnień, był podział ról pieniądza na różne środki płatnicze, służące różnym celom. Istnieją trzy podstawowe funkcje pieniądza: środek wymiany, środek przechowywania wartości i jednostka rozliczeniowa. Przyszłością jest w istocie rozdzieleniem środka wymiany i środka przechowywania wartości na różne środki płatnicze – walutę transakcyjną (MoE)i złoto jako środek oszczędnościowy (SoV).
Koncepcja Dłużników i Oszczędzających, dwóch „klas” w nieustannym konflikcie o to, czy pieniądz powinien być trudny, czy łatwy. „Kiedy jeden środek płatniczy jest używany zarówno jako środek przechowywania wartości, jak i środek wymiany, prowadzi do konfliktu między dłużnikami a oszczędzającymi. Dylemat dotyczy zarówno złota, jak i pieniędzy fiducjarnych, a rozwiązaniem jest „wolne złoto” , który, nawiasem mówiąc, rozwiązuje również dylemat Triffina. Stąd wzięła się koncepcja, że złoto jest tak naprawdę tylko dla oszczędzających, podczas gdy pieniądz i system monetarny są dla wszystkich. „Nowy system monetarny” nie ma nic wspólnego ze złotem. Chodzi o to, aby nierównowagi były niwelowane poprzez płynne kursy walut, a nie transfer rezerw.
Istnieje głęboka koncepcja, że jako aktywo rezerwowe par excellence, użyteczność złota będzie się skalować, tzn że będzie ono służyć mniej więcej temu samemu celowi na poziomie indywidualnym, co na poziomie narodowym. To powszechna rezerwa bogactwa i jedyny, całkowicie bezużyteczny substytut wszelkiego użytecznego bogactwa. To to, co oszczędzasz na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe i nieprzewidywalną przyszłość. I w tej funkcji będziesz chciał mieć określoną ilość, ale nie nieograniczoną.
To właśnie ta część jest tak interesująca, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i krajowym. Gromadzenie rezerw walutowych na poziomie krajowym, nawet złota, jest w istocie manipulacją kursem walutowym. Przez dekady świat robił to właśnie w tym celu – aby ustalić lub ustabilizować kursy walutowe. Rezerwy są jednak potrzebne również na poziomie krajowym w sytuacjach kryzysowych.
Sytuacje kryzysowe mogą być spowodowane przez człowieka (jak wojna) lub przez naturę (jak trzęsienia ziemi lub inne klęski żywiołowe).
Złoto służy temu samemu celowi na poziomie indywidualnym. Jest rezerwą bogactwa, bezużytecznym substytutem użytecznego bogactwa, które przetrwa próbę czasu i rozpadu, w przeciwieństwie do bardziej użytecznych form bogactwa. Gromadzimy je na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe, takie jak nagłe potrzeby medyczne, oraz na nieprzewidywalną przyszłość, w tym perspektywę długiej emerytury. Ale aby to osiągnąć, musimy zgromadzić to bezużyteczne złoto, będące substytutem bogactwa.
Aby zgromadzić bezużyteczne bogactwo, trzeba wykazać się pewną dozą oszczędności, żyć poniżej swoich możliwości, rezygnować z części przyjemności życia tu i teraz na rzecz wykupienia ubezpieczenia na nieprzewidywalną przyszłość. Gromadzenie złota to poświęcenie, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i narodowym.
Istnieje rozsądna kwota dla każdego. To bardzo subiektywna miara, ale każdy (i każdy naród) powinien ją ustalić. Jeśli zgromadzisz zbyt dużo bezużytecznego bogactwa, będzie to marnotrawstwo, ponieważ poświęcisz więcej, niż to konieczne, a jak to mówią, nie zabierzesz go ze sobą. Oczywiście niektórzy będą chcieli poświęcić znacznie więcej niż tylko własne potrzeby dla dobra swoich dzieci i to jest w porządku.
Na poziomie krajowym, gdy bank centralny gromadzi rezerwy, czy to w złocie, czy w walutach obcych i aktywach zagranicznych, działanie to obniża kurs waluty poniżej poziomu, który normalnie by osiągnął. Obniża to globalną siłę nabywczą waluty, a tym samym poziom życia w całej strefie walutowej. To forma oszczędności narodowych i poświęcenie ponoszone w celu gromadzenia rezerw.
Każdy kraj potrzebuje pewnego poziomu rezerw na wypadek sytuacji kryzysowych, ale ich gromadzenie wiąże się z niepotrzebnymi poświęceniami dla mieszkańców danej strefy walutowej. Chodzi o to, że gdy istnieje system płynnych kursów walutowych, banki centralne nie muszą nic robić ze swoimi rezerwami, chyba że w nagłych wypadkach.
Nawet Saudyjczycy, którzy odegrali dużą rolę w wydarzeniach, najwyraźniej nie kupują już dużo złota. Ich celem jest 100 milionów uncji, czyli około 3100 ton. Stwierdził, że „ponad 100 milionów uncji złota” to „równowartość całej ropy naftowej w Arabii”, nie według ówczesnego stosunku złota do ropy, ale zależy od tego, jak jest wyceniane, proste, tak?”
Wystarczy spojrzeć na to, co Saudyjczycy i inne państwa naftowe zrobiły od lat 90. XX wieku. Budowali wyspy, ośrodki narciarskie, wysokie konstrukcje, a nawet podwodne konstrukcje. Nie poświęcają się i wygląda na to, że nie kupują już dużo złota, więc być może osiągnęli swój cel.
Na poziomie osobistym. Ile musisz zaoszczędzić? Jaka kwota jest dla Ciebie odpowiednia? To głęboka koncepcja z wieloma zmiennymi, a rewaluacja jest jedną z nich. Widziałem, jak ludzie kupowali za dużo złota, a nawet zadłużali się, żeby zdobyć więcej, i nie raz widziałem, jak to się na mnie zemściło. „Posiadanie tego starożytnego majątku nie sprawia mi żadnego stresu, ponieważ stanowi on dobrą proporcjonalną część mojego pozostałego majątku”.
Jaki był ich pogląd na złoto i czym różni się ono od „klasycznego wielbiciela złota” widok, który wszyscy znamy?
Głównym wyznacznikiem prawdziwego bogactwa, nie pieniędzy, ale rzeczywistych pragnień i potrzeb, które wpływają na nasz standard życia. To prawdziwe bogactwo, użyteczne rzeczy, a złoto to bezużyteczny wyznacznik, który możemy zachować i wymienić na te rzeczy w przyszłości.
Z drugiej strony, dla wielbicieli złota złoto jest retorycznym odpowiednikiem całego wachlarza innych metali, surowców, aktywów trwałych i akcji spółek, które je produkują. Kiedy wielbiciele złota mówią o złocie, tak naprawdę mają na myśli złoto i srebro... a także platynę, pallad, rod, akcje spółek górniczych i tak dalej. Często słyszy się, jak wielbiciele złota mówią coś w stylu: „srebro to jak złoto na sterydach.
Powodem zakupu złota jest rewaluacja, a nie wzrost ceny. Tylko fizyczne złoto zostanie zrewaluowane po upadku systemu dolara amerykańskiego. Najlepszym sposobem na utrzymanie złota i upewnienie się, że faktycznie jesteś jego właścicielem, jest jego posiadanie, a nie pozwolenie komuś innemu na jego posiadanie w twoim imieniu. Zbyt wiele potencjalnych pułapek wiąże się z zaufaniem jakimkolwiek obietnicom na papierze, nawet jeśli mówią one, że dana osoba przechowuje prawdziwe fizyczne złoto w twoim imieniu.
Ale dla maniaków złota powodem do kupowania „złota itd.” jest hossa na rynku wszelkich dóbr związanych ze złotem. Przewidują powtórkę z lat 70., dlatego twierdzą, że akcje spółek takich jak srebro i spółki górnicze są jak złoto na sterydach. Pod koniec lat 70. rzeczywiście tak było.
Najwyższą wartość złota można osiągnąć dopiero po całkowitym uwolnieniu go od pieniądza i całkowitym uwolnieniu od systemu monetarnego i bankowości opartej na rezerwach cząstkowych, co ma miejsce obecnie. Z drugiej strony, „złote maniacy” nieustannie toczą walkę o przywrócenie złota do systemu monetarnego i ponowne przykucie go do pieniądza. Co zabawne, prawdopodobnie największa organizacja „złotych maniaków” wykorzystuje
jako swoją maskotkę samego Don Kichota. Dla tych, którzy nie wiedzą, definicja donkiszoteryzmu brzmi: „niezwykle idealistyczna; nierealistyczna i niepraktyczna”, często określa ich jako „socjalistów twardego pieniądza.
17.06.2001
Przez całą historię „socjaliści twardego pieniądza” zawsze walczyli o włączenie złota do systemu walutowo- bankowego, aby zapewnić sobie drogę ucieczki. Żaden z nich nie mógł żyć w świecie, w którym złoto krąży w społeczeństwie jako jedyny składnik majątku, wymieniany obok gotówki.
28.08.01
Idea, że „prawdziwe bogactwo” i „funkcja pieniądza” mogłyby zostać połączone i zachowane, zarówno do celów handlowych, jak i jako długoterminowe oszczędności dla przeciętnego człowieka, była marzeniem socjalistów twardo gospodarujących pieniędzmi. Te dwie odrębne siły zostały połączone i ukute przez wąską logikę, która nigdy nie przyznawała, jak bardzo jest ona sprzeczna ze zmieniającymi się ludzkimi pragnieniami.
10/3/01
Większość obecnych amerykańskich maniaków złota inwestuje zgodnie z linią „socjalistów twardo oprocentowanych”. Ciągle powtarzają historię złota, jednocześnie inwestując w lewarowane zakłady na złoto. Około 10% ich portfela twardo oprocentowanego stanowią aktywa fizyczne, a większość z nich to błędnie postrzegane dźwignie finansowe w przypadku metali szlachetnych. Jednocześnie 90% ich inwestycji to różnego rodzaju lewarowane gry w pobliżu złota...
Na szczęście dla większości światowych posiadaczy fizycznego złota, socjalistyczna gra oparta na twardym pieniądzu dobiegła końca. W rzeczywistości, od dekady lub dłużej, zmierzała ku upadkowi. W tym celu inwestuję w całkowite załamanie amerykańskiej gospodarki i związanego z nią dolara, co znajduje odzwierciedlenie w całkowitej rewaluacji i funkcjonowaniu wszystkich podmiotów gospodarczych posługujących się dolarem. Ponieważ rządy muszą zwalczać tego typu podziały, kopalnie złota i socjaliści oparty na twardym pieniądzu, którzy nimi kierują większość z nich poniesie porażkę niewiele większą niż inni inwestorzy lub firmy. Będą błagać rząd, aby ponownie stworzył stabilną, lewarowaną platformę papierowego złota, aby ich zakłady mogły wrócić do równowagi.
10/4/01
Ten polityczny proces ustalania wartości pieniądza za pomocą jedynego ciężaru złota uwikłał złoto w niekończącą się wojnę między wartością pieniądza a wartością złota, która zrujnowała więcej gospodarek, rządów i społeczeństw niż cokolwiek innego. To właśnie tam pojawili się pierwsi „Socjaliści Twardego Pieniądza”. Do dziś uważają, że ich idee są zbawiennym darem dla świata pieniądza. Nie teraz i nigdy nie były.
Pogląd na pieniądz fiducjarny i czym różni się on od „klasycznego” poglądu, który wszyscy znamy?
Postrzegamy pieniądz dzisiaj, ale raczej spojrzenie na koncepcję pieniądza, które wykracza poza przestrzeń i czas. To spojrzenie na koncepcję pieniądza, jakie pojawiło się w starożytności, ale wyjaśnia też o wiele więcej na temat tego, co dzieje się dzisiaj, niż „klasyczny” pogląd na pieniądz, który wszyscy już znamy.
Mówiąc najprościej, czysta i pierwotna koncepcja pieniądza jest najbliższa dzisiejszemu pieniądzowi kredytowemu. W istocie pieniądz to kredyt. Nie jest złotem ani nawet papierem wartościowym. Zamiast tego to liczby są wybijane na metalu lub drukowane na papierze, a nie sam metal czy papier. A te liczby (kredyty) można równie dobrze wydrukować w księdze rachunkowej, a nawet zapisać w pamięci.
„Waluta fiducjarna” oznacza ogólnie „walutę bez pokrycia”. Termin ten jest używany głównie w celu odróżnienia dolara amerykańskiego po wycofaniu go ze standardu złota w 1971 roku od dolara amerykańskiego sprzed zamknięcia okna wymiany złota przez Nixona. Prawdopodobnie nie jest to najdokładniejsze znaczenie tego terminu, ale jest ono najpopularniejsze.
Myślę, że największą różnicą jest to, że dolar amerykański po 1971 roku jest jako ulepszenie w stosunku do dolara opartego na standardzie złota. To wszystko jest częścią ewolucji od sztywnego kursu walutowego do płynnego. To było Porozumienie Jamajskie ze stycznia 1976 roku, Druga Poprawka do Statutu MFW, który oficjalnie uwolnił złoto od systemu monetarnego. I obowiązuje do dziś. Utorował drogę dla płynnych kursów walutowych, zniósł oficjalną cenę złota i upoważnił banki centralne do przeprowadzania transakcji złotem po cenach rynkowych.
Łatwy i twardy pieniądz, a także dwa obozy ludzi: obóz łatwego pieniądza i obóz twardego pieniądza. Pieniądz fiducjarny to łatwy pieniądz, a standard złota to twardy pieniądz. Mieliśmy oba w przeszłości, a każdy rodzaj pieniądza zazwyczaj przynosi korzyści poszczególnym grupom ludzi ze szkodą dla drugiej. Łatwy pieniądz traci na wartości, przynosząc korzyści dłużnikom i szkodząc oszczędzającym, podczas gdy twardy pieniądz zyskuje na wartości, przynosząc korzyści oszczędzającym i szkodząc dłużnikom.
„Wolny przepływ złota” rozwiązuje ten dylemat, dając oszczędzającym własne „twarde pieniądze” do oszczędzania, podczas gdy system monetarny, z którego korzystają wszyscy, jest systemem łatwego pieniądza. Każda strona otrzymuje swój preferowany rodzaj pieniądza. I chociaż pieniądz, którym wszyscy posługują się, z czasem traci na wartości, oszczędzający unikają nieproporcjonalnego płacenia za tę utratę wartości, po prostu nie oszczędzając w tych pieniądzach.
„Wplny przepływ złota” to naprawdę system łatwego pieniądza, jako o systemie monetarnym, a nie o aktywach majątkowych wykorzystywanych do oszczędzania. Pieniądze w „wolnym przepływie złota” są takie same jak dzisiejsze.
Istnieje wiele problemów, ale wynikają one z $IMFS, a nie z nowoczesnego pieniądza fiducjarnego. Mam na myśli to, że oszczędzający na całym świecie oszczędzają w dzisiejszym pieniądzu fiducjarnym. To jest prawdziwa przyczyna większości problemów, które ludzie obwiniają o łatwy pieniądz. Nie musimy naprawiać współczesnego, łatwego pieniądza fiducjarnego banku centralnego, musimy po prostu przestać w nim oszczędzać.
„Aby zrozumieć złoto, trzeba zacząć od „ropy”! Cofnijmy się w czasie, do początku lat 70. Wielu postrzegało rynek ropy jako próbę „kartelu”. aby utrzymać wysoką cenę w dolarach amerykańskich. „Kartel” istnieje dla wizerunku publicznego. Jednak rynek ropy nigdy nie był kontrolowany w celu podniesienia ceny! Był kontrolowany w celu utrzymania jej na niskim poziomie! Nawet „wtedy” ropą zarządzano w podobny sposób, jak dzisiaj złotem. Tak, ropa stała się „złotem” z ekonomicznego punktu widzenia, „czarnym złotem”, jeśli można tak powiedzieć! W tamtych czasach, tak jak dzisiaj, ropa naftowa i złoto musiały być zarządzane tak, aby zachować ich prawdziwą wartość, w kategoriach walut, które mogłyby zniszczyć wolnorynkowy system finansowy oparty na niskich cenach obu surowców. Politycznie rzecz biorąc, kraje produkujące ropę naftową i złoto mogą zyskać o wiele więcej, „zarządzając” ich ceną, niż „pozwalając” na jej wzrost poprzez wykorzystanie ich na wolnym rynku!”
„Wolnorynkowy system finansowy” to $IMFS, który, opiera się zarówno na taniej ropie, jak i na tanim złocie. „Ropa jest zarządzana z perspektywy podaży, a nie popytu, ponieważ popyt na tę obecnie niezbędną substancję jest nieskończony. Światowe zapotrzebowanie na ropę zbudowało naszą współczesną strukturę finansową w postaci odwróconej piramidy, opartej na ropie! Każda firma, majątek, dług, waluta i armia są „wyceniane w kategoriach walutowych” co odzwierciedla „pełną podaż taniej ropy”!
Ale czym jest tania ropa? Definiuje się ją dwoma terminami: ceną walutową, która pozwala krajowi prowadzić gospodarkę w sposób konkurencyjny, oraz inną, realną ceną towaru, która pozwala producentom wyceniać swój produkt jako aktywa, niezależne od wycen światowej gospodarki – złota.
„Klasyczny” pogląd głosi, iż złoto jest odpowiednikiem towarów w ogóle. Prawda jest taka, że ropa naftowa jest dobrym odpowiednikiem nie tylko towarów w ogóle, ale także dóbr przemysłowych w ogóle. Podczas gdy złoto jest niemal całkowicie „bezużyteczne” poza funkcją rezerwy bogactwa, ropa naftowa jest podstawowym surowcem w produkcji i dystrybucji towarów i dóbr przemysłowych w ogóle.
Z tego punktu widzenia widać wartość zarządzania zarówno ropą, jak i złotem.
Dla właściciela złoża ropy naftowej, działającego w kraju „konsumującym ropę”, ta forma zarządzania nie ma żadnej wartości! Jednak dla kraju „wydobywającego ropę”, posiadającego rezerwy światowej klasy, niska cena w dolarach amerykańskich oferuje wszelkie korzyści. Tworzy to stale „zależny” system gospodarczy, który „w kategoriach realnych potrzeb” „podnosi wartość wszystkich rezerw podziemnych”, generując znacznie wyższe „przyszłe zapotrzebowanie”. To „przyszłe zapotrzebowanie”, wyrażone w dążeniu do „utrzymania obecnej wartości aktywów (wskaźnik Dow Jones)”, tworzy polityczny impuls do zarządzania cenami ropy naftowej. [...]
Rezolucja Bejrucka była rezolucją OPEC z 1971 roku, nakazującą podniesienie ceny ropy za każdym razem, gdy dolar był dewaluowany, niezależnie od tego, czy dewaluacja była spowodowana działaniami rządu, czy siłami rynkowymi. Jeśli dolar stracił siłę nabywczą, OPEC mógł podnieść jego cenę. W tamtym czasie zagrożeniem było ustalanie cen ropy we wszystkich walutach, a nie tylko w dolarach amerykańskich! Kiedy dolar amerykański przestał być oparty na standardzie złota, problemem nie było to, że ropa będzie kupować złoto. „Wolny” rynek złota był bardzo mały dla ropy. W kuluarach wszyscy mówili tylko o tym, „jak utrzymać ceny ropy i „ustalać” je w dolarach amerykańskich! Ponieważ dolar był walutą rezerwową dla wszystkich krajów, odejście od ropy w dolarach zniszczyłoby go i systemy finansowe większości dużych gospodarek. Ponieważ dolar amerykański właśnie przestał być oparty na standardzie złota, był bardzo podatny na utratę wartości.
Zauważmy, że postrzegane zagrożenie wynikające z utraty systemu rezerw w dolarach amerykańskich dotyczyło „systemów finansowych większości dużych gospodarek”, a nie tylko Stanów Zjednoczonych. Wyjaśnia on obawy Europy, a nie Stanów Zjednoczonych, mówiąc, że obawiali się, że „ropa” zmieni swoją cenę z dolarów amerykańskich na koszyk walut.
Aby utrzymać system naftowy oparty na dolarze, rządy zgodziły się na utworzenie płynnego systemu „wolny” rynek złota. Dokonali tego, sprzedając przez lata duże ilości złota i pozwalając, by jego cena wzrosła do 200 dolarów amerykańskich. Wtedy, podobnie jak teraz, wolne rezerwy dolara mogły być inwestowane w złoto. Ponieważ skarb państwa USA nie wspierał już dolara złotem, nie zaszkodziło to walucie. W bardzo realny sposób dolar przeszedł na „standard ropy naftowej”, aby zastąpić stary „standard złota”. Ponieważ limitem dla złota miał być kurs 180/200 dolarów (BIS) w ustalona na 180 dolarów) , 1978 roku, USA zbombardowały złoto, gdy jego cena wzrosła do 250 dolarów. Rynek wymknął się spod kontroli, a reszta jest już historią.
Druga Poprawka do Statutu MFW, uchwalona w styczniu 1976 roku w ramach Porozumienia Jamajskiego, oficjalnie skodyfikowała „wolny rynek złota” i utorowała drogę do „wolnego przepływu złota”, upoważniając banki centralne do przeprowadzania transakcji złotem po cenach rynkowych.
W 1978 roku, od maja do października, dolar amerykański załamał się, a cena złota rosła. Ostatni skok w październiku miał miejsce, gdy cena złota osiągnęła 250 dolarów, a prezydent Carter rzucił w tę sprawę wszystko, co miał na myśli, mówiąc „USA zbombardowały złoto, gdy osiągnęło 250 dolarów”: „Podejście Cartera do zlewu kuchennego polegało na wielofrontowym ataku na słabość dolara, od skupowania międzynarodowej płynności dolara poprzez „masową interwencję” na rynku walutowym i zacieśniania krajowej płynności poprzez podnoszenie stóp procentowych i wymogów rezerwowych banków, po pięciokrotne zwiększenie wielkości trwających aukcji złota amerykańskich obligacji skarbowych z 9 do 46 ton miesięcznie.
Deklarowana wartość rezerwy Cartera w postaci amunicji walutowej wynosiła 30 mld dolarów, z czego 5 mld dolarów było już w posiadaniu USA w MFW, a kolejne 25 mld dolarów w walutach obcych miało zostać pożyczone, głównie poprzez rozszerzone swapy z zagranicznymi bankami centralnymi”.
Jeśli więc istniał akceptowalny poziom złota wyższy niż 35 USD za uncję, ale nie za wysoki, to dlaczego po prostu nie podniesiono oficjalnej ceny w 1971 r., zamiast całkowite zamknięcie okna złota?
„W przeszłości uważano za oczywistość, że Stany Zjednoczone zaprzestały wspierania złota, aby chronić dolara i zapobiec odpływowi złota do innych krajów.
Ale w tym samym czasie wszystkie banki centralne sprzedawały złoto wszystkim, nawet Stanom Zjednoczonym. Wszystkie skarby państwa utrzymywały złoto i dolary jako rezerwy. W jakim celu światowy system finansowy zyskał na spadku wartości dolara opartego na złocie, a następnie pozwolił na „brudny kurs” wobec wszystkich walut? Czy świat nie byłby w lepszej sytuacji, gdyby złoto zostało zrewaluowane do, powiedzmy, 300 dolarów, a następnie rozpoczęło „brudny kurs”?
Amerykańskie koncerny naftowe wiedziały, że znaleziono tanie złoża. Rządy również to wiedziały. Jedyne tanie złoża ropy naftowej na świecie w tamtym czasie znajdowały się na Bliskim Wschodzie, a koszty ich znalezienia i wydobycia były bardzo niskie. Wiadomo było, że z czasem CAŁA ropa będzie pochodzić z tego kraju. Potrzebne były znacznie wyższe ceny w dolarach amerykańskich, aby umożliwić eksplorację i wydobycie innych złóż na całym świecie. Ale jak podnieść ceny ropy, skoro państwa Zatoki Perskiej mogły wydobywać i wydobywać ropę w zamian za „dolary zabezpieczone złotem”? Wiadomo było, że ropa lubi złoto. Wiadomo było, że „lokalna ropa” zostanie zużyta bez wyższych cen. Co by było, gdyby dolar amerykański został wycofany ze standardu złota, a złoto było „podnoszone” do, powiedzmy, 208 dolarów za uncję? Dynamika rynku wymusiłaby wzrost cen ropy i umożliwiła pozyskanie tak potrzebnego kapitału na poszukiwanie droższej ropy, o której istnieniu wiadomo było! Producenci znaleźliby schronienie w złocie, nawet gdyby cena ropy wzrosła w kategoriach „niezłotego dolara”! Inflacja cen wzrosłaby, ale złoto i ropa również by wzrosły.
Dolar nadal byłby jedyną formą płatności za ropę naftową, zastępując tym samym złoto jako zabezpieczenie tej „waluty rezerwowej”. Wszystko byłoby sprawiedliwe.
Wojna w 1973 roku i problem Iranu rzeczywiście doprowadziły do „przesadzenia” rynków, ale wszystko to działało na korzyść celu. Rezultatem była „potrzebna wyższa cena za surowiec, którego zapasy, jako rezerwy, były znacznie nadpodażane przez niewłaściwe kraje”! Wiadomo było, że opinia publiczna nigdy nie zaakceptowałaby tej „propozycji” jako uczciwej. Właśnie w tym celu doszliśmy do porozumienia.
Okno złota zostało zamknięte, zamiast przewartościować złoto do, powiedzmy, 300 dolarów za uncję, aby podnieść cenę ropy. Argumentowano tak, aby reszta świata mogła pozwolić sobie na poszukiwanie droższych rezerw i aby w końcu nie być tak zależnym od jednego niestabilnego regionu świata w zakresie zaspokajania naszych potrzeb energetycznych. I najwyraźniej to zadziałało. Obecnie dwa największe i pięć z dziesięciu największych producentów ropy naftowej na świecie nie należą ani do OPEC, ani do Bliskiego Wschodu, a 56% światowej ropy pochodzi z krajów spoza OPEC.
Ten wątek został poruszony przez kilku „dżentelmenów” (liczba mnoga). Czy to nie interesujące? Plan zakładał „zarządzanie” wzrostem cen złota poprzez sprzedaż oficjalnego złota na rynku w razie potrzeby i że BIS ma konkretną cenę docelową 180 dolarów.
Oczywiście, cena ta została przekroczona, i „wojna w 1973 roku i problem irański rzeczywiście doprowadziły do przekroczenia granic na rynkach”. Wojna w 1973 roku to wojna Jom Kipur między Arabami a Izraelczykami, a „problem irański” to rewolucja islamska z 1979 roku, w wyniku której Irak dokonał inwazji na Iran rok później, zachęcany przez sąsiednią Arabię Saudyjską i Kuwejt, a później przy wsparciu praktycznie całego świata.
Mówimy tu o „przekroczeniu” ceny złota, ale tak tak było z ceną ropy naftowej, ponieważ celem zarządzania ceną złota na określonym poziomie (180 USD) było to, że „dynamika rynku wymusi wzrost cen ropy naftowej i umożliwi pozyskanie bardzo potrzebnego kapitału na poszukiwanie droższej ropy, o której istnieniu wiadomo było!” Więc wyższe ceny były dobre, ale zbyt wysokie, takie jak te, które pojawiają się w wyniku nieoczekiwanych wojen i rewolucji, były złe.
Saudyjczycy nie byli problemem złota w 1971 roku, który wymusił zamknięcie okna handlu złotem. Większość złota należącego niegdyś do USA trafiła do Europy, a nie do Arabii Saudyjskiej. W rzeczywistości Stany Zjednoczone przeszły z 69% oficjalnych światowych zasobów złota do zaledwie 28% w niecałe 20 lat, a zdecydowana większość tego transferu trafiła do Europy. Zatem rewaluacja złota w oderwaniu od reszty świata, wbrew wszystkiemu, byłaby dla Europy nieoczekiwanym przełomem. Wiadomo to z utajnionych dokumentów, że USA rzeczywiście obawiały się, że Europa zyska na wartości w wyniku samej rewaluacji złota.
