Bliskowschodnia Pułapka Tukidydesa

Gdy przeszłość zderza się z przyszłością

W dzisiejszej publicystyce, ale także wielu analizach znajdziemy wiele nawiązań do Pułapki Tukidydesa. Praktycznie wszystkie dzisiejsze analizy powodują, że oczy badaczy tego zjawiska skierowane są na rywalizację Chin z USA. Jest jednak miejsce na świecie, gdzie zjawisko to występuje dziś w sposób bardzo dynamiczny – miejscem tym jest Bliski Wschód.

Czym właściwie jest owa pułapka? Tukidydes opisał to jako pierwszy w swoim dziele obserwując wzrost potęgi Sparty, która to wkraczała wtedy automatycznie na kurs kolizyjny z Atenami co ostatecznie doprowadziło do II wojny peloponeskiej. Dziś obserwując wydarzenia na BW da się zauważyć jak bardzo na kursie kolizyjnym znalazły się tamtejsze kraje. Rolę Sparty odgrywa tam dziś Iran, a jego zachowanie jest żelazną konsekwencją całej sytuacji jaka rozgrywa się w regionie od dekad.


Drogi Czytaczu, właśnie rozpocząłeś czytanie kolejnego darmowego wpisu na witrynie www.Bogaty.Men. Mamy nadzieję, że twój czas nie zostanie zmarnowany. W ramach podziękowań chcielibyśmy prosić Cię na końcu wpisu o OCEŃ GWIAZDKI ☆ i  PODAJ DALEJ w serwisach społecznościowych . Może ktoś inny skorzysta i w przyszłości się tym samym Tobie odwdzięczy. Dziękujemy za twój Marketing Społecznościowy (&Szemrany).


JCPOA – zwrotnica, która ustawiła kurs kolizyjny

W 2015 Barack Obama podpisał jeden z najmniej przemyślanych dokumentów w historii. Porozumienie nuklearne z Iranem pomiędzy USA, Chinami, Rosją, UK, Francją, Niemcami i UE przez chwilę było pięknym medialnym sukcesem, ale w rzeczywistości jedną z największych katastrof początku XXI w.

Wydaje się, że po wielu doświadczeniach XX w. w polityce międzynarodowej jest mniej naiwności oraz gości sporo przenikliwości. To jednak jest złudne przekonanie, które następnie kosztuje ludzkość jako całość całkiem dużo. USA pod wodzą Obamy i jego administracji po rozpętaniu dość głupiej i nieprzemyślanej wojny w Libii czy realizująca reset w stosunkach z Rosją co zakończyło się Krymem i Donbasem powinna umieć już wyciągać wnioski. Okazało się, że nawet ostrzegana kompletnie tego nie potrafi. Dla doraźnych politycznych i wizerunkowych korzyści zgodziła się ona na deal z Iranem, chociaż wielu wprost wytykało jego słabości i opisywało konsekwencje.

Premier Izraela Natanjahu określił deal „historycznym błędem” i w wielu słowach opisywał to co widzimy dziś. Spełniły się przewidywania, że Iran wypuszczony z sankcji nie zainwestuje pieniędzy jakie napłyną do kraju w gospodarkę, a przeznaczy je na wzmocnienie siły militarnej, co wstrząśnie regionem i automatycznie brutalnie zderzy interesy wielu krajów. JCPOA koncentruje się na powstrzymaniu irańskiego programu nuklearnego, kompletnie nie odnosząc się do pozostałych kwestii, choćby jakże ważnym programie rakietowym. Wielu komentatorów rysowało scenariusz – faktyczne wstrzymanie prac nad bronią jądrową, ale jednocześnie w zamian Iran rozpoczyna ambitny projekt rakietowy. Buduje sobie potencjał militarny, wojska rakietowe oraz precyzyjne środki przenoszenia, po czym uruchamia program nuklearny od miejsca w którym go zakończył i maksymalnie w 2 lata staje się mocarstwem nuklearnym. W zasadzie początek tego scenariusza spełniła się jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Gdy brakuje próżni

Samo odzyskanie podmiotowości w polityce regionu musiało już wywołać zwarcie. Gdy nagle 81 mln kraj leżący w jednym z najważniejszych miejsc Świata „zostaje wypuszczony na wolność” bądźmy pewni, że upomni się o swoje. Problemem jest to, że region przez lata wypracował swoją równowagę, gdzie wpływy Iranu były równoważone i kontrolowane. Ta równowaga została momentalnie zniszczona, gdy Iran wsparł szyicką rebelię Huti w Jemenie i stało się jasne, że Ajatollahowie nie zamierzają przeznaczać nowych środków finansowych na rozwój gospodarki, a inwestują je, aby zniszczyć kompletnie regionalny ład.

