Luźne wpisy i dyskusja o naszym świecie napędzanym przez spiski

prowadzi redaktor@śmieciu
śmieciu
Uczeń
Posty: 7
Rejestracja: pn 18 wrz 2017, 12:46

Luźne wpisy i dyskusja o naszym świecie napędzanym przez spiski

Post autor: śmieciu » pn 18 wrz 2017, 13:36

Witam wszystkich. Podziękowania też dla bmena za udostępnienie miejsca w sieci.

Chciałbym tutaj poprowadzić jakąś dyskusję, która będzie próbować dotrzeć za prawdziwe kulisy władzy. Nie zamierzam też owijać w bawełnę i jasno powiem że charakter owej prawdziwej władzy lepiej pewnie tłumaczą różne „teorie spiskowe” niż tłumaczenia geopolityczne, zwłaszcza te które mówią o interesach amerykańskich, rosyjskich czy chińskich. Owszem czasem można użyć takich uproszczeń ale ogólnie obecny charakter rządów światowych jak się wydaje dawno już porzucił te ramy.
Do założenia wątku zainspirował mnie polish_wealth, który jednak zamierza pójść trochę w stronę religii.
W tym wątku proponowałbym wpisy też z gatunku z lekka nawiedzonych ale mniej wchodzących w religię chociaż często jedno łączy się z drugim.

Po prostu jeśli jeśli ktoś chce napisać coś „dziwnego” odnoszącego się do tego jak kręci się nasz świat a nie pasującego do innych wątków to zapraszam właśnie tu!

Mam nadzieję że uda się temu miejscu nadać trochę kolorytu :wink
Nie chciałbym jednocześnie by podchodzić do tutejszych wpisów jak do jakiejś Ewangelii. Działajmy bardziej na ludzie :smile Ale trzymajmy się faktów, konkretów i logiki.


Ok to może i ja napiszę kilka słów jako punkt wyjścia.
Co do wszystkich treści okultystycznych itp to myślę że podczas zbierania informacji, kojarzenia faktów i prób ich logicznego wyjaśnienia w końcu nadchodzi taki moment że nie daje się rady tłumaczyć tego wszystiego "racjonalnie". Po prostu racjonalnie rzeczy nie trzymają się kupy, racjonalne wyjaśnienia stają się głupsze od okultystycznych. Typowym racjonalnym "wyjaśnieniem" w podbramkowej sytuacji jest: oni są głupi, nie wiedzą co robią (np w UE), pogubili się, stracili kontrolę (np. Banki), realizują swoje sny o potędze (politycy prowadzący samobójczą dla kraju działalność). Tylko że to są wyjaśnienia dziecinne, dzięki którym wyłączasz umysł, myślenie i uznajesz kolejny absurd za dzieło przypadku i głupków, którzy jakoś tak się składa najwyraźniej rządzą światem.
No i wtedy z pomocą przychodzą teorie spiskowe i ich naturalne rozwinięcie, "okultyzm" :smile Teorii może być mnóstwo, ważne jednak by miały tą swoją wewnętrzną logikę miały jakąś ideę, gdzie rzeczy dzieją się bo ktoś tak chce, w to wierzy a nie dlatego że dorwał się do władzy bo jest głupkiem...

Ok. Tak to wygląda. Nie jest to głupie jeśli punktem wyjścia są fakty i czyny a dopiero potem pojawiają się dziwne teorie. Źle jest gdy najpierw łykamy jakąś fascynującą teorię a potem wszystko do niej dopasowujemy.
Dlatego też staram się mimo wszystko trzymać faktów, konkretów :tong (pewnie dlatego jakoś mnie tam trader tolerował).
A te są jak tam wielokrotnie pisałem naprawdę dziwaczne.