Argument o podwyżce cen ropy mógłby być bardziej potrzebny do przekonania Europejczyków do poparcia zamknięcia okna dla złota zamiast całkowitej rewaluacji niż do przekonania Nixona czy Burnsa. Dla Amerykanów byłby to kolejny powód, dodatkowy, ale dla Europejczyków może być najważniejszy.
Z badań na potrzeby wynika, że przynajmniej pod koniec lat 70. sami Saudyjczycy bardziej niż rząd USA dbali o utrzymanie cen ropy w dolarach amerykańskich (zamiast o koszyk walut, który był wówczas alternatywą w postaci płynnego kursu). To również pasuje do „europejskiej” perspektywy, że to Europejczycy i Saudyjczycy działali za kulisami w większości przypadków.
To dość duża różnica w historycznym ujęciu ropy naftowej w odniesieniu do złota, w porównaniu z „klasycznym poglądem, który wszyscy znamy”. Oto kilka dodatkowych cytatów, które dopełniają całości:
„Stworzenie „nowego euro” zajęło znacznie więcej czasu, a wojna w Zatoce Perskiej rzeczywiście wywołała kryzys w płatnościach za ropę naftową. W tym czasie, na początku lat 90., złoto zostało „wprowadzone do użytku” jako „tymczasowa” płatność częściowa do czasu wprowadzenia euro. Stworzono papierowy rynek złota o wystarczającej wielkości, aby móc ukryć płatności dyskontowe dla kilku producentów ropy naftowej”.
„Gwałtowny wzrost cen złota na początku lat 90. podczas wojny w Zatoce Perskiej powinien być dla nas, robaków, ostateczną zemstą. Czy wyobrażacie sobie... wojnę na polach naftowych Bliskiego Wschodu... setki płonących szybów i zatopione złoto? Byłem już wtedy w 80% w obozie moich współpracowników, a ten gwałtowny spadek pociągnął za sobą pozostałe 20%. Wiedziałem wtedy, że cała sytuacja zmienia się z powodów politycznych i nie zamierzam podążać ścieżką Misesa”.
Ale oprócz danych historycznych, istnieje również duża różnica w przewidywanej przyszłości ropy naftowej w odniesieniu do złota: „Kiedy bitwa o to, by złoto nie dewaluowało ropy (licząc bezpośrednio na złoto za ropę) zostanie przegrana, dolar nie będzie miał żadnego problemu z ceną złota wynoszącą 30 000 dolarów”.
Ludzie wciąż pytają, tak jak w latach 90.: „Jaki jest sens złota za 30 tys. lub 55 tys. dolarów, skoro burger kosztuje mnie 100 dolarów?”. Po prostu nie potrafią zrozumieć samej rewaluacji złota, dlaczego musi ona w końcu zostać zrewaluowana, dlaczego „w końcu” nastąpi wkrótce i dlaczego ten czas tak bardzo różni się od 1971 roku. Wszystko sprowadza się do „walki o to, aby złoto nie dewaluowało ropy (w bezpośrednim przeliczeniu na złoto i ropę)”.
Ropa naftowa jest lepszym odpowiednikiem surowców i dóbr konsumpcyjnych niż złoto, ponieważ jest głównym surowcem do ich produkcji. Złoto po prostu leży w skarbcu jest praktycznie bezużyteczne, poza tym, że stanowi dobrą rezerwę bogactwa.
Przeszacowanie ceny złota do 200 lub 300 dolarów za uncję w 1971 roku byłoby zupełnie inne niż po prostu zamknięcie okna dla złota i wyrzucenie ton na otwarty rynek w daremnej próbie opanowania wzrostu cen siłą. Mogło to potencjalnie działać przez długi czas. Złoto nadal kosztowało poniżej 300 dolarów ponad 30 lat później, w 2002 roku. Ale świat nie był jeszcze na to gotowy. System monetarny o wystarczającej wielkości, aby zagwarantować ciągłość gospodarczą, był jeszcze odległy o trzy dekady, a Zachód zmierzał ku całkowitemu uzależnieniu od ropy naftowej z Bliskiego Wschodu.
Ale rewaluacja złota w oderwaniu od reszty wciąż musi nastąpić. Jeszcze się nie dokonała. Stosunek złota do ropy poniżej 50, który utrzymuje się od 73 lat, jest artefaktem.
System rezerw dolara amerykańskiego, znany również jako Międzynarodowy System Monetarny i Finansowy (IMFS) oparty na dolarze amerykańskim. W 1946 roku wynosił 21, a teraz, gdy to piszę, wynosi 21,9.
„Klasyczny” pogląd głosi, że jeśli kiedykolwiek zobaczymy złoto po 30 000 USD za uncję, ropa musiałaby kosztować co najmniej 1000 USD za baryłkę. Po ponownej wycenie stosunek złota do ropy wyniesie nawet 1000:1, co oznacza, że w ujęciu realnym, a nie nominalnym, złoto mogłoby zostać przewartościowane do 30 000 USD za uncję, podczas gdy ropa nadal kosztowałaby 30 USD za baryłkę!
Jest to możliwe, ponieważ A) cena złota nie ma wpływu na cenę innych dóbr – jest to w zasadzie cena arbitralna – podczas gdy cena ropy naftowej jest ściśle powiązana z ogólnym poziomem cen, tj. inflacją, oraz B) ponieważ stosunek złota do ropy naftowej z ostatnich 73 lat nigdy nie osiągnął swojej fizycznej równowagi. Wszystko sprowadza się do „walki o to, by złoto nie dewaluowało ropy (w bezpośrednim przeliczeniu na złoto)”.
„Bitwa” już się zakończyła. Europa przestała wspierać $IMFS, gdy wprowadzono euro, a reszta zagranicznego sektora publicznego przestała wspierać $IMFS. Stosunek złota do ropy, który utrzymuje się do dziś, jest jedynie artefaktem $IMFS,
Wynik regresji i oczekiwania inwestorów, że jutro będzie takie samo jak wczoraj, tak jak stosunek złota do srebra, jest artefaktem tego samego. Nie nastąpi on, dopóki nie skończy się $IMFS. Ale kiedy to nastąpi, wynik jest około 50 razy większy niż „klasyczny pogląd, który wszyscy znamy”.
Tekst z maja 1998 roku
„Wygląda na to, że zarówno ty, jak i twój przyjaciel wierzycie, że świat dzieli się na bloki walutowo-handlowe – podobnie jak miało to miejsce podczas obu wojen światowych. Na całym świecie toczy się wiele dyskusji na temat wprowadzenia NOWEGO PORZĄDKU ŚWIATA i jednego międzynarodowego rządu światowego.
Jednocześnie widzimy działanie innej, przeciwstawnej siły – regionalizmu, nacjonalizmu, a nawet plemiennictwa. Co o tym sądzisz? Czy euro jest dzieckiem sił Nowego Porządku Świata, czy sił regionalizmu/nacjonalizmu/plemiennictwa?
„Powiedziałbym, że „Stary Porządek Świata” powraca. Aby lepiej zrozumieć/wyjaśnić: Bardzo prostym sposobem na spojrzenie na ten „porządek” byłoby po prostu stwierdzenie, że amerykańskie doświadczenie dobiega końca!”. $IMFS „Nowa Idea długoterminowego długu, traktowanego jako aktywa pieniężne” – wyrosła z europejskich ruin gospodarczych po II wojnie światowej. A potem dodaje: „tu narodziło się amerykańskie doświadczenie, które dziś dojrzewa”.
Nie należy tego odczytywać jako oskarżenia Ameryki, $IMFS, ani nawet amerykańskiego doświadczenia (tj. „niezmiernego przywileju” drukowania światowej waluty rezerwowej), było to po prostu stwierdzenie faktu, uznanie rzeczywistości. Stanowiło to niejako ukryty motyw przewodni.
„Czy Europa (na czele z BIS) jest przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych?
Panie, tak, ale nie w kategoriach wojny, jak w kategoriach „duma” i „idziemy swoją drogą”... Przeciwnicy? Nie, powiedziałbym, że są uczniami „amerykańskiej drogi”, ponieważ przyjmują „amerykańską ideę” „wolnego rynku światowego”gospodarka. Azja jest podzielona na Stany Zjednoczone, które mają Japonię jako sojusznika, a Europa, która ma Chiny jako sojusznika (koncepcja, która wydała mi się szczególnie intrygująca). Gdzie w tym wszystkim jest Wielka Brytania? Japonia?
A co najważniejsze, państwa Zatoki Perskiej, szczególnie Arabia Saudyjska?
Panie, uważam, że ma rację w tej myśli. Europa rzeczywiście dąży do relacji z Azją, tak jak Stany Zjednoczone z Japonią. Zbudowałaby potężną gospodarkę na fundamencie ropy naftowej i złota jako zabezpieczenia dla nowych pieniędzy. Ponieważ Chiny i Arabia były kiedyś częścią gospodarki europejskiej, w niewielkim stopniu. Teraz mogą wrócić bez obaw przed Rosją. Wielka Brytania? Zaginiony naród. Japonia? Ta jest „gospodarką amerykańską” i ma żyć i umrzeć z jej powodu!
Twój współpracownik twierdzi, że BIS pomógł Chinom zwiększyć zasoby złota. Proszę, powiedz mi, jakie jest źródło tej informacji, czy to tylko spekulacja z jego strony?
BIS jest brokerem złota dla wszystkich transakcji międzybankowych. Banki kruszcowe służą do sprzedaży innym podmiotom. Myślę, że na początku Chiny miały przewagę nad producentami ropy. Potem Arabia Saudyjska została dopuszczona do BIS za euro.
Jeszcze jedna kwestia, którą mógłbyś mi wyjaśnić, brzmi: „Kto tak naprawdę stoi za BIS”?
A może „kto ich kontroluje”? Szwajcarzy?
Tak.
Banki centralne strefy euro? Tak.
Kogo tak naprawdę reprezentuje BIS?
„Stary świat, gospodarka oparta na złocie, widziana oczami współczesności” lub sposób na przejście z dolar amerykański bez wojny.
Dlaczego Arabia Saudyjska została właśnie uwzględniona w BIS? odpowiedział.
Czy Arabia Saudyjska podąża za Europą? Tak.
Cóż, niektórzy powiedzieliby, że przewidywali rychły upadek i rewaluację złota, raz po raz przez cztery lata, a to nigdy nie nastąpiło. Ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek w ten sposób ustalali terminy. Myślę, że wyjaśnili, co się stanie, gdy $IMFS się skończy, i że groziło mu to wtedy. I myślę, że mieli rację i nadal mają rację. Wtedy było to zagrożone, po prostu wtedy nie nastąpiło i nadal nie nastąpiło.
Zrozumcie, że nawet najbardziej wtajemniczeni nie są w stanie przewidzieć wszystkich zakrętów i zwrotów akcji, jakie czekają złożony system na drodze do jego upadku. Mogą jedynie poinformować nas o tym, co wiedzą, i ostrzec nas o potencjalnych , nieuchronnych zagrożeniach.
Jeśli chodzi o konkretne wydarzenia i wiadomości, do których nawiązywali po drodze, było ich wiele. Do ważniejszych należały kryzys finansowy w Azji, LTCM, wprowadzenie euro, „Brown's Bottom” i 11 września. Należy pamiętać, że niełatwo być dziennikarzem piszącym o złocie, gdy jego cena spada. W latach, w których pisali, cena złota spadła o prawie 30%, z 350 do 250 dolarów.
Pytania dotyczące przewidywań i przyszłości
Powiedział: „później, gdy świat się zmieni, nasze [słowa] będą łatwiejsze do zrozumienia... W rzeczywistości twoja zdolność do znalezienia własnej drogi na zawsze się wzmocni, jeśli ujrzysz tę ścieżkę w innym świetle”.
Nie próbuję umniejszać ich przewidywań, bo były one tak odważne, jak to tylko możliwe.
Przewidywali, że system rezerw dolara amerykańskiego zakończy się hiperinflacją, rynek
złota papierowego się skończy, a fizyczne złoto zostanie przewartościowane do naprawdę wysokiej ceny. Wyjaśnili, dlaczego te rezultaty były nieuniknione, co sprowadzało się głównie do wyjaśnienia, jak doszliśmy do tego punktu – „tej ścieżki” – pokazanej w innym świetle.
Złoto: oszczędzanie prawdziwych pieniędzy w czasach transformacji
Ta „podróż w czasie”. Ktoś inny ją zredaguje, aby uzyskać wskazówki. To będzie długi proces i mam nadzieję, że przyniesie realną wartość „myślącym umysłom”. Tak jak wielu zaczyna teraz odkrywać, że większość zachodnich koncepcji inwestowania w złoto była błędna od samego początku, tak samo oni również odkryją, że ich obecne (złote) portfele są „nieprzygotowane” na nadchodzącą burzę!
cd
Nie mówił o zmianie ceny ropy w dolarach amerykańskich, ale o cenie ropy w złocie. I nie o cenie ropy w dolarach amerykańskich przeliczonej na złoto według znanej ceny rynkowej złota, która w tamtym czasie wynosiła 332 USD za uncję, ale o niewidzianej cenie „złota za ropę”. Właściwie był to sprytny sposób na powiedzenie: „jeśli cena złota wkrótce się nie zmieni, zabraknie nam złota”.
Wyjaśnienie tego zajmie trochę czasu, ale „umowa” wyglądała mniej więcej tak: Wyobraź sobie, że jesteś krajem naftowym (Arabią Saudyjską) z ogromnymi, ale ograniczonymi złożami ropy naftowej pod swoim krajem. Ta ropa ma ogromną wartość dla świata, więc wydobywasz ją z ziemi i sprzedajesz Zachodowi, gdzie zostaje spalona i znika na zawsze. To czyni cię bajecznie bogatym, ale jednocześnie chcesz zastąpić ograniczone zasoby czymś o trwałej wartości dla przyszłych pokoleń. Tym czymś jest złoto.
Problem polega na tym, że przy cenie ropy w dolarach amerykańskich przeliczonej na złoto według ceny rynkowej złota, czyli wskaźnika złota do ropy, próba zakupu prawdziwego, fizycznego złota za nadwyżkę dolarów amerykańskich doprowadziłaby do załamania rynku. Nauczyłeś się tego w latach 70. Byłoby to działanie sprzeczne z celem, ponieważ można by uzyskać tę samą wagę fizyczną, wydając jedynie ułamek nadwyżki na złoto, a resztę przeznaczając na coś bardziej praktycznego, jak np. jazdę na nartach w hali pustynnej. Ponadto BIS najwyraźniej sądził, że w ten sposób zniszczyłoby to międzynarodowy system monetarny i finansowy oparty na dolarze amerykańskim ($IMFS).
Stosunek złota do ropy naftowej pozostawał zasadniczo taki sam przez 70 lat, od 1946 r., czyli początku systemu z Bretton Woods po II wojnie światowej, aż do 2016 r. Utrzymywał się w przedziale od około 9 do 29, a średnio wynosił około 15. Taka jest cena ropy w złocie i złota w ropie. Uncja złota to 15 baryłek ropy naftowej, a baryłka ropy naftowej to 1/15 uncji złota.
Ale to nie jest cena równowagi. To cena $IMFS.
W latach 1978 i 1979, $IMFS upadał, a niektórzy bankierzy centralni w Europie martwili się, co się stanie, jeśli nagle stracimy tak ważny międzynarodowy system walutowy, będący punktem odniesienia. Postanowili więc podwoić wysiłki, aby zbudować alternatywę o podobnej skali – euro. Obawiali się jednak, że wszystko pójdzie na marne, jeśli $IMFS upadnie przed wprowadzeniem euro. Dlatego spotkali się w Belgradzie w październiku 1979 roku i zgodzili się wspierać upadający system dolara amerykańskiego do czasu wprowadzenia euro (co zajęło 20 lat, choć wówczas nie wiedzieli, ile to potrwa).
Wsparcie to polegało na kupowaniu dolarów amerykańskich i sprzedaży złota w razie potrzeby, gdy system był zagrożony. Następnie, w połowie lat 80., stworzono nowy rodzaj papierowego rynku złota, oparty na Barrick, spółce wydobywającej złoto, i bankach kruszcowych nowo powstałej LBMA. Zamiast sprzedawać złoto bezpośrednio na rynku, banki centralne pozwoliły bankom kruszcowym sprzedawać „własność” faktury” lub certyfikaty własności złota banku centralnego, podczas gdy samo złoto pozostawało w skarbcach banku centralnego.
W międzyczasie Barrick pokrył certyfikaty złota CB kontraktami terminowymi na złoto, które wciąż znajdowało się w ziemi. Kupujący płacili gotówką za złoto, które wciąż znajdowało się w ziemi, ale kontrakty te były gwarantowane złotem CB, które pozostawało w skarbcu CB. Gotówka znajdowała się na koncie i przynosiła odsetki. To był początek hedgingu Barrick. Banki CB w istocie pożyczały Barrickowi swoje złoto, aby je sprzedać na rynku. Barrick zatrzymywał różnicę w odsetkach, a tym samym zarabiał na odsetkach od złota, które wciąż znajdowało się w ziemi.
Wkrótce banki kruszcowe zaczęły pożyczać więcej złota, niż zagwarantowały im banki centralne, niczym w bankowości opartej na rezerwach cząstkowych. I tak narodził się papierowy rynek złota. Kopalnie były wykorzystywane do rozszerzania rynku obrotu złotem, co obniżało jego cenę poprzez dodawanie pozornej podaży szybciej niż popyt, a one nic nie rozumiały. A po dekadzie spadku ceny złota, wszystkie kopalnie musiały grać w tę grę i zabezpieczać swoją produkcję, czyli zarabiać odsetki od swoich rezerw, żeby przetrwać. To było błędne koło.
Początkowy pomysł zakładał, że dodatkowe fundusze przeznaczone dla przemysłu wydobywczego złota pozwolą mu zwiększyć wydobycie około pięciokrotnie, rozwiązując problem niedoborów bez konieczności rozstawania się banków centralnych ze swoim złotem. Niestety, nie do końca tak się stało.
Istniały zasadniczo trzy powiązane ze sobą czynniki, które mogły zagrozić MFW: kursowi dolara amerykańskiego, rynkowi złota i rynkowi ropy naftowej. Aby zrozumieć tę złożoną dynamikę, cofnijmy się do okresu Bretton Woods, kiedy to narodził się stosunek złota do ropy naftowej.
Arabia Saudyjska zasadniczo kontrolowała cenę ropy naftowej za pośrednictwem OPEC, a Londyn zasadniczo kontrolował cenę złota za pośrednictwem LBMA, wcześniej za pośrednictwem banków kruszców, które przekształciły się w LBMA, a jeszcze wcześniej za pośrednictwem London Gold Pool w latach 60. Jednak za każdym razem, gdy wybuchała wojna, cena ropy gwałtownie rosła. Na początku lat 70. Arabia Saudyjska podniosła cenę z 3 do 15 dolarów za baryłkę. Następnie, gdy wybuchła wojna między Irakiem a Iranem, cena gwałtownie wzrosła do 40 dolarów za baryłkę.
W połowie lat 80. cena spadła z powrotem do 15 dolarów za baryłkę. Mniej więcej w tym samym czasie powstała LBMA. Następnie, w 1990 roku, Irak najechał Kuwejt, a cena ropy ponownie gwałtownie wzrosła, znacznie przekraczając 30 dolarów za baryłkę. Dla porównania, te dwa skoki były podobne pod względem skali do skoku z 2008 roku, kiedy cena ropy wzrosła do 149 dolarów za baryłkę.
Wojna w Zatoce Perskiej, która toczyła się w latach 1990-1991, była momentem zmiany umowy „ropa za złoto”. Stosunek ceny złota do ceny ropy był „starą umową”, a „po wojnie w Zatoce Perskiej wyleciało w powietrze”. Zatem „umowa „ropa za złoto”, spowodowała spadek cen ropy po wojnie w Zatoce Perskiej, do poziomu 15-20 USD przez większość lat 90.
Transakcja ta została zawarta w ramach obrotu pozagiełdowego (OTC) za pośrednictwem LBMA, a nie na giełdzie. W zasadzie chodziło o wymianę złota w ziemi za ropę w ziemi na papierze,gwarantowaną przez fizyczne złoto banków centralnych przechowywane w Londynie w Banku Anglii.
Saudyjczycy zaczęli kupować 20 milionów uncji złota rocznie, czyli 622 tony rocznie (papier gwarantowany przez CB), począwszy od 1991 roku. Mogli również co roku kupować niewielką ilość złota fizycznego. Była to korzystna transakcja dla Saudyjczyków, ponieważ mogli nabyć znacznie więcej złota po cenach rynkowych niż w innym przypadku. Złoto było na papierze, ale gwarantowane przez banki centralne, a Saudyjczycy zapłacili za nie gwarancją przyszłej produkcji ropy naftowej jako zabezpieczeniem, więc wzajemne gwarancje były solidne. Gdyby Saudyjczycy nie otrzymali złota, mogliby ograniczyć produkcję ropy, a gdyby nie wywiązali się ze swojej części umowy, nie otrzymaliby złota. To było coś w rodzaju MAD (wzajemnie gwarantowanego zniszczenia).
Ponownie, motywacją stojącą za tym było utrzymanie $IMFS do czasu wprowadzenia euro, co było jeszcze kwestią kilku lat. Jednak w 1996 roku pewne duże pieniądze w Azji dowiedziały się, co się dzieje. Sugerowało to oczywiście, że cena złota była sztucznie zaniżana przez tę umowę, a istotą tej umowy była możliwość zakupu dużych ilości złota po cenach rynkowych bez wpływu na cenę. Owszem, było to złoto papierowe, ale gwarantowane złotem banku centralnego, aczkolwiek w tamtym momencie w ułamkowej części.
Tak czy inaczej, to Azjaci byli tymi, którzy pod koniec 1996 i 1997 roku gwałtownie zwiększyli wolumen obrotu na giełdzie LBMA, co w dużej mierze było związane z przekazaniem Hongkongu Chinom , a kulminacja nastąpiła 1 lipca 1997 roku. Ten gwałtowny wzrost wolumenu obrotu doprowadził do niespodziewanego ujawnienia przez LBMA wolumenu rozliczeniowego 30 stycznia 1997 roku. Ale nie chodziło tylko o skup papierów wartościowych. To właśnie fizyczny odpływ był tym, co naprawdę napięło rynek, niczym panika na rezerwy w banku rezerw cząstkowych. Na tych danych eksportu złota netto z Wielkiej Brytanii w latach 90. widać wyraźnie, jaki odpływ z 1997 roku można zaobserwować:
Oto dane:
Import złota monetarnego (Eksport) z Wielkiej Brytanii
rok/tony
1991/-65,5
1992/ -477,5
1993/ -214,3
1994/. -255,8
1995/ -543,8
1996/ /-160,8
1997/-2,472.90
1998/+93,6
1999/-48,6
2000/208,6
2001/-78,5
2002 /-5,7
To gwałtowny odpływ złota „groził zachwianiem delikatnej równowagi” w ramach $IMFS., europejskie banki centralne musiałyby pokryć około 14 000 ton niezabezpieczonego złota papierowego, gwarantującego ten papier. „CB będą musieli sprzedać od 1/3 do 1/2 swojego złota, żeby pokryć to, co jest na rynku. Jak to mówią w Queens English: „to się nie uda, stary!”
W 1997 r odbyło się spotkanie BIS, a Bundesbank wyraził sprzeciw.
„Ktoś, kto rozważa zakup fizycznego złota, powinien traktować oświadczenie Bundesbanku jako fakt. Otwarcie przyznają się do udzielania pożyczek w przeszłości i nie mają szans na sprzedaż prawdziwego złota w przyszłości. To wyraźny sygnał, że na posiedzeniu BIS zapadła słuszna decyzja! Wszystkie banki centralne będą teraz stopniowo wstrzymywać wszelkie operacje leasingowe i pozwolą rynkowi na wzrost. Ważni gracze, czyli państwa naftowe, będą mieli swoje papiery wartościowe bez żadnych wątpliwości! Ale dla wszystkich innych wkrótce rozpocznie się wielka walka!
[...]
Odbyło się spotkanie BIS i od tamtej pory świat się zmienił. Bundesbank jasno dał wszystkim do zrozumienia, jaka będzie teraz polityka banków centralnych. Kryzys jest bliski! Sprzedaż złota fizycznego zostanie wstrzymana. Udzielanie pożyczek pod zastaw złota zostanie ograniczone. Zobaczymy tego skutki, gdy powoli zacznie się rozwijać masowa walka o pokrycie otwartych pozycji. Wszyscy będziemy świadkami upadku rynku złota, jaki znamy, LBMA przestanie istnieć!
Było to prekursorem Porozumienia Waszyngtońskiego w sprawie Złota (WGA), znanego również jako Porozumienie Banku Centralnego w sprawie Złota (CBGA), które podpisano dwa lata później w 1999 r.
Kryzys był bliski! Azjaci zerwali „umowę”, banki centralne ją wycofały, a MFW był zagrożony upadkiem ponad rok przed planowanym wprowadzeniem euro, w czasie, gdy UGW ( United States Government ) wciąż zmagała się z poskładaniem wszystkiego w całość.
Rok później, w październiku 1998 r., zamian BIS zmiażdżył gospodarkę Azji i uwolnił znaczną część tego złota. Mało kto to rozumie, że skoro BIS zdołał pokonać Rosję, światowe supermocarstwo nuklearne, Azja nie stanowiła problemu.
Nawet insiderzy nie potrafią przewidzieć przyszłości. Mogą nam powiedzieć, co naprawdę dzieje się za kulisami i jak to może wpłynąć na przyszłość, ale nie mają szklanej kuli, tak samo jak nikt inny.
„Czas? My, jako zwolennicy fizycznego złota, nie potrzebujemy czasu na to stanowisko! Czas jest dla biednych, papierowych traderów. Nie jesteśmy ani jednym, ani drugim, a nasza solidna, długoterminowa, jednorazowa decyzja o posiadaniu fizycznego złota rozłożona na kilka lat potwierdzi nasze racje. Nie odczuwam stresu związanego z posiadaniem tego starożytnego aktywa, ponieważ stanowi ono odpowiednik całego mojego majątku. Nie ma handlu w systemie gospodarczym, którego waluta kończy swój okres. Mądrzy, szybko mówiący gracze będą żartować naszym kosztem, dopóki szybkie rynki i zamknięte pozycje papierowego złota nie zablokują ich wejścia w fizyczne złoto”.
Kiedy w końcu naprawdę zrozumiesz koncepcje, zobaczysz czas o zniszczeniu rynku złota, jaki znamy, jest nadal aktualne. To wciąż nadchodzi. W tamtym czasie historie o ropie naftowej i Azji były aktualnymi wydarzeniami i stanowiły zagrożenie. Ale ten konkretny kryzys został zażegnany, a euro zostało z powodzeniem.
Od tamtej pory wiele się zmieniło. Pojawił się GLD. Saudyjczycy nie kupują dużo złota.
Chiny przystąpiły do WTO i kupowały dolary amerykańskie garściami przez 12 lat z rzędu, od 2002 do 2013 roku. Nastąpił rok 2008. Ale chociaż zagrożenia, które skłoniły je do rozpoczęcia pisania, nie są już problemem, wszystko inne związane z końcem $IMFS jest dziś gorsze i bardziej oczywiste niż w 1997 roku. I to właśnie koniec $IMFS jest prawdziwym sednem.
