o Inflacji na Poważnie cz II. – Skutki inflacyjne

Dziś poniedziałek nr. X roku 2017. Wstałeś, małą czarną pijesz w salonie, TV leci a na niej Pytanie na Śniadanie, bo żona się maluje, a że chce widzieć co tam weekendowo w świecie naszych Celebrities się działo to i tobie przyszło oglądać. Ale tu nagle jakiś expert od finansów się zjawił i M. Rogalska go pyta? no ale z tą inflacją to jak, 2% czy więcej? a on mówi, że to dobrze, że pod kontrolą że tak trzeba i tak będziemy działać. Wszystko fajnie, gospodarka się rozwija, zaraz będzie na zegarach 3% PKB. Pozostaje tylko wiwatować. Szkoda tylko, że nie zapytała jaki jest realny przyrost cen i jaki jest realny PKB. 

Przeczytałeś pierwszą część sagi o inflacji to już wiesz co-nieco w temacie i @bmen ci już wytłumaczył, że takie brednie to można lemingowi tylko wciskać. Nie wierzysz? To już ci na szybko daje jakieś wyliczenia.

Cel inflacyjny mamy 2%, z widełkami aby bankierzy mogli łatwiej kontrolować to zjawisko. To oficjalny wskaźnik i monitorowany poprzez CPI. Realnie jest raczej gorzej, ale o tym w cz. IV. Załóżmy te 2%, czyli za rok twój 1PLN jest warty mniej-więcej 2% mniej.  A teraz pytanie za ile lat będzie warty mniej niż papier toaletowy? 100/2=50, czyli za 50 lat siła nabywcza tej obecnej 1PLN będzie mniejsza o jakieś 99.9%. WOW. Raczej nie dożyjesz ale pomyśl jakbyś się czuł gdyby dziadek zostawił ci 2 walizki waluty przedwojennej 🙂 

Inflacja to okradanie Kowalskiego, ukryty podatek, to jak od powietrza tyle że narodowego, pot-em-sterowana narodowa drukarka, czym szybciej oddychasz tym szybciej polski tlen spalasz i tym więcej się pocisz. Rozumiesz większy podatek musisz płacić dla bankiera. LOL. To tak żartem afpracebyś poczuł, że dziś będziemy gadać o poważnych sprawach: konsekwencjach inflacji, a jest ich sporo i są one raczej trudne do oceny jak i zauważenia dla Kowalskiego. A dlaczego ? Przekonasz się zaraz. Wracając do Pytania na Śniadanie to polecam, bo to z rana, a z rana dobry humor należy nabywać. Do małej czarnej to w sam raz, chociaż czasami też i coś ciekawego możesz się dowiedzieć. Czyli przyjemne z pożytecznym 🙂

Jak już zapewne wiesz z części NR1 sagi, inflacja to dość proste ale bardzo nierozumiane przez ludzików zjawisko. Pomimo nie-pełnego bądź też błędnego rozumowania każdy raczej wie, że jest to zwierzę hodowlane żyjące nie tylko nad Wisłą. Celem przypomnienia i klaryfikacji dla nowych czytaczy:

Inflacja to wzrost bazy monetarnej (money supply), która prowadzi do ogólnego wzrostu cen, czytaj inflacji cen. Drugie jest skutkiem wzrostu bazy monetarnej.

Tak więc termin Inflacja jest to zwiększanie się bazy monetarnej, w wyniku zaplanowanych (lub bądź tęż nie) decyzji. Prowadzi ona do ogólnego wzrostu cen w krainie, chociaż są to procesy silnie nieliniowe i zależnie nie tylko od ilości płacidła ale również od psychologi tłumu i terenu. Ogólny wzrost cen jest równoważny spadkowi wartości płacidła, czyli jego siła nabywcza PPM maleje. Wartość płacidła jest z kolei funkcją podaży i popytu na pieniądz. Podaż to supply of money, czyli cała kasa w obiegu, jak i kredyt. Popyt na pieniądz jest o wiele bardziej skomplikowaną zależnością i jest funkcją następujących zjawisk: zaufania ludzików do waluty i systemu finansowego, oczekiwań inflacyjnych, clearing systemów, częstotliwości dochodów, jak i ilości/dostaw towarów i usług. Dużo zmiennych z wieloma stopniami swobody, tak więc szklana kula może tylko dać radę. Popyt na grosz określa prędkość obiegu pieniądza, czyli jak często 1-jednostka płacidła zmienia właściciela. Wskaźnik ten jest jakąś-tam miarą dla popytu na płacidło, możliwą do liczbowego szacowania. 

Można by to podsumować tak:

  • W ujęciu długoterminowym głównie to baza monetarna (supply of money) decyduje o wysokości cen towarów i usług
  • W ujęciu krótkoterminowym popyt na grosz ⇒ prędkość obiegu pieniądza (zależna od samopoczucia, zaufania konsumentów jak i zadłużenia) jest czynnikiem decydującym o wzroście cen towarów i usług

Błędem jest więc nazywanie inflacją wzrostu cen produktów, jako że zjawisko to jest pochodną/skutkiem zwiększenia się bazy monetarnej. Konsekwentnie błędem jest też podawanie jej za pomocą CPI/PPI czy podobnych wskaźników, tworzonych przez trenowanych w cyfrach i manipulacjach fachowców. O wskaźnikach inflacji napiszemy w ostatniej cz. IV sagi o inflacji, gdzie omówimy z grubsza główne wskaźniki pomiaru inflacji, te oficjalne CPI, PPI jak i alternatywne, typu Shadow Stats,  Chapood IndexThe Billion Prices Project. Zaprezentujemy też nasz własny projekt pomiaru wzrostu cen dla Kowalskiego. Dla niecierpliwych temat jest już wstępnie otwarty i można dodawać swoje złote myśli i przemyślenia pod linkiem: Koszyk inflacyjny dla Kowalskiego.

Inflacja ma bardzo duży wpływ na życie gospodarcze i polityczne narodów, jak i ich mieszkańców, jako że wpływa pośrednio i bezpośrednio na otaczające społeczeństwo gdyż powoduje, że jedni się bogacą a inni biednieją. Podobnie z narodami, ale to bardziej skomplikowany temat. Przejdźmy do tych zjawisk i skutków inflacji bo po tu dziś przyszedłeś.

0. Upadek krainy

Zaczęło się dawno temu, kiedy to ludzie za dużo nie rozumieli bo to wiedza tajemna była, nie wiedzieli ale szybko się uczyli jak ktoś im kufry oczyścił. I tak co-ileś lat nowa waluta pojawiała się w różnych krainach. Nie jestem w stanie podać ci ilości umarłych już walut, ale na-pewno jest to w tysiącach. Tu możesz podziwiać te jeszcze żyjące. To tak lokalnie, globalne jak działy się takie zapasy to nowy hegemon rodził się co pewien okres czasu, gdyż stary właśnie poległ z powodów głównie finansowych. Jako że świat nie znosi próżni tak więc ktoś nowy przejął schedę po mistrzu. 

Poniższa grafika pokazuje kilku ostatnich hegemonów na świecie i czas życia ich waluty, jako głównej i rezerwowej dla świata.

SOURCE: Google

Każdy z państw hegemonów przedstawionych na grafice upadł prawdopodobnie z powodu socjalu, długu i zabicia waluty, czyli błędnej polityki monetarnej, gdzie inflacja grała pierwsze skrzypce. Kończyło to się przeważnie wojnami, bo pretendent czując słabość atakował mistrza. Cyklicznie to się działo więc nie oczekuj, że w przyszłości będzie inaczej. Chyba że po WW3, WW4 będzie na patyki jak to A. Einstein mawiał. Tak już wiesz inflacja a właściwie błędna polityka monetarna państwa poza pustoszeniem kufrów Kowalskiego dodatkowo wykolejała i mocarstwa. Małych i malutkich krain poległo na pęczki2 w wyniku przewrotki finansów państwowych. 

To raczej najpoważniejsza konsekwencja naszego “kochanego” zjawiska. Jest ona mało widoczna dla nas bo nasz horyzont czasowy jest raczej krótszy niż czas życia poważnej waluty, dlatego nie pamiętamy, no może poza historykami i ekonomistami. Bananowe waluty padają o wiele szybciej, ale poboli to ludzików chwilę i szybko zapominają. Chorobą krótkiej-pamieć to nazywam. Poparz ,w 2008 na RE była bańka stulecia, która o mały włos całego świata nie przewróciła, a tu ci teraz jeszcze większa na horyzoncie. Tak wiec krótko-wzroczność ala krótko-pamieć to się raczej zwie. Upadek krainy to najpoważniejsza konsekwencja inflacji. Inne poniżej omówione są mniejszej wagi, ale sumując się przyczyniają do całościowej demolki monetarnej krainy jak i jej ludzików. 

1: Brak pozytywnych bodźców socjalnych i ekonomicznych wynikających z inflacji  

Korzyści społeczne to inaczej wzrost bogactwa i dobrobytu. Pochodzą one z produkcji, a produkcja pochodzi od kapitału. Waluta jest środkiem wymiany za usługi i towary (medium of exchange). Jako środek wymiany ma za zadanie wykonywać pracę socjalną wymiany gospodarczej (work of exchange). Zwiększenie ilości waluty w obiegu nie powoduje więc zwiększenia produkcji i usług. Czyli dodruk waluty nie powoduje żadnych pozytywnych i socjalnych efektów.  

