Aktualna Sytuacja Gospodarcza Polski – Maj 2020

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (20 votes, average: 5.00 out of 5)
Loading...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
OCEŃ & PODAJ DALEJ, niech i inni mają szansę POCZYTAĆ

Minęło kilka miesięcy od mojej ostatniej analizy z cyklu Aktualna sytuacja gospodarcza Polski.

Aktualna sytuacja gospodarcza Polski – Sierpień 2019

W dzisiejszym artykule omówię bieżącą sytuację gospodarczą Polski analizując najważniejsze wskaźniki makroekonomiczne.

Ponieważ sytuacja na rynkach zmienia się bardzo dynamicznie w związku z pandemią COVID-19, a dostępność najważniejszych danych pozostawia wiele do życzenia, głównie dlatego, że wciąż nie ma dostępności choćby bardzo istotnego bilansu płatniczego za marzec, zdecydowałem się nie czekać dłużej i opublikować artykuł na temat aktualnej sytuacji Polski możliwie szybko, biorąc pod uwagę wyłącznie dostępne dane, przede wszystkim dotyczące sytuacji wewnętrznej. Kiedy tylko pojawią się oczekiwane dane napiszę update.

PKB

Zacznijmy od tego, nad czym ostatnio wszyscy się zastanawiają czyli jak korona-kryzys wpłynie na PKB Polski. Poniżej prezentuję tabelę opartą na dostępnych danych z GUS odnośnie działów gospodarki Polski i ich udziału w tworzeniu PKB Polski za rok 2019. Na ich podstawie postanowiłem oszacować jak kryzys wpłynie na poszczególne działy w kolejnych kwartałach 2020 roku i jaki będzie ostateczny wpływ na całoroczne PKB.

Tabela 1 – Udział poszczególnych działów gospodarki w PKB Polski za rok 2019 oraz szacunki własne autora odnośnie kolejnych kwartałów i całego roku 2020.

Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że najbardziej poszkodowane w wyniku kryzysu branże to Kultura i Rozrywka, Hotele i Gastronomia, Edukacja i Pozostałe.

W sumie dobre jest to, że wymienione działy odpowiadają łącznie za 7,9% PKB. 

W mojej prognozie założyłem, całkowity lockdown w K i R oraz H i G potrwa do końca maja.

Ogólnie dla całości PKB najważniejsze jest jednak to, jak bardzo ucierpią działy wnoszące najwięcej do PKB czyli Przemysł i Handel oraz w dalszej kolejności Budownictwo i Transport wraz z Logistyką.

Założyłem, że Przemysł straci 10% w marcu, 7% w Q2, 3% w Q3 oraz powróci w Q4. W Handlu założyłem stratę na poziomie 10% w Q1 i Q2, powrót w Q3 i +10% w Q4.

Zakładany poziom spadku danego działu został zsumowany w ostatniej kolumnie. Jak widać zakładam, że stracą prawie wszystkie działy. Najbardziej K i R o 39%, oraz H i G o 31%. Zyska IT i Komunikacja o 13%, a kilka działów zachowa poziom m.in. Rolnictwo, Administracja, Zdrowie, Obrona Narodowa.

To co wyszło po zagregowaniu tych wszystkich założeń to zmniejszenie polskiego PKB w 2020 roku o ok. 4% rdr.

Jak widzicie taki model jest dość wrażliwy na zmianę założeń i tego co się stanie w kolejnych miesiącach roku. Jednak sami możemy sobie wpisać własne założenia i zobaczyć co z tego może wyjść.

Na pewno ogromne znaczenie będzie miała tarcza antykryzysowa i to ile pieniędzy zostanie wtłoczonych do poszczególnych działów gospodarki. Może się okazać, że np. działy, które zasadniczo są uziemione, wcale nie ucierpią tak bardzo, jeśli tylko państwo dosypie im dochodów, pomimo, że w tym czasie nie wykonywali żadnej pracy.

Może się wręcz okazać, że na skutek przepisów specustawy to nie te wymienione wyżej działy ucierpią najbardziej, ale właśnie ich kontrahenci gdzieś dalej w łańcuchu powiązań.

Przykładowo wielkim przegranym może się okazać branża nieruchomości jeśli najemcy bezkarnie przestaną płacić czynsz, bądź też wynegocjują ogromne zniżki. Podobnie może stracić branża finansowa, jeśli kredyty nie będą spłacane.

Po tym co widzimy w kursach akcji rynki przewidują większe straty np. Banków niż importerów tanich ciuchów, choć przecież to Ci drudzy są w lockdownie, a nie banki.

Zadłużenie Skarbu Państwa

Zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło w marcu o 40 mld PLN i wyniosło 1,037 mld PLN. To duży wzrost jak na jeden miesiąc. Dla porównania wzrost zadłużenia w lutym wyniósł tylko 10 mld PLN. Więc różnica jest ogromna. Widać, że rząd przygotowuje duży bufor finansowy w obliczu nadchodzącego kryzysu.

Biorąc pod uwagę, że koszt tarczy antykryzysowej ma wynieść ok. 200 mld PLN, trzeba więc szykować na ten cel wszelkie możliwe środki.