Główną różnicą, która teraz jest gorsza i bardziej oczywista, jest to, że zagraniczny sektor publiczny nie ma już powodu, by wspierać $IMFS ani rynek złota, jaki znamy, gdy jest on zagrożony. Powód, dla którego europejskie banki centralne wspierały ten rynek w latach 80. i 90., zakończył się wraz z wprowadzeniem euro. Chiny z kolei wstrzymały zakupy netto dolarów amerykańskich w 2013 roku, próbując upłynnić kurs swojej waluty i wprowadzić ją do SDR. Właściwie wszyscy próbują dziś upłynnić kurs swoich walut, co jest niekorzystne dla $IMFS. Nadal działa, ponieważ zagraniczny sektor prywatny nadal uważa amerykańskie aktywa finansowe za dochodowe, ale kiedy to się skończy, będzie to jak gra w krzesełka. I tak, twoje fizyczne złoto to twoje krzesło.
Jednym z pierwszych olśnień, był podział ról pieniądza na różne środki płatnicze, służące różnym celom. Istnieją trzy podstawowe funkcje pieniądza: środek wymiany, środek przechowywania wartości i jednostka rozliczeniowa. Przyszłością jest w istocie rozdzieleniem środka wymiany i środka przechowywania wartości na różne środki płatnicze – walutę transakcyjną (MoE)i złoto jako środek oszczędnościowy (SoV).
Koncepcja Dłużników i Oszczędzających, dwóch „klas” w nieustannym konflikcie o to, czy pieniądz powinien być trudny, czy łatwy. „Kiedy jeden środek płatniczy jest używany zarówno jako środek przechowywania wartości, jak i środek wymiany, prowadzi do konfliktu między dłużnikami a oszczędzającymi. Dylemat dotyczy zarówno złota, jak i pieniędzy fiducjarnych, a rozwiązaniem jest „wolne złoto” , który, nawiasem mówiąc, rozwiązuje również dylemat Triffina. Stąd wzięła się koncepcja, że złoto jest tak naprawdę tylko dla oszczędzających, podczas gdy pieniądz i system monetarny są dla wszystkich. „Nowy system monetarny” nie ma nic wspólnego ze złotem. Chodzi o to, aby nierównowagi były niwelowane poprzez płynne kursy walut, a nie transfer rezerw.
Istnieje głęboka koncepcja, że jako aktywo rezerwowe par excellence, użyteczność złota będzie się skalować, tzn że będzie ono służyć mniej więcej temu samemu celowi na poziomie indywidualnym, co na poziomie narodowym. To powszechna rezerwa bogactwa i jedyny, całkowicie bezużyteczny substytut wszelkiego użytecznego bogactwa. To to, co oszczędzasz na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe i nieprzewidywalną przyszłość. I w tej funkcji będziesz chciał mieć określoną ilość, ale nie nieograniczoną.
To właśnie ta część jest tak interesująca, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i krajowym. Gromadzenie rezerw walutowych na poziomie krajowym, nawet złota, jest w istocie manipulacją kursem walutowym. Przez dekady świat robił to właśnie w tym celu – aby ustalić lub ustabilizować kursy walutowe. Rezerwy są jednak potrzebne również na poziomie krajowym w sytuacjach kryzysowych.
Sytuacje kryzysowe mogą być spowodowane przez człowieka (jak wojna) lub przez naturę (jak trzęsienia ziemi lub inne klęski żywiołowe).
Złoto służy temu samemu celowi na poziomie indywidualnym. Jest rezerwą bogactwa, bezużytecznym substytutem użytecznego bogactwa, które przetrwa próbę czasu i rozpadu, w przeciwieństwie do bardziej użytecznych form bogactwa. Gromadzimy je na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe, takie jak nagłe potrzeby medyczne, oraz na nieprzewidywalną przyszłość, w tym perspektywę długiej emerytury. Ale aby to osiągnąć, musimy zgromadzić to bezużyteczne złoto, będące substytutem bogactwa.
Aby zgromadzić bezużyteczne bogactwo, trzeba wykazać się pewną dozą oszczędności, żyć poniżej swoich możliwości, rezygnować z części przyjemności życia tu i teraz na rzecz wykupienia ubezpieczenia na nieprzewidywalną przyszłość. Gromadzenie złota to poświęcenie, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i narodowym.
Istnieje rozsądna kwota dla każdego. To bardzo subiektywna miara, ale każdy (i każdy naród) powinien ją ustalić. Jeśli zgromadzisz zbyt dużo bezużytecznego bogactwa, będzie to marnotrawstwo, ponieważ poświęcisz więcej, niż to konieczne, a jak to mówią, nie zabierzesz go ze sobą. Oczywiście niektórzy będą chcieli poświęcić znacznie więcej niż tylko własne potrzeby dla dobra swoich dzieci i to jest w porządku.
Na poziomie krajowym, gdy bank centralny gromadzi rezerwy, czy to w złocie, czy w walutach obcych i aktywach zagranicznych, działanie to obniża kurs waluty poniżej poziomu, który normalnie by osiągnął. Obniża to globalną siłę nabywczą waluty, a tym samym poziom życia w całej strefie walutowej. To forma oszczędności narodowych i poświęcenie ponoszone w celu gromadzenia rezerw.
Każdy kraj potrzebuje pewnego poziomu rezerw na wypadek sytuacji kryzysowych, ale ich gromadzenie wiąże się z niepotrzebnymi poświęceniami dla mieszkańców danej strefy walutowej. Chodzi o to, że gdy istnieje system płynnych kursów walutowych, banki centralne nie muszą nic robić ze swoimi rezerwami, chyba że w nagłych wypadkach.
Nawet Saudyjczycy, którzy odegrali dużą rolę w wydarzeniach, najwyraźniej nie kupują już dużo złota. Ich celem jest 100 milionów uncji, czyli około 3100 ton. Stwierdził, że „ponad 100 milionów uncji złota” to „równowartość całej ropy naftowej w Arabii”, nie według ówczesnego stosunku złota do ropy, ale zależy od tego, jak jest wyceniane, proste, tak?”
Wystarczy spojrzeć na to, co Saudyjczycy i inne państwa naftowe zrobiły od lat 90. XX wieku. Budowali wyspy, ośrodki narciarskie, wysokie konstrukcje, a nawet podwodne konstrukcje. Nie poświęcają się i wygląda na to, że nie kupują już dużo złota, więc być może osiągnęli swój cel.
Na poziomie osobistym. Ile musisz zaoszczędzić? Jaka kwota jest dla Ciebie odpowiednia? To głęboka koncepcja z wieloma zmiennymi, a rewaluacja jest jedną z nich. Widziałem, jak ludzie kupowali za dużo złota, a nawet zadłużali się, żeby zdobyć więcej, i nie raz widziałem, jak to się na mnie zemściło. „Posiadanie tego starożytnego majątku nie sprawia mi żadnego stresu, ponieważ stanowi on dobrą proporcjonalną część mojego pozostałego majątku”.
Jaki był ich pogląd na złoto i czym różni się ono od „klasycznego wielbiciela złota” widok, który wszyscy znamy?
Głównym wyznacznikiem prawdziwego bogactwa, nie pieniędzy, ale rzeczywistych pragnień i potrzeb, które wpływają na nasz standard życia. To prawdziwe bogactwo, użyteczne rzeczy, a złoto to bezużyteczny wyznacznik, który możemy zachować i wymienić na te rzeczy w przyszłości.
Z drugiej strony, dla wielbicieli złota złoto jest retorycznym odpowiednikiem całego wachlarza innych metali, surowców, aktywów trwałych i akcji spółek, które je produkują. Kiedy wielbiciele złota mówią o złocie, tak naprawdę mają na myśli złoto i srebro... a także platynę, pallad, rod, akcje spółek górniczych i tak dalej. Często słyszy się, jak wielbiciele złota mówią coś w stylu: „srebro to jak złoto na sterydach.
Powodem zakupu złota jest rewaluacja, a nie wzrost ceny. Tylko fizyczne złoto zostanie zrewaluowane po upadku systemu dolara amerykańskiego. Najlepszym sposobem na utrzymanie złota i upewnienie się, że faktycznie jesteś jego właścicielem, jest jego posiadanie, a nie pozwolenie komuś innemu na jego posiadanie w twoim imieniu. Zbyt wiele potencjalnych pułapek wiąże się z zaufaniem jakimkolwiek obietnicom na papierze, nawet jeśli mówią one, że dana osoba przechowuje prawdziwe fizyczne złoto w twoim imieniu.
Ale dla maniaków złota powodem do kupowania „złota itd.” jest hossa na rynku wszelkich dóbr związanych ze złotem. Przewidują powtórkę z lat 70., dlatego twierdzą, że akcje spółek takich jak srebro i spółki górnicze są jak złoto na sterydach. Pod koniec lat 70. rzeczywiście tak było.
Najwyższą wartość złota można osiągnąć dopiero po całkowitym uwolnieniu go od pieniądza i całkowitym uwolnieniu od systemu monetarnego i bankowości opartej na rezerwach cząstkowych, co ma miejsce obecnie. Z drugiej strony, „złote maniacy” nieustannie toczą walkę o przywrócenie złota do systemu monetarnego i ponowne przykucie go do pieniądza. Co zabawne, prawdopodobnie największa organizacja „złotych maniaków” wykorzystuje
jako swoją maskotkę samego Don Kichota. Dla tych, którzy nie wiedzą, definicja donkiszoteryzmu brzmi: „niezwykle idealistyczna; nierealistyczna i niepraktyczna”, często określa ich jako „socjalistów twardego pieniądza.
17.06.2001
Przez całą historię „socjaliści twardego pieniądza” zawsze walczyli o włączenie złota do systemu walutowo- bankowego, aby zapewnić sobie drogę ucieczki. Żaden z nich nie mógł żyć w świecie, w którym złoto krąży w społeczeństwie jako jedyny składnik majątku, wymieniany obok gotówki.
28.08.01
Idea, że „prawdziwe bogactwo” i „funkcja pieniądza” mogłyby zostać połączone i zachowane, zarówno do celów handlowych, jak i jako długoterminowe oszczędności dla przeciętnego człowieka, była marzeniem socjalistów twardo gospodarujących pieniędzmi. Te dwie odrębne siły zostały połączone i ukute przez wąską logikę, która nigdy nie przyznawała, jak bardzo jest ona sprzeczna ze zmieniającymi się ludzkimi pragnieniami.
10/3/01
Większość obecnych amerykańskich maniaków złota inwestuje zgodnie z linią „socjalistów twardo oprocentowanych”. Ciągle powtarzają historię złota, jednocześnie inwestując w lewarowane zakłady na złoto. Około 10% ich portfela twardo oprocentowanego stanowią aktywa fizyczne, a większość z nich to błędnie postrzegane dźwignie finansowe w przypadku metali szlachetnych. Jednocześnie 90% ich inwestycji to różnego rodzaju lewarowane gry w pobliżu złota...
Na szczęście dla większości światowych posiadaczy fizycznego złota, socjalistyczna gra oparta na twardym pieniądzu dobiegła końca. W rzeczywistości, od dekady lub dłużej, zmierzała ku upadkowi. W tym celu inwestuję w całkowite załamanie amerykańskiej gospodarki i związanego z nią dolara, co znajduje odzwierciedlenie w całkowitej rewaluacji i funkcjonowaniu wszystkich podmiotów gospodarczych posługujących się dolarem. Ponieważ rządy muszą zwalczać tego typu podziały, kopalnie złota i socjaliści oparty na twardym pieniądzu, którzy nimi kierują większość z nich poniesie porażkę niewiele większą niż inni inwestorzy lub firmy. Będą błagać rząd, aby ponownie stworzył stabilną, lewarowaną platformę papierowego złota, aby ich zakłady mogły wrócić do równowagi.
10/4/01
Ten polityczny proces ustalania wartości pieniądza za pomocą jedynego ciężaru złota uwikłał złoto w niekończącą się wojnę między wartością pieniądza a wartością złota, która zrujnowała więcej gospodarek, rządów i społeczeństw niż cokolwiek innego. To właśnie tam pojawili się pierwsi „Socjaliści Twardego Pieniądza”. Do dziś uważają, że ich idee są zbawiennym darem dla świata pieniądza. Nie teraz i nigdy nie były.
Pogląd na pieniądz fiducjarny i czym różni się on od „klasycznego” poglądu, który wszyscy znamy?
Postrzegamy pieniądz dzisiaj, ale raczej spojrzenie na koncepcję pieniądza, które wykracza poza przestrzeń i czas. To spojrzenie na koncepcję pieniądza, jakie pojawiło się w starożytności, ale wyjaśnia też o wiele więcej na temat tego, co dzieje się dzisiaj, niż „klasyczny” pogląd na pieniądz, który wszyscy już znamy.
Mówiąc najprościej, czysta i pierwotna koncepcja pieniądza jest najbliższa dzisiejszemu pieniądzowi kredytowemu. W istocie pieniądz to kredyt. Nie jest złotem ani nawet papierem wartościowym. Zamiast tego to liczby są wybijane na metalu lub drukowane na papierze, a nie sam metal czy papier. A te liczby (kredyty) można równie dobrze wydrukować w księdze rachunkowej, a nawet zapisać w pamięci.
„Waluta fiducjarna” oznacza ogólnie „walutę bez pokrycia”. Termin ten jest używany głównie w celu odróżnienia dolara amerykańskiego po wycofaniu go ze standardu złota w 1971 roku od dolara amerykańskiego sprzed zamknięcia okna wymiany złota przez Nixona. Prawdopodobnie nie jest to najdokładniejsze znaczenie tego terminu, ale jest ono najpopularniejsze.
Myślę, że największą różnicą jest to, że dolar amerykański po 1971 roku jest jako ulepszenie w stosunku do dolara opartego na standardzie złota. To wszystko jest częścią ewolucji od sztywnego kursu walutowego do płynnego. To było Porozumienie Jamajskie ze stycznia 1976 roku, Druga Poprawka do Statutu MFW, który oficjalnie uwolnił złoto od systemu monetarnego. I obowiązuje do dziś. Utorował drogę dla płynnych kursów walutowych, zniósł oficjalną cenę złota i upoważnił banki centralne do przeprowadzania transakcji złotem po cenach rynkowych.
Łatwy i twardy pieniądz, a także dwa obozy ludzi: obóz łatwego pieniądza i obóz twardego pieniądza. Pieniądz fiducjarny to łatwy pieniądz, a standard złota to twardy pieniądz. Mieliśmy oba w przeszłości, a każdy rodzaj pieniądza zazwyczaj przynosi korzyści poszczególnym grupom ludzi ze szkodą dla drugiej. Łatwy pieniądz traci na wartości, przynosząc korzyści dłużnikom i szkodząc oszczędzającym, podczas gdy twardy pieniądz zyskuje na wartości, przynosząc korzyści oszczędzającym i szkodząc dłużnikom.
„Wolny przepływ złota” rozwiązuje ten dylemat, dając oszczędzającym własne „twarde pieniądze” do oszczędzania, podczas gdy system monetarny, z którego korzystają wszyscy, jest systemem łatwego pieniądza. Każda strona otrzymuje swój preferowany rodzaj pieniądza. I chociaż pieniądz, którym wszyscy posługują się, z czasem traci na wartości, oszczędzający unikają nieproporcjonalnego płacenia za tę utratę wartości, po prostu nie oszczędzając w tych pieniądzach.
„Wplny przepływ złota” to naprawdę system łatwego pieniądza, jako o systemie monetarnym, a nie o aktywach majątkowych wykorzystywanych do oszczędzania. Pieniądze w „wolnym przepływie złota” są takie same jak dzisiejsze.
Istnieje wiele problemów, ale wynikają one z $IMFS, a nie z nowoczesnego pieniądza fiducjarnego. Mam na myśli to, że oszczędzający na całym świecie oszczędzają w dzisiejszym pieniądzu fiducjarnym. To jest prawdziwa przyczyna większości problemów, które ludzie obwiniają o łatwy pieniądz. Nie musimy naprawiać współczesnego, łatwego pieniądza fiducjarnego banku centralnego, musimy po prostu przestać w nim oszczędzać.
„Aby zrozumieć złoto, trzeba zacząć od „ropy”! Cofnijmy się w czasie, do początku lat 70. Wielu postrzegało rynek ropy jako próbę „kartelu”. aby utrzymać wysoką cenę w dolarach amerykańskich. „Kartel” istnieje dla wizerunku publicznego. Jednak rynek ropy nigdy nie był kontrolowany w celu podniesienia ceny! Był kontrolowany w celu utrzymania jej na niskim poziomie! Nawet „wtedy” ropą zarządzano w podobny sposób, jak dzisiaj złotem. Tak, ropa stała się „złotem” z ekonomicznego punktu widzenia, „czarnym złotem”, jeśli można tak powiedzieć! W tamtych czasach, tak jak dzisiaj, ropa naftowa i złoto musiały być zarządzane tak, aby zachować ich prawdziwą wartość, w kategoriach walut, które mogłyby zniszczyć wolnorynkowy system finansowy oparty na niskich cenach obu surowców. Politycznie rzecz biorąc, kraje produkujące ropę naftową i złoto mogą zyskać o wiele więcej, „zarządzając” ich ceną, niż „pozwalając” na jej wzrost poprzez wykorzystanie ich na wolnym rynku!”
„Wolnorynkowy system finansowy” to $IMFS, który, opiera się zarówno na taniej ropie, jak i na tanim złocie. „Ropa jest zarządzana z perspektywy podaży, a nie popytu, ponieważ popyt na tę obecnie niezbędną substancję jest nieskończony. Światowe zapotrzebowanie na ropę zbudowało naszą współczesną strukturę finansową w postaci odwróconej piramidy, opartej na ropie! Każda firma, majątek, dług, waluta i armia są „wyceniane w kategoriach walutowych” co odzwierciedla „pełną podaż taniej ropy”!
Ale czym jest tania ropa? Definiuje się ją dwoma terminami: ceną walutową, która pozwala krajowi prowadzić gospodarkę w sposób konkurencyjny, oraz inną, realną ceną towaru, która pozwala producentom wyceniać swój produkt jako aktywa, niezależne od wycen światowej gospodarki – złota.
„Klasyczny” pogląd głosi, iż złoto jest odpowiednikiem towarów w ogóle. Prawda jest taka, że ropa naftowa jest dobrym odpowiednikiem nie tylko towarów w ogóle, ale także dóbr przemysłowych w ogóle. Podczas gdy złoto jest niemal całkowicie „bezużyteczne” poza funkcją rezerwy bogactwa, ropa naftowa jest podstawowym surowcem w produkcji i dystrybucji towarów i dóbr przemysłowych w ogóle.
Z tego punktu widzenia widać wartość zarządzania zarówno ropą, jak i złotem.
Dla właściciela złoża ropy naftowej, działającego w kraju „konsumującym ropę”, ta forma zarządzania nie ma żadnej wartości! Jednak dla kraju „wydobywającego ropę”, posiadającego rezerwy światowej klasy, niska cena w dolarach amerykańskich oferuje wszelkie korzyści. Tworzy to stale „zależny” system gospodarczy, który „w kategoriach realnych potrzeb” „podnosi wartość wszystkich rezerw podziemnych”, generując znacznie wyższe „przyszłe zapotrzebowanie”. To „przyszłe zapotrzebowanie”, wyrażone w dążeniu do „utrzymania obecnej wartości aktywów (wskaźnik Dow Jones)”, tworzy polityczny impuls do zarządzania cenami ropy naftowej. [...]
Rezolucja Bejrucka była rezolucją OPEC z 1971 roku, nakazującą podniesienie ceny ropy za każdym razem, gdy dolar był dewaluowany, niezależnie od tego, czy dewaluacja była spowodowana działaniami rządu, czy siłami rynkowymi. Jeśli dolar stracił siłę nabywczą, OPEC mógł podnieść jego cenę. W tamtym czasie zagrożeniem było ustalanie cen ropy we wszystkich walutach, a nie tylko w dolarach amerykańskich! Kiedy dolar amerykański przestał być oparty na standardzie złota, problemem nie było to, że ropa będzie kupować złoto. „Wolny” rynek złota był bardzo mały dla ropy. W kuluarach wszyscy mówili tylko o tym, „jak utrzymać ceny ropy i „ustalać” je w dolarach amerykańskich! Ponieważ dolar był walutą rezerwową dla wszystkich krajów, odejście od ropy w dolarach zniszczyłoby go i systemy finansowe większości dużych gospodarek. Ponieważ dolar amerykański właśnie przestał być oparty na standardzie złota, był bardzo podatny na utratę wartości.
Zauważmy, że postrzegane zagrożenie wynikające z utraty systemu rezerw w dolarach amerykańskich dotyczyło „systemów finansowych większości dużych gospodarek”, a nie tylko Stanów Zjednoczonych. Wyjaśnia on obawy Europy, a nie Stanów Zjednoczonych, mówiąc, że obawiali się, że „ropa” zmieni swoją cenę z dolarów amerykańskich na koszyk walut.
Aby utrzymać system naftowy oparty na dolarze, rządy zgodziły się na utworzenie płynnego systemu „wolny” rynek złota. Dokonali tego, sprzedając przez lata duże ilości złota i pozwalając, by jego cena wzrosła do 200 dolarów amerykańskich. Wtedy, podobnie jak teraz, wolne rezerwy dolara mogły być inwestowane w złoto. Ponieważ skarb państwa USA nie wspierał już dolara złotem, nie zaszkodziło to walucie. W bardzo realny sposób dolar przeszedł na „standard ropy naftowej”, aby zastąpić stary „standard złota”. Ponieważ limitem dla złota miał być kurs 180/200 dolarów (BIS) w ustalona na 180 dolarów) , 1978 roku, USA zbombardowały złoto, gdy jego cena wzrosła do 250 dolarów. Rynek wymknął się spod kontroli, a reszta jest już historią.
Druga Poprawka do Statutu MFW, uchwalona w styczniu 1976 roku w ramach Porozumienia Jamajskiego, oficjalnie skodyfikowała „wolny rynek złota” i utorowała drogę do „wolnego przepływu złota”, upoważniając banki centralne do przeprowadzania transakcji złotem po cenach rynkowych.
W 1978 roku, od maja do października, dolar amerykański załamał się, a cena złota rosła. Ostatni skok w październiku miał miejsce, gdy cena złota osiągnęła 250 dolarów, a prezydent Carter rzucił w tę sprawę wszystko, co miał na myśli, mówiąc „USA zbombardowały złoto, gdy osiągnęło 250 dolarów”: „Podejście Cartera do zlewu kuchennego polegało na wielofrontowym ataku na słabość dolara, od skupowania międzynarodowej płynności dolara poprzez „masową interwencję” na rynku walutowym i zacieśniania krajowej płynności poprzez podnoszenie stóp procentowych i wymogów rezerwowych banków, po pięciokrotne zwiększenie wielkości trwających aukcji złota amerykańskich obligacji skarbowych z 9 do 46 ton miesięcznie.
Deklarowana wartość rezerwy Cartera w postaci amunicji walutowej wynosiła 30 mld dolarów, z czego 5 mld dolarów było już w posiadaniu USA w MFW, a kolejne 25 mld dolarów w walutach obcych miało zostać pożyczone, głównie poprzez rozszerzone swapy z zagranicznymi bankami centralnymi”.
Jeśli więc istniał akceptowalny poziom złota wyższy niż 35 USD za uncję, ale nie za wysoki, to dlaczego po prostu nie podniesiono oficjalnej ceny w 1971 r., zamiast całkowite zamknięcie okna złota?
„W przeszłości uważano za oczywistość, że Stany Zjednoczone zaprzestały wspierania złota, aby chronić dolara i zapobiec odpływowi złota do innych krajów.
Ale w tym samym czasie wszystkie banki centralne sprzedawały złoto wszystkim, nawet Stanom Zjednoczonym. Wszystkie skarby państwa utrzymywały złoto i dolary jako rezerwy. W jakim celu światowy system finansowy zyskał na spadku wartości dolara opartego na złocie, a następnie pozwolił na „brudny kurs” wobec wszystkich walut? Czy świat nie byłby w lepszej sytuacji, gdyby złoto zostało zrewaluowane do, powiedzmy, 300 dolarów, a następnie rozpoczęło „brudny kurs”?
Amerykańskie koncerny naftowe wiedziały, że znaleziono tanie złoża. Rządy również to wiedziały. Jedyne tanie złoża ropy naftowej na świecie w tamtym czasie znajdowały się na Bliskim Wschodzie, a koszty ich znalezienia i wydobycia były bardzo niskie. Wiadomo było, że z czasem CAŁA ropa będzie pochodzić z tego kraju. Potrzebne były znacznie wyższe ceny w dolarach amerykańskich, aby umożliwić eksplorację i wydobycie innych złóż na całym świecie. Ale jak podnieść ceny ropy, skoro państwa Zatoki Perskiej mogły wydobywać i wydobywać ropę w zamian za „dolary zabezpieczone złotem”? Wiadomo było, że ropa lubi złoto. Wiadomo było, że „lokalna ropa” zostanie zużyta bez wyższych cen. Co by było, gdyby dolar amerykański został wycofany ze standardu złota, a złoto było „podnoszone” do, powiedzmy, 208 dolarów za uncję? Dynamika rynku wymusiłaby wzrost cen ropy i umożliwiła pozyskanie tak potrzebnego kapitału na poszukiwanie droższej ropy, o której istnieniu wiadomo było! Producenci znaleźliby schronienie w złocie, nawet gdyby cena ropy wzrosła w kategoriach „niezłotego dolara”! Inflacja cen wzrosłaby, ale złoto i ropa również by wzrosły.
Dolar nadal byłby jedyną formą płatności za ropę naftową, zastępując tym samym złoto jako zabezpieczenie tej „waluty rezerwowej”. Wszystko byłoby sprawiedliwe.
Wojna w 1973 roku i problem Iranu rzeczywiście doprowadziły do „przesadzenia” rynków, ale wszystko to działało na korzyść celu. Rezultatem była „potrzebna wyższa cena za surowiec, którego zapasy, jako rezerwy, były znacznie nadpodażane przez niewłaściwe kraje”! Wiadomo było, że opinia publiczna nigdy nie zaakceptowałaby tej „propozycji” jako uczciwej. Właśnie w tym celu doszliśmy do porozumienia.
Okno złota zostało zamknięte, zamiast przewartościować złoto do, powiedzmy, 300 dolarów za uncję, aby podnieść cenę ropy. Argumentowano tak, aby reszta świata mogła pozwolić sobie na poszukiwanie droższych rezerw i aby w końcu nie być tak zależnym od jednego niestabilnego regionu świata w zakresie zaspokajania naszych potrzeb energetycznych. I najwyraźniej to zadziałało. Obecnie dwa największe i pięć z dziesięciu największych producentów ropy naftowej na świecie nie należą ani do OPEC, ani do Bliskiego Wschodu, a 56% światowej ropy pochodzi z krajów spoza OPEC.
Ten wątek został poruszony przez kilku „dżentelmenów” (liczba mnoga). Czy to nie interesujące? Plan zakładał „zarządzanie” wzrostem cen złota poprzez sprzedaż oficjalnego złota na rynku w razie potrzeby i że BIS ma konkretną cenę docelową 180 dolarów.
Oczywiście, cena ta została przekroczona, i „wojna w 1973 roku i problem irański rzeczywiście doprowadziły do przekroczenia granic na rynkach”. Wojna w 1973 roku to wojna Jom Kipur między Arabami a Izraelczykami, a „problem irański” to rewolucja islamska z 1979 roku, w wyniku której Irak dokonał inwazji na Iran rok później, zachęcany przez sąsiednią Arabię Saudyjską i Kuwejt, a później przy wsparciu praktycznie całego świata.
Mówimy tu o „przekroczeniu” ceny złota, ale tak tak było z ceną ropy naftowej, ponieważ celem zarządzania ceną złota na określonym poziomie (180 USD) było to, że „dynamika rynku wymusi wzrost cen ropy naftowej i umożliwi pozyskanie bardzo potrzebnego kapitału na poszukiwanie droższej ropy, o której istnieniu wiadomo było!” Więc wyższe ceny były dobre, ale zbyt wysokie, takie jak te, które pojawiają się w wyniku nieoczekiwanych wojen i rewolucji, były złe.