Zadałeś sobie kiedyś pytanie jaka powinna być optymalna ilość waluty w krainie? Odpowiem ci szybko. Nie ma takiej, gdyż ogólny poziom cen dostosuje się do tej ilości. Nie rozmawiamy tu o ilości jaką ty możesz sobie sam wydrukować gdyż wtedy ty jesteś do przodu, a inni raczej nie. Ale jak każdy ma więcej waluty to nikt nie jest zarobiony. Tak więc każda ilość waluty jest optymalna. To tak jak z pijakami. Ile byś im wódki nie dał tyle wypiją. Taka już natura. Wynika to z indirect exchange, czyli ta sama ilość towaru za tą samą ilość innego towaru, ale już za różną ilość waluty. Tak więc nie ważne ile jest waluty, ceny towaru w innym towarze będą takie same, gdyż wynikają z wysiłku, energii, rzadkości itp. Wynika z tego bardzo ważny wniosek. Dodruk nie powoduje żadnych pozytywnych konsekwencji dla społeczeństwa, ale może je gwarantować dla kierownika drukarni 🙂

2: Ogólny wzrost cen towarów i usług 

Zjawisko to jest bardzo często mylone z inflacją (tą właściwa monetarną). W obiegu mamy zawsze X jednostek waluty i Y określonych towarów i usług.  Dlatego X = Y, czyli ilość X kopiejek nabywa Y kilogramów towaru i usług. Jeżeli wartość X wzrośnie nie powodując przy tym wzrostu wartości Y, to wtedy większa ilość waluty X będzie goniła tą samą ilość Y i relatywna siła X spadnie. Nazywamy to spadkiem siły nabywczej waluty. To długo-terminowo jak już wiesz, gdyż krótko-terminowo to czeski film.

Życie w stałym środowisku inflacyjnym oznacza spadek wartości pieniędzy z upływem czasu. Czyli pieniądze zaparkowane w skarpetach są coraz mniej warte, gdyż ktoś drukuje ciągle nową walutę. Czyli wzrost bazy monetarnej powoduje rozwodnienie istniejącego płacidła. USD stracił na wartość około 98% od powstania FED.

3: Zjawisko nierównego wzrostu cen 

Zjawisko to (distortion of relative prices) występuje dlatego, że kiedy nowa waluta wchodzi do obiegu ekonomicznego (nieważne w jaki sposób) to zostanie najpierw wydana na pewne produkty, a inne nie zostaną dotknięte nową walutą. Wynikowo produkty na które dodatkowa nowa waluta zostanie wydana w pierwszej kolejności będą drożeć szybciej niż pozostałe.

W konsekwencji zjawisko to wpłynie na producentów, jako że da im fałszywe oznaki pobudzenia ekonomicznego poprzez zakłamany wyrost cen dla produktów dotkniętych tą inflacją. Dlaczego tak? Producenci widząc, że cena tych produktów rośnie mają sygnał (cena jest sygnałem), że jest nierównowaga w popycie i podaży, i dlatego wzrost cen na dane produkty. Przystępują więc do produkcji “brakujących” produktów.

4: Wzrost ryzyka i niepewności 

Ryzyko i niepewność (risk and uncertainty) są nieodłącznie związane z ekonomią i finansami, tzn występują zawsze i wszędzie. Inflacja jest dodatkową zmienną dla tych zjawisk, jako że zwiększa i uwypukla te zjawiska. Dlaczego? No bo ceny towarów mogą wzrosnąć o trudną do przewidzenia cyfrę, a to ma wpływ na zachowania producentów jak i konsumentów.

Inflacja powoduje że rynek (np. producenci) nie są w stanie prawidłowo ocenić wzrostu cen zakupu (input) i sprzedaży (output) towarów, czyli ceny transakcyjne są raczej niepewne i w przypadku kiedy input > output mogą wystąpić dodatkowe problemy finansowe przedsiębiorstw. Zakładałeś, że towar będzie po tyle i się zdziwiłeś. Dlatego część przedsiębiorców robi hedge np. w postaci kontraktów terminowych na dane towary. Nie na wszystko się da mieć taki kontrakt, a jak się da to ceny w przyszłości są z natury kontraktu droższe z powodu przechowania itp. Ochrona przez stratą kosztuje. Opisałem jeden z powodów dlaczego firma może zrobić belly-up, a o innych powodach możesz poczytać tutaj, gdzie 3r3 tłumaczy, że desant może przyjść z zagranicy. Podobnie z kupującymi. Jak cena jest za duża to przerzucają się na tańsze towary.

Z natury mając do wyboru mały ryzyko i duże ryzyko (inne rzeczy niezmienne) wybieramy mniejsze ryzyko. Dlatego w środowisku inflacyjnym narażeni jesteśmy na większe straty. Tzn. ktoś straci ale i ktoś zyska:) W naturze nic nie ginie, jedynie zmienia właściciela. 

Dodatkowe ryzyko i niepewność zniechęca do długoterminowych inwestycji, bo ciężko firmom ocenić przyszłe przychody i rentowności. Jak wycenić inwestycję jak nie potrafisz ocenić przyszłych cash-flows? Musisz jakoś sfinansować ten cały nowy biznes więc i % procent będziesz płacił, a ten jest też funkcją inflacji cen. Dlatego kraje o niskiej i stabilnej inflacji charakteryzują się większym wzrostem gospodarczym (np. Niemcy i Szwajcaria). Czyli de facto poważna polityka monetarna gwarantuje stabilność krainy. 

5: Efekt drukarza i pierwszego nabywcy nowo wydrukowanej waluty 

(Income diffusion effect / early comers gain at the expense of late comers). Ci którzy drukują lub pierwsi posiadacze nowo wydrukowanej waluty widzą realnie niższe ceny, czytaj mogą kupować sobie rzeczy taniej lub więcej tych rzeczy. Po jakimś czasie ta nowa waluta dociera do nowych rąk i powoduje stopniowy ogólny wzrost cen. W konsekwencji ostatni którzy widzą tą nowo wydrukowaną walutę muszą płacić relatywnie drożej za produkty, bo one już zdrożały a oni mają ciągle ta samą ilość waluty. 

Jest to tzw. proces dystrybucji inflacji (inflation process). Opiszmy go w dużym skrócie. Załóżmy, że jesteś drukarzem albo fałszerzem (counterfeiting) i jako pierwszy masz 1MPLN nowej kasy np. co miesiąc, czyli możesz kupić jednego tygodnia co chcesz po starej cenie, ale kolejnego tygodnia będzie więcej kasy więc ceny podskoczą trochę, i tak co tydzień. Ty i ci którzy są najbliżej łańcucha nowej kasy widzą zawsze starsze ceny w odniesieniu do pozostałych ludzików. Dlatego ci którzy wydają pierwsi nowe płacidło (early spenders) widzą niższe ceny niż  kolejni w łańcuchu dystrybucji nowej gotówki, a ci którzy czekają zapłacą więcej i będą widzieć straty. Obowiązuje zasada buy quicker = simply cheaper. Jest to więc forma redystrybucji bogactwa, czyli pośrednia forma taxu, jako że pierwsi którzy kupują mają taniej kosztem tych którzy kupują później. Tak więc ci przy drukarce radzą lepiej w rzeczywistości. Napisze już komentarz za 3r3: Zainstaluj się koło drukarki a będzie ci lepiej 🙂

Process ten odbywa się też sektorami w gospodarce, gdyż najpopularniejsze sektory jak np. rynek nieruchomości i budownictwa są pierwsze w łańcuchu. Czyli jak drukarze wydają na mieszkania (inwestują) to rynek nieruchomości będzie grupą, która najbardziej korzysta na inflacji gdyż jest bardzo wysoko w łańcuchu obrotu nowej kasy. Jak więcej mieszkań jest kupowane to ich ceny rosną, czyli właściciele którzy sprzedają mają więcej kasy za nie, potem idąc dalej będą budowlańcy, ich pracownicy, firmy które handlują materiałami budowlanymi, potem ci co dostarczają produktów podstawowych dla tych grup. Tak więc ceny rosną w takim łańcuchu jakim podąża kasa. A na końcu są pracownicy, którzy nie mają dostępu do tego łańcucha, jak np. pielęgniarki, nauczyciele, ludzie na stałych dochodach (fixed income). Jest to dość skomplikowany proces, ale wiemy że istnieje. Popatrz na cykl koniunkturalny i jak sobie w nim radzi rynek RE. 

6: Efekt bogacenia się Infatorów

Jak już napisaliśmy powyżej inflacja generuje niewidoczny podatek redystrybucji. Najwyżej w łańcuchu są inflatorzy, jako że oni pierwsi wypuszczają grosz w obieg. Kto jest inflatorzy waluty?  Banki centralne (czysty dodruk), banki komercyjne (credit i deposits) i rządy (obligacje) jako że oni pierwsi mają nowo wydrukowane pieniądze. Albo fałszerze grosza 🙂  

Inflation benefits inflators = recipients of the inflation tax.

Inflacja przynosi najwięcej korzyści inflatorom, jako że stanowi dla nich darmowy dochód (Inflation benefits inflators as constitutes income to money creators). Jeżeli Kowalski mógłby wydrukować, powiedzmy na domowej drukarce, 1MPLN to jest to dla niego dochodem bo przy teraźniejszych cenach może kupić towar warty 1 mln PLN. Pod warunkiem, że inni też nie drukują symetrycznie. Jest to jednak ryzykowne zajęcie, bo Kowalskiemu grozi do 25 lat za takie zabawy. Jak to w świecie finansów bywa: Risk = Return zasada jest  zachowana. Już teraz rozumiesz dlaczego inflatorów stać na więcej niż statystycznego Kowalskiego, a dodatkowo za tą samą ilość waluty (uwzględniając opóźnienie czasowe) mogą oni nabyć różne ilości towaru. Kowalski jest oczywiście poszkodowany z założenia.

7: Ubożenie ludzi o stałych dochodach 

Ludzie o stałych dochodach to ci którzy mają stałe dochody miesięczne np. w płatności od rządu, emerytury lub inne annuities. Dochody te nie są indeksowane o prawdziwą inflację, tak więc ta grupa płaci podatek redystrybucyjny. Siła nabywcza ich dochodu ciągle spada, za 1000 PLN w 1999 kupiło się więcej towaru niż w powiedzmy 2010. Dlaczego tak się dzieje? Rządy i instytucje finansowe używają swoich benchmarków wzrostu cen (głównie CPI) do indeksowania (waloryzacji) stałych świadczeń. Benchmarki te są raczej zaniżane i dlatego nie istnieje właściwa rewaloryzacja stałych wypłat świadczeń socjalnych i emerytalnych. Popatrz na panią jak pcha wózek; co miesiąc wydaje jej się, że jest silniejsza 🙂 

8: Zjawisko ubożenia indywidualnych kredytodawców

Kolejną grupą ludzików dotkniętych podatkiem redystrybucji są posiadacze kapitału/rentierzy. Dlaczego ci już zamożni tracą na swoich byznesach? Żyją oni z pożyczania kasy i pobierają za to sobie % za użyczanie kapitału. Jest to tzw. premium. W środowisku inflacyjnym życzą sobie dodatkową opłatę za ryzyko inflacyjne i uwzględniają ją jako jakieś tam oczekiwania inflacyjne (inflation expectations). W tym celu używają głównie rządowych benchmarków np. CPI do wyceny kosztu pieniądza, który będą pożyczać. Czyli cena za pożyczanie kasy to:

cena za pożyczanie pieniędzy = CPI + premium. 