Dlatego ten wątek wydaje mi się świetny na dyskusję o której myślę.
No bo przykładowo weźmy tych Ruskich. Jeszcze 4 lata temu Putin w oficjalnych mediach był przyjacielem świata. Wiadomo. Już to było w sumie absurdalne. Ale jesteśmy przyzwyczajeni że zbrodniarze brylują na salonach. Dlatego dziwniejsze jest to że nagle, w ciągu paru tygodni przemieniono całą narrację i z obrońcy pokoju uczyniono zeń wroga ludzkości. Ale to jeszcze nic. Prawdziwy cyrk zaczyna się gdy czyta się wiadomości z USA. Gdzie te wszystkie media, które parę lat temu wychwalały politykę Demokratów, Obamę i Sekretarz Stanu H. Clinton wciskającą guzik resetu z Ławrowem, dzisiaj w każdym miejscu widzą ruskich szpiegów. I jak się okazuje cała machina FBI, NSA czy CIA nie tylko chyba nie wie co się dzieje i działo w USA ale można odnieść wrażenie że chyba te agencje też zostały przejęte przez Ruskich.
I właśnie w takich chwilach człowieka ogrania to uczucie odrealnienia, teatru i iluzji. No bo sorki. To jest tak idiotyczne, ta cała oficjalna narracja tak głupia że no naprawdę, ale pierwsza z brzegu teoria o jaszczurzych ufokach rządzących światem nabiera powagi, głębi i logiki.

I wtedy człowiek zastanawia się: do czego to u diabła zmierza?
Rozgląda się wokół, widzi te narastające lawinowo absurdy, no i właśnie, do czego?

Cdn. :smile
Ostatnio zmieniony wt 10 paź 2017, 19:53 przez śmieciu, łącznie zmieniany 6 razy.

śmieciu
Uczeń
Posty: 7
Rejestracja: pn 18 wrz 2017, 12:46

Re: O czym chcę mówić ? Tytułem wstępu

Post autor: śmieciu » czw 21 wrz 2017, 11:24

Temat to prawdziwe kulisy wojny.

Miałem coś napisać o Ruskach (jakby się ktoś pytał dlaczego piszę Ruskie to uważam że Rosjan już zbytnio nie ma. Rosją rządzi specyficzny rodzaj KGBowsiej żydokomuny, do której lepiej pasuje słowo Ruskie).
Ale może nie o tym ale o kasie.
Niedawno u tradera napisałem parę komentarzy trochę w stylu apokaliptycznym o nadchodzącym krachu finansowym. Sugerując wyjście z giełdy i instrumentów pochodnych zwłaszcza takich jak ETFy. Więcej już o tym pisać nie będę. Któryś z Rotszyldów mawiał: ostatnie 15% wzrostów zostawiam innym. Jeśli ktoś ma mocne nerwy to może się w to pobawić. Kto wie może to będzie nawet 20%?
W każdym razie ostatnie posunięcia FED każą poważnie przemyśleć sprawę. Ktoś może powiedzieć że wczorajszy FED to bardziej słowa niż czyny, że trzymają rękę na pulsie, nie pozwolą na krach. Rzecz w tym że to tylko kwestia wiary w dobrą wolę FED i elity bankowej. Jak wspominałem u tradera, nie widzę żadnych podstaw do wiary w ich dobrą wolę.
To co natomiast widzę to wielkie rozstawianie pionków i figur na światowej szachownicy w przygotowaniu na coś.
Ogólnie sprawa raczej nie jest skomplikowana, tylko raczej zapomniana. Od 2008 roku pojawiło się mnóstwo różnych spekulacji na temat krachu dotychczasowego systemu finansowego, który doszedł do kresu swojej wydolności. Równie naturalne były spekulacje dotyczące wojny, która jest dobrym rozwiązaniem na wszystko. Rok w rok ktoś oczekiwał krachu i nadchodzącej wojny. A nawet końca świata w 2012r. :wink
Nic takiego jednak się nie stało. Bankierzy znaleźli sposób na „kres systemu finansowego”. U tradera był fajny artykuł dotyczący mało znanego wystąpienia Bena Bernake, który wyłożył dość dosłownie co może zostać uczynione (może dlatego zdjęli go ze stołka?). W każdym razie dla FED to co się działo nie było zaskoczeniem, ani też co robili potem nie było improwizacją.
Przez prawię dekadę FED i spółka chwytając się generalnie drukowania pieniądza potrafili utrzymać spokój a nawet w pewien sposób doprowadzić do jakiegoś ożywienia gospodarczego. Przez ten czas wszyscy wieszczący krachy zostali skompromitowani, coroczny koniec świata nie nadchodzi już tak długo że ludzie przestali weń wierzyć. Przeciwnie. Skoro Banki Centralne wystąpiły oficjalnie w roli drukarzy, zbawców ludzkości i skoro im to w sumie nieźle idzie to czemu nie miałoby to trwać dalej?
Wszyscy sceptycy zostali wykoszeni, będzie trwać dalej!
No dobra tylko co właściwie zrobiły Banki Centralne? Przecież tak naprawdę nie zmieniły Systemu. Nie wspomogły kasą szarego człowieczka. Przeciwnie, ich działania to wspomaganie kasą swoich krewnych i znajomych, konsolidacja władzy w rękach krewnych i znajomych. Ale najważniejsze jest uświadomienie sobie na co tak naprawdę wykorzystali ten długi czas, który sobie kupili drukując pieniądze.