Saudyjczycy nie byli problemem złota w 1971 roku, który wymusił zamknięcie okna handlu złotem. Większość złota należącego niegdyś do USA trafiła do Europy, a nie do Arabii Saudyjskiej. W rzeczywistości Stany Zjednoczone przeszły z 69% oficjalnych światowych zasobów złota do zaledwie 28% w niecałe 20 lat, a zdecydowana większość tego transferu trafiła do Europy. Zatem rewaluacja złota w oderwaniu od reszty świata, wbrew wszystkiemu, byłaby dla Europy nieoczekiwanym przełomem. Wiadomo to z utajnionych dokumentów, że USA rzeczywiście obawiały się, że Europa zyska na wartości w wyniku samej rewaluacji złota.
Argument o podwyżce cen ropy mógłby być bardziej potrzebny do przekonania Europejczyków do poparcia zamknięcia okna dla złota zamiast całkowitej rewaluacji niż do przekonania Nixona czy Burnsa. Dla Amerykanów byłby to kolejny powód, dodatkowy, ale dla Europejczyków może być najważniejszy.
Z badań na potrzeby wynika, że przynajmniej pod koniec lat 70. sami Saudyjczycy bardziej niż rząd USA dbali o utrzymanie cen ropy w dolarach amerykańskich (zamiast o koszyk walut, który był wówczas alternatywą w postaci płynnego kursu). To również pasuje do „europejskiej” perspektywy, że to Europejczycy i Saudyjczycy działali za kulisami w większości przypadków.
To dość duża różnica w historycznym ujęciu ropy naftowej w odniesieniu do złota, w porównaniu z „klasycznym poglądem, który wszyscy znamy”. Oto kilka dodatkowych cytatów, które dopełniają całości:
„Stworzenie „nowego euro” zajęło znacznie więcej czasu, a wojna w Zatoce Perskiej rzeczywiście wywołała kryzys w płatnościach za ropę naftową. W tym czasie, na początku lat 90., złoto zostało „wprowadzone do użytku” jako „tymczasowa” płatność częściowa do czasu wprowadzenia euro. Stworzono papierowy rynek złota o wystarczającej wielkości, aby móc ukryć płatności dyskontowe dla kilku producentów ropy naftowej”.
„Gwałtowny wzrost cen złota na początku lat 90. podczas wojny w Zatoce Perskiej powinien być dla nas, robaków, ostateczną zemstą. Czy wyobrażacie sobie... wojnę na polach naftowych Bliskiego Wschodu... setki płonących szybów i zatopione złoto? Byłem już wtedy w 80% w obozie moich współpracowników, a ten gwałtowny spadek pociągnął za sobą pozostałe 20%. Wiedziałem wtedy, że cała sytuacja zmienia się z powodów politycznych i nie zamierzam podążać ścieżką Misesa”.
Ale oprócz danych historycznych, istnieje również duża różnica w przewidywanej przyszłości ropy naftowej w odniesieniu do złota: „Kiedy bitwa o to, by złoto nie dewaluowało ropy (licząc bezpośrednio na złoto za ropę) zostanie przegrana, dolar nie będzie miał żadnego problemu z ceną złota wynoszącą 30 000 dolarów”.
Ludzie wciąż pytają, tak jak w latach 90.: „Jaki jest sens złota za 30 tys. lub 55 tys. dolarów, skoro burger kosztuje mnie 100 dolarów?”. Po prostu nie potrafią zrozumieć samej rewaluacji złota, dlaczego musi ona w końcu zostać zrewaluowana, dlaczego „w końcu” nastąpi wkrótce i dlaczego ten czas tak bardzo różni się od 1971 roku. Wszystko sprowadza się do „walki o to, aby złoto nie dewaluowało ropy (w bezpośrednim przeliczeniu na złoto i ropę)”.
Ropa naftowa jest lepszym odpowiednikiem surowców i dóbr konsumpcyjnych niż złoto, ponieważ jest głównym surowcem do ich produkcji. Złoto po prostu leży w skarbcu jest praktycznie bezużyteczne, poza tym, że stanowi dobrą rezerwę bogactwa.
Przeszacowanie ceny złota do 200 lub 300 dolarów za uncję w 1971 roku byłoby zupełnie inne niż po prostu zamknięcie okna dla złota i wyrzucenie ton na otwarty rynek w daremnej próbie opanowania wzrostu cen siłą. Mogło to potencjalnie działać przez długi czas. Złoto nadal kosztowało poniżej 300 dolarów ponad 30 lat później, w 2002 roku. Ale świat nie był jeszcze na to gotowy. System monetarny o wystarczającej wielkości, aby zagwarantować ciągłość gospodarczą, był jeszcze odległy o trzy dekady, a Zachód zmierzał ku całkowitemu uzależnieniu od ropy naftowej z Bliskiego Wschodu.
Ale rewaluacja złota w oderwaniu od reszty wciąż musi nastąpić. Jeszcze się nie dokonała. Stosunek złota do ropy poniżej 50, który utrzymuje się od 73 lat, jest artefaktem.
System rezerw dolara amerykańskiego, znany również jako Międzynarodowy System Monetarny i Finansowy (IMFS) oparty na dolarze amerykańskim. W 1946 roku wynosił 21, a teraz, gdy to piszę, wynosi 21,9.
„Klasyczny” pogląd głosi, że jeśli kiedykolwiek zobaczymy złoto po 30 000 USD za uncję, ropa musiałaby kosztować co najmniej 1000 USD za baryłkę. Po ponownej wycenie stosunek złota do ropy wyniesie nawet 1000:1, co oznacza, że w ujęciu realnym, a nie nominalnym, złoto mogłoby zostać przewartościowane do 30 000 USD za uncję, podczas gdy ropa nadal kosztowałaby 30 USD za baryłkę!
Jest to możliwe, ponieważ A) cena złota nie ma wpływu na cenę innych dóbr – jest to w zasadzie cena arbitralna – podczas gdy cena ropy naftowej jest ściśle powiązana z ogólnym poziomem cen, tj. inflacją, oraz B) ponieważ stosunek złota do ropy naftowej z ostatnich 73 lat nigdy nie osiągnął swojej fizycznej równowagi. Wszystko sprowadza się do „walki o to, by złoto nie dewaluowało ropy (w bezpośrednim przeliczeniu na złoto)”.
„Bitwa” już się zakończyła. Europa przestała wspierać $IMFS, gdy wprowadzono euro, a reszta zagranicznego sektora publicznego przestała wspierać $IMFS. Stosunek złota do ropy, który utrzymuje się do dziś, jest jedynie artefaktem $IMFS,
Wynik regresji i oczekiwania inwestorów, że jutro będzie takie samo jak wczoraj, tak jak stosunek złota do srebra, jest artefaktem tego samego. Nie nastąpi on, dopóki nie skończy się $IMFS. Ale kiedy to nastąpi, wynik jest około 50 razy większy niż „klasyczny pogląd, który wszyscy znamy”.
Tekst z maja 1998 roku
„Wygląda na to, że zarówno ty, jak i twój przyjaciel wierzycie, że świat dzieli się na bloki walutowo-handlowe – podobnie jak miało to miejsce podczas obu wojen światowych. Na całym świecie toczy się wiele dyskusji na temat wprowadzenia NOWEGO PORZĄDKU ŚWIATA i jednego międzynarodowego rządu światowego.
Jednocześnie widzimy działanie innej, przeciwstawnej siły – regionalizmu, nacjonalizmu, a nawet plemiennictwa. Co o tym sądzisz? Czy euro jest dzieckiem sił Nowego Porządku Świata, czy sił regionalizmu/nacjonalizmu/plemiennictwa?
„Powiedziałbym, że „Stary Porządek Świata” powraca. Aby lepiej zrozumieć/wyjaśnić: Bardzo prostym sposobem na spojrzenie na ten „porządek” byłoby po prostu stwierdzenie, że amerykańskie doświadczenie dobiega końca!”. $IMFS „Nowa Idea długoterminowego długu, traktowanego jako aktywa pieniężne” – wyrosła z europejskich ruin gospodarczych po II wojnie światowej. A potem dodaje: „tu narodziło się amerykańskie doświadczenie, które dziś dojrzewa”.
Nie należy tego odczytywać jako oskarżenia Ameryki, $IMFS, ani nawet amerykańskiego doświadczenia (tj. „niezmiernego przywileju” drukowania światowej waluty rezerwowej), było to po prostu stwierdzenie faktu, uznanie rzeczywistości. Stanowiło to niejako ukryty motyw przewodni.
„Czy Europa (na czele z BIS) jest przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych?
Panie, tak, ale nie w kategoriach wojny, jak w kategoriach „duma” i „idziemy swoją drogą”... Przeciwnicy? Nie, powiedziałbym, że są uczniami „amerykańskiej drogi”, ponieważ przyjmują „amerykańską ideę” „wolnego rynku światowego”gospodarka. Azja jest podzielona na Stany Zjednoczone, które mają Japonię jako sojusznika, a Europa, która ma Chiny jako sojusznika (koncepcja, która wydała mi się szczególnie intrygująca). Gdzie w tym wszystkim jest Wielka Brytania? Japonia?
A co najważniejsze, państwa Zatoki Perskiej, szczególnie Arabia Saudyjska?
Panie, uważam, że ma rację w tej myśli. Europa rzeczywiście dąży do relacji z Azją, tak jak Stany Zjednoczone z Japonią. Zbudowałaby potężną gospodarkę na fundamencie ropy naftowej i złota jako zabezpieczenia dla nowych pieniędzy. Ponieważ Chiny i Arabia były kiedyś częścią gospodarki europejskiej, w niewielkim stopniu. Teraz mogą wrócić bez obaw przed Rosją. Wielka Brytania? Zaginiony naród. Japonia? Ta jest „gospodarką amerykańską” i ma żyć i umrzeć z jej powodu!
Twój współpracownik twierdzi, że BIS pomógł Chinom zwiększyć zasoby złota. Proszę, powiedz mi, jakie jest źródło tej informacji, czy to tylko spekulacja z jego strony?
BIS jest brokerem złota dla wszystkich transakcji międzybankowych. Banki kruszcowe służą do sprzedaży innym podmiotom. Myślę, że na początku Chiny miały przewagę nad producentami ropy. Potem Arabia Saudyjska została dopuszczona do BIS za euro.
Jeszcze jedna kwestia, którą mógłbyś mi wyjaśnić, brzmi: „Kto tak naprawdę stoi za BIS”?
A może „kto ich kontroluje”? Szwajcarzy?
Tak.
Banki centralne strefy euro? Tak.
Kogo tak naprawdę reprezentuje BIS?
„Stary świat, gospodarka oparta na złocie, widziana oczami współczesności” lub sposób na przejście z dolar amerykański bez wojny.
Dlaczego Arabia Saudyjska została właśnie uwzględniona w BIS? odpowiedział.
Czy Arabia Saudyjska podąża za Europą? Tak.
Cóż, niektórzy powiedzieliby, że przewidywali rychły upadek i rewaluację złota, raz po raz przez cztery lata, a to nigdy nie nastąpiło. Ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek w ten sposób ustalali terminy. Myślę, że wyjaśnili, co się stanie, gdy $IMFS się skończy, i że groziło mu to wtedy. I myślę, że mieli rację i nadal mają rację. Wtedy było to zagrożone, po prostu wtedy nie nastąpiło i nadal nie nastąpiło.
Zrozumcie, że nawet najbardziej wtajemniczeni nie są w stanie przewidzieć wszystkich zakrętów i zwrotów akcji, jakie czekają złożony system na drodze do jego upadku. Mogą jedynie poinformować nas o tym, co wiedzą, i ostrzec nas o potencjalnych , nieuchronnych zagrożeniach.
Jeśli chodzi o konkretne wydarzenia i wiadomości, do których nawiązywali po drodze, było ich wiele. Do ważniejszych należały kryzys finansowy w Azji, LTCM, wprowadzenie euro, „Brown's Bottom” i 11 września. Należy pamiętać, że niełatwo być dziennikarzem piszącym o złocie, gdy jego cena spada. W latach, w których pisali, cena złota spadła o prawie 30%, z 350 do 250 dolarów.
Pytania dotyczące przewidywań i przyszłości
Powiedział: „później, gdy świat się zmieni, nasze [słowa] będą łatwiejsze do zrozumienia... W rzeczywistości twoja zdolność do znalezienia własnej drogi na zawsze się wzmocni, jeśli ujrzysz tę ścieżkę w innym świetle”.
Nie próbuję umniejszać ich przewidywań, bo były one tak odważne, jak to tylko możliwe.
Przewidywali, że system rezerw dolara amerykańskiego zakończy się hiperinflacją, rynek
złota papierowego się skończy, a fizyczne złoto zostanie przewartościowane do naprawdę wysokiej ceny. Wyjaśnili, dlaczego te rezultaty były nieuniknione, co sprowadzało się głównie do wyjaśnienia, jak doszliśmy do tego punktu – „tej ścieżki” – pokazanej w innym świetle.
Złoto: oszczędzanie prawdziwych pieniędzy w czasach transformacji
Ta „podróż w czasie”. Ktoś inny ją zredaguje, aby uzyskać wskazówki. To będzie długi proces i mam nadzieję, że przyniesie realną wartość „myślącym umysłom”. Tak jak wielu zaczyna teraz odkrywać, że większość zachodnich koncepcji inwestowania w złoto była błędna od samego początku, tak samo oni również odkryją, że ich obecne (złote) portfele są „nieprzygotowane” na nadchodzącą burzę!
cd
1999-2018/2019 cz2
Typowe wezwania rynkowe zazwyczaj stwierdzają, że z przyczyn fundamentalnych lub technicznych linia trendu powinna zmienić kierunek. Jednak w krótkim okresie, w którym zazwyczaj występują wezwania rynkowe, siły fundamentalne często schodzą na dalszy plan w stosunku do momentum. Zawsze tak było, co utrudnia wyczucie czasu w oparciu o dane fundamentalne. Jednak teraz, bardziej niż kiedykolwiek, wydaje się, że czynniki fundamentalne zajmują ostatnie miejsce.
Generalnie celem prognoz rynkowych jest zysk krótkoterminowy. Z tego powodu w ciągu ostatniego roku branża prognoz rynkowych przesunęła się daleko od analizy fundamentalnej. Nie twierdzę, że nikt nie formułuje prognoz fundamentalnych, ale że wielu autorów newsletterów, którzy zarabiają na życie w ten sposób, mówi dwie zupełnie różne rzeczy, mówiąc co innego.
Z jednej strony mówią: „Płyń z prądem dla zysku”, a z drugiej: „fundamentalnie czeka nas wielka zmiana”. Zatem godzą te dwie odmienne prognozy, wyznaczając granicę między krótkoterminem a długoterminem, granicę, którą będą przesuwać w czasie, aż niespodziewanie i katastrofalnie zderzą się one ze sobą. Wtedy w końcu ogłoszą magiczną moc przewidywania, nawet jeśli ich zwolennicy stracą wszystko.
[...]
Wiele się pisze o tym, jak złoto skorzysta na spadku wartości dolara. Myślę, że jest odwrotnie. To może być tylko różnica semantyczna, ale naprawdę uważam, że złoto jest kluczem! I czuję się zaszczycony, że znalazłem...
Jedyne wyjaśnienie, które ma tak wiele sensu. Wezwanie stulecia, złożone niecałe 12 lat temu, rozbrzmiewa dziś na naszych oczach!
Chodzi o to, że nie formułowali prognoz krótkoterminowych. Nie zajmowali się analizą czasu ani analizą techniczną, lecz analizą fundamentalną na dużą skalę, długoterminową i obejmującą szerszy obraz sytuacji. Jeśli niektóre z ich tekstów brzmiały jak prognozy krótkoterminowe, zazwyczaj było to raczej błędne postrzeganie czytelnika niż intencją autora.
Koncepcje, które wyjaśniali, działały na skalę dekad, a dyskusje dotyczyły ostatecznego końca $IMFS, rozwiązania, ostatecznego wyniku 100-letniego systemu dolara amerykańskiego. Nie chodziło im o zarabianie pieniędzy w systemie, ale o przetrwanie jego nieuchronnego końca.
Faktyczne skupowanie złota (a nie innych metali) przez wielkich graczy nie jest prognozą, to trwa. W 1997 roku nastąpił gwałtowny wzrost! Cena metalu w walucie będzie widoczna dla wszystkich, ponieważ będzie szybko rosła przez bardzo krótki okres (30 dni). Potem tylko handlarze na czarnym rynku i ciemniacy z krajów trzeciego świata zrozumieją jego wartość! Kiedy to nastąpi? Nie mam pojęcia. Czy jest coś, na co można zwrócić uwagę, co powie nam, kiedy zaczną się problemy? Najpierw dolar amerykański i złoto będą rosły razem w stosunku do wszystkich innych aktywów! „Kiedy to się stanie? Nie mam pojęcia”.
Po prostu zalecali pójście w ślady gigantów, kupowanie fizycznego złota przez lata i trzymanie go aż do nieuniknionego końca obecnego systemu. Ich ostateczne prognozy jeszcze się nie spełniły, ale ci, którzy posłuchali ich rad, odnotowali 400% wzrost od 2001 roku. Dla porównania, Dow Jones wzrósł zaledwie o 133% po dwóch załamaniach i czeka go kolejny.
A propos indeksu Dow Jones z 2001 r., która się sprawdziła:
„Za dziesięć lat indeks Dow Jones nie będzie się wiele różnił; istnieje realna możliwość spadku do 5000 punktów.
Załamanie się rynku papierowego złota, którego ośrodkiem jest Londyn, jeszcze nie nastąpiło. Upadek systemu rezerw dolarowych i hiperinflacja dolara amerykańskiego jeszcze nie nastąpiły. Nie nastąpiła również rewaluacja złota do około 30000-55 000 USD za uncję (w przeliczeniu na stałe dolary amerykańskie).
A tak w ogóle, co kryje się za tą liczbą?
Otrzymał to pytanie w 1999 roku, a on odpowiedział, że była to prognoza zaczerpnięta z badania przeprowadzonego w 1988 roku w odpowiedzi na krach giełdowy z 1987 roku. Opierała się ona na założeniu, że dolar amerykański stracił „użycie rezerw”. Oto, co napisał:
Prace te rozpoczęły się w 1988 roku, niedługo po krachu z 1987 roku. Ważne osobistości zadawały bardzo poważne pytania dotyczące chronologii światowego systemu monetarnego.
Oczekiwały długoterminowego, ewolucyjnego raportu, który rozszerzyłby bieżące wydarzenia do formatu rzeczywistego kontekstu. Kontekstu, który można by zrozumieć na wszystkich poziomach ekspozycji ekonomicznej. Innymi słowy, musiał on lepiej wyjaśnić (wówczas) niedawne, nielogiczne wahania w światowej gospodarce i ich wpływ na różne krajowe grupy ekonomiczne.
Ponieważ pytania wynikały z obawy, że gospodarka światowa rzeczywiście się skurczy w przyszłości, przywódcy chcieli wiedzieć, jak zachować jak najwięcej bogactwa w takiej sytuacji. Uważano, że jeśli podstawowe, rozszerzone grupy rodzinne narodu przetrwają taki kryzys, zachowując nienaruszone oszczędności, te narody i ich dzieci będą korzystne dla gospodarki w przyszłości. W efekcie zniwelują możliwość powrotu do mrocznych wieków europejskiej historii. Nasze ramy czasowe sięgały ponad 20 lat. Nie mogę przedstawić pełnego raportu ani jego pełnej, bieżącej analizy.
Skąd wzięła się liczba 30 000 USD. Nie znamy wszystkich szczegółów ani obliczeń, które się na to złożyły, ale przynajmniej wiemy, że była wynikiem badań.
Zawsze chodziło o wielokrotność rewaluacji w ujęciu realnym.
Wskaźnik GOR [złoto-ropa] na poziomie 1000:1
„Jeśli Arabia powie: »Sprzedam ropę po 10 dolarów amerykańskich za baryłkę lub w złocie o wartości 10 000 dolarów«, co Twoim zdaniem się stanie?”
Jak ich „soczewka” pomaga ci czytać dzisiejsze wiadomości? Na przykład te o nowych sankcjach wobec Iranu i niepokojach Europejczyków? Albo te o Chinach i ich decyzji o ustaleniu ceny ropy w juanach?
Łączy je przekonanie, że stanowią one egzystencjalne zagrożenie dla systemu rezerw dolara amerykańskiego. Wynika to z faktu, że wskazują one na odchodzenie od wykorzystywania dolara amerykańskiego w transakcjach poza Stanami Zjednoczonymi. Z pewnością zmierzamy w tym kierunku i takie wydarzenia z pewnością nie sprzyjają dolarowi amerykańskiemu, ale nie są zwiastunem upadku, jak twierdzą niektórzy. Czy są znakiem czasów? Tak. Czy doprowadzą do upadku dolara amerykańskiego? Nie.
To, co wspiera dolara amerykańskiego, będzie przyczyną jego załamania, gdy zostanie on usunięty. Wsparcie to pochodzi z rezerw walutowych dolara amerykańskiego wykorzystywanych w zagranicznym sektorze publicznym oraz jako środka przechowywania wartości w zagranicznym sektorze prywatnym, a nie z jego wykorzystania transakcyjnego.
Istnieje kilka ważnych kwestii, o których należy pamiętać, jeśli chodzi o transakcyjne wykorzystanie dolara amerykańskiego poza Stanami Zjednoczonymi. Po pierwsze, nie potrzebujesz rezerw dolarów amerykańskich, aby kupić coś, co jest wyceniane lub nawet fakturowane w dolarach amerykańskich. Współczesny rynek walutowy umożliwia wymianę dolarów amerykańskich na dowolną główną walutę. Banki międzynarodowe mogą nawet tworzyć dolary amerykańskie z powietrza w swoich bilansach. Nazywa się je eurodolarami.
Po drugie, nawet jeśli coś jest wycenione i sprzedawane za dolary amerykańskie, z jakiegokolwiek powodu, sprzedawca, który otrzymuje dolary amerykańskie, może je równie łatwo wymienić na dowolną potrzebną mu walutę. Zatem to, że coś jest wycenione w dolarach amerykańskich i dolary amerykańskie zmieniają właścicieli, nie oznacza, że prawdziwe dolary amerykańskie „Made in America” były w ogóle potrzebne. Mogły pojawić się w bilansie jako eurodolary i równie szybko zniknąć.
Chodzi o to, że wycena towarów takich jak ropa naftowa w dolarach amerykańskich nie jest tak istotna dla międzynarodowego systemu rezerw dolara amerykańskiego, jak 30 czy 40 lat temu. Nie jest to główny filar wsparcia, a jego usunięcie, choć oczywiście jest znakiem czasów i tego, co się dzieje, nie stanowi zagrożenia dla dolara amerykańskiego, jak niektórzy to przedstawiają. Tak, to ciekawe, ale nie na tym skupiam uwagę. Chyba dobrym sposobem na ujęcie tego jest stwierdzenie, że te historie są raczej skutkiem niż przyczyną tego, co się dzieje.
Poza tym, rynek kontraktów terminowych na ropę naftową ma sens dla gospodarki tak dużej jak Chiny. Pomyślmy o chińskim importerze ropy. Teraz może on zabezpieczyć swoją ekspozycję na cenę ropy bezpośrednio we własnej walucie, przerzucając ryzyko na spekulantów. Wcześniej musiał martwić się o zmiany cen zarówno ropy, jak i dolara amerykańskiego.
Dziś liczy się nie to, co jest wyceniane w dolarach amerykańskich ani to, ile dolarów jest używanych do transakcji, ale to, ile dolarów jest przechowywanych jako rezerwy, oszczędności i majątek. Jeśli kupujesz ropę za dolary amerykańskie, liczy się to, czy sprzedawca przechowuje te dolary jako rezerwy, oszczędności lub majątek. Jeśli wymieni je na inną walutę, której potrzebuje, aby opłacić wydatki, pracowników lub cokolwiek innego, transakcja jest zasadniczo nieistotna dla dolara amerykańskiego.
Piłka, którą obserwuję, to napływ kapitału, czyli kupowanie amerykańskich aktywów przez obcokrajowców. To wszystko, czego potrzeba, aby utrzymać obecny system. Kiedy to się skończy, czeka nas hiperinflacja dolara amerykańskiego. Od 2013 roku zagraniczny sektor publiczny nie rośnie, co oznacza, że zagraniczne banki centralne przestały działać ponad pięć lat temu. Od tego czasu to zagraniczny sektor prywatny kupuje nasze bańki.
To się skończy, gdy rynki się załamią, a ważną częścią mojej teorii jest to, że nie sądzę, aby zagraniczne banki centralne tym razem przejęły inicjatywę, tak jak to miało miejsce w przeszłości. Ta koncepcja opiera się na wielu czynnikach, od trendów, przez oświadczenia, po działania. Uważam, że wydarzenia takie jak europejskie zaniepokojenie sankcjami wobec Iranu, o których wspomniałeś, potwierdzają moją teorię.
W zeszłym roku Ewald Nowotny, prezes austriackiego banku centralnego (OeNB) i członek Rady Prezesów EBC, mówił o wysiłkach Europy mających na celu przeciwdziałanie wykorzystywaniu dolara amerykańskiego przez rząd USA jako broni. Kiedy rynki się załamią, a zagraniczny sektor prywatny przestanie kupować amerykańskie aktywa, dolar amerykański ulegnie dewaluacji. Ta dewaluacja zmusi rząd USA do masowego drukowania pieniędzy, ale jedynym skutkiem będzie przyspieszenie załamania dolara amerykańskiego.
Pytanie brzmi, czy Europa i Chiny będą w stanie wesprzeć dolara amerykańskiego w tym krytycznym momencie między krachem na giełdzie a początkiem dewaluacji dolara. W przeszłości nie mogły pozwolić na upadek dolara bez pociągnięcia za sobą ich samych. Ale dziś są przygotowane i ponieważ podejmują aktywne działania, aby przeciwdziałać agresywnemu wykorzystywaniu przez rząd USA jego wygórowanych przywilejów, nie sądzę, aby szybko sięgnęły po środki, próbując je odbudować.
A to wahanie jest ważne, bo gdy już nastąpi załamanie dolara amerykańskiego, nie będzie już można włożyć kota z powrotem do worka.
Jakie są najważniejsze wydarzenia ostatnich miesięcy/lat w Twoim odczuciu? Na co zwracasz uwagę, czytając wiadomości?
„Bańki na bańkach, na bańkach”
Słyszałem coś na ten temat w wywiadzie, który ostatnio oglądałem. Chyba mówił to Jeffrey Gundlach. Powiedział, że w zasadzie pierwszym sygnałem przełamania bańki spekulacyjnej na rynku jest zazwyczaj jakaś pojedyncza, szalona mania. Jak w przypadku bańki internetowej, był to Pets.com, a teraz Bitcoin. To znak, że coś się zmieniło.
Patrząc przez pryzmat Twojej opinii – na jakim etapie „harmonogramu” dolara amerykańskiego znajdujemy się dzisiaj?
Dla mnie jest jasne, że jesteśmy na samym końcu osi czasu trendu spadkowego dolara amerykańskiego. Jak wspomniałem powyżej, myślę, że „bańka” pękła już rok temu i spodziewam się, że następnym krokiem będzie gwałtowny spadek. Myślę, że ten spadek będzie gwoździem do trumny dolara amerykańskiego.