Do tego zapowiedzieli i zaczęli realizować zalew rynków swoją tanią ropą. Jak dało się usłyszeć z ust irańskich oficjeli – Iran satysfakcjonuje nawet cena 15 dolarów za baryłkę, gdyż to dla nich nowe źródło dochodów, a jednocześnie uderzy to w ich głównego przeciwnika czyli sunnicką Arabię Saudyjską. W efekcie na początku 2016 spotkała nas miła niespodzianka na stacjach, gdy cena baryłki spadła w okolice 30$. Wywołało to jednak jak pamiętamy wiele innych potężnych perturbacji co było jasnym sygnałem, iż konsekwencje działań Iranu będą odczuwalne przez cały świat.

Irańskie wpływy, pieniądze i broń pojawiły się momentalnie w Hamasie, Hezbollahu, Iraku i Syrii. Dodatkowo nałożyła się na sytuację wojna z ISIS i cała skomplikowana syryjska układanka, która odciągnęła uwagę od poczynań Ajatollahów. Na Bliskim Wschodzie zabrakło próżni jaką mógłby zająć Iran, a więc zaczął on zajmować przestrzeń agresywną polityką. Jest to ogólnie proces bardzo przewidywalny i naturalny co wystawia jeszcze gorszą ocenę administracji Obamy, że zgodził się na taki scenariusz.

Business as usual

Prezydent Polski Andrzej Duda podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II WŚ 1 września w Warszawie w swoim przemówieniu wypowiedział słowa, które idealnie opisują błędy jakie popełniliśmy jako ludzkość kiedyś i jakie niestety popełniamy znowu. Apelował, aby nie powtarzać błędów, gdy dla dobra swoich interesów przymyka się oczy na negatywne działania czy trendy, które następnie prowadzą do tragedii, gdyż rozzuchwalają tych, którzy prowadzą agresywną politykę nie ponosząc za to konsekwencji. Dokładnie taką politykę widzimy w wykonaniu sygnatariuszy JCPOA po wycofaniu się USA z umowy przez Donalda Trumpa. Działaniom w szczególności Francji i Niemiec przyświeca cel realizacji swoich interesów w Iranie bez spoglądania na szerszy kontekst sytuacji jaka się wytworzyła i jaką to powoduje.

O ile bardzo negatywnie trzeba ocenić samo jednostronne zerwanie umowy przez USA co do zasady – gdyż umowy podpisuje się po to, aby ich przestrzegać i wypada być w tym konsekwentnym- o tyle faktycznie zerwanie tej umowy dość szybko po zmianie władzy w USA świadczy o dużej trzeźwości analitycznej w obecnej administracji. Taki kształt umowy oraz nadchodzące inwestycje zagraniczne w połączeniu z agresywną polityką Iranu na 100% doprowadziłyby do wybuchu wojny na BW w niedługim czasie. I trzeba powiedzieć to otwarcie – zerwanie JCPOA daje szanse na uniknięcie tej wojny – chociaż bądźmy uczciwi ta szansa wydaje się dziś jednak niewielka.

Bliski Wschód nigdy nie był i nie jest miejscem, gdzie jakikolwiek gracz może momentalnie urosnąć w siłę bez olbrzymich dla regionu konsekwencji. Obserwujemy to od wieków i dlatego wojny tam są cykliczne i są stałym elementem krajobrazu.

Bliski Wschód w pułapce

JCPOA spowodowała w rzeczywistości zamknięcie się pułapki Tukidydesa oraz ustawienie na jednych torach dotychczasowego rozgrywającego i pretendenta, czyli Arabię Saudyjską i Iran. Dodatkowo konflikt pomiędzy tymi regionalnymi mocarstwami jest potęgowany przez wielowiekowy konflikt szyicko-sunnicki. W realiach, gdy rosnący Iran naturalnie sięga po coraz wyższe wpływy zawierając nowe sojusze, interesy tych dwóch krajów oraz ich stronników zaczynają się krzyżować, a co gorsza wzrost jednych musi się odbyć kosztem drugich. To nigdy niczego dobrego nie wróży. Dodatkowo cała sprawa jest podlana sosem rywalizacji USA oraz Chin co skutkuje, że Chiny są gotowe zainwestować w Iranie potężne środki i wzmocnić jeszcze Ajatollahów, a to dodaje im pewności siebie i wigoru.