Kolejnym elementem zdobywania środków na tarczę są emisje korona-obligacji przez PFR. Prezes Funduszu zapowiada emisję na 100 mld PLN, a pierwsza tura została już sprzedana bankom za sumę 16 mld PLN.

Pytanie na co konkretnie będą przeznaczane środki. Prezes mówi o pomocy dla przedsiębiorstw. To ważne i chwalebne, byle nie były to przelewy, które za chwilę wylądują na prywatnych kontach akcjonariuszy.

Z artykułu w wnp.pl możemy wyczytać, że 5 mld PLN pójdzie na wykup obligacji korporacyjnych od TFI. Jeśli będą to rzeczywiście obligacje o ratingu inwestycyjnym to ok, pytanie tylko kto to zweryfikuje. Przecież firma, która mogła mieć niezły standing przed kryzysem, obecnie może mieć duże kłopoty i gdyby teraz zbadać jej rating, mogłoby nie być tak różowo.

Wyemitowane obligacje to 4-latki z oprocentowaniem rocznym 1,375%. Podobno cieszyły się dużym wzięciem przez banki. Ze swej strony zastanawiam się po co kupować gorzej oprocentowane obligacje PFR, który co prawda ma gwarancje Skarbu Państwa niż bezpośrednio obligacje od Skarbu Państwa z wyższym oprocentowaniem.

Ale może ktoś “przekonał” banki do tej inwestycji i teraz już wiemy dlaczego kursy banków ryją po dnie.

Ciekawe jest to, że np. PEKAO kupił z tej puli obligacji za 6 mld PLN co stanowi 38% całej puli, choć udział PEKAO w polskim rynku bankowym to tylko 10%. Chyba już wiemy po co wiceminister został skierowany na stanowisko prezesa PEKAO. Zresztą nie było to pierwsze “wsparcie” tarczy rządowej. Wcześniej PEKAO kupił za 3 mld PLN obligacje BGK.

A w chwili kiedy piszę te słowa kurs PEKAO osiągnął swoje minimum na poziomie 49 zł i to w sytuacji, kiedy od 16.03 trwa odreagowanie na giełdach a indeks WIG 20, do którego należy PEKAO wzrósł od tego czasu z 1250 do 1600 punktów. W tym samym czasie kurs PEKAO dalej traci i osiąga dno, co sugeruje, że inwestorzy negatywnie oceniają działania zarządu.

Podaż pieniądza

Wg danych opublikowanych przez NBP na koniec marca 2020 r. agregat M3, pokazujący łączną podaż pieniądza, wyniósł 1 628,4 mld zł i był o 49,1 mld zł wyższy niż na koniec lutego 2020 r.

Jeśli chodzi o najważniejsze składowe M3, czyli depozyty gospodarstw domowych to w marcu 2020 r. ich wartość zwiększyła się o 13,1 mld zł, tj. o 1,5% i wyniosła 906,8 mld zł. W sektorze przedsiębiorstw wartość depozytów i innych zobowiązań wzrosła o 13,2 mld zł, tj. o 4,3% do poziomu 321,7 mld zł.

Zadłużenie gospodarstw domowych wzrosło o 8,3 mld zł, tj. o 1,1% do wysokości 784,3 mld zł. Stan należności od przedsiębiorstw zwiększył się o 11,0 mld zł, tj. o 2,8%, do wysokości 404,4 mld zł, a zadłużenie netto sektora instytucji rządowych szczebla centralnego zwiększyło się o 23.7 mld, tj. 8,2%, do wysokości 313,9 mld zł.

To bardzo istotne dane pokazują już impakt kryzysu. Ostatnio podaż pieniądza M3 rosła około 10% rocznie czyli około 150 mld PLN rocznie. To daje średnio 12,5 mld PLN miesięcznie. Dane za marzec pokazują, że M3 urósł średnio 4x mocniej niż w przeciętnych miesiącach poprzedniego roku.

Widzimy zatem bardzo silny impuls monetarny, który przynajmniej w teorii powinien sprawić, że nie będzie problemów z płynnością.

Przeanalizujmy więc dane: Zadłużenie gospodarstw domowych urosło o 8,3 mld m/m. To są standardowe wielkości, więc widać, że kredyt jest wciąż dostępny i używany. Ale już depozyty gospodarstw domowych urosły aż o 13.1 mld m/m, czyli o prawie 5mld więcej niż przyrost zadłużenia.

Podobną sytuację widzimy w przypadku przedsiębiorstw, gdzie zadłużenie wzrosło o 11 mld a stan depozytów 13,1 mld.

Jedynie w przypadku instytucji rządowych wygląda to zgoła inaczej.

Wniosek jest jednoznaczny – na kryzysie bogacą się ludzie i firmy, choć w TV mówią coś innego. Wystarczył miesiąc nic-nierobienia a już wzrósł przeciętny majątek gospodarstw domowych oraz firm.

Mechanizm jest prosty – w czasie wybuchu kryzysu ludzie wypłacają gotówkę. W ostatnim miesiącu wypłacili 26 mld PLN.