W tej historii ludziom jakoś umyka to co jest najwyraźniejsze, to co jest najbardziej oczywiste. Otóż wszyscy zgadzają się że Banki Centralne uratowały świat, gospodarkę. Ale nie czynią tego myślowego kroku dalej. Skoro to od Banków zależy to co się dzieje to znaczy że to oni piszą politykę. To oni sprowadzają imigrantów. To od ich woli zależy byt rządów organizujących przewroty w krajach z polami ropy naftowej, to od ich woli zależy jakie sukcesy odniesie ISIS. Po prostu to od ich woli zależy na jakie przedsięwzięcia popłyną pieniądze.
A te jak widzimy płyną w dziwne miejsca. Do jakich wniosków powinniśmy dojść patrząc na co idą te pieniądze? Naprawdę mamy wierzyć że oni chcą dobrze?

Trik jest prosty. Jeśli dzieje się coś złego, jakieś podżeganie do wojny itp. To jest to wina polityków... Z ich snami o potędze, „bronieniu własnych interesów”... Haha, czyli czyich interesów? Przecież nie tych dobrych bankowców, którzy ratują świat i finansują tychże polityków i tychże politykę...
To siedzi gdzieś głęboko w mózgach ludzi.
Ale jeśli pozbędziemy się tego balastu to świat szybko stanie się prostszy:

FED i spółka kupiły sobie czas na... No cóż innego jak nie przygotowanie do wojny? Tego samego krachu i tej samej wojny, które miało dawno nadejść, rozwiązać sprawy, a o czym już wszyscy zdążyli zapomnieć i przestać wierzyć.
No więc po kolei:
Pierwszą ofiarą stała się Rosja. Napiszę o tym może później więcej bo to dla nas ważne. Ale obecnie w skrócie mamy taką sytuację że do 2013r. Rosja była cacy. A od 2014 stała amerykańskim wrogiem nr. 1. Nieważne kto jak i dlaczego. Ważne że tak jest. Do Polski i okolic trafiły obce wojska.
Europa podlega systematycznej destabilizacji dzięki imigrantom. Którzy bez ogromnego rządowego wsparcia nie mieliby szans na dotarcie do Europy. To jest naprawdę zabawna historia. Czemu mają służyć ci imigranci, skoro jak wiemy raczej nie służą jako tania siła robocza?
Bliski Wschód. Za sprawą ISIS mamy tam wielki chaos, radykalizację nastrojów. A nawet całkiem odjechane budowanie napięcia jak w przypadku ostatniej sprawy z Katarem.
Północna Afryka. Egipt, Libia zostały rozbite, zostały całkowicie podporządkowane „amerykańskim interesom”.
Indie. Doprowadzone do chaosu dzięki działaniom Modiego. Całkowicie fantastycznemu planowi (gdyby ktoś usłyszał o tym wcześniej) wycofania gotówki w kraju wydawałoby się najmniej do tego przystosowanemu.
Chiny.
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Rok temu wszyscy byli przekonani że prezydentem USA zostanie H. Clinton. Wszyscy się bali jej agresywnej postawy wobec Rosji. Amerykańscy preppersi szykowali się na koniec świata. A tu wygrał Trump. Preppersi odetchnęli, ale czy dobrze zrobili? Może Trump wygrał nie dlatego że pragnie pokoju ale przeciwnie! Bo pragnie wojny.
Trump jest lepszy od Clinton bo nie ukrywał że pragnie konfrontacji z Chinami, a to przecież poważniejszy gracz od Rosji. Oczywiście miała to być potyczka gospodarcza. Tylko że Trump nie ukrywał także że jest fanem przemysłu zbrojeniowego i amerykańskiej armii. Nie ukrywał że pragnie dofinansowania sił zbrojnych. Jeździ po Europie i chwali tych co wydają kasę na zbrojenia... A przecież Europejczycy nie będą się bić z Chińczykami...
Czyli w sumie co? Trump nie ukrywa że nie tylko Chiny ale także, tak jak Clinton, i Rosję uważa za potencjalne niebezpieczeństwo, wroga.
Na czele USA mamy nieprzewidywalnego człowieka, który nie ukrywa że silna armia to klucz do sukcesu ani też nie ukrywa że nie boi się konfrontacji. Czyż nie ciekawe? H. Clinton miała być prezydentem ponieważ miała mieć za sobą sektor finansowo-wojskowy. Jednak prezydentem został Trump, który podobno jest niezależny, wygrał wbrew woli finansistów i podżegaczy wojennych. Choć pasuje do tej roli lepiej niż Sekretarz Stanu wciskająca guzik pokoju z Ławrowem.