Nie bez znaczenia wydaje się rola Turcji w regionie, która widzi od lat swoją szansę w zmieniającym się ładzie i zapewnia niestabilność w Syrii i Iraku realizując swoją politykę mającą zrobić z nich wiodące mocarstwo regionu.
Najbardziej zagadkowa jest tutaj rola Rosji, która gra na wielu fortepianach – od pomocy Asadowi w Syrii, przez sojusz z Turcją, współpracę z Izraelem – po sojusze z Chinami oraz Iranem. To Rosji zresztą jako jednemu z niewielu państw może zależeć na eskalacji sytuacji z wojną włącznie. Rosja jako spory eksporter broni mająca duże wpływy w regionie oraz jeden z największych producentów ropy i gazu na których to opiera się budżet tego państwa w swoich kalkulacjach może widzieć dla siebie szansę odwrócenia wielu negatywnych dla nich trendów w przypadku wybuchu dużej wojny na BW.

Dżin z butelki

O ile samo porozumienie nuklearne miało w sobie pierwiastek pozytywny, a więc zamknięcie programu nuklearnego oraz „uwolnienie” Persów z izolacji międzynarodowej – co zawsze jest pozytywne- o tyle brak spójnego pomysłu jak to zrobić jest jak wypuszczenie dżina z butelki. Wydawać by się mogło, że samo porozumienie jest jak strzelenie gola – może nie pięknego, ale zawsze gola – tyle, że w tym przypadku do tego dochodzi fakt, że to gol samobójczy. Zabrakło głównie etapowania rozciągniętego na kilka lat – które dałoby szansę na łagodzenie skutków powrotu Iranu do gry o regionalny ład. Zabrakło także stopniowego wycofywania się z sankcji, co pozwoliłoby sprawdzać intencje Ajatollahów oraz trzymać nad nimi widmo zerwania umowy.

Jednostronne zerwanie umowy i nawet dość skuteczne sankcje ze strony USA jednak mają małe szanse na sukces. Po pierwsze dlatego, że przynajmniej zachodni sygnatariusze ciągle wyłamują się z linii USA. Po drugie, gdyż wspierają go Chiny czy Indie kupując od nich ropę, co tylko wzmacnia ich pewność siebie. A po trzecie wreszcie, że większość panicznie boi się wojny z USA włącznie – co powoduje, że Ajatollahowie zajmują całkowicie próżnie na polu pokrzykiwań wojennych i pozwalają sobie na bardzo wiele.

Saudyjskie rafinerie – porażka starych hegemonów

Niedawny spektakularny atak na rafinerie w Arabii Saudyjskiej był pokazem siły i to bardzo udanym pokazem. Co najciekawsze wcale nie jest ważne, kto tego dokonał. Czy byli to ci, którzy się do tego przyznali czyli Huti co jest raczej mało prawdopodobne, czy był to rzeczywiście Iran czy nawet, gdyby była to jakaś prowokacja mająca na celu wojnę wywołać – ważne są tylko reakcje.

Reakcje natomiast są z jednej strony tonowane – jak strony Saudyjskiej czy ze strony USA, które zwiększają sankcje, które nie oszukujmy się więcej już Iranowi zbytnio nie zaszkodzą. Z drugiej strony reakcje Persów są pełne straszenia wojną totalną i stosowanie agresywnej retoryki z zatrzymaniem trojga Australijczyków w tle.

Widać, że USA podobnie jak po niedawnej utracie drona ucieka od gwałtownych i emocjonalnych reakcji, a więc nie daje się sprowokować. Może i zapewne jest to odbierane jako słabość, ale jest to odbiór kompletnie błędny. USA nie chcą wojny, która oznaczałaby dla nich olbrzymie koszty i przymus inwestowania olbrzymich zasobów, które musiałaby brać z Europy i co gorsza z Pacyfiku, a to z kolei kosztowałoby ich utratę pozycji w tych regionach – pozycji, która mogłaby być już nie do odzyskania.

Ta polityka znowu jest pułapką, gdyż prowadzi do jeszcze odważniejszych poczynań Persów. A to z kolei wreszcie zaprowadzi nas do wybuchu emocji i spirali, która znowu prowadzi do wojny. Sytuacja wydaje się więc niezwykle trudna.