To powinno zmniejszyć ich depozyty, ale przecież tak się nie stało. Te nawet urosły. Właściciele firm przelewają walutę na prywatne konta, po czym proszą państwo o pomoc. To emituje obligacje i wypłaca firmom. I łańcuszek się zamyka.

Tak wygląda bogacenie się na kryzysie. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, a jedynie wybranej części społeczeństwa.

Ci którzy są etatowcami, mogą liczyć najwyżej na postojowe, ewentualnie wymuszoną obniżkę pensji, ewentualnie zostaną zwolnieni i dostaną zasiłek.

Jak się skończy całe zamieszanie to i tak oni będą spłacać ze swych pensji długi, które narobił rząd na “ratowanie” gospodarki.

Inflacja

Wg danych NBP inflacja CPI za marzec wyniosła 4,6%. To wyraźnie więcej niż cel inflacyjny i projekcje NBP.

Jeśli chodzi o samą projekcję PKB i inflacji prognozowanej przez NBP to wygląda to kuriozalnie.

Projekcja datowana na 09.03.2020 przewiduje na 2020 rok wzrost PKB o 3,2% r/r oraz inflację CPI na poziomie 3,7%.

Oczywiście nie muszę pisać, że taka projekcja PKB nie sprawdzi się w tym roku.

Wnioski

Jak zatem powinien zachować się rząd w okresie kryzysu.

Byłoby banałem, gdybym napisał, że wystarczyło czytać Bogatego.mena i zamknąć granicę zanim jeszcze wirus przybył do Polski i spokojnie przygotować się na epidemię. Nie byłby potrzebny lockdown gospodarki, a zamknięcie granic i zakaz podróży międzynarodowych i tak trzeba było wprowadzić.

Z tym, że izolacja kraju miałaby sens, gdyby w kraju nie było zakażeń. Jakimże absurdem jest jednak zamykanie kraju i granic w sytuacji, kiedy wirus już dotarł i rozprzestrzenia się wewnętrznie.

Ale dobrze, stało się. Co dalej ?

Problemem wszystkich kryzysów, nie tylko tego, jest to, że gwałtownie zmniejsza się prędkość obiegu pieniądza, czyli relacja między PKB a podażą pieniądza. PKB spada z powodu lockdownu, ale nie tylko. Nawet po zniesieniu lockdownu ludzie nie rzucą się do zakupów, bo zostało zasiane ziarno niepewności. Większość do tej pory żyła z dnia na dzień, nie zastanawiając się nad jutrem. Teraz zrozumieli jak łatwo może się zawalić ich poukładany, mały świat.

Zaczną więc oszczędzać i gromadzić płynne środki na przyszłość. To zupełnie normalna reakcja. Jej efektem będzie jednak powiększenie stopnia recesji. Po prostu ograniczą swoje wydatki na produkty i usługi, które w ich mniemaniu nie są im konieczne. To zwyczajny opis oszczędzania. Po jakimś czasie wszystko powoli wróciłoby do normy. Kiedy ludzie znów poczują się bezpieczniej zaczną wydawać i znów będzie się kręcić. No ale niestety przez jakiś czas należałoby zaakceptować recesję i nauczyć się z tym żyć.

Ale recesja jest najgorsza dla rządów, którym w tym czasie czasie spada PKB, a rośnie relacja długu do PKB.

Ta relacja jest zwykle opisywana konstytucyjnie i nie powinna być przekraczana. To oznacza, że rząd, któremu trafi się akurat kryzys nie wygrałby następnych wyborów, bo zostałby odrzucony przez grupy społeczne tych ludzi, którzy straciliby na kryzysie.

A kto zwykle na kryzysach tracił ? Otóż ludzie wykonujący niezbyt niezbędne produkty i usługi. W czasie kryzysu nagle okazuje się, że można żyć bez koncertów, przedstawień, widowisk sportowych, siłowni. Można coś zjeść w domu, zamiast przepłacać w restauracji, można obejrzeć film w tv zamiast w kinie, można jechać na własną działkę, zamiast szaleć po świecie, można wreszcie nawet ograniczyć zakupy ubrań, butów czy drogich kosmetyków, skoro więcej czasu spędzamy w domu.

Ale niestety nie myślą tak ludzie dostarczający tychże usług. Oni uważają, że to ich praca, ich zawód i ktoś ma im zapewnić dochody, do których są przyzwyczajeni. Nieważne, że te usługi przestają znajdować nabywców.

Ale od czego jest rząd, szczególnie taki przed wyborami. On zapewni świetlaną przyszłość każdemu potrzebującemu.

A wszystko to odbywa się w świetle reflektorów i wszyscy biją brawo, jak to dobry rząd pomaga innym w kryzysie.

Tylko cisza o tym, kto za to wszystko zapłaci. A zapłacą jak zwykle wszyscy w podatkach, ale nie tylko. Przez ogromne pompowanie M3 rośnie inflacja, a więc Ci, których dochody nie rosną równo ze wzrostem M3, są w efekcie poszkodowani. Nawet w zwykłych latach M3 rosło o 10% rocznie, a więc wszyscy, których dochody nie rosły tak szybko byli stratni i coraz biedniejsi, a co dopiero teraz, kiedy M3 urośnie pewnie znacznie więcej. A czy Wasze dochody rosną szybciej niż M3 ?