Problem się pojawia kiedy nie są oni w stanie przewidzieć inflacji z dokładnością, a wołanie +2% ponad konkurencję powoduje, że ich kapitał śpi w domu. Dlatego tracą oni generalnie jakiś procent swojego przyszłego dochodu. Zjawisko to nazywa się zaskoczeniem inflacyjnym (inflation surprise) i szkodzi rentierom.

Występuje tu też zjawisko redystrybucji od kredytodawców do kredytobiorców, w wyniku opisanego powyżej zjawiska zaskoczenia inflacyjnego. Tak więc dość często jest tak, że klient który pożyczył na 4% realnie oddaje 3%. Mówimy tu o indeksach zmiennych, kredyty o stałym oprocentowaniu to w ogóle inna bajka i tam premium na starcie jest poważne.

9: Zjawisko ubożenia posiadaczy waluty

Zapewne słyszałeś, że kasa cyrkuluje i jest w ciągłym obiegu, stąd ci mamy ten nasz wskaźnik cyrkulacji pieniądza. Nic bardziej mylnego bo kasa przez większość swego czasu stoi u kogoś na bilansie, czyli w kieszeni. Zmienia ona właściciela tylko wtedy jak dokonuje się transakcja, ale to trwa ułamek sekundy a potem siedzi ona i się patrzy co ty robisz i rozmiażdża co chcesz z nią zrobić. 

Czyli waluta jest zawsze w czyimś posiadaniu. Pomijamy operacje typu palenie czy niszczenie papieru. Czyli jeżeli występuje transakcja to ktoś się pozbywa waluty i ktoś ją pozyskuje. Wynika z tego, że ktoś zawsze traci w środowisku inflacyjnym. Posiadacz waluty zawsze traci w środowisku inflacyjnym. Bez wyjątków. Nazywamy to podatkiem inflacyjnym (inflation tax).

Jeżeli inflacja jest wyższa niż stopy procentowe to zgromadzone oszczędności są także konsumowane. Problem dotyczy ludzi, którzy dużo oszczędzali np. na starość i chcieliby polegać na tych oszczędnościach na jesieni życia. Tak więc następuje proces redystrybucji dochodu od oszczędzających. Straty posiadaczy waluty, kredytodawców i otrzymujących stały dochód są zyskiem banków centralnych, banków komercyjnych, rządów lub innych inflatorów.

10: Deformacja wskaźnika konsumpcji do inwestycji 

Wszystko co jest wyprodukowane jest albo konsumowane albo inwestowane. W ten sposób otrzymujemy wskaźnik C/I.  Jeżeli ogólnie ceny wzrastają to ludzie wydają więcej na dobra wyprodukowane. Ludzie zaczynają relatywnie więcej wydawać na konsumpcje co przy stałym dochodzie wpływa na obniżanie wydatków inwestycyjnych. Jeżeli ludzie wydają więcej na konsumpcje to wydaje im się też, że mogą kupić więcej i mają błędne złudzenie bogactwa. 

Inflation increases the consumption-investment ratio.

11: Zmniejszanie poziomu oszczędności narodowych

Jeżeli ludzie wydają więcej na konsumpcję wtedy mają mniej do zaoszczędzenia. Oznacza to, że zmniejsza się suma oszczędności, a jak wiadomo są one podstawą inwestycji w zdrowym środowisku gospodarczym. Długoterminowo inwestycje mają wpływ na tępo wzrostu gospodarczego. Dodatkowo ludzie obserwując inflację cen nie są zbyt chętni do oszczędzania, jako że nie widzą sensu i podążają w kierunku większej konsumpcji. Inflacja obniża oszczędności narodowe. Zjawisko to ma wpływ długo-terminowy na rozwój krainy. 

12: Wolniejszy wzrost gospodarczy i Negatywny wpływ na standard życia

Jak wiemy są dwie składowe wzrostu gospodarczego: demografia danej krainy (czyli liczba ludzików zdolnych i chętnych do pracy) i produktywność kapitału (ludzki, fizyczny, itp). Z punktów 10-11 już wiesz, że inflacja deformuje wskaźnik C/I = więcej do gara a mniej do skarpety, czyli oszczędności maleją. Mniej oszczędności to mniej inwestycji. Mniejsza liczba inwestycji powoduje, że długoterminowo wzrost produkcyjności będzie mniejszy. Mniejszy wzrost produkcyjności będzie powodował wolniejszy wzrost gospodarczy, a co za tym idzie obniży się jakość standardu życia obywateli w danej krainie. W skrócie Under-investment, znaczy się że nasze dzieci mogą mieć gorzej niż my mamy obecnie.

13: Tworzenie iluzji wzrostu zysków z biznesu (Połączony z 14)

Inflacja powoduje, że przedsiębiorcy mają większe dochody nominalne i tworzy się u nich iluzja, iż zarabiają więcej kasy. (Inflation creates illusion of increased business profits). Dlaczego tak? Bo kasa fiskalna nabiła im przykładowo 30% więcej niż 4 lata temu. Większe dochody nominalne powodują, że konsumują oni więcej i oszczędzają mniej niż powinni na deprecjację sprzętu. Skutkuje to wzrostem pozornej rentowności za dany okres użytkowania kupionego już sprzętu.

Kupując np. samochód dostawczy zakładamy, że będziemy go odpisywać (depreciation) przez 10 lat. W tym czasie będziemy składać podobną sumę na inwestycje na nowy samochód, po zezłomowaniu starego. Dochody mamy większe więc wiwatujemy z sukcesu nie biorąc pod uwagę przyszłych cen sprzętu, a ten niewątpliwie rośnie w cenie. Przychodzi chwila prawdy i spotyka byznessmena niemiłe zaskoczenie kiedy orientuje się on po czasie, że sprzęt potrzebny do funkcjonowania kosztuje o wiele więcej, a kufer do połowy tylko pełny. No i do lichwiarza w łaskę latać musi. 

14: Utrata kapitału

Konsumpcja kapitału jest definiowana jako różnica pomiędzy deprecjacją obecnego kapitału stałego (np. samochód) i inwestycją w nowy. Jeżeli inwestujemy więcej niż nasze aktywa tracą na wartości to mamy wzrost kapitału, a jeżeli inwestujemy mniej to wtedy konsumujemy kapitał. Błędna ocena inflacji powoduje utraty wartości kapitału (consumes capital) co może być skutkiem punktu 13.

15: Zjawisko wzrostu “menu costs”

Każdy restaurator jakoś się musi prezentować co kucharz potrafi i na ile go wyceniają. Dochodzimy do kosztu pokazywania cen w lokalach i punktach sprzedaży. Jeżeli mamy środowisko inflacyjne to właściciele musza częściej uaktualniać ceny w menu, aby odzwierciedlać koszty inflacyjne. Dlatego inflacja wprowadza dodatkowe koszty dla biznesu i tym samym obniża zyski.

Podobny przypadek mamy w księgarniach, które muszą ciągle zmieniać ceny naklejek z ilością PLN na książkach, które ciągle drożeją. Problem ten ostatnimi czasy zaczął maleć gdyż handel online zaczął nokautować uliczników. Ale zjawisko to dotyczy wielu punktów usługowych, gdzie menu są sowite i długo się je przegląda. 

16: Efekt dodatkowego zdzierania butów czyli “zdarta zelówa”

Jest to ciekawe zjawisko (“shoe-leather costs”), jako że pokazuje jaki wpływ ma inflacja na zarządzanie naszym portfelem fizycznego płacidła (gotówka). W przypadku środowiska wysoko-inflacyjnego musimy chodzić częściej do bankomatu bądź też banku. Dlaczego tak jest zapytasz? 

Ponieważ trzymanie waluty w domu powoduje spadek jej wartości nabywczej, dlatego też ludzie chodzą częściej do banku (gdzie mają płacone jakieś odsetki %) aby wyciągać tylko tyle ile potrzebują na dany okres. Buty się szybciej zdzierają, a dodatkowo ludziki tracą zbędny czas na dreptanie do banku, czyli strata czasu i „tzw. zdarta zelówa”.

Nie dotyczy to środowisk bezgotówkowych (cash-less), środowisk gdzie używamy kart debetowych czy kredytowych. W tym kierunku podąża świat monetarnych globalistów. Ostatnimi czasy widzimy już boom na krypto-waluty. Swoją drogą ciekawy jestem jak to tam będą radzić z inflacją, bo że będzie to nie mam wątpliwości.

17: Zjawisko wzrostu podatków (Causes a bracket creep / Marginal tax increase)

Pracujesz to i daninę na Państwo oddać musisz. Wolność to ci zabiera ale co możesz z tym zrobić? Prawie każdy dochód jest opodatkowany i w tym celu twoje państwo wytworzyło stawki podatkowe, a ustalane one są w % dla danego dochodu. W większej części znanych mi krain obowiązuje podatek progresywny, czyli progi podatkowe są rosnące dla większej ilości zarobionej waluty np. 10% (do 50kPLN) , 20% (do 100kPLN)  i 40% (powyżej), a komuniści w DE ostatnio zaproponowali 75% (np. od 1MPLN 🙂

Jeżeli nasz dochód wzrośnie powiedzmy z powodu rekompensacji wzrostu cen w sklepach przez pracodawcę to możemy zostać zakwalifikowani do grupy o wyższym progu podatkowym, czyli de facto będziesz płacił więcej podatku. Płacąc więcej podatku dla państwa zostaje ci mniej w kieszeni, a przy inflacji oznacza to nie-mniej-nie-więcej ze stać cię na mniej, czyli twoja siła nabywcza pensji zmalała. W tym przypadku inflacja dotyka cię więcej niż w jednym wymiarze. Nie dotyczy to systemu opodatkowania liniowego i po-główkowego 🙂 Chociaż nie wiem czy ten ostatni gdziekolwiek istnieje. 