Ok. Mamy więc pięknie porozstawiane figury, pionki. Tym się zajęto w wolnym czasie. No i cóż, mamy zamknąć na to oczy i być przekonanym że Banki zadbają o dobrą formę giełdy i całej reszty?
Czy też zrozumieć obecne działania FED jako ostatnie ostrzeżenie? A właściwie może jako włączenie zapalnika do różnych ładunków wybuchowych, które nie zadziałają natychmiast ale gdy już to zrobią to będzie za późno.
Świat został uśpiony a Banki stały się mistrzami odwracania sytuacji. Wtedy kiedy już miał nastąpić wybuch, następnego dnia był piękny poranek, finanse triumfowały, sceptycy wtapiali. Przez ten czas ludzie masowo uwierzyli status quo. Czyż to nie piękna okazja by to właśnie teraz zrobić BUM?
To BUM o którym wszyscy mówią, kiedy znów nikt nie będzie winny. Zwłaszcza nikt nie będzie winny utopionych przez ludzi pieniędzy. Bo przecież ostrzegające głosy wciąż są liczne. Nawet banki w rodzaju Glodman Sachs ostrzegają przed przegrzaniem. Nawet FED mówi że trzeba uspokoić sytuację. Gdy nastąpi krach nie będzie można mieć pretensji do nikogo. Zwłaszcza kiedy dodatkowym usprawiedliwieniem okaże się napięta sytuacja geopolityczna.

śmieciu
Uczeń
Posty: 7
Rejestracja: pn 18 wrz 2017, 12:46

Re: O czym chcę mówić ? Tytułem wstępu

Post autor: śmieciu » pt 22 wrz 2017, 17:34

Wielki Krach.

Można nań spojrzeć różnie. Są jednak pewne pewniki. Np. to że są ludki, które mają wiedzę o tym co ma nastąpić. Tak było w 1929. Tak było 2008. Wtedy w Polsce przykładowo pojawiły się kredyty frankowe i opcje na złotówki. Miało być tak pięknie. Banki najwyraźniej dostały zespołowo kosmicznego natchnienia by zrobić ludziom dobrze. A tu dupa...
No nie udało się zrobić dobrze, ale był taki plan :smile Ogólnie właśnie tak to wygląda. Jest piękny plan a potem niestety wszystko się wali. Cały myk zdaje się więc polegać na tym by wczuć się w plan. Jak tym razem może wyglądać plan?