Poza tym zapłacą Ci, którzy płacą podatki, najbardziej etatowcy, którym nie da się wypłacić pod stołem. Zapłacą PITem, akcyzą i VATem. Zmniejszy się też siła nabywcza emerytów. Ich emerytury nie rosną przecież tak szybko jak M3.

Zapłacą też przyszli emeryci, a właściwie już płacą. Ci którzy zostali nabici przez kolejne rządy w butelkę OFE.

OFE najpierw zostały pozbawione połowy aktywów przez rząd w 2014, co w efekcie sprawiło, że stały się agresywnymi funduszami akcji, które są bardzo narażone na wahania kursów. Ale to wszystko jeszcze nic. Firmy prywatne może i czasem tracą w czasie kryzysów, ale szybko się odbudowują po i zwykle ich wartość stale rośnie w czasie.

Firmy państwowe jednak, a te głównie są w portfelach polskich OFE, służą jako narzędzia dla rządzących do realizacji ich polityki. Zwykle robią to czego prywatni przedsiębiorcy nie chcą robić, bo się nie opłaca.

Np. Organizują dostawy artykułów medycznych dla szpitali (vide KGHM czy Lotos), tak jakby nie mogło tego robić Ministerstwo Zdrowia, ewentualnie sponsorują zniżki w paliwie (vide Orlen) dla wybranych grup społecznych.

Ale to wszystko nic w porównaniu do opisywanych wyżej zakupów obligacji przez banki. Oprócz tego banki cierpią również przez obniżki stóp procentowych.

W efekcie aktywa OFE stopniały przez 2 miesiące o ok. 30%. Czy ktoś pytał przyszłych emerytów, czy chcą w ten sposób pomagać “poszkodowanym” przez koronawirusa?

A już za szczyt bezczelności należy uznać przebąkiwania polityków, że reformę OFE trzeba przesunąć w czasie, bo w sytuacji gdy OFE straciły tyle na wartości, to już te 15% opłaty przekształceniowej nie będzie takie jak przed kryzysem.

Czy zatem państwo nie powinno robić niczego w obliczu kryzysu ?

Jest to jedna z opcji. Zastosowana m.in. przez rząd Tuska w roku 2009. Nic nie zrobił, nikogo nie wspierał, a RPP zamiast obniżać stopy to je podniosła. Polska uniknęła wtedy recesji, bo wzrost PKB nie spadł poniżej zera.

Nie oznacza to jednak, że Polacy nie zapłacili za ten kryzys. Zapłacili. Najbardziej przez utratę siły nabywczej PLN.

Kurs PLN do USD czy EUR spadł w wyniku kryzysu o kilkadziesiąt procent i to był ten koszt. Został jednak poniesiony w miarę solidarnie przez całość społeczeństwa, a nie tak jak obecnie, że biedni fundują jeszcze większe bogactwo bogatym.

A może jednak jakoś pomagać ?

Jak najbardziej. Uważam, że w obliczu takiego kryzysu największym zagrożeniem jest chwilowa utrata płynności przez największe firmy stanowiące główną siłę danej gospodarki. Zakładając zaś, że kryzysy zwykle mijają, należy zapewnić im takie wsparcie, żeby te firmy nie upadły i nie straciły rynku oraz majątku na rzecz obcych.

A więc należy zrobić coś zgoła przeciwnego, niż to co zrobił kiedyś bardzo sławny wicepremier w ramach swojego słynnego planu.

Ale wsparcie nie oznacza rozdawnictwa do kieszeni. A tym bardziej w warunkach lockdownu czyli przerwanych łańcuchów dostaw, uniemożliwiających realnie osiągnięcie równowagi rynkowej popyt/podaż.

W pierwszej kolejności należy zapewnić tanie kredytowanie obrotowe firmom wyłączonym z powodu lockdownu, ale nie bezpośrednie przelewy. Rzecz w tym, że wiele firm, które obecnie są w kłopotach to zwykłe wydmuszki, nie posiadające nawet realnej wartości księgowej, bo całe aktywa są skredytowane, a cash flow znajduje się w kieszeni właściciela.

Przykładem chociażby z WIG20 jest fioletowa sieć czy importer trampek.

Takim firmom należy pomóc przez wejście kapitałowe np. Poprzez objęcie przez Skarb Państwa dodatkowej emisji i wprowadzenie swojego przedstawiciela do Rady Nadzorczej i zarządu.

W sytuacji, kiedy państwo powinno pomóc znajdują się np. Firmy naftowe na świecie. Przy rekordowo niskiej cenie ropy naftowej zakładam, że nawet 95% firm naftowych może nie być rentownych i ponosi straty. Wg zaleceń liberałów takie firmy powinny zbankrutować a ich drogi majątek powinien być zmarnowany bądź sprzedany za złotówkę. Jakoś mało kto na świecie tak robi.