Wojna w zatoce – koniec starego świata

Iran próbuje siłą wymusić ustępstwa widząc to, że USA nie może sobie pozwolić na wojnę, ale ustępstwa mogą z kolei w globalnym rozrachunku kosztować USA zbyt dużo. Sytuacja może być taką bez wyjścia o ile któraś ze stron nie zmieni kierunku, a na to się nie zanosi.
Wojna natomiast niesamowicie zmienia sytuacje na globie. O ile Iran nie dysponuje jakimiś wybitnymi wojskami. Masa sprzętu pochodzi z zakupów dokonywanych jeszcze za Szacha Pahlawiego oraz z czasów wojny z Irakiem to jednak Iran ma kilka krytycznych argumentów.

Po pierwsze – wielkość kraju i demografia. 81 mln ludności, zapowiedz wojny totalnej, a także szereg sojuszników, którzy gotowi są wspierać Iran tworzy z niego ekstremalnego do podbicia i utrzymania przeciwnika.

Po drugie – nowoczesne siły rakietowe i spora flota morska powoduje, że militarnie Iran może oddziaływać na cały region. Rakietami może skutecznie unicestwić krytyczną infrastrukturę państw ościennych, a niedawny atak na rafinerie powinien rozwiać wszelkie złudzenia.

Rakiety ziemia-woda jak i flota może faktycznie zablokować Ormuz, którym przepływa 40% światowej ropy transportowanej drogą morską. Perturbacje byłyby dla świata przepotężne i trudne do wyobrażenia.

Po trzecie – wpływy w Syrii, Iraku, Hamasie czy Hezbollahu powodują, że z dużą dozą prawdopodobieństwa inni pomniejsi gracze w regionie postanowią załatwić swoje interesy. Zwiążą więc oni spore siły potencjalnie rzucone na Iran przez jego przeciwników, a co gorsza cały region zapłonie przez szereg konfliktów, gdyż ilość napięć na Bliskim Wschodzie jest przeogromna. Przykładowo można sobie wyobrazić, że Turcja postanowi załatwić swoje interesy z Kurdami, a być może i z Syrią i Irakiem.

Jedno jest pewne – wybuch wojny na BW zmieni całkowicie świat, który znamy dziś i będzie to zmiana trwała.

Ucieczka z pułapki

Na dziś dzień scenariusze w których sytuacja rozwiązuje się optymistycznie prawie nie istnieją. Jednym z nich jest ustępowanie Iranowi i pozwolenie mu na zdobywanie wpływów, aż się nasyci – ale tu mamy kolejną pułapkę – apetyt rośnie w miarę jedzenia i może okazać się niepohamowany.

Na przeciwległym biegunie jest faktyczne wypowiedzenie JCPOA przez przynajmniej większość sygnatariuszy i ponowna mocna izolacja Iranu – co jednak jest mało prawdopodobne ze strony Chin czy Rosji, które to mogą utrzymywać reżim na powierzchni i bojowym nastroju.

Paradoksalnie to nuklearyzacja Bliskiego Wschodu może tam dopiero zaprowadzić trwalszy balans, gdyż zadziałać tam może mechanizm strachu przed unicestwieniem. A więc JCPOA, która chroniła przed wojną paradoksalnie może do niej prowadzić, a broń nuklearna przed którą porozumienie chroni, może być jedyną drogą do trwalszego pokoju.

Wycofanie się Iranu z zapisów porozumienia może doprowadzić, więc do zmiany reguł i zmiany zasad gry o ile wcześniej sytuacja nie wymknie się spod kontroli i pułapka Tukidydesa nie zamknie się całkowicie. W dobie ekstremalnego napięcia jeden strzał może zaważyć na losie milionów.

 

Paweł Opaczyński


Ps. Jeżeli podobał wam się artykuł, zachęcamy do ocenienia, skomentowania, podzielenia się przemyśleniami i za-linkowania lub podzielenia się via media.