Nie wiem ale spróbuje się trochę wczuć :smile Każdy może przeprowadzić taki eksperyment! Potem okaże się kto się lepiej wczuł.
No więc ma nastąpić krach. Jaki plan przygotowujemy?
Zależnie od oczekiwanego efektu. Powiedzmy że robimy mega krach.
Ok. Zacznijmy od fundamentów bez silenia się na fikuśne zabawy. Fundamentem jest zawsze bania. Gdzieś ktoś tam dostaje kredyty w jakiejś działce gospodarki, ta sama działka jest pompowana kredytami na giełdzie, gracze są pompowani. Potem bania strzela i jest krach. Proste. Tak więc by zrobić mega krach wystarczy zrobić rozwinięcie. Pompujemy wiele bań. Udzielamy kredytów. Tworzymy ETFy, instrumenty pochodne by łatwiej było ludziom się włączyć w zabawę w obliczu ograniczonej ilości podstawowych instrumentów do zakupu. Ma być tanio i dostępnie.
Posuwamy się nawet do druku kasy by nakręcić banie. Tania kasa rozdawana krewnym i znajomym, firmom na buybacki itp. nakręca banie. Nie nakręca gospodarki bo tam kasa trafia tylko ubocznie. Ale nakręca banie. Nie ma się oczywiście co przejmować że bania sprawi że krewni i znajomi wtopią... Co oni mogą wtopić? Skoro żyją już w komunizmie, dzieląc się dobrami. Niektóre wytwarzają sami. Np. pieniądze. Ale niektóre trzeba zabrać. Od innych. Jak to w komunizmie!
I stąd banie. Ci co mają nadmiar dóbr są najbardziej chętni by się nimi podzielić. Słuszne to i sprawiedliwe :tong Dlatego to oni wchodzą w banie. Mają najwyraźniej niepotrzebne nadwyżki.
No i dobrze. Skoro już uderzyliśmy w ten filozoficzny ton to może by tak nadać krachowi jakiś filozoficzny wymiar? Czemu nie skoro to ma być mega krach?
Np. weźmy taką datę Krachu.
To jedna z najważniejszych rzeczy. Klucz.
Podstawa jest prosta i oczywista. Krach powinien mieć miejsce wtedy kiedy nikt się nie spodziewa. To jest jasne. Ludzie generalnie nie mają długiej pamięci. Ale gdy dostaną kopa to potrafi im to jakiś czas siedzieć w głowie. Po 2008 przykładowo wielu nabrało urazu. Dlatego następny krach trzeba oddalić w czasie. By uraz przeszedł. Wskazane przy okazji będzie ośmieszenie wszystkich sceptyków, głosów rozsądku. Można to np. zrobić kreując różne napięcia i niepokoje, które ośmielą sceptyczne głosy, tylko po to by zrobić kolejny zastrzyk gotówki, kolejny short squeeze i wykosić ofiary pozbawione wiary... Tak by w końcu do każdego dotarło jasno i wyraźne: tylko radosne zakupy przyniosą ci zysk. Zakupy!
Z czasem nie ma wyjścia. Ta oczywista prawda zaczyna przenikać wszelkie mózgi bezkrytycznie. W ostatniej fazie warto także obniżyć kurs dolara by do bani łatwiej było dołączyć wszystkim. Ewentualnie rozkręcić banie lokalne. Masz nadmiar kasy i dodatkowo kupisz tanio! Tak było 2008r. czemu coś zmieniać?
No ok to jest dość oczywiste.
No ale konkretnie. Kiedy?
Czemu nie jesienią 2017 przykładowo. Jesień wiadomo. Klasyka. Ale skoro już coś organizujemy z filozoficznym przesłaniem. To może np. 300 setna rocznica powstania pierwszej loży masońskiej? Nieźle ale są lepsze rzeczy! Np. 100 rocznica Rewolucji Październikowej. Realnego wdrożenia komunizmu, który dzisiaj przynosi takie owoce. To piękna rocznica. To były piękne czasy. Czyż nie fajnie byłoby przeżyć to jeszcze raz? Znów z hasłami humanistycznego wyzwolenia ludzkości z zapyziałych wierzeń i tradycji doprowadzić do różnych rzezi po których zatriumfuje nowy lepszy porządek?
Kuszące!
Tym razem w dodatku bardziej perfidne. Bo przecież przez te 100 lat ludzie powinni się czegoś nauczyć. No ale z drugiej strony o ileż fajniejsza radocha. Znowu zrobić ten sam numer. 100 lat mija od objawień fatimskich, kogo to obchodzi? 2 dni temu FED zapowiedział koniec QE. Kogo to obchodzi?
To jest właśnie piękne. Włożyć ludziom do głowy jak wygląda skok w przepaść a potem nakłonić ich do skoku.
Bo do dla ich dobra. Tak trzeba. Ufać tym samym ludziom przez 100 lat i dalej.