Wiadomo, że gdy jest zakaz przemieszczania to cena ropy nie może być wysoka, ale gdy wszystko wróci do normy, popyt na ropę wzrośnie i cena również. Dlatego w takim przypadku warto wesprzeć firmy, które mają szansę przeżyć, ale właśnie metodą kapitałową, żeby zwyczajnie być w stanie odzyskać dla społeczeństwa środki wydane na ratowanie.

W Polsce taka sytuacja może dotyczyć sektora węglowego, ewentualnie PGNIG. Nie wolno pozwolić im zbankrutować, bo ich produkty będą i tak potrzebne gospodarce. Nie oznacza to jednak, że trzeba dawać teraz podwyżki górnikom.

Należy wprowadzić programy oszczędnościowe, ale jednak zachować płynność tych firm.

Nie należy natomiast ratować na siłę branży czy firm, które i tak prawdopodobnie nie podniosą się po kryzysie.

Przecież w biznesie prywatnym zawsze będzie się liczyć czy dane wsparcie się opłaca czy też nie, a przecież każdy biznes jest nieco inny, a zasady przyznawania pomocy muszą być jednolite. To powoduje, że część przedsiębiorców zwyczajnie się na kryzysie i wsparciu państwa bogaci, podczas gdy inni i tak decydują się na zamknięcie swoich firm i zwolnienia personelu, jeśli z rachunku ekonomicznego wychodzi im, że takie rządowe wsparcie po prostu im się nie opłaca.

Dlatego nie można popierać takiego wsparcia, bo jest ono zwyczajnie drogie i mało efektywne, a z ludzkiego punktu widzenia zwyczajnie niemoralne.

Należy jednak zadbać o konsumentów, którzy w wyniku kryzysu i decyzji przedsiębiorców stracą swoje źródła dochodu. Należy zapewnić zasiłki dla bezrobotnych w odpowiedniej wysokości i na odpowiedni czas, nie zapominając o bodźcach w kierunku zachęty do podjęcia nowego zajęcia.

Wielu oczywiście uważa to za socjal, ale z ekonomicznego punktu widzenia to końcowi konsumenci są źródłem napędzania konsumpcji, bo przecież muszą coś jeść i gdzieś mieszkać, żeby żyć, więc jest pewne, że dane im pieniądze natychmiast wydadzą, a o to przecież chodzi w wychodzeniu z kryzysu.

Być może niektórzy stali czytelnicy pamiętają jeszcze mój ostatni artykuł z cyklu Aktualna Sytuacja Gospodarcza Polski z zeszłego roku, gdzie negatywnie oceniałem wówczas kolejne rozdawnictwa w postaci 500+ na pierwsze dziecko, czy 13-ta emerytura. Wtedy to był absolutny zbytek, żeby do i tak już rozpędzonej konsumpcyjnie gospodarki dolewać dodatkowego paliwa, co tylko wpłynęło na rozwój niezbyt potrzebnych usług. Ale w obecnej sytuacji kryzysu, najgorszą rzeczą, jaką można by było zrobić to właśnie zabranie tych prokonsumpcyjnych wydatków socjalnych.

Epilog – MMT (Modern Monetary Theory) i UBI (Universal Basic Income)

W kilku komentarzach na LinkChacie zdarzało mi się odnosić do tych „nowoczesnych” teorii finansowych.

Żeby była jasność – nie jestem zwolennikiem ani MMT, ani UBI. W swojej serii z cyklu „Droga do bogactwa narodów” wyraźnie opisałem skuteczne metody na osiągnięcie bogactwa narodu i nie było między nimi ani MMT ani UBI.

Jednakże, obserwując co się dzieje na świecie w tzw. wolnorynkowej gospodarce, a już szczególnie w temacie „walki z kryzysem” muszę spojrzeć na owe teorie w innym świetle.

Otóż niestety świat jest tak zorganizowany, że nie jest ważne to co pisze ktoś na niszowym blogu, liczy się to co ma szansę wdrożenia. To podobnie jak z wyborami prezydenckimi. Jeszcze nigdy nie udało mi się wybrać tego człowieka, który byłby dobry dla Polski, bo taki zwyczajnie nie ma szans na zwycięstwo. Dlatego zawsze głosuję na zasadzie wyboru mniejszego zła.

Podobnie sprawa ma się z gospodarką. Jeśli nie może być tak, jak powinno być, to trzeba się chociaż opowiedzieć za mniejszym złem. I tym mniejszym złem, w porównaniu do obecnie używanych metod, jest właśnie MMT i UBI.

Bo, choćby odnosząc to do obecnego kryzysu, czy nie lepiej byłoby, gdyby państwo zwyczajnie zleciło swojemu bankowi centralnemu wydruk odpowiedniej ilości waluty, a następnie przelałoby to tym, którym uważa za stosowne ?

O ile to byłoby, prostsze, tańsze i czytelniejsze niż tworzenie pozorów, pod hasłami „niezależnego banku centralnego”, który „nie może” skupować długu państwowego, bo mu Konstytucja nie zezwala.