DISCLAIMER / UWAGA! Niniejsze opracowanie (jak każde inne na tym blogu) nie ma charakteru profesjonalnej analizy, która mogłaby służyć jako podstawa decyzji inwestycyjno-biznesowych. Tekst ma na celu ogólnie przybliżyć czytelnikowi omawiany temat i jest na tyle szczegółowy lub precyzyjny, na ile autor uznał za stosowne. Jeśli szukasz głębszych informacji na poruszane tematy, zachęcam do sięgnięcia po prace specjalistów z danej dziedziny lub zajmujących się stosownym regionem/państwem/obszarem. Sam autor, na własne potrzebny, zbiera podstawowe informacje po to, by móc wyrobić sobie poglądy na interesujące go zagadnienia. Niniejszy artykuł jest efektem dociekań autora i chęci przekazania zdobytych informacji dalej w jak najbardziej przystępnej formie. 

Niniejszym Team Bmen-ów zastrzega, że publikowane informacje i tezy są wolnymi przemyśleniami amatorów, na podstawie których nie mogą być konstruowane żadne roszczenia, przyrzeczenia, obietnice te rzeczowe czy też matrymonialne. W przypadku oblania się gorącą kawą lub zakrztuszenia rogalem podczas czytania tekstu Team nie bierze za to żadnej odpowiedzialności i renty płacić nie będzie!!

Ocenisz ?

21 votes, average: 4.90 out of 521 votes, average: 4.90 out of 521 votes, average: 4.90 out of 521 votes, average: 4.90 out of 521 votes, average: 4.90 out of 5 (21 votes, average: 4.90 out of 5)
You need to be a registered member to rate this.
Loading...
Podzielisz się ?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Komentarze ( 9 )

  • Przyznam że zaintrygowała mnie idea “Pułapki Tukidydesa” i zacząłem trochę czytać. Opson, gratuluję wpisu.

    Tymczasem natrafiłem na taki staroć z 2016 r.

    https://www.mpolska24.pl/post/13140/pulapka-tukidydesa

    Przeczytałem i mam wątpliwosci – ponieważ w dwu czy trzech sytuacjach, autor źle zinterpretował kto jest dominantą a kto aspirującą potęgą. Gdybym zastosował moje poprawki, okazałoby się, iż w każdej możliwej sytuacji, to dominujące mocarstwo stało się zwycięzcą konfliktu z aspirującym.

    Ok, odnosząc się do art. Opsona

    W kontekscie Iranu zastanawiające dla mnie jest kilka spraw:

    1. Czy Rosja i Chiny miałyby fizyczne możliwosci dostarczania materiałów militarnych do Iranu w przypadku konfliktu oraz czy byłyby skłonne to robić i na jaką skalę. Infrastruktura prowadząca do Iranu nie jest sprzyjająca. Po drodze leży Afganistan i Pakistan. jedyne przejscia w miarę bezpieczne widzę przez Uzbekistan/Turkmenistan i ew. Kaukaz. Morze Kaspisjkie chwilowo wykluczam bo tam sztormy i bardzo zmienna pogodda. Pytanie retoryczne – czy zatem siłom koalicji wystarczałoby przeprowadzanie zmasowanych nalotów z terytoriów AS i Izraela na cele w Iranie, co w przypadku walki na wyniszczenie spowodowałoby spadek morale obrońców? to byłby ledwo jeden z kroków całego konfliktu – tak na zaczątek.

    2. Zatoka Perska i Ciesnina Ormuz mają pewien problem – jest to akwen praktycznie zamknięty, tak jak nasz Bałtyk, łatwy do odcięcia. Owszem – Iran ma flotę, ale gross floty Iranu musiałoby operować w warunkach zagrożenia 24h na dobę, bez możliwosci chwili wytchnienia, również w porcie. Ponadto blokada ciesniny to broń dwusieczna – bo ataki na infrastrukturę naftową w Iranie, uderzyłyby gospodarkę Teheranu jeszcze bardziej. Iran blokujący Ormuz oznacza wystawianie się na ataki rakietowe ze strony AS. I na odwrót – siły koalicji blokujące wąskie gardło, wystawiają się na Iran. Żadna ze stron nie chce tego robić, każda wie, że ten ruch oznacza szybką eskalację konfliktu.

    W tym kontekscie uważam że najbardziej na problemach na przepływie ropy straciłyby Chiny, EU, Japonia, Bliski Wschód, najmniej natomiast jako posiadające swoje zasoby USA, aczkolwiek byłoby to również odczuwalne.