18: Tworzy cykle biznesowe i środowisko złych inwestycji (połączony z punktem 19)

Inflacja powoduje to że mamy więcej waluty w obiegu. W takim środowisku koszt pożyczania pieniądza maleje i inwestorzy zaczynają inwestować w błędne projekty, jako że widzą złe sygnały inwestycyjne. W normalnym środowisku wyższy koszt pieniądza powoduje że durne i nie-rentowne projekty nie byłyby rozwijane, bo koszt finansowania byłyby wyższe od progu opłacalnego wejścia w ten byzness. Dlatego inflacja powoduje złe decyzje inwestycyjne (Malinvestment).

Jest to skomplikowanym proces, jako że jest składowym cyklu biznesowego Boom-Bust, który prowadzi do bankructw, czyli odpisu długów i straty kapitału, obniżenia szerokiej bazy monetarnej czyli deflacji. Inflacja jest jedną z głównych przyczyn cyklu koniunkturalnego (Boom -Bust). Zjawisko to jest jedną z ważniejszych konsekwencji inflacji.

19: Wzmacnianie karteli przemysłowych

W cyklu biznesowym kiedy mamy pozytywny wzrost gospodarczy zwiększa się popyt na towary importowane, głównie surowce i energię. W takim środowisku firmy zajmujące się obsługą tego importu zarabiają więcej niż pozostałe i mają większe możliwości przejęć innych konkurentów. Zjawisko to jest bardziej konsekwencją cyklu biznesowego, ale jako że inflacja ma wpływ na Boom-Busta można by uznać, że ma ona też wpływ na to zjawisko. 

Dodatkowym zjawiskiem wynikającym z powyższego jest fakt, iż mając dużo większe dochody mogą się one starać o dodatkowe finansowania od instytucji finansowych i w ten sposób przyśpieszyć procesy przejęć konkurencji. Problem ten staje się coraz poważniejszy, jako że duże instytucje finansowe same zaczęły działać w ten sposób. Kapitał ma narodowość o czym my Polacy dobrze wiemy, a podboje innych krain to nie tylko wysyłanie armii. 

20: Rozwodnienie waluty

Inflacja powoduje rozwodnienie waluty danego kraju (Currency debasement i.e. currency devaluation). Czyli waluta traci wartość PPM w porównaniu do jakiegoś punktu odniesienia. Historycznie tym punktem odniesienia były metale szlachetne: złoto i srebro. 

Obecnie zjawisko to wykorzystywane jest do wojen walutowych, jako że pozwala poprawić konkurencyjność eksportową danego kraju. Im tańsza waluta danego kraju tym większy popyt na jej towary eksportowe co z kolei wpływa na rozwój gospodarczy danego kraju i zwiększa dodatkowo presję na poziom cen w tym kraju, jako że mniej towarów jest dostępnych dla rynku wewnętrznego (mniejsza podaż wewnętrzna), co z kolei zwiększa cenę na rynku lokalnym (demand-pull price inflation). Lokalny wzrost cen powoduje zamknięcie koła bo konkurencyjność maleje, ale zwiększona baza monetarna pozostaje:) 

Czy wojny walutowe są skuteczne? Temat dalece dyskusyjny. Na pewno gołoci kufry Kowalskiego, a konkurencyjność danej krainy jest raczej złudna gdyż za chwilę ktoś inny jeszcze bardziej przełoży wajchę na drukarce. Czyli de facto wyścig kto pierwszy się rozbije = czysta inflacja w najpiękniejszym wydaniu. Popatrz na punkty 1-20 i zastanów się czy kraj nie okrada ludzi poprzez wojny walutowe. 

21: Drożejący import

Rozwodnienie waluty ma też efekt droższego importu, jako że ceny importowanych towarów (w tym niezbędnych surowców ropy i gazu, metali przemysłowych) będą większe. W tym przypadku wystąpi wzrostu cen w danym kraju ale nie-jest on związany z popytem, a raczej ze wzrostem cen towarów importowanych (cost-push price inflation). Zjawisko to prowadzi w drodze prostej do stagflacji, czyli wzrostu cen i bezrobocia (np. oil shock w 70s). Stagflacją i hiperinflacją zajmiemy się w cz. III tej sagi. Dodatkowo zagraniczne wakacje i wszelakie wojaże po świecie są też droższe.

22: Generacja Baniek Spekulacyjnych 

Jak już zapewne rozumiesz duże instytucje bankowe są bardzo blisko drukarki w łańcuchu procesu inflacji. Obowiązuje tam raczej zasada Greed is Good, tak więc działają tam gdzie cymes można zarobić największy, czyli kasyno finansowe. Tak więc inflacja powoduje spekulację na aktywach co prowadzi do baniek spekulacyjnych, jako że inflatorzy muszą pilnować aby im rynki finansowego żeru nie poupadały, bo by to okazało że źle zarządzają folwarkami. Kolejnym punktem jest utrata płynności dużych instytucji finansowych, bo niewypłacalne to one już teraz są, gdyby im kazano zastosować zasadę MARK-TO-MARKET, zamiast obecnie obowiązującej MARK-TO-FANTASY. 

Tak więc kupują aktywa finansowe. Ludzie  widząc co się dzieje też pakują się do pociągu w tym samym kierunku i kupują w celu droższej odsprzedaży, czyli klasyczna teoria znalezienia większego głupca, który zapłaci więcej. Mając dostęp do nieograniczonego darmowego kredytu można wypaczyć wycenę prawie każdego aktywa. Tracą na tym zwykli ludzi jeżeli spekulacja wpływa na dobra realne potrzebne dla społeczeństwa, jako że nie jest ich stać na zakup tych dóbr. Przykładem tego jest bańka nieruchomości w Polsce w latach 2004-2008, spekulacje cenami żywności itp.

Podsumowując ten cały proceder inflacyjny można stwierdzić że jest to mechanizm prawie doskonały skrobania Kowalskiego i wszystko w imieniu prawa. Podsumowując najważniejsze konsekwencje wynikające z dodruku to: podatek inflacyjny, podatek redystrybucji, generacja cykli Boom-Bust, zżeranie oszczędności ludzików czyli mniejsze inwestycje a w konsekwencji wolniejszy rozwój gospodarczy i w końcu dochodzimy do bankructwa krainy i dość częstego przejęcia go lub nawet pożarcia go przez sąsiadów lub grupy zorganizowane. A walka trwa i raczej końca nie widać na horyzoncie 🙁

Zakończymy jak zwykle klasykiem:

Inflation is one of the most misused words; few even think about its actual meaning. What is inflation? “Well, that’s prices going up.” No, it’s not. To say that is to confuse cause and effect. Inflation is an increase in the money supply. You inflate when the money supply is increased by more than real wealth increases. Prices go up as a result. People have forgotten about that. Today, inflation seems to come from out of nowhere, like a freak storm. No cause. Unless it’s blamed on the butcher, or the baker, or an evil oil company. Nobody ever thinks it’s a central bank—the Fed in the US—that actually creates more money, and causes inflation. You’ve heard that central banks are trying to create a little bit of inflation because, they say, “A little bit of inflation is good.” No, even a little bit of inflation is deadly poisonous. For two reasons: It creates the business cycle. And it destroys the value of savings. Saving is the basis of capital creation. People who say that a little inflation is a good thing are dangerous fools. – Doug Casey.

Miłych dalszych rozważań, bo temat nie jest trywialny na jaki mogłyby wyglądać. Jeżeli masz jakiś dodatkowe przemyślenia to z chęcią posłucham i podyskutują w komentarzach. To bardzo trudny i rozległy technicznie temat, więc jak wypunktujesz błąd rozumowania to prze-dyskutujemy i jak wymagane skorygujemy. W kolejnej części będzie o hiperinflacji czyli currency event i o obecnie już występującej stagflacji. 


Podobał się wpis edukacyjny? Jeżeli tak to polecaj i dziel się prawdziwym info z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną. Możesz zacząć od kliknięcia na PODZIEL się w serwisach społecznościowych, bo to broń XXI wieku. Twoje kliknięcie kosztuje cię 3sek czasu a innym możesz zdjąć klapki z OKÓW. Dziękuję z góry za propagowanie prawdziwej wiedzy. 

Ocenisz ?

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (21 votes, average: 4.76 out of 5)
Loading...
Podzielisz się ?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Komentarze ( 30 )