Nie trzeba byłoby tworzyć organizacji takich jak BGK czy PFR. Bawić się w jakieś sztuczne emisje obligacji i zmuszać do uczestnictwa w tej zabawie spółki publiczne.

A jeśli chodzi o UBI, to skoro i tak państwo rozdaje na lewo i prawo aż 40% PKB (w tym roku pewnie będzie to znacznie więcej), to przynajmniej mielibyśmy pewność, że rozdawanie jest sprawiedliwe i każdy obywatel jest wtedy równo traktowany. Dostajesz od państwa czyli społeczeństwa swoje minimum, które pozwoli Ci nie umrzeć z głodu, ale o resztę masz się postarać sam. Żadnych dodatkowych zasiłków, zapomóg, 500+ itp. Likwidacja całej biurokracji związanej z redystrybucją dochodów. Prosty przelew comiesięczny na konto każdego obywatela i koniec.

Skoro teraz stać nas na wydatki państwa rzędu kilkuset miliardów złotych, to te same pieniądze mogłyby posłużyć wszystkim sprawiedliwie, a usługi dostarczane obecnie przez państwo niech już każdy kupi sobie sam.

The END

Arcadio


Ps. Jeżeli podobał wam się artykuł, zachęcamy do ocenienia, skomentowania, podzielenia się przemyśleniami i za-linkowania lub podzielenia się via media.


 

DISCLAIMER / UWAGA! Niniejszy opracowanie (jak każde inne na tym blogu) ma charakter amatorskiej analizy, która ma na celu jedynie ogólnie przybliżenie czytelnikowi omawianego tematu. Analiza ta jest efektem dociekań autora, i jest na tyle szczegółowa/precyzyjna, na ile autor uznał za stosowne. Jest ona tylko prywatną opinią autora, nie stanowi żadnych rekomendacji inwestycyjnych, i nie może służyć jako podstawa decyzji inwestycyjno-biznesowych. W celach głębszego zrozumienia tematu, bądź też zdobycia profesjonalnej informacji, autor zachęca do sięgnięcia po prace specjalistów z danej dziedziny. Sam autor, na własne potrzebny, zebrał podstawowe informacje w tematyce po to, aby móc wyrobić sobie poglądy na interesujące go zagadnienia, a przetrawione wnioski są owocem tej pracy. 

Niniejszym Team Bmen-ów zastrzega, że publikowane informacje i tezy są wolnymi przemyśleniami amatorów, na podstawie których nie mogą być konstruowane żadne roszczenia, przyrzeczenia, obietnice te rzeczowe czy też matrymonialne. W przypadku oblania się gorącą kawą lub zakrztuszenia rogalem podczas czytania tekstu Team nie bierze za to żadnej odpowiedzialności i renty płacić nie będzie!! 


LITERATURA

  1. www.nbp.pl
  2. https://www.gov.pl/web/finanse/zadluzenie-skarbu-panstwa
  3. https://www.pb.pl/borys-rusza-emisja-obligacji-pfr-w-ramach-tarczy-finansowej
  4. https://www.wnp.pl/finanse/nawet-5-mld-zl-chce-przeznaczyc-pfr-na-zakup-obligacji-korporacyjnych
  5. https://www.money.pl/gospodarka/tarcza-antykryzysowa-dla-samozatrudnionych-nie-etatowcow-firmy-widmo-beda-naduzywac-wsparcia

Komentarze ( 13 )

  • Dzięki za artykuł. Na końcu wspomniałeś o MMT i UBI, że na czas trwania kryzysu można by było to wdrożyć. Znając naszych rządzących to pewnie po kryzysie te rozwiązania by zostawili by kupić sobie głosy. Zastanawiam się czy te MMT i UBI jak by miały zostać dłużej, nie przyczynią się do wzrostu inflacji.
  • @frax
    Podkreślam, że traktuję UBI i MMT jako mniejsze zło w stosunku do tego co się dzieje obecnie pod hasłem walki z kryzysem.
    Jeśli tylko w ciągu jednego miesiąca M3 urosło o 50 mld to to jest dopiero inflacja i to bez MMT i UBI. To ile będzie do końca roku ?

    Te narzędzia to trochę jak młotek czy wiertarka. Za ich pomocą można szybciej zrobić remont ale jak ktoś użyje narzędzia niewłaściwie to sobie przywali w głowę lub przewierci palec.

    Celem dla którego przywołałem ten temat jest głównie wskazanie, że w stosunku do tego co się obecnie dzieje nawet takie futurystyczne rozwiązania jak MMT i UBI zaczynają nabierać sensu.
    • Mieczyslaw
      MMT i UBI jest wdrażane, czy nam się podoba to czy nie. Tak jak piszesz
      “O ile to byłoby, prostsze, tańsze i czytelniejsze niż tworzenie pozorów, pod hasłami „niezależnego banku centralnego”, który „nie może” skupować długu państwowego, bo mu Konstytucja nie zezwala.
      Nie trzeba byłoby tworzyć organizacji takich jak BGK czy PFR. Bawić się w jakieś sztuczne emisje obligacji i zmuszać do uczestnictwa w tej zabawie spółki publiczne.”
      Niestety u nas jest potrzebny pośrednik, który swój % zainkasuje, a lud jeszcze w rękę pocałuje za wielką “pomoc”.
  • Arcadio

    Bardzo dobry artykuł.