Ok. W sumie każda data jest dobra. Ale skoro już organizujemy krach to fajnie byłoby zrobić go efektownym. Metafizycznym. Bo przecież co można do cholery robić z tą kasą, której jest tyle że w Szwajcarii spuszcza się ją w kiblach :)
Ludziom nie damy, zwykłe rozrywki już przerobione.

Tak więc ja bym to zrobił w październiku. Świetna okazja. Zrobiłbym to kierując się teatralnym efektem, licząc na stworzenie czegoś w rodzaju dzieła sztuki :wink
Niestety nie wiem czy tym dokładnie kierują ONI. Choć niewątpliwie mają swoje diabelskie poczucie humoru. Więc może będzie coś w tym stylu. Ewentualnie trochę przesuną rzeczy w czasie. Może trzeba wcześniej dozbroić niektórych? Może. Może mają jeszcze większe plany i rozmach niżby tylko o krach chodziło. Zobaczymy.


A tak bardziej na serio to krach nie może zacząć się od podniesienia stóp przez FED. To byłoby zbyt drastyczne i oczywiste. Zbyt obciążające FED. Dlatego jak na mój gust październik jest świetny gdyż pizdłoby ot tak. Nie możnaby winić bankowców, którzy przecież obecnie robią wszystko by kasa była...
Kryzys zacznie się wedle wszelkiego prawdopodobieństwa od jakiegoś zdarzenia politycznego. Znów po to by odwrócić uwagę od Banków. No i kryzys zapewne jak w 2008 roku doprowadzi do katastrofy jakichś banków. Znów tą samą logiką, one są ofiarami a nie sprawcami.
Oficjalnie wszyscy stracą, nie będzie przeciw komu się obrócić. Tylko przeciw niektórym politykom, jakimś geopolitycznym czynnikom. No i różnego rodzaju spekulacjom finansowym. Być może ogólnikowo system finansowy będzie pod pręgierzem. Rozdmuchany. Bez kontroli.
Idea naprawy polegałaby więc na uproszczeniu i lepszej kontroli ...
Inne rzeczy też mogłyby przejść podobny proces naprawy...