  • Arcadio

    bmen, Bardzo ciekawy i wyczerpujący artykuł ale traktujący inflację jako zło absolutne, a już szczególnie ten cytat z Doug Casey’a 🙂
    Ja jednak zaryzykuję nazwanie mnie dangerous fool’em i podejmę polemikę 🙂
    Inflacja, jeśli definiowana jako wzrost podaży pieniądza jest niekorzystna tylko wówczas, jeśli zamienia się we wzrost cen, czyli inflację cen. I to zła nie dla wszystkich, bo dla banków centralnych czy komercyjnych akurat jest dobra i w tym przypadku.
    Na początku musimy sobie postawić pytanie co jest dla nas priorytetem ?
    Stała baza pieniężna czy rozwój krainy i ludzików ?
    Bo jeśli kraina ma się rozwijać, to konieczny jest dopływ pieniądza, aby rosnące PKB sfinansować. Inaczej nie ma motywacji, żeby ktoś rano wstał i wziął się do roboty, i w efekcie produkował co roku więcej towarów i usług.
    Gwoździem programu jest jak tą zwiększoną bazę pieniężną wprowadzić do obiegu, żeby wzrostu cen nie wywołać.
    Otóż obecnie w Polsce średni wzrost PKB to około 3,5% rocznie a średni wzrost M3 to około 10%.
    Widać wyraźnie, że pieniądza przybywa znacznie szybciej niż wyprodukowanej wartości dodanej. Więc reszta nabija czyjąś kabzę oraz powoduje wzrost cen powodując wszelkie niekorzystne zjawiska jakie wymieniłeś w artykule.
    Jednak, gdyby coroczny przyrost bazy pieniężnej M3 był równy wyprodukowanej wartości dodanej i w odpowiednim miejscu wstrzyknięty w gospodarkę to jednocześnie stymulowałby wzrost i nie powodował wzrostu cen.
    Od lat mądre kraje robiły tak z finansowaniem wielkich inwestycji infrastrukturalnych.
    wiadomo, że w infrastrukturę typu drogi, mosty nie zainwestuje żaden prywatny inwestor bo nie ma tu odpowiednio zachęcającej stopy zwrotu. A przecież z drugiej strony wiemy, że dobra infrastruktura to klucz do sukcesu kraju i wpływa korzystnie na rozwój gospodarczy.
    Więc ktoś musi to rozwiązać.
    W Polsce np. bierzemy środki z UE, do tego kredyt od zachodniego banku, zwiększający zadłużenie i zależność kraju. Następnie wybieramy zachodniego wykonawcę generalnego, który bierze polskich podwykonawców i tak mamy wybudowaną drogę własnymi rękami, ale przez dług staliśmy się niewolnikami.
    A mądre kraje budują tak: bank centralny drukuje potrzebną ilość pieniądza, przekazuje rządowi, który finalizuje przetarg na budowę założonej infrastruktury oczywiście spośród wykonawców krajowych.
    Wszystko co potrzebne do budowy drogi jest w kraju – piasek, cement, stal i ręce wykonawców.
    Nie potrzeba się zadłużać za granicą, nie potrzeba stawać się czyimś wasalem. Wystarczy wydrukować i zapłacić.
    Ważne jest oczywiście, żeby nie przesadzić i nie odrywać budowlańców od innych robót, bo wtedy rzeczywiście ceny robót “normalnych” wzrosną.
    Taka metoda ma być sposobem na pobudzenie uśpionej, DODATKOWEJ siły w narodzie.
    Chodzi o wykorzystanie pracy ludzi, którzy do tej pory bimbali, bo nikt ich nie potrzebował, a przecież każda praca może budować dobrobyt.

    • bmen

      Inflacja jest wg mnie złem absolutnym i wy-listowałem w 22 punktach dlaczego. D. Casey bardzo dobrze rozumie sprawy monetarne, dlatego go zacytowałem bo uważam że to kwintesencja co powiedział. Neo-Keynsisci wypaczyli współczesną makro-ekonomie. Sam Keynes delikatnie inaczej widział świat dodruk, czyli elastyczny pieniądz. Tyle że politycy widzą tylko jedna stronę medalu. I mamy co mamy, bańki gdzie oko nie spojrzy i redystrybucję w kierunku 1% ludności. Tak się kończy socjalizm, zaraz będzie faszyzm a potem rządy autorytarne.

      Kiedyś myślałem tak jak ty, że gdyby dodrukować tyle ile równy wzrost PKB to było by to dobrze. Ale zmieniłem zdanie po dogłębnej analizie systemów monetarnych, systemu zadłużenia jak i kontroli tych procesów.

      To co ty piszesz to naturalny wzrost kredytu na rezerwie całkowitej 100%, i wtedy rynek wycenia koszt pieniądza. Generuje to stały (ale nie za duży aby nie generowało BOOM-BUST) i długo-terminowy wzrost krainy. Debilne inwestycje nie mają kasy na powstanie, a więc rozwój jest wolniejszy ale właściwy i długo terminowy.

      Nie jest możliwe też aby mieć stałą baze monetarną (chyba że zabroniłbyś lichwy, ale wtedy nie byłoby zachęty do oszczędzania) bo kredyt jest też delikatnie inflacyjny, ale to co mamy teraz to rezerwa cząstkowa potężnie inflacyjna. Ale dobry kredyt inwestycyjny generuje wzrost produkcyjności w krainie a to w konsekwencji wzrost PKB, i z tym na standardzie pieniądza surowcowego powiesza się też baza monetarna bo łatwiej wydobywać surowce. Czyli wzrost produkcyjności przyczynia się do wzrostu bazy złotej monetarnej. W miarę równomiernie. Zapewne jest też to możliwe na pieniądzu papierowym czy cyfrowym, ale kto powstrzyma drukarzy?

      Taki system panował w usa za standardu złota przed WW1 i charakteryzował się spadkiem cen i silnym wzrostem gospodarczym w wyniku rewolucji technologicznej.

      Jeżeli ludziki mają tyle samo kasy a mniej wydają , a więcej im zostaje na oszczędności, bo one idą na inwestycje. Czyli produktywność krainy się zwiększała co się przenosiło na poprawianie standardu życia, i to bez dodruku.

      Deflacja cen jest korzystna na ludzików ale zabójcza dla bankierów na rezerwie cząstkowej. Dodruk nic nie powoduje poza wzrostem cen i redystrybucją. To co mamy teraz to złudny wzrost bo ciągle boom-busty i redystrybucję bogactwa, a dodatkowo rządy powstrzymują przy życiu zombie itp, a same się zadłużają aby system funkcjonował.
      Ty harujesz i oszczędzasz a ktoś inny właśnie je twoje prosperity, nie ważne ile dodrukowali. A przecież pieniądz to system transferu z dziś do przyszłości.

      Nikogo nie zmusisz co roboty, bo ludziki mają swoje oczekiwania. Nie wszyscy chcą pracować. Dlatego kapitalizm przemysłowy (nie mylić z obecnym kapitalizmem finansowym) oferował bodźce i zachęty w postaci wynagrodzeń itp. Ludziki muszą widzieć zachętę, a dodruk sprawia że im kufry robią się pustsze.

      Rząd ma inne mechanizmy finansowania dla programów infrastrukturalnych, jak podatki itp. Problem jest taki, że rządy wydają na obietnice i socjalizm, i późniejszą spłatę długu, przez to nie mają kasy na infrastrukturę. Odnosisz się do systemu obecnego gdzie ten cały burdel trwa i się przechyla. USA miały złote lata przed FEDem, gdzie nawet nie było podatków dla ludzików. Dodruk o którym piszesz to podatek dystrybucyjny.

      Wpis traktuje niektóre punkty pobieżnie bo nie jest możliwe wejść w detale na 10 stronach A4. To materiał na książki. Co do zadłużania się to wszelakie poważne kryzysy międzynarodowe są generowane w głównej mierze przez zadłużenie rządów krain. Dlatego w mojej ocenie należałoby tego zabronić pod karą najwyższą, ale nie jest to realne, dlatego więc waluty oparte na 100% surowca się sprawdzają bo ich poprostu nie dodrukują, a jedynie wzrost produkcyjności krainy powoduje przyrost bazy monetarnej proporcjonalnej do przyrostu PKB.

      W mojej ocenie to opisałeś to nie jest sposobem na uruchomienie siły uśpionej w krainie, a jedynie podatkiem inflacyjnym i re-dystrybucyjnym. I to w czystej postaci.
      Nawet gdybym uważał iż ten minimalny dodruk jest sensowny to jak go będziesz kontrolował? rzady to lekką reką wydawany gorsz, korupcja itp. historia pokazuje wyraźnie że jeszcze nikomu nie udało się zatrzymać dodrukowi waluty długo terminowo. Sugerowałbym poczytanie opracowań innych niż neo-keynsism bo prezentują inne spojrzenie na świat niż drukarzy. Problem jaki widzimy to cał świat uległ złudzeniu waluty, bo ludziki myślą że pieniądz generuje prosperity. Ale tak nie jest. Pieniądz (nie waluta) jest niezbędny dla gospodarki , ale nie ma ilości optymalnej.

    • Arcadio

      @bmen
      Szanuję Twoje stanowisko na temat inflacji i dodruku. Ja sam nie twierdzę, że jest ono złe i niewłaściwe.
      Jest jedną z możliwości, ale z punktu widzenia rozwoju krainy nienajlepszą bo ograniczającą rozwój i betonującą status quo. Rozumiem rentierów i bogaczy z majątkiem dziedziczonym, że chcieliby nic nie robić tylko żyć z procentów i wkurza ich, że ktoś stoi przy drukarce i robi im konkurencję. Ja zapytam przewrotnie – przecież to przypomina wolny rynek.
      Z rentierstwa nie ma bogactwa dla społeczeństwa, jest tylko wygodne życie dla tych co kiedyś coś zarobili, bądź dostali. Potęga bierze się z ciągłej pracy i ciągłego doskonalenia, nie może być odpoczynków i rentierowania bo obcy Cię zjedzą.
      DO ciągłego stymulowania rozwoju potrzebny jest stały dopływ pieniądza, bądź z umiarkowanego dodruku bądź z przyspieszenia obrotu pieniądza w gospodarce.
      Stała baza monetarna zabija rozwój bo pieniądz jest dobrem tak rzadkim, że każdy go pożąda i nikt go nie chce puszczać w obieg. Jeśli już to na taki lichwiarski procent, że nikt nie podejmie takiej pożyczki na rozwój biznesu tylko raczej na zakup broni, żeby zabić wierzyciela.
      Stała baza monetarna choćby w postaci złota to dramat dla społeczeństwa. To tak jak ścigać się uczciwie w maratonie, kiedy inni jadą na odżywkach bądź sterydach. Zgadza się dodruk to steryd, ale musisz go zażyć jeśli nie chcesz żeby Twój sąsiad, który na nim jedzie Cię zabił.
      Ten steryd daje przewagę, jeśli zaś jest mądrze użyty, jak opisałem to nawet nie jest groźny i można go uznać za odżywkę, bo nie szkodzi a pomaga w walce o prymat.
      Ktoś pytał, czy jest taka kraina co nie okrada obywateli dodrukiem – nie ma bo to fikcja – gdyby taka zaistniała to natychmiast by zginęła, zeżarta przez sąsiadów co dodrukowali.

  • Dam

    @bmen
    “W obiegu mamy zawsze X jednostek waluty i Y określonych towarów i usług. Dlatego X = Y, czyli ilość X kopiejek nabywa Y kilogramów towaru i usług. ”

    Nie uważasz, że to stwierdzenie nieco na wyrost? Przecież gdyby zależność X=Y była prawdziwa to w każdym kraju PKB byłoby równe całkowitej ilości pieniądza. Tymczasem tak nie jest. M0, M1 czy M2 w USA są mniejsze niż PKB tego kraju(czyli wartość wszystkich dóbr i usług).