    “A kto zwykle na kryzysach tracił ? Otóż ludzie wykonujący niezbyt niezbędne produkty i usługi. W czasie kryzysu nagle okazuje się, że można żyć bez koncertów, przedstawień, widowisk sportowych, siłowni. Można coś zjeść w domu, zamiast przepłacać w restauracji, można obejrzeć film w tv zamiast w kinie, można jechać na własną działkę, zamiast szaleć po świecie, można wreszcie nawet ograniczyć zakupy ubrań, butów czy drogich kosmetyków, skoro więcej czasu spędzamy w domu.”

    Ten fragment idealnie wpisuje się w teorię Rothbarta o bumie i krzysie. W związku z tym kilka pytań:
    -Czy zbyt łatwo dostępny kredyt spowodował złudne poczucie społeczeństwa polskiego, że się bogaci, podczas gdy na tym korzystała nieliczna grupa ludzi?
    -przedsiębiorcy na podstawie w/w złudzenia przeinwestowali środki ze stopy krótkotrwałej na długotrwałą, jednym słowem zaczęli inwestować środki w potrzeby coraz bardziej oddalone od konsumenta. Zatem obecnie wegłud Rothbarta nastąpi urealnienie gospodarki i nie pomoże kredyt, gdyż jak wspominałeś końcowym czynnikiem podnoszącym ich przedsiębiorstwa są konusmienci i jeśli oni nie ruszą na zukupy nie będzie też popytu. Czy jest sens takiej ilości luzowania nawet dla konsumentów, czy też warto poważnie się zastanowić w jaki sposób niejako zmusić konsumpentów do sposobu racjonalnego ich wydawania. Bo jeśli dostaną wszyscy określoną ilość pieniądza to nie wpłynie to na ich zachowanie
    -w opozycji do tego co napisał wyżej, Rothbrat pisze, że nie zawsze deflacja źle wpływa na biznes. Dla biznesu liczą się koszy. Jeśli koszt pracy spadnie a oni będą w stanie taniej nabyć potrzebne im środki(nie pieniężne materiale np) poprzez deflację co wyrówna im poniesione koszty. Czy powinniśmy reagować w taki sposób jak robi to rząd. Czy deflacja jest dobra zatem? I drugie pytanie cRothbart wzorował się na Wielkim Krachu, który jakieś tam powiązania miał ze złotem, czy obecny model oparty na pieniądzu dłużnym nie podlega czasem innym prawom i teoria kryzysu Rothbarta w tym wypadku nie obowiązuje(z obowiązuje(co najmniej częściowo, z wyjątkiem głównego założenia, że to konsument decyduje o priorytetach)
    • @BenyRBH
      Z mojej perspektywy Rothbard żył w zupełnie innych czasach i jego dzieła warto znać, podobnie choćby jak dzieła Grahama, ale w obecnej rzeczywistości trudno jednoznacznie na nich polegać, ponieważ świat znalazł się w takim punkcie, w jakim jeszcze nigdy nie był.
      Ja deflacji w tym kryzysie nie widzę. Jest kilka warunków, żeby doszło do deflacji. Np. spadek podaży pieniądza w wyniku utrudnionej dostępności nowych kredytów i wzmożonej spłaty starych.
      Tak się nie dzieje. Stopy poszły w dół, nikt nie spłaca nadmiernie starych kredytów, nowe są wciąż dostępne.
      Drugim warunkiem jest możliwość technologicznego rozwoju w celu obniżenia kosztów produkcji.
      Moim zdaniem nie ma już istotnych możliwości zwiększenia wydajności produkcji.
      Mogą spaść koszty energii ( vide tania ropa) ale to też nie na dłuższą metę, bo przecież nie da się wydobywać stale poniżej kosztów. Mogą spaść koszty personelu, ale wtedy natychmiast spadnie siła nabywcza.
      Moim zdaniem producenci dopasują podaż do zmniejszonego popytu, zwolnią część załogi, ale wzrosną im też koszty jednostkowe z powodu mniejszej skali, więc nie widzę tej możliwości na obniżki cen.
      Chyba, że nieruchomości, ale to też tylko na kilka lat i nie za dużo.

      Raczej kryzys nie pójdzie w stronę tego z 1929 roku, bo odkąd można drukować nikt nie zrezygnuje z tej możliwości. Rzecz w tym, czy to lekarstwo kolejny raz się sprawdzi. Czy uda się przekonać konsumentów do dalszego hulaszczego trybu życia. A tylko to mogłoby pomóc przywrócić PKB do dawnych poziomów.

      Dlatego ja sądzę, że PKB jeszcze długo nie wróci do starych poziomów. Może nawet nigdy.
  • “Jest to jedna z opcji. Zastosowana m.in. przez rząd Tuska w roku 2009. Nic nie zrobił, nikogo nie wspierał, a RPP zamiast obniżać stopy to je podniosła.”