Jak wyjaśniłem powyżej, to, co wspiera dolara amerykańskiego, wywoła jego załamanie po jego wycofaniu. To wsparcie pochodzi z okresowego połączenia wykorzystania rezerw walutowych dolara amerykańskiego w zagranicznym sektorze publicznym i jego wykorzystania jako środka przechowywania wartości w zagranicznym sektorze prywatnym.
Pozostał jedynie zagraniczny sektor prywatny, który nadal jedynie wspiera dolara amerykańskiego, ponieważ inwestowanie w aktywa amerykańskie jest nadal marginalnie opłacalne. Kiedy inwestowanie w aktywa amerykańskie stanie się nieopłacalne, napływ kapitału zagranicznego ustanie. Nie ma nawet znaczenia, czy w tym momencie odpłynie, ponieważ dolar amerykański wymaga stałego dopływu , więc samo jego zatrzymanie wystarczy, aby zdewaluować dolara.
Widzicie, cały świat jest dziś w systemie płynnego kursu walutowego, od czasu Porozumienia Jamajskiego z 1976 roku. Przez większość tego czasu kurs był niestabilny, ale od 2013 roku jest całkiem czysty. To oznacza, że dolar amerykański również jest płynny. Jednak jego pozycja w systemie płynnego kursu jest wynikiem ciągłego napływu kapitału, co oznacza ciągłe skupowanie dolarów amerykańskich przez cudzoziemców, co trwa nieprzerwanie od 1975 roku.
Odzwierciedla to deficyt handlowy USA. Właśnie tak to widać. Właśnie tak można stwierdzić, że napływa. 44-letni nieprzerwany deficyt handlowy nie powstaje naturalnie. Jest spowodowany napływem kapitału. Napływ kapitału powoduje deficyt handlowy. I przez ponad 44 lata życia z nim dzień w dzień, rząd USA uzależnił się od niego.
To jak woda w akwarium. Rząd USA jest jak ryba, a ciągły deficyt handlowy to woda. Tyle że w dnie akwarium są dziury, więc woda ciągle wycieka. Ale jest też równy dopływ z węża umieszczonego na szczycie akwarium. Kiedy rynki się załamią, ten wąż zostanie zakręcony, a rządowi USA zabraknie im wody.
Gdy rynki zaczną się kręcić, a napływ kapitału ustanie, dolar amerykański straci na wartości, a rząd USA okaże się, że jego obecny budżet nominalny jest niewystarczający nawet na pokrycie najbardziej podstawowych potrzeb. Nie będzie w stanie pożyczać ani więcej opodatkowywać, więc będzie drukować. W tym momencie dolar amerykański przejdzie jedynie dewaluację, nagły spadek do niższego poziomu. Ale kiedy rząd USA zacznie drukować tylko po to, by utrzymać status quo, do którego się uzależnił, dolar znów zacznie tracić na wartości.
Poślizg stanie się zjeżdżalnią, a im więcej drukują, tym szybciej będzie spadać. Tak działa hiperinflacja. Nigdy nie da się drukować wystarczająco dużo, bo drukowanie rodzi więcej drukowania, a nigdy nie da się uciec przed niedźwiedziem.
Myślę, że właśnie w tym momencie znajdujemy się na osi czasu dolara amerykańskiego – na progu wielkiej zmiany. Nie mogę powiedzieć, kiedy to nastąpi, ale wiem, że jest to bardzo spóźnione.
Czy mógłby Pan wyjaśnić, jak będzie wyglądał „następny system finansowy” na podstawie swojej wiedzy? Czym będzie się różnił od dzisiejszego? Czy istnieją jakieś przykłady z historii tego, co ma się wkrótce wydarzyć?
To, co mamy dzisiaj, dla większości wydaje się wszystkim, co kiedykolwiek istniało, ponieważ to wszystko, co znaliśmy. Większość z nas żyła z tym całe życie, więc nawet nie jesteśmy w stanie pojąć, jak absurdalne to jest. Jednak obecny system finansowy jest w rzeczywistości jedynie efektem zmian, które zaszły w latach 70. To była ogromna zmiana w myśleniu, której nie da się tak naprawdę przypisać do jednej konkretnej rzeczy, ale i tak to zrobię. W 1974 roku uchwalono ustawę ERISA, która praktycznie zmieniła system finansowy w to, czym jest dzisiaj.
ERISA to ustawa o zabezpieczeniu dochodów emerytalnych pracowników z 1974 r. (29 USC 1002(5)), która dała początek indywidualnym kontom emerytalnym (IRA), które doprowadziły do powstania kont Roth IRA, SEP IRA, Simple IRA, 401(k) i tak dalej. W zasadzie otworzyła ona wrota Wall Street dla oceanu głupich, pasywnych pieniędzy i od tamtej pory Wall Street nigdy już nie spojrzała wstecz.
Pozwólcie, że podam krótką analogię. W 2003 roku facet o imieniu Chris Moneymaker wygrał World Series of Poker w Las Vegas. Najbardziej niezwykłe w nim było to, że był pierwszą osobą, która wygrała WSOP po zakwalifikowaniu się na stronie pokerowej online. A to zwycięstwo, podobnie jak ustawa ERISA, otworzyło wrota pokera online dla oceanu głupich, pasywnych pieniędzy. Nazwano to „efektem Moneymakera” i dzięki niemu zawodowi pokerzyści stali się bogaci ponad najśmielsze marzenia. Wyciągnięcie pieniędzy z oceanu głupich, „rybich” pieniędzy było łatwiejsze niż kradzież cukierków ze szkółki.
Nie powinienem jednak tak ostro krytykować głupich pieniędzy, bo to pieniądze oszczędnych, a ja jestem oszczędnym. To po prostu głupota, żeby inwestować je w pełne rekinów wody Wall Street, gdzie codziennie zjadają twój lunch i oszukują, jakby to była część gry.
Ważne jest, aby rozróżnić oszczędzających od profesjonalnych inwestorów, traderów i spekulantów. Prawdziwi profesjonaliści byli na Wall Street na długo przed napływem łatwych pieniędzy i będą tam, gdy ich zabraknie. Ale dziś jest też wielu oszczędzających, którzy uważają się za profesjonalnych inwestorów, traderów i spekulantów, ale nie poradziliby sobie w tym bez morza łatwych pieniędzy.
Podobnie jak w pokerze online. Choć był on wielki, było wielu przeciętnych graczy, którzy uważali się za naprawdę dobrych, tylko dlatego, że grało tak wielu słabych. Ale to wszystko skończyło się 15 kwietnia 2011 roku, kiedy zamknięto pokera online w Stanach Zjednoczonych. Nazywają to Czarnym Piątkiem i od tamtej pory poker nie jest już taki sam. Nadal można grać online poza Stanami Zjednoczonymi, ale to już nie to samo, ponieważ łatwe, pasywne, głupie pieniądze zniknęły. Wrota, które otworzyły się w 2003 roku, zamknęły się 15 kwietnia 2011 roku. I to, w metaforycznym skrócie, właśnie tym „następny system finansowy” będzie się różnił od dzisiejszego.
Zapory, które wpuszczają morze pieniędzy biernych oszczędzających do wód Wall Street pełnych rekinów, zostaną zamknięte. Wiele oszczędności zostanie utraconych, ale nowe oszczędności trafią gdzie indziej. Inwestorzy, traderzy i spekulanci nadal będą inwestować, handlować i spekulować, ale będą grać w mniejszym gronie, a ich umiejętności, które prawdopodobnie zanikły w ciągu ostatnich 44 lat, ponownie zostaną wystawione na próbę.
Ale sedno sprawy jest takie, że kiedy ten drań upadnie, wszyscy oszczędzający, którzy wciąż inwestują na Wall Street, będą tak bardzo poparzeni, że nigdy tam nie wrócą. Przynajmniej nie przez kilka pokoleń. A moim zdaniem, oszczędności, czyli pieniądze oszczędzających, stanowią dziś większość systemu finansowego, więc można sobie wyobrazić, jak bardzo będzie on musiał się skurczyć.
Inwestycje pasywne, takie jak ETF-y, prawdopodobnie podupadną i praktycznie znikną. Inwestowanie w nieruchomości będzie nudne i trudne jak kiedyś, więc REIT-y prawdopodobnie pójdą w ślady ETF-ów. Znacznie mniej dzieci będzie studiować finanse na studiach. Rozumiesz, o co chodzi.
Jaką rolę odegra złoto? Jaką rolę odegra euro? Czym różni się to od roli dolara amerykańskiego dzisiaj?
Dziś dolar amerykański jest uważany zarówno za pieniądz, jak i za bogactwo. Zmieni się nasze rozumienie tego, co stanowi bogactwo. Nie będzie już mylone i utożsamiane z koncepcją pieniądza. Piszę o tym teraz i bardzo trudno to teraz wyjaśnić, ponieważ wszyscy wciąż żyją w akwarium dolara amerykańskiego, ale w przyszłości będzie to oczywiste dla każdego. Złoto będzie bogactwem par excellence, a euro po prostu pieniądzem.
„Pieniądze czy bogactwo?”
Rynek fizyczny nie ma wpływu na cenę. Większość ludzi uważa, że rynek papierowego złota musi ostatecznie być podporządkowany rynkowi fizycznemu, ponieważ tak działa w przypadku innych surowców, ale w przypadku złota po prostu tak nie jest. Dzieje się tak, ponieważ złoto różni się nie tylko od innych surowców, ale od wszystkiego. Jest przedmiotem obrotu jak waluta zarządzana przez banki kruszcowe, ale różni się od wszystkich innych walut. Jest uważane za metal szlachetny, ale różni się od wszystkich innych metali szlachetnych, w tym srebra. I jest produkowane jak surowiec, z handlem kontraktami terminowymi i tak dalej, ale różni się od wszystkich innych surowców. Różni się dosłownie od wszystkiego.
Fizyczne złoto w rękach prywatnych (z wyłączeniem złota banków centralnych) jest warte więcej, nawet po dzisiejszych cenach, niż trzykrotność kapitalizacji rynkowej Apple, Microsoftu, Facebooka, Cisco Systems i Volkswagena... razem wziętych! Po cenach „wolnego złota” będzie warte ponad 125-krotność tej łącznej kapitalizacji rynkowej, czyli ponad sześciokrotność kapitalizacji rynkowej wszystkich spółek notowanych na NYSE i NASDAQ razem wziętych, i to przy obecnych wycenach bańki spekulacyjnej. Chodzi o to, że idea złota jako cennego aktywa jest wszystkim, tylko nie reliktem przeszłości. Dla porównania, cóż, tak naprawdę nie ma porównania. To różni się dosłownie od wszystkiego.
Z łoto to nie pieniądz, lecz bogactwo. W tym wpisie szczegółowo wyjaśniłem, że to nie tylko kwestia semantyki. Pisałem osobno o pieniądzach i złocie, argumentując, że złoto nie ma miejsca w systemie monetarnym, nawet w przyszłym systemie monetarnym i że ilekroć złoto trafiało do systemów monetarnych przeszłości, nie było to najlepsze wykorzystanie złota.
I to właśnie plotki o potencjalnych doradcach Trumpa (2017), którzy promowali pomysł powrotu do standardu złota, gdzie uwypukliłem wadę takiego myślenia i stwierdziłem, że powrót złota do systemu monetarnego nie jest rozwiązaniem żadnego problemu. To nawet nie jest poprawa w stosunku do tego, co mamy teraz. To fatalny pomysł.
Pieniądze są w rzeczywistości przeciwieństwem bogactwa, ponieważ równowaga pieniężna wskazuje na brak równowagi na płaszczyźnie fizycznej (rzeczywistego bogactwa). Można je wymieniać – pieniądze na bogactwo, a bogactwo na pieniądze – ale to nie to samo. Są przeciwieństwami, jak materia i antymateria.
Dług, a nie pieniądze, jest przeciwieństwem bogactwa, nie ma większego sensu, ponieważ dług jest po prostu ujemnym saldem pieniężnym na płaszczyźnie monetarnej i można go umorzyć lub spłacić w obrębie tej jednej płaszczyzny.
Zarówno pieniądze, jak i bogactwo odgrywają ważną rolę w naszym życiu, są to po prostu różne role. Nie jest krytyką współczesnego pieniądza. Współczesny pieniądz jest dobry. Wszyscy potrzebujemy pieniędzy. A posiadanie sprawnego międzynarodowego systemu monetarnego, takiego jak dzisiaj, to ogromna poprawa w porównaniu z jego brakiem. Problemem jest trzymanie pieniędzy (i sald finansowych) i myślenie, że to bogactwo. To właśnie takie myślenie się zmieni, a nie pieniądze, więc uważajcie na tych, którzy próbują naprawić współczesny pieniądz, przywracając standard złota. To standard złota, a nie samo złoto, jest reliktem przeszłości.
Pieniądze będą więc takie same jak dzisiaj – głównie kredytowe, denominowane w czysto symbolicznej jednostce, takiej jak dolar amerykański czy euro. Dolar amerykański znacznie stracił na wartości, a euro pomoże zniwelować tę różnicę. Większość dzisiejszych problemów z euro i jego krytyki wynikają w rzeczywistości z obecnego systemu, Międzynarodowego Systemu Monetarnego i Finansowego ($IMFS) opartego na dolarze amerykańskim, akwarium, w którym pływa nawet euro. Po uwolnieniu się od $IMFS euro stanie się pieniądzem par excellence. Powodem jest przede wszystkim jego struktura zarządzania.
Powodem, dla którego wypowiadam się pozytywnie o euro, jest to, że niezależnie od tego, jak jest ono obecnie wykorzystywane, zostało pomyślane i skonstruowane, aby połączyć koniec systemu rezerw opartych na dolarze amerykańskim z kolejnym. Jego projekt, jego architektura, nie tylko pozwoli mu przetrwać transformację, ale także rozkwitnąć w ramach kolejnego systemu.
W swoim słynnym przemówieniu z okazji otrzymania Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego w Akwizgranie za euro w 2002 roku Wim Duisenberg powiedział: „To pierwsza waluta, która nie tylko zerwała więź ze złotem, ale także więź z państwem narodowym”. Widzicie, euro rozwiązało dwa problemy. Zerwało powiązanie z paradoksem Triffina w kontekście międzynarodowym. Zerwano powiązanie pieniądza z funkcją rezerwy bogactwa.
Walutą zarządza jeden kraj. To dwa największe problemy dolara amerykańskiego, a projekt euro je rozwiązał.
Czy jest podatny na wpływy polityczne? Oczywiście, że tak. Ale jest walutą wielu bardzo różnych krajów i dlatego jego podatność na wpływy polityczne jest w rzeczywistości zaletą, a nie wadą. „Dolarem rządzi tylko jeden kraj. Oznacza to, że w dyskusjach politycznych brana jest pod uwagę tylko jedna gospodarka – Stany Zjednoczone. Zarządzanie stopami procentowymi, inflacją, wartością dolara i interwencje kryzysowe są zatem motywowane politycznie, by przynieść korzyści jednej grupie światowej, ponownie Amerykanom. Widzieliśmy w mediach, jak to depcze po piętach innym grupom geopolitycznym (krajom).
Z drugiej strony, euro będzie wykorzystywać zupełnie inną strukturę zarządzania konsensusem. Będzie ono zarządzane przez wiele krajów o ewidentnie sprzecznych potrzebach. Ta właśnie słabość, tak dobrze udokumentowana przez analityków, jest „główną” siłą, która przyczyni się do popularności euro, z czasem będzie on podlegał wpływom wielu kultur, w tym „otwartego rynku” „wycena złota”.
Pieniądze będą więc takie same jak dzisiaj: łatwe. Łatwe pieniądze, a nie twarde. Nie potrzebujemy twardych pieniędzy. Twarde pieniądze są złe. Są złe dla gospodarki i dla dłużników. Wydaje się, że oszczędzający (i maniacy złota) chcą twardych pieniędzy, ale po pewnym czasie te systemy twardych pieniędzy kończą się albo łzami, albo rozlewem krwi dla oszczędzających, ponieważ po raz kolejny porzucamy twarde pieniądze. To się powtarza w historii.
„Wolny przepływ złota” rozwiązuje ten problem i raz na zawsze kończy z Dniem Świstaka powtarzanie systemów łatwego i trudnego pieniądza. Rolą, jaką złoto będzie odgrywać, będzie rezerwa bogactwa par excellence.
Nie oznacza to, że złoto będzie definicją bogactwa, ale stanie się jego głównym odpowiednikiem. A przy odpowiednio wysokiej cenie będzie go pod dostatkiem, by spełnić tę rolę.
Jak to osiągnąć? Skąd wiemy, że nie zajmie to kolejnych 20 lat?
Myślę, że jesteśmy blisko. Myślę, że już prawie jesteśmy u celu. Jak powiedziałem, myślę, że dobry krach giełdowy, taki jak w 2008 roku, załatwi sprawę. Zacząłem w 2008 roku, tuż przed krachem, i myślałem, że to już koniec. Nadal myślę, że tak by było, gdyby ktoś nie uratował sytuacji i nie był to Hank Paulson.
Musiał to być zagraniczny bank centralny, który wkroczył i podtrzymał sytuację. Myślę, że to prawdopodobnie BIS, działając za pośrednictwem Chin, zdecydował się zyskać trochę czasu w 2008 roku. Jeśli spojrzeć na historyczne dane TIC, tempo akumulacji dolara amerykańskiego w Chinach wzrosło o 440% w połowie 2008 roku w porównaniu z poprzednimi 6,5 roku od momentu przystąpienia Chin do WTO. Zaczęło się to w samym środku globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku, ale nie sądzę, żebyśmy byli świadkami powtórki tej „oszczędności kija” w następnym.
Jak więc to osiągnąć? Myślę, że to będzie ciąg niekontrolowanych zdarzeń, które rozpoczną się od krachu na giełdzie, który może nastąpić w każdej chwili. Może to być coś innego, ale cokolwiek to będzie, myślę, że punkt końcowy jest ten sam.
Generalnie celem prognoz rynkowych jest zysk krótkoterminowy. Z tego powodu w ciągu ostatniego roku branża prognoz rynkowych przesunęła się daleko od analizy fundamentalnej. Nie twierdzę, że nikt nie formułuje prognoz fundamentalnych, ale że wielu autorów newsletterów, którzy zarabiają na życie w ten sposób, mówi dwie zupełnie różne rzeczy, mówiąc co innego.
Z jednej strony mówią: „Płyń z prądem dla zysku”, a z drugiej: „fundamentalnie czeka nas wielka zmiana”. Zatem godzą te dwie odmienne prognozy, wyznaczając granicę między krótkoterminem a długoterminem, granicę, którą będą przesuwać w czasie, aż niespodziewanie i katastrofalnie zderzą się one ze sobą. Wtedy w końcu ogłoszą magiczną moc przewidywania, nawet jeśli ich zwolennicy stracą wszystko.
[...]
Wiele się pisze o tym, jak złoto skorzysta na spadku wartości dolara. Myślę, że jest odwrotnie. To może być tylko różnica semantyczna, ale naprawdę uważam, że złoto jest kluczem! I czuję się zaszczycony, że znalazłem...
Jedyne wyjaśnienie, które ma tak wiele sensu. Wezwanie stulecia, złożone niecałe 12 lat temu, rozbrzmiewa dziś na naszych oczach!
Chodzi o to, że nie formułowali prognoz krótkoterminowych. Nie zajmowali się analizą czasu ani analizą techniczną, lecz analizą fundamentalną na dużą skalę, długoterminową i obejmującą szerszy obraz sytuacji. Jeśli niektóre z ich tekstów brzmiały jak prognozy krótkoterminowe, zazwyczaj było to raczej błędne postrzeganie czytelnika niż intencją autora.
Koncepcje, które wyjaśniali, działały na skalę dekad, a dyskusje dotyczyły ostatecznego końca $IMFS, rozwiązania, ostatecznego wyniku 100-letniego systemu dolara amerykańskiego. Nie chodziło im o zarabianie pieniędzy w systemie, ale o przetrwanie jego nieuchronnego końca.
Faktyczne skupowanie złota (a nie innych metali) przez wielkich graczy nie jest prognozą, to trwa. W 1997 roku nastąpił gwałtowny wzrost! Cena metalu w walucie będzie widoczna dla wszystkich, ponieważ będzie szybko rosła przez bardzo krótki okres (30 dni). Potem tylko handlarze na czarnym rynku i ciemniacy z krajów trzeciego świata zrozumieją jego wartość! Kiedy to nastąpi? Nie mam pojęcia. Czy jest coś, na co można zwrócić uwagę, co powie nam, kiedy zaczną się problemy? Najpierw dolar amerykański i złoto będą rosły razem w stosunku do wszystkich innych aktywów! „Kiedy to się stanie? Nie mam pojęcia”.
Po prostu zalecali pójście w ślady gigantów, kupowanie fizycznego złota przez lata i trzymanie go aż do nieuniknionego końca obecnego systemu. Ich ostateczne prognozy jeszcze się nie spełniły, ale ci, którzy posłuchali ich rad, odnotowali 400% wzrost od 2001 roku. Dla porównania, Dow Jones wzrósł zaledwie o 133% po dwóch załamaniach i czeka go kolejny.
A propos indeksu Dow Jones z 2001 r., która się sprawdziła:
„Za dziesięć lat indeks Dow Jones nie będzie się wiele różnił; istnieje realna możliwość spadku do 5000 punktów.
Załamanie się rynku papierowego złota, którego ośrodkiem jest Londyn, jeszcze nie nastąpiło. Upadek systemu rezerw dolarowych i hiperinflacja dolara amerykańskiego jeszcze nie nastąpiły. Nie nastąpiła również rewaluacja złota do około 30000-55 000 USD za uncję (w przeliczeniu na stałe dolary amerykańskie).
A tak w ogóle, co kryje się za tą liczbą?
Otrzymał to pytanie w 1999 roku, a on odpowiedział, że była to prognoza zaczerpnięta z badania przeprowadzonego w 1988 roku w odpowiedzi na krach giełdowy z 1987 roku. Opierała się ona na założeniu, że dolar amerykański stracił „użycie rezerw”. Oto, co napisał:
Prace te rozpoczęły się w 1988 roku, niedługo po krachu z 1987 roku. Ważne osobistości zadawały bardzo poważne pytania dotyczące chronologii światowego systemu monetarnego.
Oczekiwały długoterminowego, ewolucyjnego raportu, który rozszerzyłby bieżące wydarzenia do formatu rzeczywistego kontekstu. Kontekstu, który można by zrozumieć na wszystkich poziomach ekspozycji ekonomicznej. Innymi słowy, musiał on lepiej wyjaśnić (wówczas) niedawne, nielogiczne wahania w światowej gospodarce i ich wpływ na różne krajowe grupy ekonomiczne.
Ponieważ pytania wynikały z obawy, że gospodarka światowa rzeczywiście się skurczy w przyszłości, przywódcy chcieli wiedzieć, jak zachować jak najwięcej bogactwa w takiej sytuacji. Uważano, że jeśli podstawowe, rozszerzone grupy rodzinne narodu przetrwają taki kryzys, zachowując nienaruszone oszczędności, te narody i ich dzieci będą korzystne dla gospodarki w przyszłości. W efekcie zniwelują możliwość powrotu do mrocznych wieków europejskiej historii. Nasze ramy czasowe sięgały ponad 20 lat. Nie mogę przedstawić pełnego raportu ani jego pełnej, bieżącej analizy.
Skąd wzięła się liczba 30 000 USD. Nie znamy wszystkich szczegółów ani obliczeń, które się na to złożyły, ale przynajmniej wiemy, że była wynikiem badań.
Zawsze chodziło o wielokrotność rewaluacji w ujęciu realnym.
Wskaźnik GOR [złoto-ropa] na poziomie 1000:1
„Jeśli Arabia powie: »Sprzedam ropę po 10 dolarów amerykańskich za baryłkę lub w złocie o wartości 10 000 dolarów«, co Twoim zdaniem się stanie?”
Jak ich „soczewka” pomaga ci czytać dzisiejsze wiadomości? Na przykład te o nowych sankcjach wobec Iranu i niepokojach Europejczyków? Albo te o Chinach i ich decyzji o ustaleniu ceny ropy w juanach?
Łączy je przekonanie, że stanowią one egzystencjalne zagrożenie dla systemu rezerw dolara amerykańskiego. Wynika to z faktu, że wskazują one na odchodzenie od wykorzystywania dolara amerykańskiego w transakcjach poza Stanami Zjednoczonymi. Z pewnością zmierzamy w tym kierunku i takie wydarzenia z pewnością nie sprzyjają dolarowi amerykańskiemu, ale nie są zwiastunem upadku, jak twierdzą niektórzy. Czy są znakiem czasów? Tak. Czy doprowadzą do upadku dolara amerykańskiego? Nie.
To, co wspiera dolara amerykańskiego, będzie przyczyną jego załamania, gdy zostanie on usunięty. Wsparcie to pochodzi z rezerw walutowych dolara amerykańskiego wykorzystywanych w zagranicznym sektorze publicznym oraz jako środka przechowywania wartości w zagranicznym sektorze prywatnym, a nie z jego wykorzystania transakcyjnego.
Istnieje kilka ważnych kwestii, o których należy pamiętać, jeśli chodzi o transakcyjne wykorzystanie dolara amerykańskiego poza Stanami Zjednoczonymi. Po pierwsze, nie potrzebujesz rezerw dolarów amerykańskich, aby kupić coś, co jest wyceniane lub nawet fakturowane w dolarach amerykańskich. Współczesny rynek walutowy umożliwia wymianę dolarów amerykańskich na dowolną główną walutę. Banki międzynarodowe mogą nawet tworzyć dolary amerykańskie z powietrza w swoich bilansach. Nazywa się je eurodolarami.
Po drugie, nawet jeśli coś jest wycenione i sprzedawane za dolary amerykańskie, z jakiegokolwiek powodu, sprzedawca, który otrzymuje dolary amerykańskie, może je równie łatwo wymienić na dowolną potrzebną mu walutę. Zatem to, że coś jest wycenione w dolarach amerykańskich i dolary amerykańskie zmieniają właścicieli, nie oznacza, że prawdziwe dolary amerykańskie „Made in America” były w ogóle potrzebne. Mogły pojawić się w bilansie jako eurodolary i równie szybko zniknąć.
Chodzi o to, że wycena towarów takich jak ropa naftowa w dolarach amerykańskich nie jest tak istotna dla międzynarodowego systemu rezerw dolara amerykańskiego, jak 30 czy 40 lat temu. Nie jest to główny filar wsparcia, a jego usunięcie, choć oczywiście jest znakiem czasów i tego, co się dzieje, nie stanowi zagrożenia dla dolara amerykańskiego, jak niektórzy to przedstawiają. Tak, to ciekawe, ale nie na tym skupiam uwagę. Chyba dobrym sposobem na ujęcie tego jest stwierdzenie, że te historie są raczej skutkiem niż przyczyną tego, co się dzieje.
Poza tym, rynek kontraktów terminowych na ropę naftową ma sens dla gospodarki tak dużej jak Chiny. Pomyślmy o chińskim importerze ropy. Teraz może on zabezpieczyć swoją ekspozycję na cenę ropy bezpośrednio we własnej walucie, przerzucając ryzyko na spekulantów. Wcześniej musiał martwić się o zmiany cen zarówno ropy, jak i dolara amerykańskiego.
Dziś liczy się nie to, co jest wyceniane w dolarach amerykańskich ani to, ile dolarów jest używanych do transakcji, ale to, ile dolarów jest przechowywanych jako rezerwy, oszczędności i majątek. Jeśli kupujesz ropę za dolary amerykańskie, liczy się to, czy sprzedawca przechowuje te dolary jako rezerwy, oszczędności lub majątek. Jeśli wymieni je na inną walutę, której potrzebuje, aby opłacić wydatki, pracowników lub cokolwiek innego, transakcja jest zasadniczo nieistotna dla dolara amerykańskiego.