    ” Dlatego kraje o niskiej i stabilnej inflacji charakteryzują się większym wzrostem gospodarczym (np. Niemcy i Szwajcaria).”

    Chiny rozwijają się szybciej, a inflację mają wysoką. Podobnie Rosja.


    “Załóżmy te 2%, czyli za rok twój 1PLN jest warty mniej-więcej 2% mniej. A teraz pytanie za ile lat będzie warty mniej niż papier toaletowy? 100/2=50, czyli za 50 lat siła nabywcza tej obecnej 1PLN będzie mniejsza o jakieś 99.9%. WOW. ”

    Źle dyskontujesz: 100/(1,02^50) = 37, 15. Tyle po 50 latach 2% inflacji będzie warte 100 zł.


    “Wszystko co jest wyprodukowane jest albo konsumowane albo inwestowane.”

    To zdanie nie ma sensu. Firma wyprodukowała stołek. Więc albo ktoś skonsumuje stołek albo zostanie on zainwestowany?


    “Mniejszy wzrost produkcyjności będzie powodował wolniejszy wzrost gospodarczy, a co za tym idzie obniży się jakość standardu życia obywateli w danej krainie”

    Pierwsza część zdania przeczy drugiej. Jeżeli będzie wzrost(wolniejszy ale jednak wzrost) to jakość standardu życia nie zmniejszy się. Co innego gdyby nastąpiła recesja.

    • bmen

      1) Być może trochę na wyrost. To co opisałem to sytuacja na rynku długoterminowym. Ilość pieniądza w obiegu to nie banalny temat do oceny, i jest on nie stały bo m2 i m3 to kredyt. a to się zmienia. Pełna baza to M3. Potrafisz ocenić w US? bo ja nie. Dochodzimy do tego co to PKB? jak się on ma do realności. Jak będziesz kopał i zakopywał dół i tak przez cały rok to marnujesz zasoby a PKB rośnie. Dodatkowo nie chciałem tu wchodzić w prędkość obiegu na jednej jednostce X, ale tak to jest w rzeczywistości. Jak napisałem dla arcadio, tematy są opisane pobieżnie bo na każdy z nich można wytworzyć oddzielne wpisy.

      2) Jak większości ludzików widzisz świat krótko terminowo. Niemcy i Szwajcaria mają stały wzrost przez dekady, a Chiny to epizod gigantycznej bański kredytowej, będącej skutkiem międzynarodowego QE z USA. Bo deficyty USA jest de facto ukrytym QE, tyle że z ekstra pośrednikiem. Porównaj sobie na ile stać niemca, szwajcara a na ile przeciętnego chińczyka. Co do chin to sugerowałbym poczytać jaki tam oni mają ten wzrost bo sami przyznają że kantują. Zużycie energii jest funkcją PKB a to maleje i pokazuje że tam może być fatamorgana.

      3) Odnośnie dyskontowania to możesz nie mieć racji, ale ja mogłem to źle rozpisać, bo w dużym przybliżeniu. Ale nie jestem pewien na szybko. Przemyślę to w wolnym czasie. Ale generalnie jak masz 2% dodruku dziś to za rok ta złotówka traci jeszcze więcej niż 2%, bo dodrukowali 2% od 102% starości. A ty masz ciągle tą bardzo starą złotówkę.

      4) konsumpcja vs investycja. Masz problem jak większość ludzików z rozumieniem tych dwóch rzeczy. Z grubsza to: Konsumpcja to co idzie do House-holds , a inwestycje to Comemrcials. Poczytaj w temacie bo to niby łatwy temat ale nierozumiany. Z twojego przykładu jak Kowalski kupi sobie do domu stołek to jest to konsumpcja, może używać jak i spalić. Ale jak Kowalski kupi to dla działalności to już inwestycja bo z założenia będzie służyło jako kapitał i generował przyszłe dochody.

      5) nie widzę za bardzo sprzeczności. Produkcyjność się może obniżyć a to znaczy że może być mniejsza niż wczoraj czyli ujemna. A jak masz więcej niszczysz kapitału niż produkujesz to się cofasz w rozwoju czyli spada standard życia dla całej krainy.

    • Dam

      @bman
      1. Wiele krajów ma M3 mniejsze niż PKB.
      2. ” Porównaj sobie na ile stać niemca, szwajcara a na ile przeciętnego chińczyka.”

      Pełna zgoda. Ale to nie tylko zasługa niskiej inflacji. Także polityki gospodarczej, fiskalnej, sprawnego sądownictwa, bezpieczeństwa inwestycyjnego. U Szwajcarów dochodzi jeszcze historycznie długa możliwość akumulowania kapitału.
      3. Odnośnie dyskontowania to Ty nie masz racji. W Twoim przykładzie mamy 100 zł na początku(rok zero). Jest dodruk więc na koniec pierwszego roku mamy 102 zł (100 * 1,02). Na koniec drugiego roku mamy 104, 40 zł (100 * 1,02^2 lub 102*1,02 na jedno wychodzi). Po 50 latach mamy więc 100*1,02^50= 269,16 zł. Nasze początkowe 100 zł w stosunku do całej bazy 269,16 zł stanowi 100/269,15 = 37,15%.
      4. Niektóre wydatki cięzko przyporządkować do inwestycji albo konsumpcji. Jeśli kupuję ten przysłowiowy stołek do kuchni żebym miał na czym siedzieć przy obiedzie to konsumpcja. Ale jeśli ten stołek kupuję do swojego biura to ciężko nazwać to inwestycją. W koszty wrzucone, ale nie zarabia.
      5. Napisałeś: “Mniejszy wzrost produkcyjności”. Jeśli w roku zero produktywność wynosi 100, w roku pierwszym 103, w roku drugim 106, a w roku trzecim 107. To cały czas jest wzrost, chociaż dynamika wolniejsza. Nie znaczy to, że w roku trzecim “obniży się standard życia obywateli” tylko dlatego że wzrost nie był o 3, tylko o 1. Żeby standard życia się obniżył to ze 106 musiałoby spaść na 105.

  • 3r3

    9. “Straty posiadaczy waluty, kredytodawców i otrzymujących stały dochód są zyskiem banków centralnych, banków komercyjnych, rządów lub innych inflatorów.”

    Raczej nie – raczej to są odpisy złudnych obiecanek. Nikt nie ma już z tego zysku – zysk był z pracy naiwnych za pomniejszone stawki (odroczoną konsumpcję) dawno temu. A teraz po prostu nie ma tej konsumpcji co tak sobie ludzie odraczali.

    10. “Jeżeli ludzie wydają więcej na konsumpcje to wydaje im się też, że mogą kupić więcej i mają błędne złudzenie bogactwa. ”

    Chyba że ukrywają konsumpcję w postaci narzędzi do pracy w przyszłości.

    16. “Nie dotyczy to środowisk bezgotówkowych (cash-less), środowisk gdzie używamy kart debetowych czy kredytowych.”

    I tych co trzymają papier w domu i mają stratę w d – odbiją sobie na klientach.

    17. “Pracujesz to i daninę na Państwo oddać musisz.”

    Chyba Ty.

    “Wolność to ci zabiera ale co możesz z tym zrobić?”

    Palić głupa i nie płacić.

    18. “Inflacja powoduje to że mamy więcej waluty w obiegu. W takim środowisku koszt pożyczania pieniądza maleje i inwestorzy zaczynają inwestować w błędne projekty,”

    Róbmy więc błędne projekty – nie żałujmy sobie – i żyjmy z cudzych “inwestycji”.
    A jak się to robi to niebawem w tekście o tym jak konkretnie już podatników w innych krajach robimy.

    @Arcadio
    “Bo jeśli kraina ma się rozwijać, to konieczny jest dopływ pieniądza”

    No właśnie pieniądza, a nie waluty. A pieniądza banki centralne wytwarzać nie potrafią.
    Dlatego poważny bank centralny w Polsce nazywałby się KGHM.

    “Jednak, gdyby coroczny przyrost bazy pieniężnej M3 był równy wyprodukowanej wartości dodanej i w odpowiednim miejscu wstrzyknięty w gospodarkę”

    Czyli w którym miejscu? W moim portfelu czy w Twoim? Bo ja uważam że lepiej wydam kasę niż ty i dlatego mój protfel lepiej służy wstrzykiwaniu 🙂

    “Od lat mądre kraje robiły tak z finansowaniem wielkich inwestycji infrastrukturalnych.”

    Na przykład Szwecja, która ma szybkobieżne pociągi z pojedynczym torem i mijankami oraz codzienne awarie trakcji tak uciążliwe że duże firmy podstawiły własne autobusy przelatujące przez stacje kolejowe, bo robol do pracy nie miał jak dotrzeć.

    “A przecież z drugiej strony wiemy, że dobra infrastruktura to klucz do sukcesu kraju i wpływa korzystnie na rozwój gospodarczy.”

    A skąd to niby wiemy?

    “A mądre kraje budują tak: bank centralny drukuje potrzebną ilość pieniądza”

    A nie może ten bank centralny od razu wydrukować infrastruktury? Po co tak to komplikować?

    “Wszystko co potrzebne do budowy drogi jest w kraju – piasek, cement, stal i ręce wykonawców.”

    Tak – szczególnie cement. A asfalt to już najbardziej – jak Czajniki chciały kupić to się okazało że dla nich to nawet w RFN nie ma.

    “Chodzi o wykorzystanie pracy ludzi, którzy do tej pory bimbali, bo nikt ich nie potrzebował, a przecież każda praca może budować dobrobyt.”

    I lepiej żeby bimbali bo ich robota jest mniej warta niż ich dozorowanie – prowadziłem kiedyś budowlankę infrastrukturalną i to jest udręka żeby upilnować tę małpią bandę, co ma wstać rano TRZEŹWA.