śmieciu
Uczeń
Posty: 7
Rejestracja: pn 18 wrz 2017, 12:46

Re: O czym chcę mówić ? Tytułem wstępu

Post autor: śmieciu » wt 10 paź 2017, 15:56

O lewactwie w nawiązaniu do Katalonii

Uczucie rozbierania przez 5-letnią dziewczynkę jest fantastyczne, bo jest to gra o absolutnie erotycznym charakterze.
To wypowiedź Daniela Cohn-Bendit.
Na przestrzeni ostatnich lat aktywnego jako europoseł. Najpierw Zielonych francuskich. Potem Zielonych niemieckich a ostatnio znów francuskich. Będąc Żydem zapewne nie czuje wielkiej różnicy no i najwyraźniej zarówno Francja jak i Niemcy w tym samym stopniu mają go za Francuza czy Niemca. Zresztą zapewne kluczowym czynnikom jest to całkiem obojętne gdyż partia Zielonych została stworzona po to by różne poważne rodziny europejskie miały gdzie ulokować swoje córki i synów o pewnych defektach umysłowych uniemożliwiających normalną karierę polityczno-finansową. Przez co idealnie nadają się do promocji ekologii. Swoiście pojętej. Zwłaszcza że rzeczywista pasja członków partii Zielonych leży zwykle gdzie indziej. Daniel Cohn-Bendit nie jest tu żadnym wyjątkiem...
Nie dziwi więc w tym kontekście że wcześniej pracował w przedszkolu. A jeszcze wcześniej...
Był jednym z najważniejszych przywódców (i organizatorów :wink ) studenckich strajków w 1968r. I tu zaczyna się nasza historia. Historia, która za pół roku będzie mieć swoje 50lecie a którą warto chyba przypomnieć w kontekście tego co się dzieje w Katalonii.
Pół wieku temu miały miejsce ciekawe wydarzenia, o których wspomina też Song Hongbing w swojej Wojnie o Pieniądz 3.: Gospodarka francuska właśnie nabrała wtedy porządnego rozpędu. Do Francji płynął szeroki strumień dolarów ale jakoś to nie cieszyło prezydenta de Gaulla. A to dlatego że USA było ówcześnie mocno zaangażowane w wojnę wietnamską, która obnażyła funkcjonowanie finansów USA. Bazujących na eksporcie dolara, nie mającego już większego związku ze złotem. W obliczu groźby załamania wartości papierowego dolara de Gaulle żądał od USA wypłat raczej w złocie niż dolarze. W efekcie czego francuskiego złota przybywało a amerykańskiego ubywało. Podczas gdy reszta świata obserwowała ten spektakl czujnie zastanawiając się nad wejściem do gry.
Zanim jednak to nastąpiło do gry weszli francuscy studenci z Cohn-Benditem na czele.
Jakimś sposobem pod hasłem "wszyscy lewacy Francji łączcie się" udało się zjednoczyć komunistów, socjalistów a także hippisów oraz ciężko pracujących robotników francuskich zorganizowanych w związkach zawodowych.
Skala protestu zaskoczyła rząd i de Gaulla. Nie dziwne! Przecież w istocie nie było żadnych poważnych powodów do tego. Gospodarka funkcjonowała. Stopa życiowa rosła. Protesty studenckie zdały się z początku buntem rozpuszczonych dzieciaków a nie poważną inicjatywą. Zaskoczony rząd nie reagował ale gdy już to zrobił to brutalnie. Kto wie! Może nawet prowokacyjnie, choć niewątpliwie sam został sprowokowany. Tak czy owak doprowadziło to do eskalacji konfliktu. Dostarczyło trochę paliwa do rozlewającego się po Francji ognia. Do studentów przyłączyli się robotnicy, de Gaulle znalazł się w trudnej sytuacji.
Która jednak była na tyle dziwna że de Gaulle zaczął (raczej słusznie...) podejrzewac działanie sił zewnętrznych. Z drugiej strony, gdy już uświadomił sobie powagę wydarzeń powzięte zostały kroki mające przywrócić porządek. Oczywiste było że należało się dogadać z robotnikami, którzy ze swojej strony także pragnęli porozumienia. De Gaulle powoli zaczął uspokajać rzeczy. Rozpisane zostały wybory, w których gauliści wygrali. Okazało się że zjednoczone siły wszystkich lewaków nie dały rady zdrowemu francuskiemu rozsądkowi.
Tylko że...
Wkrótce potem de Gaulle ustąpił ze stanowiska a po roku zmarł...
Natomiast legenda roku 1968 nabrała swojego nowego życia. Narodziło się nowe pokolenie i nowa Francja. Gdzie ludzie tacy jak Cohn-Bendit stali się bohaterami. Rozpoczęli swoje wielkie kariery. Nie tylko polityczne. Poza tym zmieniła się jeszcze jedna rzecz. Nastąpiły pewne gospodarcze zawirowania, które sprawiły że amerykańskie złoto zebrane przez Francję wróciło z powrotem do skarbców FED a amerykański dolar znów stał sie godny zaufania w globalnym świecie finansów.