Piłka, którą obserwuję, to napływ kapitału, czyli kupowanie amerykańskich aktywów przez obcokrajowców. To wszystko, czego potrzeba, aby utrzymać obecny system. Kiedy to się skończy, czeka nas hiperinflacja dolara amerykańskiego. Od 2013 roku zagraniczny sektor publiczny nie rośnie, co oznacza, że zagraniczne banki centralne przestały działać ponad pięć lat temu. Od tego czasu to zagraniczny sektor prywatny kupuje nasze bańki.
To się skończy, gdy rynki się załamią, a ważną częścią mojej teorii jest to, że nie sądzę, aby zagraniczne banki centralne tym razem przejęły inicjatywę, tak jak to miało miejsce w przeszłości. Ta koncepcja opiera się na wielu czynnikach, od trendów, przez oświadczenia, po działania. Uważam, że wydarzenia takie jak europejskie zaniepokojenie sankcjami wobec Iranu, o których wspomniałeś, potwierdzają moją teorię.
W zeszłym roku Ewald Nowotny, prezes austriackiego banku centralnego (OeNB) i członek Rady Prezesów EBC, mówił o wysiłkach Europy mających na celu przeciwdziałanie wykorzystywaniu dolara amerykańskiego przez rząd USA jako broni. Kiedy rynki się załamią, a zagraniczny sektor prywatny przestanie kupować amerykańskie aktywa, dolar amerykański ulegnie dewaluacji. Ta dewaluacja zmusi rząd USA do masowego drukowania pieniędzy, ale jedynym skutkiem będzie przyspieszenie załamania dolara amerykańskiego.
Pytanie brzmi, czy Europa i Chiny będą w stanie wesprzeć dolara amerykańskiego w tym krytycznym momencie między krachem na giełdzie a początkiem dewaluacji dolara. W przeszłości nie mogły pozwolić na upadek dolara bez pociągnięcia za sobą ich samych. Ale dziś są przygotowane i ponieważ podejmują aktywne działania, aby przeciwdziałać agresywnemu wykorzystywaniu przez rząd USA jego wygórowanych przywilejów, nie sądzę, aby szybko sięgnęły po środki, próbując je odbudować.
A to wahanie jest ważne, bo gdy już nastąpi załamanie dolara amerykańskiego, nie będzie już można włożyć kota z powrotem do worka.
Jakie są najważniejsze wydarzenia ostatnich miesięcy/lat w Twoim odczuciu? Na co zwracasz uwagę, czytając wiadomości?
„Bańki na bańkach, na bańkach”
Słyszałem coś na ten temat w wywiadzie, który ostatnio oglądałem. Chyba mówił to Jeffrey Gundlach. Powiedział, że w zasadzie pierwszym sygnałem przełamania bańki spekulacyjnej na rynku jest zazwyczaj jakaś pojedyncza, szalona mania. Jak w przypadku bańki internetowej, był to Pets.com, a teraz Bitcoin. To znak, że coś się zmieniło.
Patrząc przez pryzmat Twojej opinii – na jakim etapie „harmonogramu” dolara amerykańskiego znajdujemy się dzisiaj?
Dla mnie jest jasne, że jesteśmy na samym końcu osi czasu trendu spadkowego dolara amerykańskiego. Jak wspomniałem powyżej, myślę, że „bańka” pękła już rok temu i spodziewam się, że następnym krokiem będzie gwałtowny spadek. Myślę, że ten spadek będzie gwoździem do trumny dolara amerykańskiego.
Jak wyjaśniłem powyżej, to, co wspiera dolara amerykańskiego, wywoła jego załamanie po jego wycofaniu. To wsparcie pochodzi z okresowego połączenia wykorzystania rezerw walutowych dolara amerykańskiego w zagranicznym sektorze publicznym i jego wykorzystania jako środka przechowywania wartości w zagranicznym sektorze prywatnym.
Pozostał jedynie zagraniczny sektor prywatny, który nadal jedynie wspiera dolara amerykańskiego, ponieważ inwestowanie w aktywa amerykańskie jest nadal marginalnie opłacalne. Kiedy inwestowanie w aktywa amerykańskie stanie się nieopłacalne, napływ kapitału zagranicznego ustanie. Nie ma nawet znaczenia, czy w tym momencie odpłynie, ponieważ dolar amerykański wymaga stałego dopływu , więc samo jego zatrzymanie wystarczy, aby zdewaluować dolara.
Widzicie, cały świat jest dziś w systemie płynnego kursu walutowego, od czasu Porozumienia Jamajskiego z 1976 roku. Przez większość tego czasu kurs był niestabilny, ale od 2013 roku jest całkiem czysty. To oznacza, że dolar amerykański również jest płynny. Jednak jego pozycja w systemie płynnego kursu jest wynikiem ciągłego napływu kapitału, co oznacza ciągłe skupowanie dolarów amerykańskich przez cudzoziemców, co trwa nieprzerwanie od 1975 roku.
Odzwierciedla to deficyt handlowy USA. Właśnie tak to widać. Właśnie tak można stwierdzić, że napływa. 44-letni nieprzerwany deficyt handlowy nie powstaje naturalnie. Jest spowodowany napływem kapitału. Napływ kapitału powoduje deficyt handlowy. I przez ponad 44 lata życia z nim dzień w dzień, rząd USA uzależnił się od niego.
To jak woda w akwarium. Rząd USA jest jak ryba, a ciągły deficyt handlowy to woda. Tyle że w dnie akwarium są dziury, więc woda ciągle wycieka. Ale jest też równy dopływ z węża umieszczonego na szczycie akwarium. Kiedy rynki się załamią, ten wąż zostanie zakręcony, a rządowi USA zabraknie im wody.
Gdy rynki zaczną się kręcić, a napływ kapitału ustanie, dolar amerykański straci na wartości, a rząd USA okaże się, że jego obecny budżet nominalny jest niewystarczający nawet na pokrycie najbardziej podstawowych potrzeb. Nie będzie w stanie pożyczać ani więcej opodatkowywać, więc będzie drukować. W tym momencie dolar amerykański przejdzie jedynie dewaluację, nagły spadek do niższego poziomu. Ale kiedy rząd USA zacznie drukować tylko po to, by utrzymać status quo, do którego się uzależnił, dolar znów zacznie tracić na wartości.
Poślizg stanie się zjeżdżalnią, a im więcej drukują, tym szybciej będzie spadać. Tak działa hiperinflacja. Nigdy nie da się drukować wystarczająco dużo, bo drukowanie rodzi więcej drukowania, a nigdy nie da się uciec przed niedźwiedziem.
Myślę, że właśnie w tym momencie znajdujemy się na osi czasu dolara amerykańskiego – na progu wielkiej zmiany. Nie mogę powiedzieć, kiedy to nastąpi, ale wiem, że jest to bardzo spóźnione.
Czy mógłby Pan wyjaśnić, jak będzie wyglądał „następny system finansowy” na podstawie swojej wiedzy? Czym będzie się różnił od dzisiejszego? Czy istnieją jakieś przykłady z historii tego, co ma się wkrótce wydarzyć?
To, co mamy dzisiaj, dla większości wydaje się wszystkim, co kiedykolwiek istniało, ponieważ to wszystko, co znaliśmy. Większość z nas żyła z tym całe życie, więc nawet nie jesteśmy w stanie pojąć, jak absurdalne to jest. Jednak obecny system finansowy jest w rzeczywistości jedynie efektem zmian, które zaszły w latach 70. To była ogromna zmiana w myśleniu, której nie da się tak naprawdę przypisać do jednej konkretnej rzeczy, ale i tak to zrobię. W 1974 roku uchwalono ustawę ERISA, która praktycznie zmieniła system finansowy w to, czym jest dzisiaj.
ERISA to ustawa o zabezpieczeniu dochodów emerytalnych pracowników z 1974 r. (29 USC 1002(5)), która dała początek indywidualnym kontom emerytalnym (IRA), które doprowadziły do powstania kont Roth IRA, SEP IRA, Simple IRA, 401(k) i tak dalej. W zasadzie otworzyła ona wrota Wall Street dla oceanu głupich, pasywnych pieniędzy i od tamtej pory Wall Street nigdy już nie spojrzała wstecz.
Pozwólcie, że podam krótką analogię. W 2003 roku facet o imieniu Chris Moneymaker wygrał World Series of Poker w Las Vegas. Najbardziej niezwykłe w nim było to, że był pierwszą osobą, która wygrała WSOP po zakwalifikowaniu się na stronie pokerowej online. A to zwycięstwo, podobnie jak ustawa ERISA, otworzyło wrota pokera online dla oceanu głupich, pasywnych pieniędzy. Nazwano to „efektem Moneymakera” i dzięki niemu zawodowi pokerzyści stali się bogaci ponad najśmielsze marzenia. Wyciągnięcie pieniędzy z oceanu głupich, „rybich” pieniędzy było łatwiejsze niż kradzież cukierków ze szkółki.
Nie powinienem jednak tak ostro krytykować głupich pieniędzy, bo to pieniądze oszczędnych, a ja jestem oszczędnym. To po prostu głupota, żeby inwestować je w pełne rekinów wody Wall Street, gdzie codziennie zjadają twój lunch i oszukują, jakby to była część gry.
Ważne jest, aby rozróżnić oszczędzających od profesjonalnych inwestorów, traderów i spekulantów. Prawdziwi profesjonaliści byli na Wall Street na długo przed napływem łatwych pieniędzy i będą tam, gdy ich zabraknie. Ale dziś jest też wielu oszczędzających, którzy uważają się za profesjonalnych inwestorów, traderów i spekulantów, ale nie poradziliby sobie w tym bez morza łatwych pieniędzy.
Podobnie jak w pokerze online. Choć był on wielki, było wielu przeciętnych graczy, którzy uważali się za naprawdę dobrych, tylko dlatego, że grało tak wielu słabych. Ale to wszystko skończyło się 15 kwietnia 2011 roku, kiedy zamknięto pokera online w Stanach Zjednoczonych. Nazywają to Czarnym Piątkiem i od tamtej pory poker nie jest już taki sam. Nadal można grać online poza Stanami Zjednoczonymi, ale to już nie to samo, ponieważ łatwe, pasywne, głupie pieniądze zniknęły. Wrota, które otworzyły się w 2003 roku, zamknęły się 15 kwietnia 2011 roku. I to, w metaforycznym skrócie, właśnie tym „następny system finansowy” będzie się różnił od dzisiejszego.
Zapory, które wpuszczają morze pieniędzy biernych oszczędzających do wód Wall Street pełnych rekinów, zostaną zamknięte. Wiele oszczędności zostanie utraconych, ale nowe oszczędności trafią gdzie indziej. Inwestorzy, traderzy i spekulanci nadal będą inwestować, handlować i spekulować, ale będą grać w mniejszym gronie, a ich umiejętności, które prawdopodobnie zanikły w ciągu ostatnich 44 lat, ponownie zostaną wystawione na próbę.
Ale sedno sprawy jest takie, że kiedy ten drań upadnie, wszyscy oszczędzający, którzy wciąż inwestują na Wall Street, będą tak bardzo poparzeni, że nigdy tam nie wrócą. Przynajmniej nie przez kilka pokoleń. A moim zdaniem, oszczędności, czyli pieniądze oszczędzających, stanowią dziś większość systemu finansowego, więc można sobie wyobrazić, jak bardzo będzie on musiał się skurczyć.
Inwestycje pasywne, takie jak ETF-y, prawdopodobnie podupadną i praktycznie znikną. Inwestowanie w nieruchomości będzie nudne i trudne jak kiedyś, więc REIT-y prawdopodobnie pójdą w ślady ETF-ów. Znacznie mniej dzieci będzie studiować finanse na studiach. Rozumiesz, o co chodzi.
Jaką rolę odegra złoto? Jaką rolę odegra euro? Czym różni się to od roli dolara amerykańskiego dzisiaj?
Dziś dolar amerykański jest uważany zarówno za pieniądz, jak i za bogactwo. Zmieni się nasze rozumienie tego, co stanowi bogactwo. Nie będzie już mylone i utożsamiane z koncepcją pieniądza. Piszę o tym teraz i bardzo trudno to teraz wyjaśnić, ponieważ wszyscy wciąż żyją w akwarium dolara amerykańskiego, ale w przyszłości będzie to oczywiste dla każdego. Złoto będzie bogactwem par excellence, a euro po prostu pieniądzem.
„Pieniądze czy bogactwo?”
Rynek fizyczny nie ma wpływu na cenę. Większość ludzi uważa, że rynek papierowego złota musi ostatecznie być podporządkowany rynkowi fizycznemu, ponieważ tak działa w przypadku innych surowców, ale w przypadku złota po prostu tak nie jest. Dzieje się tak, ponieważ złoto różni się nie tylko od innych surowców, ale od wszystkiego. Jest przedmiotem obrotu jak waluta zarządzana przez banki kruszcowe, ale różni się od wszystkich innych walut. Jest uważane za metal szlachetny, ale różni się od wszystkich innych metali szlachetnych, w tym srebra. I jest produkowane jak surowiec, z handlem kontraktami terminowymi i tak dalej, ale różni się od wszystkich innych surowców. Różni się dosłownie od wszystkiego.
Fizyczne złoto w rękach prywatnych (z wyłączeniem złota banków centralnych) jest warte więcej, nawet po dzisiejszych cenach, niż trzykrotność kapitalizacji rynkowej Apple, Microsoftu, Facebooka, Cisco Systems i Volkswagena... razem wziętych! Po cenach „wolnego złota” będzie warte ponad 125-krotność tej łącznej kapitalizacji rynkowej, czyli ponad sześciokrotność kapitalizacji rynkowej wszystkich spółek notowanych na NYSE i NASDAQ razem wziętych, i to przy obecnych wycenach bańki spekulacyjnej. Chodzi o to, że idea złota jako cennego aktywa jest wszystkim, tylko nie reliktem przeszłości. Dla porównania, cóż, tak naprawdę nie ma porównania. To różni się dosłownie od wszystkiego.
Z łoto to nie pieniądz, lecz bogactwo. W tym wpisie szczegółowo wyjaśniłem, że to nie tylko kwestia semantyki. Pisałem osobno o pieniądzach i złocie, argumentując, że złoto nie ma miejsca w systemie monetarnym, nawet w przyszłym systemie monetarnym i że ilekroć złoto trafiało do systemów monetarnych przeszłości, nie było to najlepsze wykorzystanie złota.
I to właśnie plotki o potencjalnych doradcach Trumpa (2017), którzy promowali pomysł powrotu do standardu złota, gdzie uwypukliłem wadę takiego myślenia i stwierdziłem, że powrót złota do systemu monetarnego nie jest rozwiązaniem żadnego problemu. To nawet nie jest poprawa w stosunku do tego, co mamy teraz. To fatalny pomysł.
Pieniądze są w rzeczywistości przeciwieństwem bogactwa, ponieważ równowaga pieniężna wskazuje na brak równowagi na płaszczyźnie fizycznej (rzeczywistego bogactwa). Można je wymieniać – pieniądze na bogactwo, a bogactwo na pieniądze – ale to nie to samo. Są przeciwieństwami, jak materia i antymateria.
Dług, a nie pieniądze, jest przeciwieństwem bogactwa, nie ma większego sensu, ponieważ dług jest po prostu ujemnym saldem pieniężnym na płaszczyźnie monetarnej i można go umorzyć lub spłacić w obrębie tej jednej płaszczyzny.
Zarówno pieniądze, jak i bogactwo odgrywają ważną rolę w naszym życiu, są to po prostu różne role. Nie jest krytyką współczesnego pieniądza. Współczesny pieniądz jest dobry. Wszyscy potrzebujemy pieniędzy. A posiadanie sprawnego międzynarodowego systemu monetarnego, takiego jak dzisiaj, to ogromna poprawa w porównaniu z jego brakiem. Problemem jest trzymanie pieniędzy (i sald finansowych) i myślenie, że to bogactwo. To właśnie takie myślenie się zmieni, a nie pieniądze, więc uważajcie na tych, którzy próbują naprawić współczesny pieniądz, przywracając standard złota. To standard złota, a nie samo złoto, jest reliktem przeszłości.
Pieniądze będą więc takie same jak dzisiaj – głównie kredytowe, denominowane w czysto symbolicznej jednostce, takiej jak dolar amerykański czy euro. Dolar amerykański znacznie stracił na wartości, a euro pomoże zniwelować tę różnicę. Większość dzisiejszych problemów z euro i jego krytyki wynikają w rzeczywistości z obecnego systemu, Międzynarodowego Systemu Monetarnego i Finansowego ($IMFS) opartego na dolarze amerykańskim, akwarium, w którym pływa nawet euro. Po uwolnieniu się od $IMFS euro stanie się pieniądzem par excellence. Powodem jest przede wszystkim jego struktura zarządzania.
Powodem, dla którego wypowiadam się pozytywnie o euro, jest to, że niezależnie od tego, jak jest ono obecnie wykorzystywane, zostało pomyślane i skonstruowane, aby połączyć koniec systemu rezerw opartych na dolarze amerykańskim z kolejnym. Jego projekt, jego architektura, nie tylko pozwoli mu przetrwać transformację, ale także rozkwitnąć w ramach kolejnego systemu.
W swoim słynnym przemówieniu z okazji otrzymania Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego w Akwizgranie za euro w 2002 roku Wim Duisenberg powiedział: „To pierwsza waluta, która nie tylko zerwała więź ze złotem, ale także więź z państwem narodowym”. Widzicie, euro rozwiązało dwa problemy. Zerwało powiązanie z paradoksem Triffina w kontekście międzynarodowym. Zerwano powiązanie pieniądza z funkcją rezerwy bogactwa.
Walutą zarządza jeden kraj. To dwa największe problemy dolara amerykańskiego, a projekt euro je rozwiązał.
Czy jest podatny na wpływy polityczne? Oczywiście, że tak. Ale jest walutą wielu bardzo różnych krajów i dlatego jego podatność na wpływy polityczne jest w rzeczywistości zaletą, a nie wadą. „Dolarem rządzi tylko jeden kraj. Oznacza to, że w dyskusjach politycznych brana jest pod uwagę tylko jedna gospodarka – Stany Zjednoczone. Zarządzanie stopami procentowymi, inflacją, wartością dolara i interwencje kryzysowe są zatem motywowane politycznie, by przynieść korzyści jednej grupie światowej, ponownie Amerykanom. Widzieliśmy w mediach, jak to depcze po piętach innym grupom geopolitycznym (krajom).
Z drugiej strony, euro będzie wykorzystywać zupełnie inną strukturę zarządzania konsensusem. Będzie ono zarządzane przez wiele krajów o ewidentnie sprzecznych potrzebach. Ta właśnie słabość, tak dobrze udokumentowana przez analityków, jest „główną” siłą, która przyczyni się do popularności euro, z czasem będzie on podlegał wpływom wielu kultur, w tym „otwartego rynku” „wycena złota”.
Pieniądze będą więc takie same jak dzisiaj: łatwe. Łatwe pieniądze, a nie twarde. Nie potrzebujemy twardych pieniędzy. Twarde pieniądze są złe. Są złe dla gospodarki i dla dłużników. Wydaje się, że oszczędzający (i maniacy złota) chcą twardych pieniędzy, ale po pewnym czasie te systemy twardych pieniędzy kończą się albo łzami, albo rozlewem krwi dla oszczędzających, ponieważ po raz kolejny porzucamy twarde pieniądze. To się powtarza w historii.
„Wolny przepływ złota” rozwiązuje ten problem i raz na zawsze kończy z Dniem Świstaka powtarzanie systemów łatwego i trudnego pieniądza. Rolą, jaką złoto będzie odgrywać, będzie rezerwa bogactwa par excellence.
Nie oznacza to, że złoto będzie definicją bogactwa, ale stanie się jego głównym odpowiednikiem. A przy odpowiednio wysokiej cenie będzie go pod dostatkiem, by spełnić tę rolę.
Jak to osiągnąć? Skąd wiemy, że nie zajmie to kolejnych 20 lat?
Myślę, że jesteśmy blisko. Myślę, że już prawie jesteśmy u celu. Jak powiedziałem, myślę, że dobry krach giełdowy, taki jak w 2008 roku, załatwi sprawę. Zacząłem w 2008 roku, tuż przed krachem, i myślałem, że to już koniec. Nadal myślę, że tak by było, gdyby ktoś nie uratował sytuacji i nie był to Hank Paulson.
Musiał to być zagraniczny bank centralny, który wkroczył i podtrzymał sytuację. Myślę, że to prawdopodobnie BIS, działając za pośrednictwem Chin, zdecydował się zyskać trochę czasu w 2008 roku. Jeśli spojrzeć na historyczne dane TIC, tempo akumulacji dolara amerykańskiego w Chinach wzrosło o 440% w połowie 2008 roku w porównaniu z poprzednimi 6,5 roku od momentu przystąpienia Chin do WTO. Zaczęło się to w samym środku globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku, ale nie sądzę, żebyśmy byli świadkami powtórki tej „oszczędności kija” w następnym.
Jak więc to osiągnąć? Myślę, że to będzie ciąg niekontrolowanych zdarzeń, które rozpoczną się od krachu na giełdzie, który może nastąpić w każdej chwili. Może to być coś innego, ale cokolwiek to będzie, myślę, że punkt końcowy jest ten sam.
DŁUG
Nie mamy problemu z długiem. Mamy system, który bez długu nie może funkcjonować.
Pytanie nie brzmi już: jak go spłacić.
Pytanie brzmi: czy w ogóle zadajemy sobie właściwe pytanie.
Obietnica zabezpieczona inną obietnicą, zależną od zdolności rządu USA ( i nie tylko ) do poboru podatków. 54 lata później dyskutują jak zapewnić, by dług rósł wystarczająco szybko, by wspierał rozbudowany system finansowy, który na nim zbudowano.
15 sierpnia 1971 roku prezydent Richard Nixon popełnił coś, co sam nazwał tymczasową ekonomiczną herezją. Zerwał powiązanie dolara ze złotem. Ten tymczasowy środek trwa już 54 lata i nie może zostać odwrócony.
Dlaczego?
W momencie, gdy Nixon zamknął „złote okno”, dług skarbu USA przestał być zwykłym rządowym zapożyczeniem i stał się fundamentem samego pieniądza. Camp David, Maryland, weekend od 13 do 15 sierpnia 1971 roku. Nixon wzywa swoich najwyższych doradców ekonomicznych na pilną naradę. Atmosfera jest napięta. Sekretarz Skarbu John Connally, były gubernator Teksasu, znany z bezpośredniości, przedstawia liczby, które powinny przerazić każdego amerykańskiego prezydenta. Zagraniczne banki centralne drenowały Fort Knox, domagając się 3 miliardów dolarów w złocie w zamian za dolary – tylko w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 1971 roku. Przy takim tempie rezerwy złota — 281 milionów uncji, podczas gdy w 1957 roku było to 650 milionów — znikną całkowicie w ciągu trzech lat. Kraje na całym świecie mówią de facto, że nie ufają już walucie USA i chcą prawdziwego zabezpieczenia. W niedzielny wieczór Nixon podejmuje decyzję, która na zawsze przebuduje globalne finanse.
To nie był nagły kryzys, który pojawił się znikąd. Pęknięcia widoczne były przez lata, a presja rosła do nieuniknionego punktu załamania.
Cofnijmy się do marca 1968, trzy lata przed ogłoszeniem Nixona. London Gold Pool, utworzony w 1961 r. przez osiem banków centralnych, by utrzymać złoto po 35 dolarów za uncję, traci 1000 ton złota w zaledwie trzy miesiące. Spekulanci wyczuli słabość systemu i go atakowali. 17 marca 1968 roku Gold Pool się rozpada — to ciche przyznanie się do klęski. Nasz Fed pokrył prawie połowę tych strat — około 3 miliardy dolarów narodowego skarbu wypłynęły do spekulantów, którzy trafnie obstawiali przeciwko nam. Z ruin wyłonił się system dwuścieżkowy. Oficjalne transakcje dalej odbywają się po 35 dolarów za uncję, ale ceny na rynku prywatnym szybują powyżej 40 dolarów. To system oparty na uprzejmej fikcji, o której wszyscy wiedzą, że nie potrwa długo.
Później, w maju 1971 roku, domino naprawdę zaczyna się sypać. Bundesbank RFN, przytłoczony napływem dolarów grożącym inflacją w ich gospodarce, przestaje bronić stałego kursu wymiany 5 maja. W ciągu kilku dni przejmują 1 miliard niechcianych dolarów. Pieniądze, których nie prosili, nie chcieli i nie mogą się ich pozbyć. Szwajcaria podąża 10 maja. Kraj po kraju mówi w zasadzie: „Nie chcemy już twoich dolarów, chyba że udowodnisz, że są czymś realnie zabezpieczone.” System z Bretton Woods, ramy rządzące finansami od II wojny światowej, wali się w czasie rzeczywistym. Kraje odmawiają wymiany swoich dóbr na dolary, które wydają się przewartościowane i mają prawo do podejrzeń.
Dlaczego Nixon wybrał niedzielny wieczór na ogłoszenie decyzji? Bo wtedy rynki były zamknięte. Nie było natychmiastowej paniki, nie było masowego wyprzedawania dolarów, nie było awaryjnego handlu. Do poniedziałku wszystko było już przesądzone i świat musiał zaakceptować nową rzeczywistość.
I zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Gdy Nixon zamyka złote okno, Rezerwa Federalna posiada 11 miliardów dolarów w certyfikatach złota zabezpieczających 80 miliardów dolarów w gotówce i rezerwach bankowych. To już było spore naciągnięcie — około 7 dolarów w obiegu na każdego dolara wartości złota. Ale w ciągu następnych trzech lat wydarza się coś niezwykłego. W grudniu 1974 roku bilans Fedu pokazuje zupełnie nową rzeczywistość. 95 miliardów dolarów w obligacjach skarbowych USA zastąpiło złoto jako główny składnik zabezpieczający walutę.
Przed 1971 rokiem, gdy trzymałeś banknot dolara, był on technicznie rzecz biorąc wekslem na złoto. Obietnicą, że teoretycznie możesz wymienić go na coś namacalnego. Sam dług skarbu był zabezpieczony gwarancją wykupu za złoto. To był łańcuch zobowiązań, który ostatecznie prowadził do czegoś realnego. Po 1971 roku cały system się odwraca. Teraz dolary są zabezpieczone długiem skarbu. Każdy istniejący dolar ma odpowiadającą mu obligację skarbową gdzieś w systemie finansowym. Banknoty Rezerwy Federalnej są dosłownie banknotami zabezpieczonymi długiem federalnym. Jest to obietnica zabezpieczona inną obietnicą, zależną od zdolności naszego rządu do poboru podatków.
Dług narodowy nie tylko się powiększył po 1971 roku — stał się strukturalnie niezbędny dla funkcjonowania samego pieniądza. Pomyśl o takiej sytuacji: jesteś zagranicznym bankiem centralnym w roku 1972 i próbujesz ustalić, co zrobić z dolarami, które posiadasz po sprzedaży towarów amerykańskim konsumentom. Wcześniej teoretycznie mogłeś wymienić je na złoto z Fort Knox. A teraz? Jedyną bezpieczną opcją są obligacje skarbowe USA — rządowy dług. Ale tu jest zwrot akcji: potrzebujesz tych papierów nie tylko jako inwestycji, ale jako zabezpieczenia własnej waluty. Gdy Japonia emituje jeny, a RFN marki, potrzebują rezerw do zabezpieczenia tej waluty. I coraz częściej tym zabezpieczeniem jest dług skarbu USA.
Ta transformacja dopełnia się w połowie lat 70. Nasz dług przestaje być czymś, co musimy spłacić — staje się tym, czego świat potrzebuje. Nie jest już ciężarem do minimalizacji, lecz zabezpieczeniem dla globalnej waluty rezerwowej.