  • SaulBC

    Popieram 3r3, szczególnie w polemice z Arcadio 😉 tak jeszcze dodam, że wychodzisz z błędnego założenia, że skoro Ty jesteś ambitny, produktywny i inteligenty, to reszta społeczeństwa działa podobnie – błąd! Moim punktem bazowym jest założenie, że ludzkość en general ma odwrotne proporcje, a sam na budowlance też kiedyś robiłem 😉

    17. “Pracujesz to i daninę na Państwo oddać musisz.”
    Chyba Ty.
    “Wolność to ci zabiera ale co możesz z tym zrobić?”
    Palić głupa i nie płacić.

    No ale jakbyś nie kombinował, w pełni tego nie unikniesz.

  • Arcadio

    @3r3
    “No właśnie pieniądza, a nie waluty. A pieniądza banki centralne wytwarzać nie potrafią”
    Nieprawda. To nie pieniądze czy waluta decydują o rozwoju krainy a jedynie ilość i jakość wykonanej pracy przez obywateli. Rzecz w tym, że zwykle tylko 30-40% populacji pracuje, reszta albo się uczy albo bimba. A i tak Ci którzy pracują często robią nic na państwowych fuchach.

    “Czyli w którym miejscu? W moim portfelu czy w Twoim?”
    Chodzi o zmobilizowanie do sensownej pracy tych nierobiących, dlatego odpowiednim miejscem wstrzyknięcia dodruku najczęściej są właśnie inwestycje infrastrukturalne. Ważne żeby dodrukiem nie odciągać już wartościowo pracujących ludzi od rynku, tylko żeby zmobilizować do wytworzenia czegoś tych niepracujących. I obojętnie czy użyjesz pieniądza czy waluty. Ważne żeby ruszyli dupy. Nawet lepiej jak będzie to waluta, bo przynajmniej obecnie, produktywnych nie przyciągnie.

    “I lepiej żeby bimbali bo ich robota jest mniej warta niż ich dozorowanie – prowadziłem kiedyś budowlankę infrastrukturalną i to jest udręka żeby upilnować tę małpią bandę, co ma wstać rano TRZEŹWA.”
    I znów nieprawda. Znam dobrze prosperujące małe biznesy oparte na tych właśnie alkoholikach, leserach. Od tego są mądrzejsi, żeby wiedzieli jak wykrzesać produktywność z alkoholika, choćby przez zapłatę we flaszkach zamiast papierkach 🙂

    @SaulBC
    Dlatego uważam że pełna wolność szkodzi, bo wielu ludzi wykorzysta ją w sposób kontrproduktywny dla ogółu. Ja wiem, że z moimi tezami trudno się zgadza, bo nie są tak łatwe i proste w rozumieniu jak lewacki komunizm czy prawicowe mrzonki w stylu szkoły austriackiej. Dlatego też tylko nieliczne kraje i ludzie są bogaci a większość była, jest i będzie biedna:)

  • SaulBC

    @Arcadio
    Fakt, ja zawsze uważałem, że w przyrodzie najprostsze rozwiązania są najlepsze, a do mroznek zaliczam szukanie balansu dla tzw. “kontrolowanej prostoty” w kierunku której się skłaniasz 😉
    Osobiście nic nie mam przeciwko ograniczeniu wolności dla innych, problem się zaczyna gdy tą wolność ktoś chce ograniczyć mi 🙂
    Generalnie wychodzisz z założenia, że trzeba znaleźć najlepszy system dla organizacji jaką jest Państwo, czego skutkiem będzie polepszenie życia dla wszystkich – i nie ukrywam jest w tym sporo logiki. Niemniej jednak osobiście nie lubię pracować dla dobra innych, tylko dla swojego własnego, więc o ile na czele takiego państwa bym nie stał, to ten model nigdy do końca mi się nie spodoba 🙂

  • 3r3

    @SaulBC
    “No ale jakbyś nie kombinował, w pełni tego nie unikniesz.”

    W pełni nie, ale płacić 3/4 dochodu, a płacić tylko vat w konsumpcji i mieć te 3/4 dochodu dysponowanego na wsadzanie w skarpetę i brzdęki to jednak robi różnicę.

    “Osobiście nic nie mam przeciwko ograniczeniu wolności dla innych, problem się zaczyna gdy tą wolność ktoś chce ograniczyć mi”

    No i tego właśnie #Arcadio chyba nie rozumie, że jak zrobi ustawę która mi czegoś zabrania to ją oleję, a jak mi przyjdzie z widelcem mnie pod ścianą ustawiać żebym ustawę wykonał to pójdzie na noże.

    @Arcadio
    ” Rzecz w tym, że zwykle tylko 30-40% populacji pracuje, reszta albo się uczy albo bimba.”

    A co Ci to przeszkadza? Ludzie się rodzą po to niby żeby zasuwać?
    Urodzili się i sobie żyją, wypiją, zakąszą, podokazują. Od pracy są naiwniacy (tacy jak my).

    “Chodzi o zmobilizowanie do sensownej pracy tych nierobiących,”

    Z jakiej racji i w imię czego chcesz odbierać im prawo do lenistwa?
    Co oni są zwierzęta żebyś Ty wiedział lepiej za nich jak mają przeżyć swoje życie?

    “Ważne żeby dodrukiem nie odciągać już wartościowo pracujących ludzi od rynku, tylko żeby zmobilizować do wytworzenia czegoś tych niepracujących.”

    Dodrukiem mobilizujesz tylko mnie, żebym pojechał do takiej Polski za Tuska i zrobił na papierze takie autostrady, takie dostawy i takie obroty że mucha nie siada. Na papierze nie siada, bo tej autostrady to do dzisiaj nie dokończyli.
    Dodruk to złudzenia – i tacy ludzie jak ja na propozycję emisji złudzeń przyjadą i zamienią emisję na piękne opowieści – ale to dalej będą bajki, tyle że na papierze. Tych mocy przerobowych nie ma i ich nie wykrzeszesz znikąd, na koniec Ci tylko Kruszywa Dolnośląskie znikną i tyle będzie z dodruku.

    “Ważne żeby ruszyli dupy.”

    Daj ludziom spokój – oni sami wiedzą jak żyć.

    “I znów nieprawda. Znam dobrze prosperujące małe biznesy oparte na tych właśnie alkoholikach, leserach.”

    Ale ja nie zatrudniałem ich w celu krzesania efektywności, tylko dlatego że do zakontraktowanych stawek musiałem mieć sztukę w kasku na budowie. Celem była stawka z kontraktu a nie budowa. Nikt normalny by za tyle do roboty nie poszedł – bo to z dodruku było, a na sam dół to skapuje tyle co na obrazku w artykule.

  • uberbot

    Dobry artykuł. Ta pierwsza odpowiedź na sugestię Arcadio, że jednak można by coś pogmerać przy drukarce, spokojnie nadawałaby się na uzupełnienie.

    Ludzie zdaje się, że nie rozumieją tego zjawiska. Bez drukowania (hipotetycznie) dziś w USA dalej mogliby kupić bułkę za 1c, a zupę czy kawę za 10c, zamiast dzisiejszych 10$ w starbuniu… Gdyby to było takie łatwe. Ale postęp się stąd brał jak słusznie zauważyłeś.

    Ja mam takie dość proste pytanie. Jest obecnie jakaś kraina na globie, która spełniałaby warunki ‘spokojnego’ życia bez okradania obywateli przez drukarzy? Oczywiście wypadałoby, żeby to była kraina z sensem (np. jest z kim porozmawiać, co zjeść, wyprodukować i sprzedać, kupić itp.).

  • 3r3

    Mnie nachodzi podejrzenie, że #Arcadio czytał “teorię pełnego zatrudnienia” Keynesa i został fanem.

  • Arcadio

    @3r3
    Nie czytałem ale skoro polecasz to może kiedyś przeczytam. Jeśli próbujesz dociec źródeł moich poglądów gospodarczych to wynikają one z empirycznej obserwacji systemów gospodarczych i ich skutków w praktyce, ze szczególnym uwzględnieniem krajów, które odniosły sukces, ale i takich, które wdrażając święte zasady gospodarki umoczyły.
    Jeśli miałbym polecić jakąś pozycję, która zrobiła na mnie największe wrażenie, to byłaby to “National System of Political Economy” Friedricha Lista. Praca, na podstawie której swoje ogromne sukcesy gospodarcze osiągnęły takie kraje jak Niemcy, Japonia, Korea Płd czy Chiny.
    Dziwnym trafem nigdy nie przetłumaczona na polski i osiągalna tylko po angielsku czy niemiecku.
    Może komuś jednak zależy, żeby Polacy nie poznali alternatywy dla tak szeroko promowanych austriaków ?
    Jakoś np. dzieło Adama Smitha “Bogactwo narodów” jest powszechnie znane a dzieła Lista, które kładzie Smitha na łopatki w każdej dziedzinie, praktycznie nikt nie zna. No może oprócz krajów, które wykonały swoją pracę domową i osiągnęły sukces 🙂
    Swoją drogą ciekawe jest to, że Smith jako Brytyjczyk nie opisywał jak osiągnąć bogactwo na podstawie dokonań swojego państwa, tylko pisał jakieś teorie nie poparte doświadczeniem ?
    Ale jeż mniej dziwne jest, kiedy się zastanowimy, że w Polsce istnieje np. Centrum A. Smitha, czy FOR tak samo jak Fundacja Batorego czy inne tym podobne NGO mające za główny cel robienie wody z mózgu Polaków, ale już np. nie ma fundacji czy instytutów propagujących tezy ekonomiczne Lista czy jego naśladowców.

    • 3r3

      @Arcadio słusznie zauważasz że nie ma takiej myśli jaką propagujesz. I nie ma jej nie bez powodu. Twoja koncepcja to skonsolidowana myśl narodowa. Nie tworzymy żadnego narodu, nie jesteśmy żadną grupą. Jesteśmy pogrobowcami imperium indywidualistów które zostało rozszarpane trzy i pół wieku temu. Nie łączy nas jedna myśl, nie maszerujemy w rytm jednego bębna, nie odczuwamy emocji uniesieniami wspólnego serca.
      Bardzo dawno temu nasi przodkowie zostali pokonani, raz do nich nie dotarło, do ludzi bardzo ciężko dociera że zostali podbici – muszą zostać wybici.
      Pragniesz myśli narodowej dla narodu jaki nigdy nie powstał, straciliśmy państwowość zanim przemysł zaczął konsolidować myśl narodową, teraz państwa narodowe przechodzą swój zmierzch.