Z histori tej należałoby się wyciągnąć jakiś morał.
Np taki: Nigdy nie lekceważ lewaków! Zlekceważono ich w 1917. Zlekceważono 50 lat później w 1968 i być może wciąż lekceważymy ich dzisiaj po stu latach od Rewolucji. Czy to że Rosja ciężko przędzie oznacza że rewolucja przegrała? Zależy tylko od tego co miało być jej celem...
No ale wróćmy do Katalonii.
Czegóż tam chcą w tej Katalonii? Źle im tam jest? Nie można tam seksu uprawiać na wszelkie sposoby? Posiadać najdziwniejszej orientacji seksualnej? Chyba aż tak źle nie jest. Ale mimo to coś im się nie podoba. Tak jak nie podobało się kiedyś studentom z Sorbony. Ludzie masowo wylegli na ulice by demonstrować za... No za czym?
Za rozpadem Hiszpanii, który nikomu tam w Katalonii raczej się finansowo nie przysłuży tak jak rok 1968 nie przysłużył się Francji? Kto wie! Może o to właśnie chodzi. O to czy też o coś więcej niż marne pieniądze :smile A jeśli się komuś nie podoba to już rząd hiszpański wyśle oddziały do pałowania i motywowania tak jak to zrobił Pompidou dyrektor banków Rotszyldów, największy przyjaciel de Gaulla, który potem go zastąpił, wcześniej zostawszy przezeń zdymisjonowany. Tak to właśnie działa u lewaków. U nich jak coś ma być to będzie :smile Nie tak jak w chaosie niepotrzebnego prawicowego indywidualizmu. Chociaż może powinno być odwrotnie. No ale ten świat stał się na tyle pokręcony że te wszystkie etykietki chyba trzeba zacząć czytać od tyłu.
A my nie mogąc na nich polegać tak naprawdę nie wiemy czego się spodziewać.
I dlatego być może lepiej o nich nie myśleć tylko wrócić do tego co było. W 1917 roku miało być pięknie. Rok 1968 miał rozwiązać szereg problemów. I w jakiś sposób rozwiązał. A dzisiaj mamy Katalonię.
Czy to tylko taka imprezka z okazji dawnych zdarzeń? Niby nic szczególnego ale przecież i Paryż 1968 nie zapowiadał się specjalnie. Kto by uwierzył że studenci obalą de Gaulla?
A jednak.
Dzisiaj też ludzie przestali wierzyć w wiele rzeczy. Np. w dolara :wink
Może o to chodzi? W końcu Katalonia to nie tylko jakaś tam Hiszpania, z jej problemami. To raczej UE z problemami takimi jak Hiszpania. Może niewielka lewacka Katalonia to taki niewielki lewacki Paryż. Mały płomyczek rewolucji, który ma zmienić może nie świat, ale choćby naszą UE.
Kto wie :smile

Almanzor
Licealista
Posty: 37
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 19:55

Re: O czym chcę mówić ? Tytułem wstępu

Post autor: Almanzor » wt 10 paź 2017, 19:39

Nie chcę odbiegać bardzo od tematu ale chciałbym zwrócić uwagę na to, że Ukraina jest w dużo dalszym stopniu rozkładu niż np taka hiszpania z catalonią, ponadto kręcić się zaczynają po jej terytorium podejrzane osoby Szeakaszwilli którego nie chcą nawet kolejarze w pociągu widzieć i wolą zastrajkować do czasu kiedy on w nim przebywa. Lada moment może się rozsypać a catalonia jest tylko przykrywką albo kolejną placówką do zastosowania planu rozerwania dużego europejskiego państwa. Czekam kolejnych odsłon i wpisów. Pozdrawiam. A De Gaull wielki człowiek, zapomniany ale wielki. Potrafił przemówić zza oceanu. Smutne jest jednak to, że takich światłych ludzi i reformatorów dość szybko i sprawnie system odstawia na boczny tor. A następców często brakuje. Bardzo to ważne, żeby przebijać się do szerszej świadomości ludzkiej, bez tego jeden człowiek nic nie zrobi.
Acta haec res est - stało się (przegrałem). (przegrałem).
W ciemnocie ludu bezpieczna jest władza książąt, wykształcenie prowadzi do buntu.
Hardość w porę nad pokorę. Naga prawda nie pasuje już do naszego świata

ODPOWIEDZ