    3. Proxy wojna. Wiemy o niezadowoleniach społecznych w Iranie, ale nie wiemy o ich skali. Czy USA mogłyby zmontować w Iranie false flag, proxy war, albo chociażby małą rewolucję (usefull idiots do rzucenia z kamieniami na straż rewolucji, z efektem mizernym ale cudownym medialnie)? Czterdziesci – pięćdziesiąt lat od upadku Szacha Rezy Pahlawiego minęło i poza Kurdami zamieszkującymi zachodnie regiony kraju, nie słyszałem o “partyzantce antyrządowej”. Co najwyżej o paleniu hijabbów i cichych próbach prowadzenia życia zachodniego po zapadnięciu zmroku i w gronie przyjaciół.

    4. Inwazja lądowa odpada, bo tu oscienne mocarstwa musiałyby zareagować – byłoby to naruszenie ich strefy wpływów.

    5. Nie zgodzę się z tezą że nuklearyzacja Bliskiego Wschodu (w domysle Teheranu) byłaby sposobem na pokój. Wystarczy popatrzeć na ekspozycję siły na mapie. Izrael coraz bardziej jest i byłby przyciskany do morza, Arabia Saudyjska coraz bardziej od zatoki Perskiej oddalana (vide casus Kataru z przed kilku lat). Swoją drogą Saudowie nie są w stanie samodzielnie prowadzić działań przeciw Jemenowi. potrzebują koalicji (z której odpadły Zjednoczone Emiraty), pomocy lotniczej UK/US, najemników i ciągłego cashflow z USA. Równowaga w regionie istnieje dzięki siłom militarnym USA i Izraela w regionie, oraz ciągłemu dopływowi pieniędzy z USA. Bez tych czynników, szala przechyla się gwałtownie na korzysć Teheranu & Friends.

    6. Syria jest w ruinie. Czy może się w jakikowiek sposób teraz liczyć? Damaszek jest pod wpływem Moskwy, USA odpusciło. Jak jednak zachowają się USA gdy w Bagdadzie nastąpi zmiana rządu z w miarę zrównoważonego na pro-Irańsko Szyicki?

    Post 9/11 USA strefa wpływów na bliskim wschodzie moim zdaniem zaczyna się walić jak domek z kart i USA musi wymachiwać szabelką i błyskać zębami aby pokazać że gotowe jest podpalić swiat. Wbrew wielu prognostykom, wolę wierzyć, że na jesień nie nastąpi atak an Iran, ponieważ szanse sukcesu nie są takie piękne jak przy obalaniu Saddama, a także opinia swiatowa temu tak nie sprzyja jak powinna. To nie fanatycy na ruskich czołgach jak w Afghanie, ani nie opuszczony przez opinię swiatową dyktator-szaleniec (Kadaffi lub Saddam). Trump na pewno nie chciałby na rok przed wyborami zaliczyć publikacji zdjęć US Marines, pilotów i marynarzy w metalowych trumnach przykrytymi flagą. To się źle sprzedaje.

    Chyba że Teheran zrobiłby lub “zrobiłby” niewybaczalnie głupi błąd na ziemi USA czy w którejs US bazie w regionie.
  • Bartosiak zachwalał dil Obamy z Iranem.
    • screenshot or never happened.

      Osobiście uważam, że JB bardzo wstrzymuje się od komentowania polityki któregokolwiek z krajów. Chętnie, więc usłyszałbym ten komentarz
    • Wielokrotnie na wykładach, w trakcie trwania dilu, i po zerwaniu go przez Trumpa jasno określał swój stosunek.
  • Nie wiem dlaczego ale duża część uczestników tego forum łyka bezkrytycznie słowa bartosiaka jako prawdę objawioną. Mnie nie wszystkie jego poglądy przekonują.
  • Ja znam scenariusz który zapewni pokój na BW.

    zbombardowanie Iranu nukami.

    póki jeszcze swoich nie mają.

    a zegar tyka
  • Ciekawa analiza, autor słusznie zauważa zaburzenia równowagi wywołane dealem nuklearnym oraz to jakie są obecne zdolności militarne Iranu – a są zdumiewające.
    Myślę, ze kraje regionalne nie decydują o wojnie tylko mocarstwa – a jak ani USA, ani Chiny nie chcą wojny to jej nie będzie. Oczywiście może się to zmienić. mogą być proxy wary. ale większej hucpy z tego nie będzie.
    Uważam, że obecnie USA skupia się na Europie/Pacyfik i wycofuje się z BW.

    Może deal Iran – USA? Iran byłby taką Polską tylko ze na BW tamująca ruch – ale myślę, że Iran już tej oferty nie przyjmie 😉


  • Skomentuj