      Obserwujesz przeszłość i chcesz z niej wniosków na przyszłość.
      Dlaczego nie zainteresujesz się Izraelem czy naszymi lokalnymi chąsami? Państwo zbójeckie, mgliste terytorialnie (czyli niewrażliwe na zniszczenie terytorium, przynajmniej niewrażliwe częściowo) może być przyszłością dla tego co uważasz za “naród”. Być może czasy bogacenia się własną pracą już minęły i czas wrócić do normalności – bogacić się cudzą? Gwałtem, pożogą i rabunkiem.

      Ciebie nęci myśl narodowa, że naród może okraść się sam wewnętrznie na korzyść garstki dozorców. I dziwi Cię że nie znajdujesz chętnych by dali się okraść, a jedyni chętni to plebs, którzy niczego państwu nie żałują, ponieważ nic nie mają, więc nie im zostanie odebrane.

      Do diabła z pokojem – chcemy prosperity.

  • ThaCore

    Czy przy stałej bazie monetarnej nie mamy do czynienia z zabawą w brakujące krzesło?

    • bmen

      nie jest możliwe aby istniała stała baza bo istnieje naturalna kreacja kredytu. i tak to trwało bardzo długo aż pojawił się Keynes i jego elastyczny pieniądz. później politycy wzieli to na warsztat i mamy co mamy. każdy drukuje. kiedyś rentierzy też byli ale nie było takiej redystrybucji bogactwa jak obecnie. problem z polityką monetarną Keynesa jest taki że nie da sīe właściwie ocenić bo nastepuje tylko dodruk, ale nie ma już palenia czylu kontrakcji kasy, tak jak on chciał aby był pieniądz elastyczny. dlatego dodruk ktory proponuje @arcadio jest raczej technicznie mozliwy i mialby wpływ na rozwoj.ale to w teorii, bo w praktyce nie da sie tego kontrolowac co widzimy i po kazdym dodruku coraz wiekszy jest wymagany. jak zawsze czynnik ludzki winny, nie koncepcja. dlatego stałem sie zwolennikiem naturalnej ekspansji kredytu. wracajac do twojego pytania to nie jest możLiwe utrzymywanie stałej ilosci płacidła. ale jeżeli by była to ceny raczej by spadały, zakładając rozwoj krainy. podobnie by sie dzialo gdyby rozwoj krainy bylby wiekszy niz przyrost płacidła w egzystencji. obecnie masz odwrotnie. czyli ktos musi harować aby ktoś mógł drukować.pzdr

    • ThaCore

      Załóżmy, że mamy taka krainę jak wyspa, która nie ma handlu z innymi wyspami. Na wyspie był skarb piratów z 100 monetami, który został odnaleziony. Po odnalezieniu tego skarbu otworzono bank.
      Mamy stałą bazę monetarną w postaci 100 monet. Bank zaczyna udzielać pożyczek na procent. Po roku mamy do oddania pożyczony kapitał plus odsetki. Skąd mieszkańcy mają wziąć pieniądze na odsetki?

    • Eltor

      @ThaCore
      “Po roku mamy do oddania pożyczony kapitał plus odsetki. Skąd mieszkańcy mają wziąć pieniądze na odsetki?”
      Zaczną się wymieniać obietnicami dostarczenia pieniędzy. To, co robią dziś. Większość nawet nie ogarnia, że to robią.
      Sygnalizowany przez Ciebie problem jest do rozwiązania zakazem pobierania odsetek. Takie rozwiązania chodziły już po głowach filozofom i prawodawcom.

    • ThaCore

      Ponawiam pytanie gdyż wg mnie pytanie nie jest trywialne.
      Skąd mieszkańcy mają wziąć pieniądze na odsetki?

    • 3r3

      @ThaCore
      “Skąd mieszkańcy mają wziąć pieniądze na odsetki?”

      Z czasu. Mają je wziąć z przyszłości.

      @Arcadio
      Dane demograficzne znasz. Jeszcze za naszego życia Polska zniknie jako byt polityczny, zostanie tylko nazwą na mapie niziny środkowoeuropejskiej. Upadliśmy trzy i pół wieku temu. Nam nie o przyszłości myśleć, nie o bogactwie narodu, tylko o tym jak zejść ze sceny i podreptać na śmietnik historii. Lepiej podreptać samemu niż żeby nas tam mieli pod widelcem zapędzić.
      Mieszkamy pośród ruin fabryk w wyludniających się miastach. Jak ktoś rzadziej bywa w Polsce to nie nadąża za zmianami w języku – byłem ostatnio bardzo zdziwiony że obowiązuje w knajpie ukraiński, a mnie nie witają jako zamożnego Polaka – wprost rozumują że jak zamożny i w Polsce to musi być Żyd.

    • ThaCore

      Mógłbyś wyjaśnić jak z przyszłości mogą wziąć takie monety?

    • 3r3

      @ThaCore
      To banalne. Umawiamy się, że rozliczamy deal na dziś substytutem monet, który wynosi tyle monet co jest dziś, plus jeszcze kilka jutro.

    • ThaCore

      Czyli zaczynamy mówić o zapisach księgowych a nie o monetach.

    • 3r3

      @ThaCore
      Nawet nie o zapisach – mówimy o obiecankach.
      Możesz dostać obiecanki, ponieważ nic lepszego nie ma. Take or leave.

    • ThaCore

      W momencie zapadalności kredytów najmniej zaradny na wyspie zostanie zlicytowany czyli zaczynamy się bawić w zabawę w brakujące krzesło.

    • 3r3

      @ThaCore
      “W momencie zapadalności kredytów najmniej zaradny na wyspie zostanie zlicytowany”

      A czyją przemocą to wymusisz?
      A może wystarczy cichcem w nocy zamordować wierzyciela?
      Nikt nie podniesie wierzytelności to i nie trzeba niczego będzie oddawać.
      Island – raj z którego ludzie czasem znikają 🙂

    • bmen

      core
      No tak jak ci piszą. W ujęciu całej krainy dochodzi do przypadku, że jest w obiegu więcej IOU niż monet. I tak rolują ten dług na obietnice IOU. Pooglądaj sobie M Maloneya cz.4. masz w Bibliotece. http://www.bogaty.men/biblioteka/. i powstają business cycle, krótkie na średnio 6-8 lat i recesja czyli jakiś tam odpis obietnic ate tworzą długo okresowe cykle, średnio co 100 lat, i tutaj całe krainy odpisują dług, wojną czy innymi zabiegami.

      Ale sytuacja dla ludzika może się rozegrać na kilka sposobów, bo.

      1) jak kredyt investycyjny dobrze zainwestowany to ludzik kupi albo zrobi z tych monet szpadel albo ze dwie łopaty i sam albo rodzinowo przekopią pół wyspy i wykopią coś nowych monet, albo metalu i przetopią. I spłacą i dalej będą kopać, potem sobie koparkę zmontują itp. czyli . baza monetarna rośnie proporcjonalnie do wzrostu produkcyjności.

      2) investycyjnie pójdzie w jakąś produkcję i innych będzie doił bo coś wytworzy a inni kupią za czyjeś IOU i tak ten pan staje się właścicielem czyichś IOU albo i kapitału, bo może kupi za te papiery jakiś inny kapitał.

      3) jak pójdzie na konsumpcje czyli nie wytworzą jakiegoś kapitału ale pójdzie na gorzałę i piękne panie, albo wakacje na innej wyspie, to będą latać po innych i generować nowe IOU z IOU i tak powstaje fatamorgana IOU, handlują obietnicami itp. Czyli przyszłość przynoszą dziś, dzieci tworzą niewolnikami. I jak 3r3 pisze, dochodzi kiedyś do akcji, ktoś kogoś na taczki i na pal itp. Nie da się inaczej bo ludziki maja taki trigger w sobie i jak pęknie to biorą co chcą i nie pytają. ale do tego czasu kilku jakichś POZYCZKO-dawców wygołoci kredytobiorców , zabierze co tam mają, kiedyś brali nawet na niewolnika, żony na przechadzkę itp. Teraz niby bardziej humanitarnie, ale czasy się zmienią, bo tak to wygląda 🙂 historia cyklami stoi, i tym razem nie będzie inaczej.

    • ThaCore

      Monet na odsetki nie ma i to powoduje różne pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Pomysł z obietnicami dostarczenia pieniędzy powstał w Holandii. Pomysł z wymuszaniem zwrotu przez państwo wymyślono w Anglii. Czyli spory na temat w jaki sposób pokryć brak monet na odsetki różni różne “szkoły ekonomiczne”. Może to być np. wydobycie nowego złota, dodruk, czy rolowanie jednego długu innym.

  • Arcadio

    @3r3
    Warunkiem zaistnienia silnej wspólnoty jest nie tylko pomyślność i bogactwo indywidualnych osób, ale również spoiwo sankcjonujące wspólnotę. W moim przekonaniu najlepszym spoiwem mogącym zjednoczyć Polaków jest narodowość.
    Masz dużo racji w tym, że łączy nas już tak mało, że praktycznie jesteśmy skazani na wybicie – ale dopóki piłka w grze …
    Izraelem również się interesuję i wspólnotą żydowską też. To kwintesencja skuteczności.
    Łączy pozytywne efekty wynikające z istnienia ksenofobicznego i tradycyjnego państwa narodowego, jakim bez wątpienia jest Izrael ( czyli efekty w/w przez mnie państw wdrażających kapitalizm narodowy), z efektem podboju kolonialnego realizowanego przez diasporę żydowską – czyli znowu inna recepta na sukces przepracowana swego czasu przez Hiszpanię, Holandię, Francję, Anglię a teraz USA, ale nie tak doskonale jak robią to Żydzi.
    Ogólnie swego rodzaju doskonałe 2w1. Coś jak posiadanie w swojej stajni obu najważniejszych konkurentów, jak Bayern i Real czy Trump i Clinton lub Tyskie i Lech. Ktokolwiek wygra – my wygrywamy.

    @ThaCore
    Jak najbardziej. Skoro każdy kto już ma jedno, walczy o drugie itd. Jedni gromadzą krzesła, inni, nowi nie mają na czym siedzieć.