Spłacenie długu narodowego USA byłoby jak wyjęcie fundamentu spod drapacza chmur, w którym wciąż żyją ludzie !!!
Według historycznych danych Rezerwy Federalnej ta zmiana była celowa i systematyczna. Fed potrzebował czegoś na zastąpienie złota na swoim bilansie, a obligacje skarbowe były jedynym aktywem wystarczająco dużym i płynnym, by to zadanie spełnić. To jednak stworzyło sprzężenie zwrotne – im bardziej Fed potrzebował długu skarbu jako zabezpieczenia, tym więcej ten dług musiał być emitowany, a im więcej emisji, tym więcej Fed musiał skupować, co tworzyło nieustannie rosnący cykl. I tu leży sedno sprawy. Nixon nazwał swoje rozwiązanie tymczasowym, bo sądził, że ostatecznie wrócimy do jakiejś formy oparcia na złocie lub przynajmniej bardziej powściągliwego systemu monetarnego. 54 lata później dyskutują jak zapewnić, by dług rósł wystarczająco szybko, by wspierał rozbudowany system finansowy, który na nim zbudowano.
W momencie zamknięcia „złotego okna” Nixon nie tylko zmienił politykę pieniężną. Odwrócił cały związek między pieniądzem a długiem. Nasz dług narodowy przekształcił się z koniecznego zła w niezbędny fundament. A gdy ta transformacja się dopełniła, nie było już odwrotu bez rozmontowania wszystkiego, co zbudowano od tego czasu. To nie był błąd czy przeoczenie. To było rozwiązanie problemu, który świat wtedy uznał za najpilniejszy.
Zobaczyliśmy, jak decyzja Nixona przekształciła nasz dług z pożyczki państwowej w fundament pieniądza. Ale historia ma ciąg dalszy. W dekadach po tym zdarzeniu cała architektura globalnych finansów została celowo zaprojektowana tak, by wymagała długu skarbu na każdym poziomie. Dziś nie zabezpiecza on już tylko naszej waluty. Jest zabezpieczeniem praktycznie wszystkiego we współczesnych finansach i jak głęboko sięga to uzależnienie.
System finansowy działa warstwowo, każda warstwa wymaga długu skarbu USA do prawidłowego działania. Wyobraź sobie budynek, gdzie każdy kolejny poziom zależy od fundamentu, a zarazem służy jako fundament dla wyższych pięter. Usunięcie jednej warstwy powoduje zawalenie się wszystkiego powyżej.
Warstwa pierwsza to rezerwy bankowe.
Ustawa o Rezerwie Federalnej z 1913 roku nakazała, by banki członkowskie utrzymywały rezerwy, a już w latach 30 rezerwy te były gromadzone głównie jako depozyty w Fed. Klucz tkwi w tym, że te depozyty są zabezpieczone przez utrzymywane przez Fed obligacje skarbowe. Na koniec sierpnia 2025 jest 3,28 biliona dolarów rezerw bankowych w Fed, które istnieją w formie elektronicznych zobowiązań, zabezpieczonych portfelem obligacji skarbowych Fed wartym 4,19 biliona dolarów plus MBS 2,07 biliona dolarów. Zdolność działania banku zależy od rezerw, które zależą od długu rządowego.
Warstwa druga to rynek repo.
Rynek umów odkupu (repo) to w praktyce układ krwionośny światowych finansów. Każdej nocy około 1.3 bilionów dolarów w obligacjach skarbowych jest wykorzystywane jako zabezpieczenie pożyczek overnight między bankami, funduszami hedgingowymi, funduszami rynku pieniężnego i dealerami. Bez obligacji skarbowych rynek ten, warunkujący krótkoterminowe stopy procentowe i zapewniający codzienną płynność dla całego systemu finansowego, po prostu nie mógłby działać. To jakby próbować prowadzić gospodarkę bez krwi krążącej w żyłach.
Warstwa trzecia to rezerwy walutowe na świecie.
Jest to baza monetarna dla ich własnych walut oraz zabezpieczenie wymiany międzynarodowej. Gdy Chiny emitują juany czy Japonia jeny, nie tworzą pieniędzy z powietrza — zabezpieczeniem jest dług skarbu USA.
Warstwa czwarta to zabezpieczenie instrumentów pochodnych (derywatów).
Bank Rozrachunków Międzynarodowych podaje, że wartość nominalna otwartych kontraktów na instrumenty pochodne wynosi 699 biliony dolarów ( na koniec 2024). Tak, 699 biliony nominalnej wartości. Amerykańskie obligacje skarbowe są preferowanym zabezpieczeniem dla rozliczania i zlecania tych kontraktów przez takie instytucje jak Fixed Income Clearing Corporation. Bez wystarczającej ilości długu skarbu ta potężna gałąź rynku – dotykająca wszystkiego od swapów procentowych po zabezpieczenie walutowe dla firm na całym świecie – zamarłaby w ciągu jednej nocy.
Ten system budowano świadomie przez konkretne decyzje i w odpowiedzi na kolejne kryzysy...
Wrzesień 1981 – Rezerwa Federalna w Nowym Jorku oficjalnie wyznacza 36 podstawowych dealerów, instytucji zobowiązanych do udziału w aukcjach obligacji skarbowych oraz tworzenia rynku długu rządowego. To nie są zwyczajne banki, lecz elitarne podmioty, które muszą być zawsze gotowe do kupna nowego długu, gdy rząd potrzebuje finansowania. W 1985 roku ci dealerzy codziennie finansują 50 miliardów dolarów w pozycjach skarbowych na rynku repo. Dziś 24 podstawowych dealerów, w tym JP Morgan Chase, Goldman Sachs, Citigroup i Nomura Securities, odpowiada za około 640 miliardów dolarów dziennego wolumenu obrotu obligacji skarbowych. Muszą wchłaniać nową emisję niezależnie od popytu. Rząd USA stworzył system, w którym największe instytucje finansowe mają obowiązek ciągłego wykupu naszego długu jako warunku prowadzenia działalności.
Marzec 1988 – to kluczowy moment, o którym słyszało niewielu. Komitet Bazylejski ds. Nadzoru Bankowego publikuje porozumienie Bazylea I, ustalające międzynarodowe wymagania kapitałowe dla banków. Amerykańskie obligacje skarbowe otrzymują wagę ryzyka 0%. Co to oznacza praktycznie? Banki nie muszą posiadać żadnego kapitału zabezpieczającego te papiery. W przeciwieństwie do 8% wymaganego dla obligacji korporacyjnych czy 4% dla municypalnych, ta regulacja czyni skarbowce wyjątkowo cennymi aktywami banku – są najbezpieczniejsze i nie wymagają rezerw kapitałowych. Bazylea II (2004) i Bazylea III (2010) utrzymują ten specjalny status, przy czym Bazylea III wprost pozwala na nieograniczone utrzymywanie obligacji skarbowych na potrzeby płynności. Globalny system regulacyjny de facto ustanawia dług USA definicją aktywa wolnego od ryzyka. Każdy bank w krajach rozwiniętych działa według reguł, które uznają obligacje skarbowe USA za bezpieczniejsze od czegokolwiek innego na świecie.
Ale przepisy to nie wszystko. Co się dzieje, gdy ten system staje w obliczu prawdziwych turbulencji...
15 września 2008 roku – bank inwestycyjny Lehman Brothers ogłasza upadłość. Firma finansowała codziennie około 200 miliardów dolarów w pozycjach, z których wiele było zabezpieczonych obligacjami skarbowymi. W ciągu 72 godzin rynek repo zamarza. Dyskonta (haircuts), czyli upusty stosowane wobec zabezpieczeń, wzrastają z 2% do ponad 20% dla papierów niezabezpieczonych skarbem, podczas gdy dyskonta dla skarbów pozostają na zerowym poziomie. Pomyśl, co to oznacza — w trakcie najgorszej paniki finansowej od czasów Wielkiego Kryzysu, kiedy nikt nikomu nie ufa, dług skarbowy zyskuje na wartości, a nie traci.
Fed uruchamia program Primary Dealer Credit Facility 16 marca 2008 roku, pożyczając ostatecznie 9 bilionów dolarów w całym okresie działania, wykorzystując zabezpieczenia w obligacjach skarbowych, by zapobiec całkowitemu załamaniu systemu. Nie 9 miliardów, lecz 9 bilionów — to ponad połowa ówczesnego PKB USA udzielona jako pożyczki awaryjne z powodu chwilowego załamania się systemu zabezpieczeń opartych na długu skarbu. Według raportów Fed, podstawowym problemem nie były złe kredyty same w sobie, choć ich również było dużo, lecz zablokowanie łańcuchów zabezpieczeń opartych na obligacjach skarbowych. Gdy te łańcuchy pękły, nic innego nie mogło ich zastąpić.
Grudzień 2010 roku. Ustawa Dodd-Frank nakłada na rynek obowiązek centralnego rozliczania standaryzowanych instrumentów pochodnych, próbując zapobiec kolejnym kryzysom przez wymuszanie przejrzystości. Komisja ds. Handlu Towarami i Produktami (CFTC) wymaga, aby izby rozliczeniowe akceptowały wysokiej jakości, płynne aktywa jako zabezpieczenia, głównie obligacje skarbowe USA. Sama Fixed Income Clearing Corporation rozlicza dziś 290 miliardów dolarów transakcji skarbowych dziennie. Bez odpowiedniej podaży długu skarbu, te przepisy stałyby się niewykonalne. Stworzono regulacje, które miały uczynić system bezpieczniejszym — ale tak naprawdę uczyniły go jeszcze bardziej zależnym od amerykańskiego długu.
Marzec 2020 roku. Między 9 a 23 marca 2020 r. nawet rynki obligacji skarbowych USA stały się mało płynne, gdy inwestorzy w panice sprzedawali obligacje, szukając gotówki. Jeśli obligacje skarbowe miały być najbezpieczniejszym aktywem, do którego wszyscy uciekają w kryzysie, to co oznacza fakt, że ludzie z nich uciekali? Fed zareagował kupując w ciągu trzech miesięcy obligacje za 1,6 biliona dolarów — najszybsze zwiększenie bilansu w historii. Wartość obligacji skarbowych w bilansie Fed wzrosła z 2,5 biliona w styczniu 2020 do 5,3 biliona do kwietnia 2022 roku.
Kryzys ten ujawnił coś bardzo ważnego: nawet drobne zakłócenia funkcjonowania rynku długu skarbu grożą całemu systemowi. Nie wystarczy, aby rząd emitował dług. Dług musi być obfity, płynny i dostępny nieprzerwanie, inaczej cała konstrukcja się chwieje.
Wzór? Każdy kryzys finansowy od 1971 roku skutkował zwiększeniem długu skarbu i wzrostem aktywów Fed. Kryzys naftowy w latach 70., Czarny Poniedziałek 1987, upadek Long-Term Capital Management 1998, kryzys finansowy 2008, pandemia Covid-19 2020 — każdy z nich wymuszał zwiększenie emisji długu i interwencję Fed.
Dług nie rośnie mimo kryzysu, ale dlatego, że system do funkcjonowania go wymaga. Kryzysy pokazują, jak bardzo jesteśmy od niego zależni.
Zbudowano globalny system finansowy, w którym stabilność wymaga ciągłej ekspansji długu rządowego USA. Nie dlatego, że politycy są nieodpowiedzialni lub brakuje dyscypliny fiskalnej, ale dlatego, że baza zabezpieczeń współczesnych finansów nie może bez tego istnieć.
System nie ukształtował się tak przypadkowo. Został stworzony przez świadome decyzje polityczne, ramy regulacyjne i reakcje na kryzysy przez ponad pięć dekad. Każda decyzja miała sens z osobna. Oczywiście banki powinny trzymać najbezpieczniejsze aktywa. Oczywiście potrzebujemy zabezpieczeń dla udzielania pożyczek. Oczywiście instrumenty pochodne powinny być rozliczane centralnie. Ale łączny efekt jest taki, że system traktuje dług skarbu USA nie jako jeden z wielu rodzajów aktywów, ale jako niezastąpioną podstawę wszystkiego. A gdy zbudujesz system tak silnie zależny od nieustannej emisji długu, nie możesz po prostu przestać.
Dług nie rośnie w sposób niekontrolowany — rośnie dokładnie tyle, ile system wymaga, by funkcjonować.
Obecnie dług USA wynosi 38 bilionów dolarów, a ta liczba wspiera ponad 100 bilionów dolarów aktywów finansowych na całym świecie. Ale oto paradoks, który powinien fundamentalnie zmienić myślenie o długu publicznym: w nowoczesnym systemie zmniejszanie długu nie zapobiega kryzysowi finansowemu — ono go powoduje.
To nie jest teoria, ale już się dzieje.
10 marca 2023 roku Silicon Valley Bank upada przy aktywach wartej 91 miliardów dolarów. Co było przyczyną? Złe pożyczki dla ryzykownych startupów technologicznych? Oszustwa? Niekompetencja zarządu? Żadne z powyższych.
Silicon Valley Bank miał w portfelu 80 miliardów dolarów obligacji skarbowych oraz papierów zabezpieczonych hipotekami, zakupionych w latach 2020–2021 po niskich stopach procentowych, a gdy Fed podniósł stopy z 0,25% do 5% w marcu 2023 roku, wartość tych obligacji spadła o 15 miliardów dolarów. Bank nie upadł przez złe pożyczki — upadł, ponieważ jego zabezpieczenie w skarbówkach nie było wystarczająco płynne, gdy depozytariusze chcieli wypłacić swoje pieniądze.
W ciągu kilku dni bankiem pokrzywdzonym podobnym kryzysem były First Republic Bank (23 miliardy dolarów aktywów) i Signature Bank (110 miliardów). Kryzys pokazał jedną ważną rzecz: nawet obligacje skarbowe muszą pozostać obfite i płynne, bo inaczej banki upadają. Nie byle jakie banki — banki, które spełniły wszystkie zasady, trzymały najbezpieczniejsze aktywa i robiły wszystko, co regulatorzy wymagali.
Pomyśl teraz, co to oznacza dla długu USA. Gdyby USA zmniejszył emisję obligacji, by spłacić dług, ograniczylibyśmy podaż dokładnie tego zabezpieczenia, które banki potrzebują do stabilnej pracy. Tworzyłoby to warunki dla kolejnych bankructw.
Wrzesień 2023, saldo Fed „overnight reverse repo facility” spada z 2,6 biliona dolarów w grudniu 2022 do 1,2 biliona w wrześniu. Dziennikarze finansowi mówią, że to pieniądze wypływające z Fedu. Ale co się naprawdę dzieje? To niedobór obligacji skarbowych.
Instytucje potrzebują trzymać rzeczywiste papiery skarbowe, zamiast pożyczać je Fedowi na noc, bo na rynku nie ma wystarczającej podaży. Departament Skarbu odpowiada ogłaszając bilion dolarów nowego długu na czwarty kwartał 2023 roku – wyłącznie po to, by zapewnić zabezpieczenia dla rynku.
Przeczytaj to jeszcze raz. Rząd USA pożyczył bilion dolarów nie dlatego, że potrzebował pieniędzy na wydatki, ale dlatego, że rynki finansowe potrzebowały zabezpieczenia. Dług wzrósł, aby ustabilizować system, a nie finansować programy.
Październik 2024 roku. Dług narodowy USA osiąga 35,7 biliona dolarów. Można by oczekiwać kryzysu, paniki, gwałtownego wzrostu stóp procentowych, bo świat straciłby zaufanie do zdolności USA do spłaty. Tymczasem ten moment spotyka się z rekordowo niskimi rentownościami obligacji 10-letnich na poziomie 3,8% i ogromnym popytem na aukcjach.
Licytacja 42 miliardów dolarów 10-letnich obligacji 9 października 2024 roku osiąga wskaźnik pokrycia 2,67, czyli było 112 miliardów dolarów ofert na 42 miliardy dolarów dostępnych obligacji. Inwestorzy walczyli, by pożyczać pieniądze na stawkach ledwie pokrywających inflację.
Według danych Treasury International Capital zagraniczne posiadania długu wynoszą 8,9 biliona dolarów, z czego Japonia trzyma 1,13 biliona, Chiny 765 miliardów, a Wielka Brytania 858 miliardów. Rynek nie obawia się zbyt dużego długu. Rynek jest ustawiony na więcej długu, który wymaga jeszcze więcej długu, a wstrzymanie emisji wywołałoby panikę.
Według Investment Company Institute amerykańskie fundusze rynku pieniężnego zarządzają 6,7 biliona dolarów (stan na listopad 2024), wzrost z 3,8 biliona w styczniu 2020. Te fundusze są zobowiązane przez prawo SEC do utrzymywania co najmniej 10% aktywów w dziennych aktywach płynnych i 30% w tygodniowych aktywach płynnych — głównie obligacji skarbowych i repo zabezpieczonych skarbami.
Sama branża funduszy wymaga ciągłej podaży obligacji skarbowych, by legalnie funkcjonować. Gdyby USA spłacił dług, zmusilibyśmy fundusze rynku pieniężnego, gdzie miliony Amerykanów lokują oszczędności, do złamania prawa.
Wyobraź sobie niewybrażalne. Kongres uchwala prawo nakazujące zrównoważony budżet i stałą redukcję długu. Co by się wydarzyło?
Po pierwsze, Fed musiałby zmniejszyć swój bilans w miarę jak obligacje wygasały bez zastąpienia. Te 4,8 biliona w Treasury zabezpieczające rezerwy bankowe by się skurczyły. Rezerwy bankowe spadłyby co zmusiłoby banki do ograniczenia kredytów. Podaż pieniądza by się skurczyła. To nie kwestia polityki, ale matematyczna konieczność. Każdy spłacony dolar długu powoduje zniszczenie dolara rezerw i podaży pieniądza.
Po drugie, rynek repo zmierzyłby się z niedoborem zabezpieczeń. Codziennie 4 do 5 bilionów dolarów pożyczek overnight potrzebowałoby innych zabezpieczeń. Ale nic nie ma takiego zestawu cech: bezpieczeństwa, płynności i akceptacji regulacyjnej jak obligacje skarbowe. Stopy procentowe na pożyczki overnight wystrzeliłyby w górę. Banki, które nie mogłyby zdobyć finansowania, upadłyby lub łączyły się. Doszłoby do zaciśnięcia kredytów nie z złej polityki, ale z dobrej polityki fiskalnej w systemie strukturalnie zależnym od długu.
Po trzecie, zagraniczne banki centralne trzymające 4,8 biliona dolarów jako rezerwy stanęłyby w kryzysie. Malejący dług USA zmusiłby je do szukania alternatywnych aktywów rezerwowych, ale nie ma 4,8 biliona równoważnych, bezpiecznych i płynnych alternatyw. Rynek obligacji euro jest rozdrobniony. Chińskie obligacje nie są konwertowalne. Te banki byłyby zmuszone albo trzymać malejącą bazę rezerw, co zagrażałoby stabilności ich walut, albo przenieść się na ryzykowniejsze aktywa, zwiększając globalną niestabilność finansową.
Po czwarte, rynek instrumentów pochodnych o wartości 699 bilionów dolarów stanąłby w kryzysie zabezpieczeń. Izby rozliczeniowe wymagają wysokiej jakości zabezpieczeń, a przepisy regulacyjne wprost wskazują na obligacje skarbowe jako podstawowe zabezpieczenia. Alternatywy, jak obligacje korporacyjne czy papiery hipoteczne, wymagają kapitału i są mniej płynne. Rynki instrumentów pochodnych skurczyłyby się, co podniosłoby koszty zabezpieczeń dla każdej firmy handlującej międzynarodowo lub zarządzającej ryzykiem stóp procentowych. Twoja stopa hipoteczna, koszty pożyczek firmowych i ceny importowanych dóbr wzrosłyby nie z powodu inflacji, ale z powodu niedoboru zabezpieczeń.
Kto faktycznie korzysta z tego systemu, a kto płaci jego cenę.
Zwycięzcy są pewni. Dealerzy pierwotni tacy jak JP Morgan Chase, Goldman Sachs, Bank of America Securities i Citigroup zarabiają na spreadach kupna i sprzedaży na obrocie 640 miliardów dolarów dziennie w obligacjach skarbowych. JP Morgan samodzielnie odnotował 2,1 miliarda dolarów przychodów z handlu instrumentami o stałym dochodzie w trzecim kwartale 2024 roku, z czego znaczna część pochodziła z papierów rządowych. Rezerwa Federalna posiada 4,8 biliona dolarów w obligacjach skarbowych, które generują odsetki stanowiące mechanizm polityki pieniężnej.
Banki centralne trzymają 1,22 biliona dolarów w papierach skarbowych jako aktywach o zerowym ryzyku, które jednocześnie spełniają wymogi regulacyjne i generują zyski. Banki centralne innych krajów wykorzystują posiadane obligacje jako zabezpieczenie swoich walut i utrzymanie statusu waluty rezerwowej na arenie międzynarodowej.
A kto traci? Przyszli podatnicy — ty, ja, nasze dzieci i wnuki, którzy w roku fiskalnym 2024 płacą 879 miliardów dolarów rocznie odsetek od długu, w porównaniu do 352 miliardów w 2021 roku. Przy obecnych trendach wzrostu, Biuro Budżetowe Kongresu przewiduje, że koszty odsetek przekroczą 1,6 biliona dolarów do 2034 roku, co pochłonie 3,6% PKB wyłącznie na obsługę długu. To pieniądze, których nie można wydać na infrastrukturę, edukację, obronę czy cokolwiek innego.
Oszczędzający w dolarach tracą, ponieważ ekspansja długu napędza wzrost bazy monetarnej i erozję siły nabywczej. Dolar stracił 98% siły nabywczej od 1913 roku, z przyspieszeniem po 1971 roku. Według kalkulatora inflacji Urzędu Statystycznego, dolar z 1971 roku wymaga dziś 747 dolarów, aby kupić te same towary. Twoje oszczędności, pensja i stała emerytura tracą realną wartość, by wspierać system, który korzysta przede wszystkim finansowych instytucji.
Każdy spoza systemu finansowego — małe i średnie firmy i osoby, które nie uczestniczą w rynku repo, instrumentach pochodnych czy spekulacji obligacjami — ponoszą koszty podatkami, nie mając dostępu do korzyści.
Przeciętne gospodarstwo domowe postrzega dług jako ciężar do spłacenia. Dla Wall Street to niezbędna infrastruktura, która generuje zyski.
Oto niewygodna prawda, którą musimy zaakceptować. System nie jest zepsuty. Działa dokładnie tak, jak zaprojektowano. Problem polega na tym, że został zaprojektowany, by rozwiązać problemy 1971 roku. I teraz jesteśmy uwięzieni w tym rozwiązaniu bez wyjścia.
Zbudowali globalną architekturę finansową, w której stabilność wymaga ciągłej ekspansji długu rządowego USA — nie jako preferencja polityczna, lecz jako konieczność strukturalną.
Każdy polityk, który obiecuje spłatę długu narodowego, albo nie rozumie, jak działa system, albo kłamie, by zostać wybranym? Dług nie może zostać spłacony bez rozmontowania podstawy zabezpieczeń globalnych finansów. To nie kwestia woli politycznej ani dyscypliny fiskalnej. To pytanie, czy jesteśmy gotowi zniszczyć system bankowy, zamrozić rynek repo, zdestabilizować waluty obce i zablokować rynek instrumentów pochodnych — wszystko jednocześnie.
15 sierpnia 1971 roku, kiedy tymczasowe zawieszenie konwertowalności dolara na złoto zmieniło wszystko? To nie była wada systemu. To był jego cel. System, który powstał, nie tylko toleruje wieczny dług. On go wymaga. Każdy dolar w obiegu, każda rezerwa bankowa, każda transakcja repo, każdy kontrakt pochodny i każda podstawa monetarna banków centralnych na świecie zależy od długu USA jako zabezpieczenia. Spłata długu nie uwolni Ameryki od zobowiązań. Zniszczy zabezpieczenie stojące za globalnym systemem finansowym.
Dług już nie jest problemem. To rozwiązanie, na którym świat zbudował wszystko, co obecnie istnieje. I nie ma drogi powrotnej bez rozbiórki wszystkiego, co powstało od 1971 roku.
Więc kiedy usłyszysz, że USA chce spłacić dług narodowy, jakby to było zadłużenie gospodarstwa domowego, będziesz znać prawdę. Dług USA przestał być jak dług domowy 54 lata temu. Stał się fundamentem pieniądza, zabezpieczeniem banków, wsparciem dla walut i istotnym składnikiem globalnych finansów. Nie mamy problemu z długiem. Mamy system, który bez długu nie może funkcjonować.
Pytanie nie brzmi już: jak go spłacić.
Pytanie brzmi: czy w ogóle zadajemy sobie właściwe pytanie.
Obietnica zabezpieczona inną obietnicą, zależną od zdolności rządu USA ( i nie tylko ) do poboru podatków. 54 lata później dyskutują jak zapewnić, by dług rósł wystarczająco szybko, by wspierał rozbudowany system finansowy, który na nim zbudowano.
15 sierpnia 1971 roku prezydent Richard Nixon popełnił coś, co sam nazwał tymczasową ekonomiczną herezją. Zerwał powiązanie dolara ze złotem. Ten tymczasowy środek trwa już 54 lata i nie może zostać odwrócony.
Dlaczego?
W momencie, gdy Nixon zamknął „złote okno”, dług skarbu USA przestał być zwykłym rządowym zapożyczeniem i stał się fundamentem samego pieniądza. Camp David, Maryland, weekend od 13 do 15 sierpnia 1971 roku. Nixon wzywa swoich najwyższych doradców ekonomicznych na pilną naradę. Atmosfera jest napięta. Sekretarz Skarbu John Connally, były gubernator Teksasu, znany z bezpośredniości, przedstawia liczby, które powinny przerazić każdego amerykańskiego prezydenta. Zagraniczne banki centralne drenowały Fort Knox, domagając się 3 miliardów dolarów w złocie w zamian za dolary – tylko w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 1971 roku. Przy takim tempie rezerwy złota — 281 milionów uncji, podczas gdy w 1957 roku było to 650 milionów — znikną całkowicie w ciągu trzech lat. Kraje na całym świecie mówią de facto, że nie ufają już walucie USA i chcą prawdziwego zabezpieczenia. W niedzielny wieczór Nixon podejmuje decyzję, która na zawsze przebuduje globalne finanse.
To nie był nagły kryzys, który pojawił się znikąd. Pęknięcia widoczne były przez lata, a presja rosła do nieuniknionego punktu załamania.
Cofnijmy się do marca 1968, trzy lata przed ogłoszeniem Nixona. London Gold Pool, utworzony w 1961 r. przez osiem banków centralnych, by utrzymać złoto po 35 dolarów za uncję, traci 1000 ton złota w zaledwie trzy miesiące. Spekulanci wyczuli słabość systemu i go atakowali. 17 marca 1968 roku Gold Pool się rozpada — to ciche przyznanie się do klęski. Nasz Fed pokrył prawie połowę tych strat — około 3 miliardy dolarów narodowego skarbu wypłynęły do spekulantów, którzy trafnie obstawiali przeciwko nam. Z ruin wyłonił się system dwuścieżkowy. Oficjalne transakcje dalej odbywają się po 35 dolarów za uncję, ale ceny na rynku prywatnym szybują powyżej 40 dolarów. To system oparty na uprzejmej fikcji, o której wszyscy wiedzą, że nie potrwa długo.
Później, w maju 1971 roku, domino naprawdę zaczyna się sypać. Bundesbank RFN, przytłoczony napływem dolarów grożącym inflacją w ich gospodarce, przestaje bronić stałego kursu wymiany 5 maja. W ciągu kilku dni przejmują 1 miliard niechcianych dolarów. Pieniądze, których nie prosili, nie chcieli i nie mogą się ich pozbyć. Szwajcaria podąża 10 maja. Kraj po kraju mówi w zasadzie: „Nie chcemy już twoich dolarów, chyba że udowodnisz, że są czymś realnie zabezpieczone.” System z Bretton Woods, ramy rządzące finansami od II wojny światowej, wali się w czasie rzeczywistym. Kraje odmawiają wymiany swoich dóbr na dolary, które wydają się przewartościowane i mają prawo do podejrzeń.