    Coś tam zrobił, a właściwie jego MF Rostowski. Zadłużał Polskę na 100 mld rocznie przez kilka lat.
    Zdaje się że niedługo będzie 10 letnia rocznica tych obligacji i trzeba je będzie zrolować.
  • Ogolnie fajne opracowanie,

    ale twierdzenie

    “Byłoby banałem, gdybym napisał, że wystarczyło czytać Bogatego.mena i zamknąć granicę zanim jeszcze wirus przybył do Polski i spokojnie przygotować się na epidemię. Nie byłby potrzebny lockdown gospodarki, a zamknięcie granic i zakaz podróży międzynarodowych i tak trzeba było wprowadzić.
    Z tym, że izolacja kraju miałaby sens, gdyby w kraju nie było zakażeń. Jakimże absurdem jest jednak zamykanie kraju i granic w sytuacji, kiedy wirus już dotarł i rozprzestrzenia się wewnętrznie.”

    niestety nieprawdziwe.

    Opracowania epidemiologiczne wskazują, ze takie działania niestety nie daja pożądanych rezultatow. Pozwalaja jedynie kupic trochę czasu (bo epidemia i tak się pojawia) na lepsze przygotowanie się na nadchodzaca zaraze

    Było to liczone i dla obecnej epidemii
    • @Baj
      Dają, dają. To zależy kto to opracowanie epidemiologiczne napisał i kto mu zapłacił.
      Jak pokazuje praktyka na bazie doświadczeń chińskich prowincji, Korei Pld a przede wszystkim Taiwanu efekty skutecznej izolacji są bardzo dobre.
      Oczywiście trudne do zastosowania w krajach zachodnich czy Polsce, gdzie wszystko jest na niby. Typu zamknięta granica – przez którą przejeżdża 10k ludzi dziennie.
      A ludzie niby noszą maski, ale na brodach.
  • Arkadio – świetnie napisane i bardzo syntetycznie.

    Pytanie: czy spośród czynników uzdrawiających gospodarkę miałoby sens solidnie obniżyć PIT (abstrahując, że żaden rząd tego nie zrobi)?
    Czy zbyt długo byśmy czekali na efekty tego rozwiązania?
    • @Mariusz
      Nie jest łatwo odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo nie wiem co dokładnie rozumiesz pod pojęciem uzdrowienie gospodarki ?
      Czy chodzi żeby przywrócić stan sprzed kryzysu czy też wytworzyć silną gospodarkę na wzór Niemiec czy Korei ?
      Likwidacja PIT jest słusznym postulatem, bo opodatkowuje pracę czyli główny motor rozwoju.
      Niestety kryzys to strach i zmniejszenie popytu.
      W takiej sytuacji ludzie nie wydają tylko oszczędzają.
      Teraz likwidacja PIT choć sluszna dalaby tylko wzrost deficytu budżetowego, wzrost oszczędności gospodarstw domowych i spadek płac.
      Zwykle w takich sytuacjach najlepiej sprawdzały się duże inwestycje dające impuls rozwojowy na przyszłość, pewność zatrudnienia i budujące pewność siebie konsumentów i przedsiębiorców.
    • Rozumiem, dzięki.
      Likwidacja PIT miała zostać przeprowadzona w latach 2017 – 2019 zamiast 500+. Teraz bylibyśmy w dużo lepszej sytuacji.
  • @arcadio,
    Mówisz z jednej strony, że ludzie zaczną ostro oszczędzać z uwagi na niepewną przyszłość, z drugiej strony nie widzisz scenariusza deflacyjnego. Czy to nie jest tak, za w najbliższym okresie zaczniemy mieć własne deflacyjnego zachowania na dobrach nie pierwszej potrzeby (np. elektronika, samochody, nowe mieszkanie itd), a inflację głównie na spożywce drivowane dodatkowo problemami z pogodą (brak zimy-susza) ? Według mnie dużo rzeczy które się kupuje jak się ma nadwyżki powinny tanieć. Dopiero jak koniunktura powoli zacznie wracać to te nadrukowane M3 uruchomi ostrą inflację, ale to raczej nie szybciej niż za rok. IT21 też chyba tak o tym pisał, i bym się z nim zgodził. Daj znać jak ty patrzysz na składowe inflacja i timing, bo według mnie aktywa powinny tanieć jeszcze. Zastanawiam się co z nieruchomościami – szczególnie jak Home office by się mocno przyjął to miasto powinno tanieć a obrzeża z zielenią drożeć
    • Deflacji w sensie monetarnym nie przewiduję, bo przecież M3 dynamicznie rośnie.
      A ludzie będą oszczędzać i budować poduszkę bezpieczeństwa zamiast spłacać kredyty. Tym bardziej, że stopy rekordowo niskie.
      Owszem spadną ceny paliw czy nieruchomości, ale to wszystko.
      Nie sądzę, żeby spadły nawet ceny elektroniki bo jest importowana, a pln w kryzysie traci.

      Producenci już do tej pory jechali na niskich marżach, więc nie ma z czego schodzić.
      Prędzej ograniczą produkcję, zwolnią ludzi, zamkną zakłady niż zejdą z ceny.


  • Skomentuj