Dlaczego Nixon wybrał niedzielny wieczór na ogłoszenie decyzji? Bo wtedy rynki były zamknięte. Nie było natychmiastowej paniki, nie było masowego wyprzedawania dolarów, nie było awaryjnego handlu. Do poniedziałku wszystko było już przesądzone i świat musiał zaakceptować nową rzeczywistość.
I zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Gdy Nixon zamyka złote okno, Rezerwa Federalna posiada 11 miliardów dolarów w certyfikatach złota zabezpieczających 80 miliardów dolarów w gotówce i rezerwach bankowych. To już było spore naciągnięcie — około 7 dolarów w obiegu na każdego dolara wartości złota. Ale w ciągu następnych trzech lat wydarza się coś niezwykłego. W grudniu 1974 roku bilans Fedu pokazuje zupełnie nową rzeczywistość. 95 miliardów dolarów w obligacjach skarbowych USA zastąpiło złoto jako główny składnik zabezpieczający walutę.
Przed 1971 rokiem, gdy trzymałeś banknot dolara, był on technicznie rzecz biorąc wekslem na złoto. Obietnicą, że teoretycznie możesz wymienić go na coś namacalnego. Sam dług skarbu był zabezpieczony gwarancją wykupu za złoto. To był łańcuch zobowiązań, który ostatecznie prowadził do czegoś realnego. Po 1971 roku cały system się odwraca. Teraz dolary są zabezpieczone długiem skarbu. Każdy istniejący dolar ma odpowiadającą mu obligację skarbową gdzieś w systemie finansowym. Banknoty Rezerwy Federalnej są dosłownie banknotami zabezpieczonymi długiem federalnym. Jest to obietnica zabezpieczona inną obietnicą, zależną od zdolności naszego rządu do poboru podatków.
Dług narodowy nie tylko się powiększył po 1971 roku — stał się strukturalnie niezbędny dla funkcjonowania samego pieniądza. Pomyśl o takiej sytuacji: jesteś zagranicznym bankiem centralnym w roku 1972 i próbujesz ustalić, co zrobić z dolarami, które posiadasz po sprzedaży towarów amerykańskim konsumentom. Wcześniej teoretycznie mogłeś wymienić je na złoto z Fort Knox. A teraz? Jedyną bezpieczną opcją są obligacje skarbowe USA — rządowy dług. Ale tu jest zwrot akcji: potrzebujesz tych papierów nie tylko jako inwestycji, ale jako zabezpieczenia własnej waluty. Gdy Japonia emituje jeny, a RFN marki, potrzebują rezerw do zabezpieczenia tej waluty. I coraz częściej tym zabezpieczeniem jest dług skarbu USA.
Ta transformacja dopełnia się w połowie lat 70. Nasz dług przestaje być czymś, co musimy spłacić — staje się tym, czego świat potrzebuje. Nie jest już ciężarem do minimalizacji, lecz zabezpieczeniem dla globalnej waluty rezerwowej.
Spłacenie długu narodowego USA byłoby jak wyjęcie fundamentu spod drapacza chmur, w którym wciąż żyją ludzie !!!
Według historycznych danych Rezerwy Federalnej ta zmiana była celowa i systematyczna. Fed potrzebował czegoś na zastąpienie złota na swoim bilansie, a obligacje skarbowe były jedynym aktywem wystarczająco dużym i płynnym, by to zadanie spełnić. To jednak stworzyło sprzężenie zwrotne – im bardziej Fed potrzebował długu skarbu jako zabezpieczenia, tym więcej ten dług musiał być emitowany, a im więcej emisji, tym więcej Fed musiał skupować, co tworzyło nieustannie rosnący cykl. I tu leży sedno sprawy. Nixon nazwał swoje rozwiązanie tymczasowym, bo sądził, że ostatecznie wrócimy do jakiejś formy oparcia na złocie lub przynajmniej bardziej powściągliwego systemu monetarnego. 54 lata później dyskutują jak zapewnić, by dług rósł wystarczająco szybko, by wspierał rozbudowany system finansowy, który na nim zbudowano.
W momencie zamknięcia „złotego okna” Nixon nie tylko zmienił politykę pieniężną. Odwrócił cały związek między pieniądzem a długiem. Nasz dług narodowy przekształcił się z koniecznego zła w niezbędny fundament. A gdy ta transformacja się dopełniła, nie było już odwrotu bez rozmontowania wszystkiego, co zbudowano od tego czasu. To nie był błąd czy przeoczenie. To było rozwiązanie problemu, który świat wtedy uznał za najpilniejszy.
Zobaczyliśmy, jak decyzja Nixona przekształciła nasz dług z pożyczki państwowej w fundament pieniądza. Ale historia ma ciąg dalszy. W dekadach po tym zdarzeniu cała architektura globalnych finansów została celowo zaprojektowana tak, by wymagała długu skarbu na każdym poziomie. Dziś nie zabezpiecza on już tylko naszej waluty. Jest zabezpieczeniem praktycznie wszystkiego we współczesnych finansach i jak głęboko sięga to uzależnienie.
System finansowy działa warstwowo, każda warstwa wymaga długu skarbu USA do prawidłowego działania. Wyobraź sobie budynek, gdzie każdy kolejny poziom zależy od fundamentu, a zarazem służy jako fundament dla wyższych pięter. Usunięcie jednej warstwy powoduje zawalenie się wszystkiego powyżej.
Warstwa pierwsza to rezerwy bankowe.
Ustawa o Rezerwie Federalnej z 1913 roku nakazała, by banki członkowskie utrzymywały rezerwy, a już w latach 30 rezerwy te były gromadzone głównie jako depozyty w Fed. Klucz tkwi w tym, że te depozyty są zabezpieczone przez utrzymywane przez Fed obligacje skarbowe. Na koniec sierpnia 2025 jest 3,28 biliona dolarów rezerw bankowych w Fed, które istnieją w formie elektronicznych zobowiązań, zabezpieczonych portfelem obligacji skarbowych Fed wartym 4,19 biliona dolarów plus MBS 2,07 biliona dolarów. Zdolność działania banku zależy od rezerw, które zależą od długu rządowego.
Warstwa druga to rynek repo.
Rynek umów odkupu (repo) to w praktyce układ krwionośny światowych finansów. Każdej nocy około 1.3 bilionów dolarów w obligacjach skarbowych jest wykorzystywane jako zabezpieczenie pożyczek overnight między bankami, funduszami hedgingowymi, funduszami rynku pieniężnego i dealerami. Bez obligacji skarbowych rynek ten, warunkujący krótkoterminowe stopy procentowe i zapewniający codzienną płynność dla całego systemu finansowego, po prostu nie mógłby działać. To jakby próbować prowadzić gospodarkę bez krwi krążącej w żyłach.
Warstwa trzecia to rezerwy walutowe na świecie.
Jest to baza monetarna dla ich własnych walut oraz zabezpieczenie wymiany międzynarodowej. Gdy Chiny emitują juany czy Japonia jeny, nie tworzą pieniędzy z powietrza — zabezpieczeniem jest dług skarbu USA.
Warstwa czwarta to zabezpieczenie instrumentów pochodnych (derywatów).
Bank Rozrachunków Międzynarodowych podaje, że wartość nominalna otwartych kontraktów na instrumenty pochodne wynosi 699 biliony dolarów ( na koniec 2024). Tak, 699 biliony nominalnej wartości. Amerykańskie obligacje skarbowe są preferowanym zabezpieczeniem dla rozliczania i zlecania tych kontraktów przez takie instytucje jak Fixed Income Clearing Corporation. Bez wystarczającej ilości długu skarbu ta potężna gałąź rynku – dotykająca wszystkiego od swapów procentowych po zabezpieczenie walutowe dla firm na całym świecie – zamarłaby w ciągu jednej nocy.
Ten system budowano świadomie przez konkretne decyzje i w odpowiedzi na kolejne kryzysy...
Wrzesień 1981 – Rezerwa Federalna w Nowym Jorku oficjalnie wyznacza 36 podstawowych dealerów, instytucji zobowiązanych do udziału w aukcjach obligacji skarbowych oraz tworzenia rynku długu rządowego. To nie są zwyczajne banki, lecz elitarne podmioty, które muszą być zawsze gotowe do kupna nowego długu, gdy rząd potrzebuje finansowania. W 1985 roku ci dealerzy codziennie finansują 50 miliardów dolarów w pozycjach skarbowych na rynku repo. Dziś 24 podstawowych dealerów, w tym JP Morgan Chase, Goldman Sachs, Citigroup i Nomura Securities, odpowiada za około 640 miliardów dolarów dziennego wolumenu obrotu obligacji skarbowych. Muszą wchłaniać nową emisję niezależnie od popytu. Rząd USA stworzył system, w którym największe instytucje finansowe mają obowiązek ciągłego wykupu naszego długu jako warunku prowadzenia działalności.
Marzec 1988 – to kluczowy moment, o którym słyszało niewielu. Komitet Bazylejski ds. Nadzoru Bankowego publikuje porozumienie Bazylea I, ustalające międzynarodowe wymagania kapitałowe dla banków. Amerykańskie obligacje skarbowe otrzymują wagę ryzyka 0%. Co to oznacza praktycznie? Banki nie muszą posiadać żadnego kapitału zabezpieczającego te papiery. W przeciwieństwie do 8% wymaganego dla obligacji korporacyjnych czy 4% dla municypalnych, ta regulacja czyni skarbowce wyjątkowo cennymi aktywami banku – są najbezpieczniejsze i nie wymagają rezerw kapitałowych. Bazylea II (2004) i Bazylea III (2010) utrzymują ten specjalny status, przy czym Bazylea III wprost pozwala na nieograniczone utrzymywanie obligacji skarbowych na potrzeby płynności. Globalny system regulacyjny de facto ustanawia dług USA definicją aktywa wolnego od ryzyka. Każdy bank w krajach rozwiniętych działa według reguł, które uznają obligacje skarbowe USA za bezpieczniejsze od czegokolwiek innego na świecie.
Ale przepisy to nie wszystko. Co się dzieje, gdy ten system staje w obliczu prawdziwych turbulencji...
15 września 2008 roku – bank inwestycyjny Lehman Brothers ogłasza upadłość. Firma finansowała codziennie około 200 miliardów dolarów w pozycjach, z których wiele było zabezpieczonych obligacjami skarbowymi. W ciągu 72 godzin rynek repo zamarza. Dyskonta (haircuts), czyli upusty stosowane wobec zabezpieczeń, wzrastają z 2% do ponad 20% dla papierów niezabezpieczonych skarbem, podczas gdy dyskonta dla skarbów pozostają na zerowym poziomie. Pomyśl, co to oznacza — w trakcie najgorszej paniki finansowej od czasów Wielkiego Kryzysu, kiedy nikt nikomu nie ufa, dług skarbowy zyskuje na wartości, a nie traci.
Fed uruchamia program Primary Dealer Credit Facility 16 marca 2008 roku, pożyczając ostatecznie 9 bilionów dolarów w całym okresie działania, wykorzystując zabezpieczenia w obligacjach skarbowych, by zapobiec całkowitemu załamaniu systemu. Nie 9 miliardów, lecz 9 bilionów — to ponad połowa ówczesnego PKB USA udzielona jako pożyczki awaryjne z powodu chwilowego załamania się systemu zabezpieczeń opartych na długu skarbu. Według raportów Fed, podstawowym problemem nie były złe kredyty same w sobie, choć ich również było dużo, lecz zablokowanie łańcuchów zabezpieczeń opartych na obligacjach skarbowych. Gdy te łańcuchy pękły, nic innego nie mogło ich zastąpić.
Grudzień 2010 roku. Ustawa Dodd-Frank nakłada na rynek obowiązek centralnego rozliczania standaryzowanych instrumentów pochodnych, próbując zapobiec kolejnym kryzysom przez wymuszanie przejrzystości. Komisja ds. Handlu Towarami i Produktami (CFTC) wymaga, aby izby rozliczeniowe akceptowały wysokiej jakości, płynne aktywa jako zabezpieczenia, głównie obligacje skarbowe USA. Sama Fixed Income Clearing Corporation rozlicza dziś 290 miliardów dolarów transakcji skarbowych dziennie. Bez odpowiedniej podaży długu skarbu, te przepisy stałyby się niewykonalne. Stworzono regulacje, które miały uczynić system bezpieczniejszym — ale tak naprawdę uczyniły go jeszcze bardziej zależnym od amerykańskiego długu.
Marzec 2020 roku. Między 9 a 23 marca 2020 r. nawet rynki obligacji skarbowych USA stały się mało płynne, gdy inwestorzy w panice sprzedawali obligacje, szukając gotówki. Jeśli obligacje skarbowe miały być najbezpieczniejszym aktywem, do którego wszyscy uciekają w kryzysie, to co oznacza fakt, że ludzie z nich uciekali? Fed zareagował kupując w ciągu trzech miesięcy obligacje za 1,6 biliona dolarów — najszybsze zwiększenie bilansu w historii. Wartość obligacji skarbowych w bilansie Fed wzrosła z 2,5 biliona w styczniu 2020 do 5,3 biliona do kwietnia 2022 roku.
Kryzys ten ujawnił coś bardzo ważnego: nawet drobne zakłócenia funkcjonowania rynku długu skarbu grożą całemu systemowi. Nie wystarczy, aby rząd emitował dług. Dług musi być obfity, płynny i dostępny nieprzerwanie, inaczej cała konstrukcja się chwieje.
Wzór? Każdy kryzys finansowy od 1971 roku skutkował zwiększeniem długu skarbu i wzrostem aktywów Fed. Kryzys naftowy w latach 70., Czarny Poniedziałek 1987, upadek Long-Term Capital Management 1998, kryzys finansowy 2008, pandemia Covid-19 2020 — każdy z nich wymuszał zwiększenie emisji długu i interwencję Fed.
Dług nie rośnie mimo kryzysu, ale dlatego, że system do funkcjonowania go wymaga. Kryzysy pokazują, jak bardzo jesteśmy od niego zależni.
Zbudowano globalny system finansowy, w którym stabilność wymaga ciągłej ekspansji długu rządowego USA. Nie dlatego, że politycy są nieodpowiedzialni lub brakuje dyscypliny fiskalnej, ale dlatego, że baza zabezpieczeń współczesnych finansów nie może bez tego istnieć.
System nie ukształtował się tak przypadkowo. Został stworzony przez świadome decyzje polityczne, ramy regulacyjne i reakcje na kryzysy przez ponad pięć dekad. Każda decyzja miała sens z osobna. Oczywiście banki powinny trzymać najbezpieczniejsze aktywa. Oczywiście potrzebujemy zabezpieczeń dla udzielania pożyczek. Oczywiście instrumenty pochodne powinny być rozliczane centralnie. Ale łączny efekt jest taki, że system traktuje dług skarbu USA nie jako jeden z wielu rodzajów aktywów, ale jako niezastąpioną podstawę wszystkiego. A gdy zbudujesz system tak silnie zależny od nieustannej emisji długu, nie możesz po prostu przestać.
Dług nie rośnie w sposób niekontrolowany — rośnie dokładnie tyle, ile system wymaga, by funkcjonować.
Obecnie dług USA wynosi 38 bilionów dolarów, a ta liczba wspiera ponad 100 bilionów dolarów aktywów finansowych na całym świecie. Ale oto paradoks, który powinien fundamentalnie zmienić myślenie o długu publicznym: w nowoczesnym systemie zmniejszanie długu nie zapobiega kryzysowi finansowemu — ono go powoduje.
To nie jest teoria, ale już się dzieje.
10 marca 2023 roku Silicon Valley Bank upada przy aktywach wartej 91 miliardów dolarów. Co było przyczyną? Złe pożyczki dla ryzykownych startupów technologicznych? Oszustwa? Niekompetencja zarządu? Żadne z powyższych.
Silicon Valley Bank miał w portfelu 80 miliardów dolarów obligacji skarbowych oraz papierów zabezpieczonych hipotekami, zakupionych w latach 2020–2021 po niskich stopach procentowych, a gdy Fed podniósł stopy z 0,25% do 5% w marcu 2023 roku, wartość tych obligacji spadła o 15 miliardów dolarów. Bank nie upadł przez złe pożyczki — upadł, ponieważ jego zabezpieczenie w skarbówkach nie było wystarczająco płynne, gdy depozytariusze chcieli wypłacić swoje pieniądze.
W ciągu kilku dni bankiem pokrzywdzonym podobnym kryzysem były First Republic Bank (23 miliardy dolarów aktywów) i Signature Bank (110 miliardów). Kryzys pokazał jedną ważną rzecz: nawet obligacje skarbowe muszą pozostać obfite i płynne, bo inaczej banki upadają. Nie byle jakie banki — banki, które spełniły wszystkie zasady, trzymały najbezpieczniejsze aktywa i robiły wszystko, co regulatorzy wymagali.
Pomyśl teraz, co to oznacza dla długu USA. Gdyby USA zmniejszył emisję obligacji, by spłacić dług, ograniczylibyśmy podaż dokładnie tego zabezpieczenia, które banki potrzebują do stabilnej pracy. Tworzyłoby to warunki dla kolejnych bankructw.
Wrzesień 2023, saldo Fed „overnight reverse repo facility” spada z 2,6 biliona dolarów w grudniu 2022 do 1,2 biliona w wrześniu. Dziennikarze finansowi mówią, że to pieniądze wypływające z Fedu. Ale co się naprawdę dzieje? To niedobór obligacji skarbowych.
Instytucje potrzebują trzymać rzeczywiste papiery skarbowe, zamiast pożyczać je Fedowi na noc, bo na rynku nie ma wystarczającej podaży. Departament Skarbu odpowiada ogłaszając bilion dolarów nowego długu na czwarty kwartał 2023 roku – wyłącznie po to, by zapewnić zabezpieczenia dla rynku.
Przeczytaj to jeszcze raz. Rząd USA pożyczył bilion dolarów nie dlatego, że potrzebował pieniędzy na wydatki, ale dlatego, że rynki finansowe potrzebowały zabezpieczenia. Dług wzrósł, aby ustabilizować system, a nie finansować programy.
Październik 2024 roku. Dług narodowy USA osiąga 35,7 biliona dolarów. Można by oczekiwać kryzysu, paniki, gwałtownego wzrostu stóp procentowych, bo świat straciłby zaufanie do zdolności USA do spłaty. Tymczasem ten moment spotyka się z rekordowo niskimi rentownościami obligacji 10-letnich na poziomie 3,8% i ogromnym popytem na aukcjach.
Licytacja 42 miliardów dolarów 10-letnich obligacji 9 października 2024 roku osiąga wskaźnik pokrycia 2,67, czyli było 112 miliardów dolarów ofert na 42 miliardy dolarów dostępnych obligacji. Inwestorzy walczyli, by pożyczać pieniądze na stawkach ledwie pokrywających inflację.
Według danych Treasury International Capital zagraniczne posiadania długu wynoszą 8,9 biliona dolarów, z czego Japonia trzyma 1,13 biliona, Chiny 765 miliardów, a Wielka Brytania 858 miliardów. Rynek nie obawia się zbyt dużego długu. Rynek jest ustawiony na więcej długu, który wymaga jeszcze więcej długu, a wstrzymanie emisji wywołałoby panikę.
Według Investment Company Institute amerykańskie fundusze rynku pieniężnego zarządzają 6,7 biliona dolarów (stan na listopad 2024), wzrost z 3,8 biliona w styczniu 2020. Te fundusze są zobowiązane przez prawo SEC do utrzymywania co najmniej 10% aktywów w dziennych aktywach płynnych i 30% w tygodniowych aktywach płynnych — głównie obligacji skarbowych i repo zabezpieczonych skarbami.
Sama branża funduszy wymaga ciągłej podaży obligacji skarbowych, by legalnie funkcjonować. Gdyby USA spłacił dług, zmusilibyśmy fundusze rynku pieniężnego, gdzie miliony Amerykanów lokują oszczędności, do złamania prawa.
Wyobraź sobie niewybrażalne. Kongres uchwala prawo nakazujące zrównoważony budżet i stałą redukcję długu. Co by się wydarzyło?
Po pierwsze, Fed musiałby zmniejszyć swój bilans w miarę jak obligacje wygasały bez zastąpienia. Te 4,8 biliona w Treasury zabezpieczające rezerwy bankowe by się skurczyły. Rezerwy bankowe spadłyby co zmusiłoby banki do ograniczenia kredytów. Podaż pieniądza by się skurczyła. To nie kwestia polityki, ale matematyczna konieczność. Każdy spłacony dolar długu powoduje zniszczenie dolara rezerw i podaży pieniądza.
Po drugie, rynek repo zmierzyłby się z niedoborem zabezpieczeń. Codziennie 4 do 5 bilionów dolarów pożyczek overnight potrzebowałoby innych zabezpieczeń. Ale nic nie ma takiego zestawu cech: bezpieczeństwa, płynności i akceptacji regulacyjnej jak obligacje skarbowe. Stopy procentowe na pożyczki overnight wystrzeliłyby w górę. Banki, które nie mogłyby zdobyć finansowania, upadłyby lub łączyły się. Doszłoby do zaciśnięcia kredytów nie z złej polityki, ale z dobrej polityki fiskalnej w systemie strukturalnie zależnym od długu.
Po trzecie, zagraniczne banki centralne trzymające 4,8 biliona dolarów jako rezerwy stanęłyby w kryzysie. Malejący dług USA zmusiłby je do szukania alternatywnych aktywów rezerwowych, ale nie ma 4,8 biliona równoważnych, bezpiecznych i płynnych alternatyw. Rynek obligacji euro jest rozdrobniony. Chińskie obligacje nie są konwertowalne. Te banki byłyby zmuszone albo trzymać malejącą bazę rezerw, co zagrażałoby stabilności ich walut, albo przenieść się na ryzykowniejsze aktywa, zwiększając globalną niestabilność finansową.
Po czwarte, rynek instrumentów pochodnych o wartości 699 bilionów dolarów stanąłby w kryzysie zabezpieczeń. Izby rozliczeniowe wymagają wysokiej jakości zabezpieczeń, a przepisy regulacyjne wprost wskazują na obligacje skarbowe jako podstawowe zabezpieczenia. Alternatywy, jak obligacje korporacyjne czy papiery hipoteczne, wymagają kapitału i są mniej płynne. Rynki instrumentów pochodnych skurczyłyby się, co podniosłoby koszty zabezpieczeń dla każdej firmy handlującej międzynarodowo lub zarządzającej ryzykiem stóp procentowych. Twoja stopa hipoteczna, koszty pożyczek firmowych i ceny importowanych dóbr wzrosłyby nie z powodu inflacji, ale z powodu niedoboru zabezpieczeń.
Kto faktycznie korzysta z tego systemu, a kto płaci jego cenę.
Zwycięzcy są pewni. Dealerzy pierwotni tacy jak JP Morgan Chase, Goldman Sachs, Bank of America Securities i Citigroup zarabiają na spreadach kupna i sprzedaży na obrocie 640 miliardów dolarów dziennie w obligacjach skarbowych. JP Morgan samodzielnie odnotował 2,1 miliarda dolarów przychodów z handlu instrumentami o stałym dochodzie w trzecim kwartale 2024 roku, z czego znaczna część pochodziła z papierów rządowych. Rezerwa Federalna posiada 4,8 biliona dolarów w obligacjach skarbowych, które generują odsetki stanowiące mechanizm polityki pieniężnej.
Banki centralne trzymają 1,22 biliona dolarów w papierach skarbowych jako aktywach o zerowym ryzyku, które jednocześnie spełniają wymogi regulacyjne i generują zyski. Banki centralne innych krajów wykorzystują posiadane obligacje jako zabezpieczenie swoich walut i utrzymanie statusu waluty rezerwowej na arenie międzynarodowej.
A kto traci? Przyszli podatnicy — ty, ja, nasze dzieci i wnuki, którzy w roku fiskalnym 2024 płacą 879 miliardów dolarów rocznie odsetek od długu, w porównaniu do 352 miliardów w 2021 roku. Przy obecnych trendach wzrostu, Biuro Budżetowe Kongresu przewiduje, że koszty odsetek przekroczą 1,6 biliona dolarów do 2034 roku, co pochłonie 3,6% PKB wyłącznie na obsługę długu. To pieniądze, których nie można wydać na infrastrukturę, edukację, obronę czy cokolwiek innego.
Oszczędzający w dolarach tracą, ponieważ ekspansja długu napędza wzrost bazy monetarnej i erozję siły nabywczej. Dolar stracił 98% siły nabywczej od 1913 roku, z przyspieszeniem po 1971 roku. Według kalkulatora inflacji Urzędu Statystycznego, dolar z 1971 roku wymaga dziś 747 dolarów, aby kupić te same towary. Twoje oszczędności, pensja i stała emerytura tracą realną wartość, by wspierać system, który korzysta przede wszystkim finansowych instytucji.
Każdy spoza systemu finansowego — małe i średnie firmy i osoby, które nie uczestniczą w rynku repo, instrumentach pochodnych czy spekulacji obligacjami — ponoszą koszty podatkami, nie mając dostępu do korzyści.
Przeciętne gospodarstwo domowe postrzega dług jako ciężar do spłacenia. Dla Wall Street to niezbędna infrastruktura, która generuje zyski.
Oto niewygodna prawda, którą musimy zaakceptować. System nie jest zepsuty. Działa dokładnie tak, jak zaprojektowano. Problem polega na tym, że został zaprojektowany, by rozwiązać problemy 1971 roku. I teraz jesteśmy uwięzieni w tym rozwiązaniu bez wyjścia.
Zbudowali globalną architekturę finansową, w której stabilność wymaga ciągłej ekspansji długu rządowego USA — nie jako preferencja polityczna, lecz jako konieczność strukturalną.
Każdy polityk, który obiecuje spłatę długu narodowego, albo nie rozumie, jak działa system, albo kłamie, by zostać wybranym? Dług nie może zostać spłacony bez rozmontowania podstawy zabezpieczeń globalnych finansów. To nie kwestia woli politycznej ani dyscypliny fiskalnej. To pytanie, czy jesteśmy gotowi zniszczyć system bankowy, zamrozić rynek repo, zdestabilizować waluty obce i zablokować rynek instrumentów pochodnych — wszystko jednocześnie.
15 sierpnia 1971 roku, kiedy tymczasowe zawieszenie konwertowalności dolara na złoto zmieniło wszystko? To nie była wada systemu. To był jego cel. System, który powstał, nie tylko toleruje wieczny dług. On go wymaga. Każdy dolar w obiegu, każda rezerwa bankowa, każda transakcja repo, każdy kontrakt pochodny i każda podstawa monetarna banków centralnych na świecie zależy od długu USA jako zabezpieczenia. Spłata długu nie uwolni Ameryki od zobowiązań. Zniszczy zabezpieczenie stojące za globalnym systemem finansowym.
Dług już nie jest problemem. To rozwiązanie, na którym świat zbudował wszystko, co obecnie istnieje. I nie ma drogi powrotnej bez rozbiórki wszystkiego, co powstało od 1971 roku.
Więc kiedy usłyszysz, że USA chce spłacić dług narodowy, jakby to było zadłużenie gospodarstwa domowego, będziesz znać prawdę. Dług USA przestał być jak dług domowy 54 lata temu. Stał się fundamentem pieniądza, zabezpieczeniem banków, wsparciem dla walut i istotnym składnikiem globalnych finansów. Nie mamy problemu z długiem. Mamy system, który bez długu nie może funkcjonować.